Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 listopada 2019
w Esensji w Esensjopedii

Rhye
‹Woman›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWoman
Wykonawca / KompozytorRhye
Data wydania30 kwietnia 2013
Wydawca Universal
NośnikCD
Gatunekelektronika, pop
EAN0602537169528
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Open
2) The Fall
3) Last Dance
4) Verse
5) Shed Some Blood
6) 3 Days
7) One Of Those Summer Days
8) Major Minor Love
9) Hunger
10) Woman
Wyszukaj / Kup

Ponętny ukłon w stronę kobiet
[Rhye „Woman” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W ciągu niezbyt długiej – początkowo spowitej zresztą mgiełką tajemnicy – kariery zdołali dorobić się nie tylko sporej grupy fanów, ale też licznych porównań do ikon współczesnej muzyki. Najczęściej Rhye zestawia się z The xx, a za sprawą charakterystycznego, aksamitnego wokalu – z Sade czy Tracey Thorn. Jeszcze rzut oka na okładkę debiutanckiej płyty i można być pewnym, że zmysłowych kompozycji na „Woman” na pewno nie brakuje.

Michał Perzyna

Ponętny ukłon w stronę kobiet
[Rhye „Woman” - recenzja]

W ciągu niezbyt długiej – początkowo spowitej zresztą mgiełką tajemnicy – kariery zdołali dorobić się nie tylko sporej grupy fanów, ale też licznych porównań do ikon współczesnej muzyki. Najczęściej Rhye zestawia się z The xx, a za sprawą charakterystycznego, aksamitnego wokalu – z Sade czy Tracey Thorn. Jeszcze rzut oka na okładkę debiutanckiej płyty i można być pewnym, że zmysłowych kompozycji na „Woman” na pewno nie brakuje.

Rhye
‹Woman›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWoman
Wykonawca / KompozytorRhye
Data wydania30 kwietnia 2013
Wydawca Universal
NośnikCD
Gatunekelektronika, pop
EAN0602537169528
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Open
2) The Fall
3) Last Dance
4) Verse
5) Shed Some Blood
6) 3 Days
7) One Of Those Summer Days
8) Major Minor Love
9) Hunger
10) Woman
Wyszukaj / Kup
Tezy o definitywnej śmierci downtempowej, leniwej elektroniki, która jakiś czas temu zalewała nas razem z rozmaitymi kompilacjami, powtarzane były już wielokrotnie. Niełatwo z nimi polemizować, lecz kiedy pod ręką mamy takie wydawnictwo, można przynajmniej próbować. Choć elementów wspólnych z oldschoolowymi dzisiaj nagraniami znajdziemy tutaj całkiem sporo, to „Woman” góruje niemal w każdym aspekcie nad przeciętnymi chilloutowymi utworami sprzed lat. Największy atut krążka stanowi jego spójność – w końcu mamy do czynienia z przemyślanym, koherentnym stylistycznie, nastrojowo i tematycznie (rzecz traktuje oczywiście o kobietach) materiałem, który słuchaczom spragnionym wyważonych, czasem nawet minimalistycznych brzmień (o pozytywnym emocjonalnym zabarwieniu) przypadnie do gustu. Z drugiej strony bez problemu da się wskazać podstawowe oskarżenia, które wycelują w Rhye odbiorcy oczekujący trochę innego rodzaju doznań.
Na początek zarzucą duetowi skrajne przesłodzenie wydawnictwa. Trudno się nie zgodzić, ponieważ rzeczywiście ciepło, swoista sielankowość i subtelna erotyka wylewają się na słuchacza nieprzerwanie przez ponad pół godziny. Trzeba być na to po prostu przygotowanym. Dalej oponenci twórczości Rhye zwrócą większą uwagę na gładki i – nie da się ukryć – seksowny wokal, który doskonale współgra z warstwą muzyczną. Poza tym, że współodpowiada za narastającą monotonię całości, to jeszcze należy do mężczyzny! Pewnie wielu przecierało oczy ze zdumienia (pamiętając o zamiłowaniu duetu do anonimowości), kiedy odkryli, że za śpiew odpowiada w tym przypadku Kanadyjczyk Mike Milosh. Jakkolwiek dziwny wydaje się ten argument, a przy tym chyba bardziej przyciągający i intrygujący, to wpływający mimo wszystko na recepcję opisywanego albumu. Zdaje się, że wielu melomanów ma już dość sfeminizowanych męskich głosów, których ostatnio we współczesnych brzmieniach coraz więcej.
Smyczki zestawione z delikatnymi instrumentami dętymi (m.in. stłumionym puzonem oraz czarującym saksofonem) i migotliwą harfą budują początek „Woman”. Takie otwarcie wskazuje jednoznacznie, że artyści nie rezygnują z tradycyjnego i przy tym całkiem szerokiego instrumentarium. Gdy dodamy do muzycznego asortymentu gitarę, bas i pianino, to rzeczywiście jest tego dość dużo, ale niech to nikogo nie zmyli. Rhye wykorzystują każdy instrument bardzo oszczędnie i przemyślanie, a aranżacje pozostają w sumie niezbyt rozbudowane. Uwagę przykuwają przede wszystkim bas (królujący choćby w „Last Dance”) oraz wokal. Oba scalone sensualną elektroniką są zwykle jedynie dopełnione przez pozostałe składniki. Jednak ostatecznie to dzięki licznym dodatkom materiał nabiera jazzowego czy lounge’owego wydźwięku, a w całości doszukiwać należy się również powiązań ze starym r&b i popem.
„Last Dance”, „3 Days” oraz „Hunger” to najżywsze (a zarazem najlepsze) momenty playlisty. Ocierają się o taneczność, lecz nie sprawdzą się na parkiecie; raczej rytmicznie pulsują, różnicując trochę tempo płyty. Obok nich mamy szereg łagodnych utworów, którym z kolei często bliżej do romantycznych ballad (najzwiewniej i zmysłowo jawią się „One of Those Summer Days” oraz zamykający album „Woman”). To wyliczenie to także dowód na to, że mimo emocjonalno-muzycznej jednolitości płyta skrywa w sobie nieco urozmaicenia – uwzględniając też mnogość wykorzystanych instrumentów. Oczywiście urozmaicenia, które dozwolone jest w trakcie eksplorowania jednoznacznie określonych rejonów muzycznych.
Ostatecznie Mike Milosh i Robin Hanibal (dopełnienie duetu oraz członek duńskiej formacji Quadron) osiągnęli naprawdę harmonijne i dopieszczone, uniwersalne brzmienie, którego wartość podnosi charakterystyczny – miękki i kojący – wokal. Niby nie zaprezentowali przy tej okazji niczego przełomowego i odkrywczego, a jednak udało im się zaskoczyć i zelektryzować rzeszę słuchaczy. Bez wątpienia „Woman” zasługuje na miano jednego z lepszych debiutów tego roku.
koniec
11 czerwca 2013

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Spacer dziką plażą w burzowej zatoce
Sebastian Chosiński

19 XI 2019

To okładka w prawdziwie zachodnim stylu! Takie wrażenie mogło towarzyszyć każdemu, kto czterdzieści lat temu po raz pierwszy zobaczył w sklepie piąty wydany w kraju album SBB – „Welcome”. Wszystko bowiem było w nim krojone pod europejską miarę – angielskie teksty, syntetyczne brzmienie, wreszcie nietypowy dla zespołu Józefa Skrzeka czas trwania kompozycji.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Halo, Ameryko, nachodzimy!
Sebastian Chosiński

14 XI 2019

Przez cały 2019 rok japońsko-amerykański (od ubiegłego roku) kwartet Mono świętuje swoje dwudzieste urodziny. Na początku roku wydał z tej okazji dziesiątą płytę z premierowym materiałem – „Nowhere Now Here”, pod koniec natomiast minialbum z trzema nowymi wersjami wczesnych kompozycji grupy – „Before the Past – Live from Electrical Audio”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Bóg błogosławi, ale na śmierć przyzwala
Sebastian Chosiński

12 XI 2019

Od wydania tego albumu minęło już niemal dziesięć miesięcy. Dlaczego więc postanowiłem napisać o nim dopiero teraz? Głównie z tego powodu, że w 2019 roku japoński postrockowy kwartet Mono obchodzi dwudziestolecie swego istnienia, co postanowił uczcić również innymi płytami. Żeby to wydawnicze wzmożenie usystematyzować – na początek parę słów na temat „Nowhere Now Here”.

więcej »

Polecamy

Na ulicach Babilonu gaz

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Tegoż autora

Bez noży, krzyży i polowań
— Michał Perzyna

Siostry na wznoszącej fali
— Michał Perzyna

Senne marzenia ciągle żywe
— Michał Perzyna

Rozpromienione oblicze
— Michał Perzyna

Krocząc sprawdzoną ścieżką
— Michał Perzyna

Mały jazzowy pożar
— Michał Perzyna

Nie tylko o rozstaniach
— Michał Perzyna

W idealnej harmonii
— Michał Perzyna

Złe wieści – dobre wieści
— Michał Perzyna

W słodkiej melancholii
— Michał Perzyna

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.