Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 maja 2022
w Esensji w Esensjopedii

Kameralna wycieczka w świat indie rocka, folku i elektroniki
[ - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W lutym rozpoczęła się klubowa trasa Mashy Qrelli, obejmująca kilkanaście koncertów w różnych europejskich miastach. Wokalistka odwiedziła również Polskę i wystąpiła w Łodzi, Warszawie i Wrocławiu. 19 lutego gościła w łódzkich Owocach i Warzywach.

Dawid Josz

Kameralna wycieczka w świat indie rocka, folku i elektroniki
[ - recenzja]

W lutym rozpoczęła się klubowa trasa Mashy Qrelli, obejmująca kilkanaście koncertów w różnych europejskich miastach. Wokalistka odwiedziła również Polskę i wystąpiła w Łodzi, Warszawie i Wrocławiu. 19 lutego gościła w łódzkich Owocach i Warzywach.
W klubokawiarni Owoce i Warzywa zjawiłem się jakieś pół godziny przed rozpoczęciem występu Mashy i tym samym miałem możliwość podpatrywania próby przed koncertem. Niemce towarzyszył tylko jeden muzyk – Sebastian Nehen, zasiadający za fortepianem elektrycznym Fender Rhodes i od czasu do czasu wspomagający ją wokalnie. Niestety zabrakło perkusisty Roberta Kretzschmara, który z powodu choroby musiał na parę dni przerwać trasę (powrócił do koncertowania już następnego dnia, w Warszawie). Środek tygodnia był zapewne główną przyczyną niewielkiej frekwencji – na Traugutta 9 w Łodzi zjawiło się raptem kilkanaście osób, a tuż pod mikrosceną występ Mashy podziwiało tylko kilku fanów. W tym przypadku nie uważam jednak, że była to wada – owszem, miło byłoby, gdyby przyszły tłumy, ale z drugiej strony dzięki niezbyt dużej widowni wydarzenie zyskało kameralność i swego rodzaju intymność, potrzebną w nieco bardziej bezpośrednim kontakcie artystki z publicznością.
Koncert rozpoczął się parę minut po 20. utworem z jednej z poprzednich płyt solowych wokalistki. Potem Qrella sięgnęła po wprost idealnie pasujące do tamtego wieczoru (jak i do każdego innego, spędzonego w kameralnym gronie z muzyką na żywo) piosenki z wydanego w zeszłym roku albumu „Analogies”, na czele z otwierającym płytę „Take Me Out”. Niemal od razu nawiązała kontakt z publicznością, witając się uroczo brzmiącym w jej ustach „cześć”, potem jednak mówiła już tylko po angielsku, na szczęście nie ograniczając się do zapowiadania kolejnych kompozycji. Jej konferansjerka była z pewnością jednym ze elementów, który wytworzył pewną nić porozumienia ze zgromadzonymi w Owocach i Warzywach słuchaczami. Pomiędzy wykonywanymi utworami wspominała zabawne sytuacje z trasy koncertowej i, przede wszystkim, często opowiadała o genezie utworów. Przyznam, że poznałem Mashę Qrellę dopiero przy okazji jej ostatniego krążka, a poprzednie jej dokonania znałem bardzo pobieżnie. Dzięki temu koncertowi miałem możliwość zapoznania się właśnie przede wszystkim ze starszą twórczością Mashy, przeplataną utworami z „Analogies”. Oprócz spodziewanych, gitarowo-klawiszowych, melodyjnych piosenek usłyszeliśmy też tę nieco bardziej eksperymentalną stronę jej muzyki. Do niej można zaliczyć utwór wykonany z elektronicznym podkładem, rozwijającym się od spokojnego, nieskomplikowanego bitu przechodzącego do połamanego, głośnego motywu. Nie brakowało też szczypty shoegazingu, ubarwiającego przejścia między kompozycjami – nawet tymi o niemal ascetycznej aranżacji, co stanowiło naprawdę ciekawe rozwiązanie, łączące czasem dość różne odcienie muzyki Qrelli w całość. Jak już wspomniałem, na scenie nie było perkusisty, zmuszonego do ominięcia części trasy z powodu choroby. W zamian w kilku utworach posłużono się loopami perkusyjnymi – to chyba jedyny mankament tamtego występu, mimo tego, że stanowił w pewnym sensie dodatkowy smaczek.
Wokalistka po około godzinnym secie dała się namówić na trzy bisy, wśród nich cover Briana Ferry’ego – „Don’t Stop the Dance”, który spokojnie można było pomylić z jej solowymi piosenkami. Mimo tego, że występ Niemki pozostawił pewien niedosyt (tylko i wyłącznie z racji długości), to na pewno ci, którzy zdecydowali się odwiedzić Owoce i Warzywa, byli przynajmniej trochę zauroczeni sympatyczną wokalistką i jej piosenkami. Ja w każdym razie należałem do tej grupy i z pewnością wybiorę się na koncert Qrelli, gdy tylko będę miał taką możliwość.
koniec
5 marca 2013

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Pamięci Coltrane’a i Komedy…
Sebastian Chosiński

26 V 2022

Kto dostanie w swoje ręce egzemplarz tego albumu, będzie mógł zaliczyć się do szczęściarzy. I to podwójnych! Po pierwsze: to limitowana edycja, wydana zaledwie w stu egzemplarzach. Po drugie: zawiera on wspaniałą muzykę jednego z najwybitniejszych pianistów w historii światowego jazzu. Chodzi o Krzysztofa Komedę, którego utwory nagrali – po raz kolejny – Bracia Olesiowie, tym razem z towarzyszeniem wibrafonisty Bartosza Pieszki.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Na płaskowyżu lepiej widać
Sebastian Chosiński

24 V 2022

To supergrupa, którą w Polsce chyba mało kto zna (co wcale nie musi być wstydem). Teraz jednak może się to szansę zmienić, albowiem swój czwarty w dyskografii pełnowymiarowy album – zatytułowany „Tellus” – kwartet Action & Tension & Space nagrał dla renomowanej wytwórni Rune Grammofon. A ona na pewno zadba o odpowiednią dystrybucję i promocję.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Świętość zgrzytliwa i awangardowa
Sebastian Chosiński

19 V 2022

Pięć lat temu, gdy ukazała się pierwsza płyta Weserbergland, zastanawiałem się, czy będzie to jedynie efemeryczny projekt Ketila Vestruma Einarsena i Mattiasa Olssona, czy też zespół zagości na scenie na dłużej. Trzy lata później światło dzienne ujrzał kolejny album, a przed paroma miesiącami trzeci. Jego tytuł – „Sacrae Symphoniae Nr. 1” – sugeruje, że za jakiś czas możemy spodziewać się następnych.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.