Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup

Esensja słucha: …rosyjskiego rocka!

Esensja.pl
Esensja.pl
Literatura i kino rodem z Rosji cieszą się w Polsce od lat zasłużonym szacunkiem, stanowiąc choć w małym stopniu istotną przeciwwagę dla zalewającej nas komercyjnej kultury amerykańskiej. Niestety, nie można tego samego powiedzieć o muzyce, a zwłaszcza o rocku rosyjskim, który nad Wisłą jest praktycznie nieobecny. Niesłusznie, ponieważ rockmani z Moskwy, Petersburga czy Ufy naprawdę mają się czym pochwalić.

Sebastian Chosiński

Esensja słucha: …rosyjskiego rocka!

Literatura i kino rodem z Rosji cieszą się w Polsce od lat zasłużonym szacunkiem, stanowiąc choć w małym stopniu istotną przeciwwagę dla zalewającej nas komercyjnej kultury amerykańskiej. Niestety, nie można tego samego powiedzieć o muzyce, a zwłaszcza o rocku rosyjskim, który nad Wisłą jest praktycznie nieobecny. Niesłusznie, ponieważ rockmani z Moskwy, Petersburga czy Ufy naprawdę mają się czym pochwalić.
Czornyj Obelisk „Мёртвый сезон” (2012) [70%]
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Moskiewski Czornyj Obelisk (Чёрный Обелиск) to kolejna – obok takich zespołów jak Alisa czy Piknik – legenda rocka rosyjskiego, która zaczynała karierę jeszcze w czasach Związku Radzieckiego i pozostaje aktywna po dziś dzień. Założycielem kapeli był, zafascynowany prozą Ericha Marii Remarque’a (stąd nazwa!), wokalista i gitarzysta basowy Anatolij Krupnow (wcześniej występujący w grupie Prospekt). Pierwsze płyty – a w zasadzie kasety magnetofonowe – były zapisami koncertów; w pełni studyjnym krążkiem była dopiero czwarta w karierze „Стена” (1991). Najbardziej dramatyczny moment w historii moskwian miał miejsce w lutym 1997 roku, kiedy to podczas pracy w studiu nad albumem zatytułowanym roboczo „Три товарища” (i znów Remarque!) Krupnow dostał zawału serca i zmarł. Pozostali muzycy wraz z zaproszonymi do współpracy gośćmi upamiętnili go wydanym trzy lata później podwójnym krążkiem „Postальбом”. Od tamtej pory Czornyj Obelisk w miarę regularnie dostarczał nowych nagrań; dopiero po publikacji wydawnictwa „Зелёный альбом” (2006) nastąpiło dłuższe milczenie. Gdy jednak przed trzema laty pojawiła się w sprzedaży EP-ka „Чёрное / Белое”, fani zacierali ręce z zadowolenia, licząc, że to finał przedłużającej się kontemplacji. I w pewnym sensie tak też było, tyle że potem mijały kolejne lata, a płyta z premierowym materiałem do sklepów jakoś nie trafiała. Odetchnąć z ulgą można było dopiero na początku 2012 roku, kiedy światło dzienne ujrzał „Мёртвый сезон”. Nagrano go w składzie: Dmitrij Borisienko (śpiew, gitara), Michaił Swietłow (gitara), Daniił Zacharienkow (bas) oraz Władimir Jermakow (perkusja), którego już po zakończeniu pracy nad albumem zastąpił Maks Olejnik. Trzy znane już z EP-ki kawałki – „Чёрное / Белое”, „Вальс” i „Исход” – uzupełniona dziewięcioma nowymi, co w sumie dało prawie 50 minut muzyki. Kto zna wcześniejsze produkcje moskwian, zaskoczony na pewno nie będzie – to wciąż jak najbardziej klasyczny heavy metal z thrashowymi inklinacjami. W Polsce w podobnym stylu gra chociażby reaktywowany niedawno Kreon, choć trzeba przyznać, że „przyjaciele-Moskale” w dużo większym stopniu dbają o melodyjność swoich kompozycji (i mieli też do dyspozycji, co wyraźnie słychać, znacznie lepsze studio nagraniowe). Praktycznie każdy z utworów wypełniających „Мёртвый сезон” ma potencjał komercyjny – co oznacza tyle, że ich ciężar rekompensowany jest chwytliwymi refrenami i zapadającymi w pamięć solówkami gitarzysty (notabene Swietłow to jedyny muzyk pamiętający początki kapeli). Do grona evergreenów zespołu największe szanse dołączyć mają: wystrzałowy „Рок-стар”, patetyczny utwór tytułowy, inspirowany klasycznymi nutami „Вальс” oraz nieco nostalgiczny, Maidenowsko brzmiący – ach, te gitary! – „Исход”. Cała płyta została zresztą przygotowana według bardzo prostej, ale niezawodnej od lat receptury – ma być krótko i dynamicznie, ciężko, ale i melodyjnie. Jedyne chyba, czego zabrakło, to ballada, która dałaby słuchaczom odrobinę wytchnienia. Ale to nie zarzut, raczej – konstatacja faktu.
KniaZz „Тайна кривых зеркал” (2012) [70%]
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Andriej Kniaziew zdobył w Rosji rozgłos jako wokalista art-punkowej kapeli Król i Błazen (Король и Шут), w której szeregach znajdował się od 1990 roku. Z biegiem czasu jednak coraz bardziej przemyśliwał o pracy na własne konto. Przed siedmioma laty – pod pochodzącym od nazwiska pseudonimem Książę (Князь) – wydał album solowy „Любовь негодяя”; w ubiegłym roku natomiast powołał do życia własny ansambl, który ochrzcił… KniaZz (КняZz). Ta dziwaczna pisownia ma swoje logiczne uzasadnienie – Kniaziewowi zależało bowiem na tym, aby po wpisaniu nazwy do przeglądarki pojawiły się odnośniki do kapeli, a nie którejś z postaci historycznych. Początkowo Andriej był przekonany, że uda mu się połączyć liderowanie grupie z dalszymi występami w Królu i Błaźnie, lecz szybko okazało się to nierealne. Tym bardziej że rodzimy zespół przymierzał się właśnie do niezwykle ambitnego projektu – nagrania dwóch aktów horror-punkowej rock-opery „TODD” (2011-2012), co praktycznie wykluczało zaplanowaną przez Kniaziewa trasę promującą debiutancki krążek KniaZa „Письмо из Трансильвании”, który ujrzał światło dzienne w październiku 2011 roku. W efekcie dwa miesiące później wokalista pożegnał się ze starymi kolegami i skupił już tylko na funkcjonowaniu nowego bandu. Dzięki temu w zaledwie rok po starcie otrzymaliśmy kolejny krążek formacji, któremu lider nadał tytuł „Тайна кривых зеркал”. Nagrano go w studiu „Kontakt” w rodzinnym Petersburgu, zmiksowano zaś w Moskwie. Podstawowy skład pozostał bez zmian, gościnnie pojawiła się za to w jednym kawałku („Убежище”) Lusine Geworkian – na co dzień wokalistka zespołu Louna. W porównaniu z debiutem niewiele się zmieniło, może poza tym, że muzycy KniaZza nieco odważniej sięgają po z zasady mniej kojarzone z rockiem instrumenty, takie jak skrzypce (Dmitrij Riszko) czy trąbka (Stanisław Makarow), które notabene znakomicie dopełniają brzmienie. Czternaście utworów wypełniających krążek to bardzo melodyjne, ale jednocześnie niepozbawione pazura i odpowiedniego ciężaru kompozycje z pogranicza punka z domieszką folku, a momentami nawet heavy metalu. Kniaziew dysponuje potężnym głosem, dzięki czemu kawałki takie jak „Ангел и демон” (absolutny hicior zapodany na otwarcie płyty), „Пепел города грёз” (w gotycko-rockowym klimacie znanym z dokonań konkurencyjnych petersburskich Kukryniksów) czy „Голос тёмной долины” zyskują dodatkowo na mocy. Drobnych smaczków też nie brakuje: a to pojawiają się dźwięki skrzypiec („Ангел и демон”, „Голос тёмной долины”), to znów trąbka („Пьеро”, „Убежище”), innym razem rapcore’owy wokal („Социальная программа”), ogniście metalowa solówka gitary („Пивная песня”), względnie plumkający funkowy bas („Тайна кривых зеркал”). Wszystko zaś cechuje się charakterystyczną wschodnią melodyką i zaśpiewem przywodzącym na myśl pieśni ludowe znad Donu i Wołgi… Warto dodać jeszcze, że na wydanej w lipcu EP-ce promującej krążek znalazły się dwie piosenki, które na album nie trafiły: przebojowy, poświęcony piłkarzom Zenitu Petersburg „Зенит” oraz – wypożyczone z repertuaru Akwarium – skoczne punkowo-folkowe „Стаканы”.
Lumen „На части” (2012) [60%]
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Jeszcze do niedawna Ufa – dzisiaj licząca sobie już ponad milion mieszkańców stolica rosyjskiej Baszkirii – w światku rockowym mogła pochwalić się jedynie urodzoną tam w 1976 roku Zemfirą i mieszkającym w latach 70. i 80. ubiegłego wieku Jurijem Szewczukiem, liderem legendarnego DDT (które notabene w Ufie zostało powołane do życia). Ostatnio jednak słynnym wykonawcom zaczęła deptać po piętach – istniejąca od 14 już lat – grupa Lumen. Zespół założony przez Baszkira Rustema Bułatowa (śpiew) i Artioma Kuzniecowa (gitara basowa) zaczynał od punk rocka, z czasem dojrzał jednak do nieco bardziej wyrafinowanej muzyki i skręcił w stronę grunge’u i nu-metalu; dzisiaj wciąż jeszcze stara się łączyć metal z alternatywą, czego bezsprzecznie dowodzi najnowsza produkcja kapeli, czyli szósty studyjny album w karierze zatytułowany „На части” (światło dzienne ujrzał on 1 października 2012 roku). Oprócz Bułatowa możemy usłyszeć nań jeszcze gitarzystę Igora Mamajewa, basistę i klawiszowca Jewgienija Triszyna oraz perkusistę Denisa Szachanowa. Po dawnym punkowym Lumenie nie ma tu nawet najdrobniejszego śladu, jest za to obecna w pełni świadoma swego wyboru kapela, która – w pogoni za popularnością – postanowiła grać to, co w danej chwili może przynieść jej najwięcej korzyści. Choć oczywiście – z punktu widzenia fana ostrzejszych brzmień – w granicach rozsądku. Kompozycje, choć bardzo wygładzone i melodyjne, mają w sobie mimo wszystko rockowy pazur, który na pewno pozwoli na to, aby w wersjach koncertowych zamieniły się w pełne dynamiki wymiatacze. Tak jest chociażby w przypadku zdecydowanie najlepszego na krążku utworu „Звезда”, który charakteryzuje się i ciężkimi nu-metalowymi gitarami, i bardzo chwytliwym refrenem. Według identycznej receptury zostało przyrządzonych zresztą jeszcze kilka numerów, na przykład „Марш согласных” (tu gitary są jeszcze cięższe), „Не простил” (ze skandowanymi przez Bułatowa zwrotkami) czy „Небо в огне” (które może jednak razić odrobinę refrenem przypominającym piosenkę dziecięcą). Nie brakuje też jednak chwil wytchnienia, które zapewniają bliska w początkowych fragmentach estetyce pop-rocka „Карусель”, klasycznie „przytulankowy” utwór tytułowy i zamykający właściwą część krążka „Дух времени”, w którym na plan pierwszy wysunięto nawet gitarę akustyczną. Niestety, całość, mimo bardzo przyzwoitej produkcji i niezaprzeczalnych umiejętności muzyków, brzmi raczej wtórnie; trudno w „На части” dostrzec coś, co – poza językiem rosyjskim – wyróżniałoby Lumen na tle innych metalowo-alternatywnych formacji, którym w ostatnich latach udało się odnieść sukces. W pewnym stopniu tę jakościową różnicę „unaocznia” jeszcze bardziej nagrany przed kilkoma tygodniami przez kapelę z Ufy – w ramach projektu „Re:Аквариум” – cover tej niezwykle zasłużonej petersburskiej grupy. W porównaniu z twórczością własną „Брод” Borisa Griebienszczikowa wypada o niebo, niebo lepiej.
Siergiej Sznurow „Лютик” (2012) [80%]
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Gdyby Siergiej Sznurow – znany nie tylko jako muzyk rockowy (wieloletni lider Leningradu), ale również aktor („Zawieszenie broni”, „Generation ,P’”) – mieszkał w Polsce, wiele środowisk politycznych starałoby się obrzydzić mu życie do cna. Bo choć sam siebie określa mianem „starzejącego się konserwatywnego rockmana”, wciąż należy – mimo swych niemal czterech krzyżyków na karku – do głównych prowokatorów na rosyjskiej scenie muzycznej. Jego anarchistyczne podejście do sztuki przejawia się przede wszystkim w – jak to określają krytycy – „nienormatywnej leksyce”. Dość powiedzieć, że jednym z najczęściej pojawiających się w jego tekstach słowem jest, odmieniany na wszelkie możliwe sposoby, „chuj”. Choć nie tylko, wyobraźnia Sznurowa sięga bowiem znacznie dalej – serwuje nam więc opowieści o „pizdach”, „jebaniu”, miłości do wódki i dziwek. I, dziwnym trafem, nikt nie wycofuje jego płyt ze sklepów, nie żąda wprowadzenia zakazu sprzedaży, nie odwołuje koncertów ani nie ciąga muzyka przed sądy. Bo Sznurow to, jakby nie było, artysta pełną gębą, człowiek cieszący się sporym autorytetem w środowisku, a takiemu zwyczajnie – i chciałoby się rzec: na szczęście – pozwala się na więcej. Najnowszy album lidera Leningradu jest produkcją solową (drugą w karierze) i zawiera zasygnalizowaną już powyżej „nienormatywną leksykę” w stężeniu mogącym doprowadzić do utraty przytomności każdego purystę językowego. Do nagrania płyty zatytułowanej „Лютик” (to imię podmiotu lirycznego, bohatera wszystkich piosenek) Siergiej zaprosił przyjaciół z rodzimego bandu: Andrieja Antonienkę (instrumenty klawiszowe i perkusyjne), Grigorija Zontowa (saksofon tenorowy), Aleksieja Kaniewa (saksofon barytonowy), Denisa Możyna (perkusja) oraz wspierającą go wokalnie w jednym utworze Julię Kogan. W przeciwieństwie do tego, co Sznurow serwuje na krążkach Leningradu, „Лютик” zawiera kompozycje nacechowane dużą dozą – tak, tak, to nie przejęzyczenie – liryzmu! Tyle że jest to liryzm ze świata Charlesa Bukowskiego – przedstawiany z punktu widzenia „niebieskiego ptaka”, lowelasa i pijaka, który postanawia dokonać rachunku swego dotychczasowego życia. Muzycznie to mieszanka klimatów Toma Waitsa („Не для неё”, „То, что не надо”, „Вместе навсегда”), Serge’a Gainsbourga (wyśmienita „ВодкаЛюбовь” i „Нева”, która swym początkiem przywodzi na myśl słynne „Je t’aime… moi non plus”), ba! nawet Bogusława Lindy ze Świetlikami. Nad wszystkim zaś unosi się duch rosyjskiego szansonu i pieśni błatnych („Пардон”), choć nie brakuje też nawiązań do ska i reggae („Ты охуительна”, „Всё для неё”, „Маленькое, злое сердце”) czy post-punka („SKY WHISKY”). Całość znakomicie spinają zaś dwa utwory instrumentalne – „APERITIF” oraz „DIGESTIF” – dzięki wykorzystaniu saksofonów idealnie podkreślające klimat zadymionej knajpy, w której przy stolikach można spotkać i amerykańskich beatników, i poszukującego swoich Pietuszek niezapomnianego Wienię Jerofiejewa.
Splin „Обман зрения” (2012) [70%]
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Choć petersburska grupa Splin (Сплин) istnieje dopiero od 1994 roku, jej początki sięgają połowy lat 80. ubiegłego wieku, kiedy to dwóch nastolatków – wokalista i gitarzysta Aleksandr Wasiljew oraz basista Aleksandr Morozow – powołało do życia duet Mitra (Митра). Zespół rozpadł się jednak po dwóch latach, kiedy to Wasiljew, zdecydowawszy się porzucić studia, wylądował w armii. Do ponownego spotkania starych przyjaciół doszło w 1993 roku; kiedy dołączył do nich klawiszowiec Nikołaj Rostowski, powstanie nowej kapeli stało się faktem. Splin zadebiutował rok później albumem „Пыльная быль”, na którym zaprezentował muzykę z pogranicza rocka, folku i elektroniki. W następnych latach muzyka stopniowo ewoluowała ku nieco cięższym brzmieniom, ocierała się o grunge, psychodelię i rockową alternatywę. Zmieniał się również skład kapeli; dzisiaj – oprócz Wasiljewa i Rostowskiego – zespół tworzą jeszcze: drugi gitarzysta Wadim Siergiejew, basista Dmitrij Kunin oraz perkusista Aleksiej Mieszczieriakow. Opublikowany 8 października 2012 roku „Обман зрения” to jedenasty studyjny materiał grupy (dyskografię uzupełniają jeszcze trzy płyty koncertowe oraz dwie składanki z najlepszymi kawałkami). Czy najlepszy – da się ocenić dopiero z perspektywy czasu, ale już teraz można na pewno stwierdzić, że to produkcja pod pewnymi względami niezwykła – bardzo klimatyczna, nostalgiczna, niestroniąca od dźwięków z, jak to niegdyś mawiano nad Wisłą, „krainy łagodności”. Gdyby utwory te zaaranżowano jedynie na wokal i gitarę akustyczną (względnie jeszcze pianino bądź fortepian), równie dobrze mogłyby znaleźć się w repertuarze któregoś z legendarnych bardów rosyjskich, Bułata Okudżawy, Jurija Wizbora czy Aleksandra Galicza. Poza dwiema piosenkami wszystkie pozostałe, czyli aż dwanaście, to utwory stosunkowo krótkie – nieprzekraczające trzech, ewentualnie czterech minut. A mimo to dzieje się w nich całkiem sporo. Do niemal każdego udało się bowiem muzykom znaleźć „klucz”, którym jest a to charakterystyczny sposób śpiewania (vide rapowanie w numerze „Петербургская свадьба”), a to zapadający w pamięć szlagwort (poetycka „Чёрная Волга”, nowofalowa „Лестница”, przywodzące na myśl dokonania Wiktora Coja i grupy Kino „Солнце взойдет”), to znów wyróżniająca się na tle pozostałych warstwa instrumentalna (rockowa gitara w „Фибоначчи” i „Ковш”, smyczki w „В мире иллюзий” i „Праздник (Другая точка зрения)”, dęciaki w „Волшебное слово”). Teksty obracają się wokół zagadnień egzystencjalnych: „Страшная тайна” poświęcona została amerykańskiej poetce Sylvii Plath, której życie zakończyło się samobójstwem; bohaterką utworu „Дочь самурая” jest z kolei Sadako Sasaki, japońska dziewczynka, która przeżyła zrzucenie bomby atomowej na Hiroszimę, by umrzeć dziesięć lat później na białaczkę; z kolei „Праздник (Другая точка зрения)” opowiada o przemijaniu. Ale temu akurat tematowi poświęcone są w mniejszym bądź większym stopniu też inne piosenki na płycie…
Wiktor Coj & Kino „Цой – К 50-летию артиста” (2012) [80%]
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Gdyby nie tragiczny w skutkach wypadek samochodowy, do którego doszło w połowie sierpnia 22 lata temu nieopodal miasta Tukums na Łotwie, 21 czerwca 2012 roku Wiktor Coj – syn Rosjanki i Koreańczyka – świętowałby swoje 50. urodziny. Czy wciąż jeszcze cieszyłby się tak wielką popularnością, jak w chwili przedwczesnej śmierci – nie dowiemy się nigdy. Wiemy natomiast, że dzisiaj jest już artystą, który przeszedł do legendy, którego – bez żadnych obaw o egzaltację – możemy określić mianem kultowego. Karierę zaczynał pod koniec lat 70. ubiegłego wieku w leningradzkiej kapeli Sala nr 6 (Палата № 6), później udzielał się w zespole Garin i Hiperboloidy (Гарин и гиперболоиды), który swą nazwę zawdzięczał klasycznej fantastycznonaukowej powieści Aleksieja Tołstoja, by ostatecznie zdobyć sławę i dozgonną – ba! trwającą także po śmierci – miłość fanów jako lider (wokalista i gitarzysta) post-punkowego i nowofalowego Kina (Кино). Trudno się zatem dziwić, że rok 2012 upływa w krajach rosyjskojęzycznych pod znakiem Coja – ukazują się płyty z archiwaliami, organizowane są koncerty i festiwale (na przykład w twierdzy genueńskiej w krymskim Sudaku), w telewizji pojawiają się poświęcone mu filmy dokumentalne. Wytwórnia Moroz Records postanowiła upamiętnić rocznicę urodzin muzyka publikacją dwupłytowego albumu zatytułowanego adekwatnie do okazji „Цой – К 50-летию артиста”. Zgodnie z tytułem, znalazło się nań 50 utworów nagranych przy bardzo różnych okazjach na przestrzeni dekady lat 80. Niektóre zaczerpnięte zostały z wczesnych, w zasadzie jeszcze podziemnych, płyt zespołu („45”, „46”, „Это не любовь…”, „Ночь”), inne pochodzą z domowych koncertów akustycznych (tak zwanych „kwartirników”), jeszcze inne są odrzutami z sesji bądź zostały nagrane na potrzeby filmów, w których Wiktor i koledzy się pojawiali („Игла”, „Конец каникул”, „АССА”). Niemal wszystkie – z naprawdę kilkoma zaledwie wyjątkami – łączy jedno: nie najlepsza jakość techniczna. Ale mają za to inny niezaprzeczalny walor – archiwalny! Prezentują bowiem nie tylko tego Coja, którego cała Rosja poznała dzięki słynnemu koncertowi na wypełnionych po brzegi moskiewskich „Łużnikach” (niespełna dwa miesiące przed śmiercią), ale również bardzo skromnego człowieka, który przez lata, jak niegdyś Wołodia Wysocki i inni legendarni bardowie, występował z gitarą w zatłoczonych komunałkach Petersburga i Moskwy. „Цой – К 50-летию артиста” zawiera chyba wszystkie – z tych najbardziej znanych – kompozycje Wiktora. Niektóre, co prawda, w wersjach mocno niekanonicznych (jak „Последний герой”, „Электричка”, „Сюжет для новой песни”, „Спокойная ночь”, „Война”, „Легенда”, „Невесёлая песня”, „Пачка сигарет”), inne jednak w takich, do których wszyscy zdążyli się już przyzwyczaić („Кончится лето”, „Группа крови”, „Кукушка”, „Дальше действовать будем мы”, „Попробуй спеть вместе со мной” czy „Перемен”). Składanka Moroz Records stanowi intrygujące dopełnienie oficjalnej dyskografii Kina (vide „Группа крови”, „Звезда по имени Солнце”), choć jest wydawnictwem, w które mimo wszystko powinni zaopatrzyć się jedynie zaprzysięgli fani kapeli.
koniec
20 października 2012

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Kraina Wiecznej Psychodelii
Sebastian Chosiński

17 I 2019

Makoto Kawabata to tytan pracy. Muzyk, który nie odpuszcza i każdego roku nagrywa przynajmniej kilka płyt, zawsze trzymając wysoki poziom. W 2018 roku formacja, którą kieruje, czyli Acid Mothers Temple (z afiliacjami), opublikowała dziewięć albumów. Ostatnim chronologicznie jest „Sacred and Inviolable Phase Shift” – kolejne może nie arcydzielne, ale na pewno udane dzieło kwintetu.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Powrót ludzi zwanych Pająkami
Sebastian Chosiński

15 I 2019

Mijają kolejne lata, a w przypadku norweskiego kwartetu Spidergawd nic – no dobrze, prawie nic – się nie zmienia. Ta sama wytwórnia, ten sam autor okładki, taka sama doskonała muzyka i identyczny, jak wszystkie poprzednie, tytuł płyty. Tyle że z dodaną aktualną rzymską cyferką – „V”. To jedna z tych produkcji, o których już wiadomo, że powinna znaleźć się w dziesiątce najlepszych, kiedy będziemy podsumowywać 2019 rok.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Przerwane milczenie może stać się… platyną
Sebastian Chosiński

10 I 2019

Po paru latach pełnego niepokoju oczekiwania chciałoby się wreszcie pełną piersią zakrzyknąć: Änglagård powrócił! Ale czy na pewno? I tak, i nie. Tak, bo na omawianej najnowszej płycie gra aż trzech muzyków tej legendarnej szwedzkiej formacji. Nie, ponieważ nie posłużyli się oni mile łechtającym uszy szyldem grupy. Przyjęli nową nazwę – All Traps On Earth. Lecz nagrany przez nich album „A Drop of Light” bez wątpienia ucieszy wszystkich wielbicieli Änglagård.

więcej »

Polecamy

Stylowe, jak Chevrolet El Camino z 1968

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Stylowe, jak Chevrolet El Camino z 1968
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dajesz Rudolf, dajesz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zapach muzyki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Życie o świcie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly dżungli
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wieś gra i śpiewa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ani w PZU, ani w PKP...
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Stan
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Seria z karabinu maszynowego
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dobra humppa, tylko z Finlandii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

Grudzień 2013
— Sebastian Chosiński, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Dawid Josz, Mateusz Kowalski

… projektu R.U.T.A.
— Sebastian Chosiński

Październik 2013
— Sebastian Chosiński, Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Michał Perzyna

Maj 2013
— Sebastian Chosiński, Łukasz Izbiński, Dawid Josz, Michał Perzyna

Kwiecień 2013
— Sebastian Chosiński, Łukasz Izbiński, Dawid Josz, Mateusz Kowalski

Marzec 2013 (2)
— Sebastian Chosiński, Łukasz Izbiński, Michał Perzyna, Przemysław Pietruszewski

Marzec 2013
— Łukasz Izbiński, Dawid Josz, Michał Perzyna, Przemysław Pietruszewski

Luty 2013
— Łukasz Izbiński, Dawid Josz, Michał Perzyna, Przemysław Pietruszewski

Grudzień 2012 (2)
— Łukasz Izbiński, Dawid Josz, Mateusz Kowalski, Michał Perzyna, Przemysław Pietruszewski

Grudzień 2012
— Mateusz Kowalski, Paweł Lasiuk, Michał Perzyna, Bartosz Polak

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.