Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 grudnia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Nurt

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNurt
Wykonawca / KompozytorNurt
Data wydania1973
Wydawca Kameleon Records
NośnikCD
Czas trwania40:29
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Aleksander (Alek) Mrożek, Roman Runowicz, Kazimierz Cwynar, Ryszard Sroka, Włodzimierz Krakus, Tomasz Stańko
Utwory
CD1
1) Kto ma dziś czas3:18
2) Synowie nocy3:49
3) Będziesz panią w moim piekle3:21
4) Holograficzne widmo3:59
5) Gdyby przebaczać mogli wszyscy3:10
6) Morze ognia3:07
7) Parter na klaustrofobię4:01
8) Piszę kredą na asfalcie5:43
9) Syn strachu9:39
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Lektura obowiązkowa polskiej psychodelii

Esensja.pl
Esensja.pl
Nie był to zespół, który miał szczególne szczęście. Aktywną działalność przejawiał zaledwie przez kilka lat, pomiędzy 1971 a 1975 rokiem. W tym czasie odbył dwie sesje radiowe oraz zarejestrował płytę długogrającą dla Polskich Nagrań. Ukazała się ona w 1973 roku, a zatytułowano ją po prostu „Nurt”. Czterdzieści lat później w sprzedaży pojawiła się, nakładem Kameleon Records, ekskluzywna wersja jedynej produkcji tej wrocławskiej formacji.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Lektura obowiązkowa polskiej psychodelii

Nie był to zespół, który miał szczególne szczęście. Aktywną działalność przejawiał zaledwie przez kilka lat, pomiędzy 1971 a 1975 rokiem. W tym czasie odbył dwie sesje radiowe oraz zarejestrował płytę długogrającą dla Polskich Nagrań. Ukazała się ona w 1973 roku, a zatytułowano ją po prostu „Nurt”. Czterdzieści lat później w sprzedaży pojawiła się, nakładem Kameleon Records, ekskluzywna wersja jedynej produkcji tej wrocławskiej formacji.

Nurt

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNurt
Wykonawca / KompozytorNurt
Data wydania1973
Wydawca Kameleon Records
NośnikCD
Czas trwania40:29
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Aleksander (Alek) Mrożek, Roman Runowicz, Kazimierz Cwynar, Ryszard Sroka, Włodzimierz Krakus, Tomasz Stańko
Utwory
CD1
1) Kto ma dziś czas3:18
2) Synowie nocy3:49
3) Będziesz panią w moim piekle3:21
4) Holograficzne widmo3:59
5) Gdyby przebaczać mogli wszyscy3:10
6) Morze ognia3:07
7) Parter na klaustrofobię4:01
8) Piszę kredą na asfalcie5:43
9) Syn strachu9:39
Wyszukaj / Kup
Po publikacji jednej winylowej i trzynastu kompaktowych płyt Skaldów firma Kameleon Records wzięła na warsztat inną legendarną, choć w porównaniu z zespołem braci Andrzeja i Jacka Zielińskich zdecydowanie mniej znaną, grupę – wrocławski Nurt. Początki formacji sięgają pamiętnego dla polskich studentów 1968 roku, kiedy to, pochodzący z Górnego Śląska, osiemnastoletni gitarzysta Aleksander (później używający głównie zdrobniałej wersji imienia Alek) Mrożek przyjechał do Wrocławia, aby kontynuować naukę na jednej z uczelni wyższych. Rok później w czasie odbywającego się w dolnośląskiej stolicy, a organizowanego między innymi przez prowadzony przez Jerzego Grotowskiego Teatr Laboratorium, pierwszego Międzynarodowego Festiwalu Teatru Otwartego Mrożek i jego przyjaciele, z którymi na co dzień muzykował, zetknęli się z będącą wtedy na fali w Wielkiej Brytanii i za Oceanem muzyką hipisowską z okolic psychodelii, fusion i hard rocka. Zaowocowało to pierwszym składem formacji, w którym obok zdolnego gitarzysty znaleźli się jeszcze basista Kazimierz Cwynar oraz perkusista Ryszard Sroka. Śpiewał wówczas z nimi Waldemar Domagała, który jednak po zakończeniu nauki, co miało miejsce w ostatnich miesiącach 1971 roku, wyemigrował – za chlebem – do Warszawy. Wtedy jego miejsce zajął śpiewający gitarzysta Roman Runowicz, wcześniej udzielający się przez kilka lat w innym cieszącym się wielką popularnością kolektywie muzycznym – Romuald i Roman.
Kapela ta miała już na koncie nagrany w 1969 roku singiel (z utworami „Pytanie czy hasło” i „Człowiek”); jej piosenka – „Gdyby przebaczać mogli wszyscy” (którą zresztą jakiś czas później nagrał także Nurt) – pojawiła się w ścieżce dźwiękowej głośnego dramatu sensacyjno-psychologicznego „Trąd” (1971) Andrzeja Trzosa-Rastawieckiego. Ale właśnie w tamtym czasie Romuald i Roman przeżywał poważne perturbacje, których efektem było kilkumiesięczne zawieszenie działalności. Runowicz, korzystając z wolności, związał się z nową ekipą, co prawdopodobnie stało się również impulsem dla Romualda Piaseckiego, by wkrótce reaktywować poprzednią grupę (co ciekawe, choć dla Runowicza nie było w niej miejsca, stara nazwa, już przecież nieaktualna, nie uległa zmianie). Nurt nie oglądał się jednak na lokalnego konkurenta, robił swoje. W styczniu 1972 roku muzycy otrzymali pierwszą nagrodę – ex-aequo z zespołami Laboratorium i Hall – na Festiwalu Młodzieżowej Muzyki Współczesnej w Kaliszu, dzięki czemu miesiąc później mogli wejść do Studia M-1 w Warszawie (przy ulicy Myśliwieckiej). Tam zarejestrowali siedem kompozycji, spośród których sześć, niekiedy w znacznie zmienionych wersjach, trafiło później na debiutancki – i zarazem jedyny w latach 70. XX wieku – album. Siedem miesięcy później grupa odbyła tournée po Niemieckiej Republice Demokratycznej. Pikanterii temu wydarzeniu dodaje zaś fakt, że trasę zorganizowano pod egidą Freie Deutsche Jugend (Wolnej Młodzieży Niemieckiej), czyli młodzieżówki komunistycznej, wzorowanej na radzieckim Komsomole.
Po powrocie z zaprzyjaźnionego NRD Nurt niemal z biegu wszedł do studia Polskich Nagrań, gdzie pomiędzy 16 a 21 października 1972 roku nagrał materiał na płytę długogrającą. Ukazała się ona w sprzedaży rok później. O okolicznościach, w jakich krążek ten powstawał, Alek Mrożek opowiedział Pawłowi Nawarze z Kameleon Records, a wspomnienia te – niezwykle zresztą interesujące – wydrukowano w książeczce dołączonej do najnowszej reedycji „Nurtu”. W każdym razie, mówiąc w dużym skrócie, o ostatecznym kształcie albumu decydował niejednokrotnie przypadek i kompetencja bądź jej brak pracowników Polskich Nagrań. Dość powiedzieć, że o obecności na płycie utworu „Holograficzne widmo” muzycy dowiedzieli się dopiero, gdy winyl trafił do ich rąk; według wcześniejszych ustaleń poczynionych z wytwórnią miało go na nim nie być. To tylko jeden z ciekawszych przykładów tego, jak funkcjonowały firmy płytowe w Polsce Ludowej i z jaką „atencją” odnoszono się w nich do długowłosych rockmanów. Z drugiej strony – nie ma co za bardzo narzekać. Najważniejsze w końcu, że longplay powstał, bo przecież wciąż jest jednym z najciekawszych przejawów polskiej awangardy rockowej początku epoki towarzysza Edwarda Gierka. A nazbyt wiele to się do dzisiaj podobnych nagrań z tamtych czasów nie zachowało.
Na debiucie Nurtu znalazło się dziewięć kompozycji – w sumie czterdzieści minut i trzydzieści sekund muzyki. Całkiem sporo, jak na warunki peerelowskie, ale jest to przede wszystkim zasługa bardzo rozbudowanego utworu finałowego. Na otwarcie muzycy zaserwowali przebojowy numer „Kto ma dziś czas”. Choć od pierwszych sekund słyszymy w nim ostrą rockową gitarę, pachnie on jeszcze odrobinę minioną, big-beatową epoką; nawiązuje bowiem przede wszystkim do stylu, próbujących pożenić big-beat z rockiem (a niekiedy nawet hard rockiem), Trzech Koron Krzysztofa Klenczona. Uwagę zwraca jednak bardzo oryginalnie brzmiący, mocno przesterowany bas Kazimierza Cwynara, co notabene wyróżnia ten instrument we wszystkich prawie nagraniach. W „Synach nocy” po instrumentalnym, awangardowo-rockowym wstępie (z interesującą solówką Aleksandra Mrożka), następuje jeszcze bardziej zaskakująca część druga, w której Mrożek zamienia gitarę elektryczną na… hinduski sitar. Ta wycieczka w głąb kontynentu azjatyckiego odbyła się pod wpływem psychodelicznych utworów The Beatles, ale kompozycji Nurtu znacznie bliżej niż do czwórki z Liverpoolu jest w tym fragmencie do – zmarłego w grudniu ubiegłego roku – Raviego Shankara. Niezwykłego klimatu przydaje „Synom nocy” jeszcze partia fletu, na którym gościnnie gra Włodzimierz Krakus (w 1973 roku basista Romualda i Romana).
„Będziesz panią w moim piekle” to jedna z dwóch piosenek grupy, które skomponował Roman Runowicz i które wcześniej – ta w 1970 roku – doczekały się rejestracji radiowej przez poprzednią formację gitarzysty i wokalisty. W wersji Nurtu brzmi jednak dojrzalej, choć muzycznie nie różni się znacząco. Przypomina bardzo amerykańskie ballady z pogranicza psychodelii i folku, a wrażenie to potęgują jeszcze dźwięki gitary akustycznej, na której gra Mrożek. Jeśli mocno się wsłuchać, to i tutaj można dostrzec delikatne wycieczki w stronę Orientu. W całkowicie odmienny nastrój wprowadza słuchacza instrumentalne „Holograficzne widmo”, w którym dzieje się tyle, że pomysłami dałoby się obdzielić kilka innych topowych kapel tamtego okresu. Nade wszystko pojawiają się smaczki w postaci dzwonów rurowych, kosmicznych syntezatorów (Mrożek) oraz organów Hammonda (Cwynar), wprowadzających najpierw spory, ale tylko pozorny, chaos, z którego następnie wyłania się klasyczny heavy prog. I pomyśleć, że ten numer – zgodnie z życzeniem członków zespołu – miał się nie znaleźć na krążku! „Gdyby przebaczać mogli wszyscy” to drugi z kawałków Romualda i Romana, które przysposobił Nurt. W tle wokalu Runowicza ponownie usłyszeć można Hammondy, ale uwagę zwraca również niezwykle gęsta gra Ryszarda Sroki na bębnach. Sam utwór natomiast muzycznie przypomina protest-songi Anawy, choć wokalista akurat stara się bardzo, aby nie kojarzyć się z Markiem Grechutą (stąd zapewne ten wyjątkowo chropawy głos).
Stronę A oryginalnego longplaya zamyka „Morze ognia”, w którym to kawałku rzucają się w uszy zwłaszcza dwa elementy – skomplikowane podziały rytmiczne oraz dialog fletu Krakusa (w stylu Iana Andersona z Jethro Tull) z gitarą Mrożka. Warto też dodać, że to jedyna kompozycja Cwynara, w której na dodatek udziela się on jako wokalista (inna sprawa, że najsłabszy z całej śpiewającej trójki). W „Parterze na klaustrofobię” śpiewa – a raczej melorecytuje – już Runowicz. To kolejna niezwykle intrygująca piosenka Nurtu, w której wrocławianom udaje się w atrakcyjny sposób pożenić blues ze swingiem (w partiach gitary) oraz rock z psychodelią (vide solówka na flecie). Wielkie wrażenie pozostawia po sobie także awangardowe „Piszę kredą na asfalcie”, w którym sfuzzowanej gitarze towarzyszy sprzężony bas. A jeśli dodamy do tego jeszcze pojawiające się tu i ówdzie demoniczne, iście szatańskie krzyki, można pomyśleć, że to nie żadna polska formacja, ale Brytyjczycy z The Gun, którzy przearanżowali swój sztandarowy numer „Race With the Devil”. Album zamyka prawdziwe opus magnum Nurtu – liczący sobie ponad dziewięć i pół minuty „Syn strachu”. Już w pierwszych sekundach muzycy wymierzają potężny cios między uszy, za który odpowiada zaproszony do studia Tomasz Stańko. Jego freejazzowe solo na trąbce sieje ogromne spustoszenie, co zresztą dziwić nie powinno, bo to przecież niemal ten sam moment, w którym ze swoim kwintetem zrealizował porywającą płytę „Purple Sun” (1973).
Lecz ten kawałek to nie tylko dowód na eksperymentatorskie zapędy wrocławian, to również potwierdzenie faktu, że Mrożek i spółka potrafili komponować bardzo ładne, wpadające w ucho melodie – taka właśnie jest cała część wokalno-instrumentalna utworu. Z tym iście sielankowo-balladowym fragmentem uroczo kontrastuje tekst, który przyrównać można do schizofreniczno-paranoidalnych wynurzeń Jędrzeja Kodymowskiego z Apteki, gdy śpiewa: „Jestem chory psychicznie”. Andrzej Kuryło – autor słów do „Syna strachu” – wyraża niemal te same obawy i frustracje, robi to jednak w sposób dużo bardziej oględny, rzec by można – poetycki. Gdy docieramy do finału, numer Nurtu rodzi jeszcze jedno skojarzenie – z „Korowodem” Grechuty i Anawy. Choć bardziej chodzi tu o strukturę samej kompozycji aniżeli podobieństwo artystyczne… Po nagraniu albumu zespół opuścił Roman Runowicz, który – za głosem serca – wyjechał do Berlina Wschodniego. Dlatego też druga sesja radiowa, w maju 1974 roku we Wrocławiu, odbyła się już w nieco innym zestawieniu. Obowiązki głównego wokalisty przejął Kazimierz Cwynar; poza tym zespół wspomogli saksofonista Ryszard Misiek, flecista Krzysztof Orłowski oraz perkusjonalista Jacek Baran (grający na gitarze basowej w pierwszym składzie Romualda i Romana).
Nurt – w różnych składach (choć zawsze z Mrożkiem i ze Sroką) – działał potem jeszcze przez rok. Jak potoczyły się dalsze losy muzyków? Alek Mrożek na jakiś czas wyjechał do NRD, gdzie dużo nagrywał z różnymi wykonawcami (głównie z kręgu popu). Po powrocie do Polski w 1979 roku angażował się w różne – mniej i bardziej udane – projekty; usłyszeć można go na albumach Dwa Plus Jeden, Porter Bandu, Izabeli Trojanowskiej, Jana Kowalskiego (to nazwa grupy!) oraz Recydywy Blues Band. W Porter Bandzie i na płycie Trojanowskiej spotkał się po latach z Kazimierzem Cwynarem, w Janie Kowalskim – z perkusistą Ireneuszem Nowackim, a w Recydywie – z Nowackim i nieżyjącym już basistą Andrzejem Pluszczem (czyli sekcją Romualda i Romana z lat 1972-1973). Jak więc widać, drogi muzyków obu formacji wrocławskich przecinały się niejednokrotnie. W latach 90. ubiegłego wieku Mrożek reaktywował Nurt i nagrał nawet – pod szyldem Nurt ’94 (był w nim zresztą jedynym członkiem oryginalnego składu) – krążek „Motyle i kloszardzi”, który dzisiaj, w dużym stopniu zasłużenie, popadł w zapomnienie. Cwynar z kolei udzielał się jeszcze gościnnie w hardrockowym Teście; w 2001 roku dał się z kolei namówić Romualdowi Piaseckiemu na udział w reaktywowanym Romualdzie i Romanie (znów bez Runowicza, który „zaginął” gdzieś w Niemczech).
PS. Jeśli wierzyć źródłom internetowym, w tym roku ukazała się także – nakładem Sound by Sound – limitowana winylowa edycja płyty Nurtu w Stanach Zjednoczonych (w pięciuset egzemplarzach). Dziwić może jedynie, że zamiast dziewięciu, zawiera ona tylko sześć utworów – i to na dodatek w zmienionej kolejności. Na stronie A: „Holograficzne widmo”, „Parter na klaustrofobię”, „Piszę kredą na asfalcie”, natomiast na B: „Kto ma dziś czas”, „Morze ognia” i – obowiązkowo – „Syn strachu”. To by oznaczało, że zabrakło miejsca dla „Synów nocy” oraz dwóch „coverów” Romualda i Romana – „Będziesz panią w moim piekle” i „Gdyby przebaczać mogli wszyscy”.
koniec
11 maja 2013
Skład:
  • Alek (Aleksander) Mrożek – śpiew (2,9), gitara, sitar (2), gitara klasyczna (3,9), syntezator (4), dzwony rurowe (4), chórki
  • Roman Runowicz – śpiew (1,3,5,7,8), gitara, chórki
  • Kazimierz Cwynar – śpiew (6), gitara basowa, organy Hammonda (4,5,9), chórki
  • Ryszard Sroka – perkusja
Gościnnie:
  • Włodzimierz Krakus – flet (2,6,7)
  • Tomasz Stańko – trąbka (9)

Komentarze

14 V 2013   00:17:24

Gdyby się poszukało, to by się wiedziało, że edycja SbS zawiera nagrania radiowe i się nie dziwiło. Zresztą szkoda, że się nie napisało o osobnym CD wydanym przez Kameleon i zawierającym 40+ minut sesji radiowych. Inna sprawa, że pewnie nadużywałoby się znów ulubionego słówka pana "redaktora" czyli "kapela" (wsi z autora to się chyba nigdy nie wyrwie, co?).
A porównanie Nurtu z błądzącym bezcelowo Klenczonem...zabawne. Tak samo, jak pisanie o big bicie w kontekście płyty z 1973 roku. Ogarnij się, autorze.

27 III 2014   22:22:15

Dodatkowo limitowana edycja SbS (nagrania radiowe) wydana byla przeciez na rynek w Polsce. Pozniej ukazaly sie plyty Kameleon, w tym też z sesji radiowej.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Ile jest jazzu w jazz-rocku?
Sebastian Chosiński

18 XII 2018

Analizując płyty tria norweskiej gitarzystki Hedvig Mollestad, można odnieść wrażenie, że każda kolejna jest w coraz mniejszym stopniu jazzowa, a w coraz większym rockowa. Choć oczywiście jazzowe korzenie formacji wciąż jeszcze są słyszalne. Wciąż dobijają się do uszu słuchaczy poprzez psychodeliczny i progresywny jazgot. Kto nie wierzy, powinien konieczne sięgnąć po najnowszą produkcję grupy z Oslo – „Smells Funny”.

więcej »

Mrok w afrykańskim słońcu
Sebastian Chosiński

13 XII 2018

„Radio Tree” międzynarodowego (choć z dominującym elementem polskim) projektu Owls Are Not to kolejna, po albumie Tonga Boys, propozycja z katalogu warszawskiej niezależnej wytwórni 1000Hz. Tym razem stoi za nią szef firmy – Piotr Cichocki, który do współpracy zaprosił artystów z Malawi, Tanzanii i Japonii. Robi wrażenie, prawda?

więcej »

Mrowienie w czaszce
Sebastian Chosiński

11 XII 2018

Wiecie, gdzie dokładnie leży Malawi? Znacie jakieś zespoły muzyczne pochodzące z tego kraju? Jeżeli nie, właśnie nadarza się okazja, aby ten stan rzeczy (czy też raczej niewiedzy) zmienić. Wszystko za sprawą niezależnej warszawskiej wytwórni płytowej 1000Hz, która w październiku wydała dwie nowe płyty, na których pojawiają się artyści malawijscy: „Vindodo” grupy Tonga Boys i „Radio Tree” międzynarodowego projektu Owls Are Not. Dzisiaj piszemy o pierwszej z nich.

więcej »

Polecamy

Życie o świcie

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Życie o świcie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly dżungli
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wieś gra i śpiewa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ani w PZU, ani w PKP...
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Stan
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Seria z karabinu maszynowego
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dobra humppa, tylko z Finlandii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mrok i przerażenie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Potszebujesz krifi
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Knajpiana Kapela Oddech Silnika Sierżanta Hetfielda
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

Ile jest jazzu w jazz-rocku?
— Sebastian Chosiński

Następny krok do raju
— Sebastian Chosiński

Prorok we własnym kraju
— Sebastian Chosiński

Ku czci i pamięci
— Sebastian Chosiński

Gdyby Coltrane kochał krautrock…
— Sebastian Chosiński

Niech płyną dźwięki, które płynąć mają
— Sebastian Chosiński

Paryski delfin na dworze Zeuhla
— Sebastian Chosiński

Pod wulkanem
— Sebastian Chosiński

Jazz wśród hut i stalowni
— Sebastian Chosiński

Powroty z gatunku pożądanych
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.