Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Massacre
‹Love Me Tender›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLove Me Tender
Wykonawca / KompozytorMassacre
Data wydaniakwiecień 2013
NośnikCD
Czas trwania53:50
Gatunekjazz, rock
EAN702397764229
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Fred Frith, Bill Laswell, Charles Hayward
Utwory
CD1
1) Bright Blue7:42
2) Dot in the Prison4:08
3) Rosy Good Shook4:22
4) Shadow When Omitted5:54
5) In Search of the Nervous System6:12
6) History Fictions2:34
7) Between Roof and Bird2:01
8) Shoe Often Repeated3:56
9) The North Reaches to the Ankle4:52
10) Madness is Medicine8:05
11) Chapter Amber4:03
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Wyprawa w nieznane
[Massacre „Love Me Tender” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kiczowata – nie ma wątpliwości, że jak najbardziej świadomie – okładka i tytuł, który od razu kojarzy się z wyciskaczem łez Elvisa Presleya, kryją płytę jednego z najoryginalniejszych zespołów ze świata eksperymentalnego jazz-rocka. Massacre to prawdziwe supertrio, które postanowiło przypomnieć o sobie, wygrzebując z archiwów niepublikowane wcześniej nagrania koncertowe. Jeśli więc traficie na „Love Me Tender” – nie zastanawiajcie się, kupujcie w ciemno!

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Wyprawa w nieznane
[Massacre „Love Me Tender” - recenzja]

Kiczowata – nie ma wątpliwości, że jak najbardziej świadomie – okładka i tytuł, który od razu kojarzy się z wyciskaczem łez Elvisa Presleya, kryją płytę jednego z najoryginalniejszych zespołów ze świata eksperymentalnego jazz-rocka. Massacre to prawdziwe supertrio, które postanowiło przypomnieć o sobie, wygrzebując z archiwów niepublikowane wcześniej nagrania koncertowe. Jeśli więc traficie na „Love Me Tender” – nie zastanawiajcie się, kupujcie w ciemno!

Massacre
‹Love Me Tender›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLove Me Tender
Wykonawca / KompozytorMassacre
Data wydaniakwiecień 2013
NośnikCD
Czas trwania53:50
Gatunekjazz, rock
EAN702397764229
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Fred Frith, Bill Laswell, Charles Hayward
Utwory
CD1
1) Bright Blue7:42
2) Dot in the Prison4:08
3) Rosy Good Shook4:22
4) Shadow When Omitted5:54
5) In Search of the Nervous System6:12
6) History Fictions2:34
7) Between Roof and Bird2:01
8) Shoe Often Repeated3:56
9) The North Reaches to the Ankle4:52
10) Madness is Medicine8:05
11) Chapter Amber4:03
Wyszukaj / Kup
Zacznijmy od prostej wyliczanki. Kto tworzy Massacre? Brytyjski gitarzysta (ale grający również na basie i instrumentach klawiszowych) Fred Frith (rocznik 1949), który – oprócz płyt solowych – ma na koncie między innymi albumy nagrane z Henry Cow, Art Bears, Material, Skeleton Crew, Naked City (czyli z de facto Johnem Zornem), Keep the Dog i Cosa Brava. Młodszy od niego o sześć lat amerykański gitarzysta basowy Bill Laswell, chętnie pracujący zarówno na własny rachunek, jak i wspomagający grupy Praxis, Painkiller, ale też Iggy’ego Popa i Herbiego Hancocka. Wreszcie, urodzony w 1951 roku, perkusista (i wokalista) Charles Hayward – także Brytyjczyk – który przewinął się przez składy zespołów Quiet Sun, Gong, This Heat i Camberwell Now. Słowem: trzy wielkie postaci świata eksperymentalnego jazzu, rocka progresywnego i awangardy. Nic zatem nie stoi na przeszkodzie, aby taką kapelę określić mianem supergrupy. A gdy taki wykonawca wypuszcza na rynek kolejną płytę, grzechem byłoby o niej nie wspomnieć.
Choć dwaj z trzech grających na „Love Me Tender” muzyków to Brytyjczycy, grupa od samego początku miała swoją bazę wypadową za Oceanem – w Nowym Jorku. Tam właśnie w 1979 roku przeniósł się Fred Frith po rozpadzie swej pierwszej formacji, czyli Henry Cow. Tam też poznał grających w innej eksperymentalnej grupie – Material – basistę Billa Laswella oraz bębniarza Freda Mahera. Do wspólnej „zabawy” muzycznej namówił ich Peter Blevgad, muzyk amerykański w latach 70. XX wieku blisko związany z europejską sceną awangardową (vide Slapp Happy, National Health, zespół Johna Greavesa). To on stał się „ojcem chrzestnym” pierwszego składu Massacre. I choć przetrwał on zaledwie rok, pozostawił po sobie znakomity, parokrotnie wznawiany, krążek „Killing Time” (1981). Grupa wznowiła działalność po siedemnastu latach – tyle że już bez Mahera, którego zastąpił Hayward. W tym zestawieniu występowali przez pięć lat, wydając w tym czasie – nakładem Tzadik Records Johna Zorna – dwa kolejne albumy: „Funny Valentine” (1998) oraz „Meltdown” (2001).
Opublikowany po latach „Lonely Heart” (2007) zawierał nagrania archiwalne (w tym przypadku z 2003 roku). Podobnie jest zresztą z „Love Me Tender”, które wypełnione zostało utworami koncertowymi, wyszukanymi w prywatnym archiwum Freda Fritha, a pochodzącymi jeszcze – przynajmniej częściowo – z końca XX wieku. A konkretnie: z występów we włoskiej Ferrarze (w pamiętającym XIV wiek zamku Estense), na festiwalu w niemieckim Moers oraz w Zurychu (w klubie Rote Fabrik). To był chyba najlepszy okres w historii kapeli – i to doskonale słychać. (Ba! mogli się o tym przekonać również polscy fani, którzy w 2000 roku wybrali się na Warsaw Summer Jazz Days). Cała trójka muzyków jest tu w formie wyśmienitej, co sprawia, że mają ogromny ciąg do szalonych improwizacji. Na dodatek rozumieją się jak łyse konie; mogliby grać ze sobą w „ciemno”, a efekt ich poczynań i tak byłby fascynujący. Na albumie, którego tytuł John Zorn – wydawca i współproducent – zapożyczył od Króla Rock and Rolla, znalazło się jedenaście kompozycji. Można, bez obaw o nadużycie, określić je mianem instrumentalnych, bo chociaż w kilku momentach słyszalny jest głos Charlesa Haywarda, to mimo wszystko pełni on taką samą funkcję jak każdy z wykorzystywanych przez muzyków instrumentów.
Otwierający zestaw kawałek „Bright Blue” dobrze definiuje to, czego będzie można wysłuchać przez całe pięćdziesiąt kilka minut (bo tyle właśnie trwa „Love Me Tender”) – to pełne inwencji improwizacje, które w sferze rytmicznej wyrastają z tradycji czysto jazzowych (czy też freejazzowych), ale jeśli chodzi o formę, podążają zdecydowanie w kierunku rocka (o czym decyduje głównie raz zadziorne i chropawe, to znów niemal krystalicznie czyste brzmienie gitary elektrycznej Fritha). Pierwszy utwór ma też jednak dodatkowy smaczek – pojawiającą się w tle charakterystycznie łkającą melodykę, na której gra Hayward. Kolejne kompozycje – ich tytuły tak naprawdę nie mają większego znaczenia – układają się w zasadzie w jedną długą suitę. Często są ściśle powiązane ze sobą (jak chociażby „Dot in the Prison” i „Rosy Good Shook”), muzycy wykorzystują w nich bowiem te same motywy muzyczne, które prawdopodobnie służą im jako punkty orientacyjne, pozwalające raz na jakiś czas spotkać się w tym samym miejscu, aby chwilę później wyruszyć w kolejną pełną improwizacji podróż.
Mając do dyspozycji niewiele instrumentów (melodykę Hayward mógł wykorzystywać tylko okazjonalnie, gdy akurat nie miał rąk zajętych bębnieniem), przed panami z Massacre stało nie lada wyzwanie – jak przez cały koncert skupić uwagę słuchaczy? Jak sprawić, by nie poczuli oni znużenia? Nie da się ukryć, że najwięcej do zrobienia miał Frith, wszak gitarzysta w kapeli o proweniencji rockowej – a taką niezaprzeczalnie było to trio – zawsze skupia na sobie szczególną uwagę, jest niejako na pierwszej linii frontu. Wiedząc o tym, Brytyjczyk starał się, obok klasycznych solówek, serwować zebranym prawdziwe gitarowe połamańce, nierzadko modulując dźwięk przy pomocy przeróżnych przetworników (vide „In Search of the Nervous System”, w którym dodatkowo „śpiewa” Hayward). Wspomagał go w tym Laswell, także niestroniący od partii solowych, jak na przykład w „Between Roof and Bird”. Swoją drogą, to chyba najbardziej zakręcony numer na płycie – raz bowiem zespół penetruje w nim okolice ekstremalnej awangardy, by chwilę później zabrzmieć przez moment jak rasowy band metalowy.
Jednego możemy być pewni – słuchając „Love Me Tender”, nie sposób ziewać z nudów. Ale z drugiej strony, aby docenić złożoność i innowacyjność muzyki Massacre, trzeba się w nią zagłębić. Wówczas będziemy mogli docenić to wszystko, co panowie Frith, Laswell i Hayward dla nas wyczarowali. Właśnie – „wyczarowali”, albowiem oprócz pełnego ognia szaleństwa na krążku nie brakuje też fragmentów pełnych nostalgii i zadumy, które nie tylko pozwalają na chwilę wytchnienia, ale również zwyczajnie wzruszają. Takie uczucia rodzi chociażby numer „The North Reaches to the Ankle”, który z czasem przeistacza się w utrzymany początkowo w podobnym nastroju, trwający osiem minut, „Madness is Medicine”. Całość zamyka kompozycja zatytułowana „Chapter Amber” – oparta na mrocznym riffie gitary basowej Laswella, wokół którego swoją klimatyczną solówkę zbudował Frith. Wielbicieli awangardowego jazzu i rocka do sięgnięcia po „Love Me Tender” zachęcać specjalnie nie trzeba, fanów mniej odjechanych gatunków muzycznych warto natomiast zapewnić, że jeśli się przemogą i po krążek sięgną, czeka ich, co prawda, niezbyt łatwa, ale na pewno pełna niezwykłych przygód wyprawa w nieznane. A nuż spodoba im się to, co zobaczą na końcu drogi. Massacre okazjonalnie koncertuje po dziś dzień, może więc pewnego dnia zawitają nad Wisłę kolejny raz.
koniec
6 czerwca 2013
Skład:
  • Fred Frith – gitara elektryczna
  • Bill Laswell – gitara basowa
  • Charles Hayward – perkusja, melodyka, głos

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Twardziele z Zagłębia Ruhry
Sebastian Chosiński

11 XI 2021

Postindustrialne krajobrazy różnie wpływają na mieszkańców regionów uprzemysłowionych – jednych przyprawiają o myśli depresyjne, innym dają kopa do aktywnej działalności. W przypadku muzyków zespołu Plaindrifter, który narodził się w niemieckim Gelsenkirchen, mamy do czynienia z tym drugim. Czego najjaskrawszym dowodem pełnowymiarowy debiut tria – album „Echo Therapy”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.