Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 9 grudnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Haim
‹Days Are Gone›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDays Are Gone
Wykonawca / KompozytorHaim
Data wydania1 października 2013
NośnikCD
Gatunekpop, rock
EAN0060253750814
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Falling
2) Forever
3) The Wire
4) If I Could Change Your Mind
5) Honey & I
6) Don’t Save Me
7) Days Are Gone
8) My Song 5
9) Go Slow
10) Let Me Go
11) Running If You Call My Name
Wyszukaj / Kup

Siostry na wznoszącej fali
[Haim „Days Are Gone” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Dziewczyny z Haim nawet nie musiały nagrać całego albumu, by stać się wielkimi gwiazdami. Wystarczyły przebojowe, pogodne, świeże single i muzyczny świat oszalał na ich punkcie. Szybko okrzyknięto je najbardziej obiecującymi młodymi artystkami, a na koncertach stawiały się tłumy fanów. Wreszcie w drugiej połowie 2013 roku przyszła pora na weryfikujący gwiazdorski status studyjny debiut, zatytułowany „Days Are Gone”.

Michał Perzyna

Siostry na wznoszącej fali
[Haim „Days Are Gone” - recenzja]

Dziewczyny z Haim nawet nie musiały nagrać całego albumu, by stać się wielkimi gwiazdami. Wystarczyły przebojowe, pogodne, świeże single i muzyczny świat oszalał na ich punkcie. Szybko okrzyknięto je najbardziej obiecującymi młodymi artystkami, a na koncertach stawiały się tłumy fanów. Wreszcie w drugiej połowie 2013 roku przyszła pora na weryfikujący gwiazdorski status studyjny debiut, zatytułowany „Days Are Gone”.

Haim
‹Days Are Gone›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDays Are Gone
Wykonawca / KompozytorHaim
Data wydania1 października 2013
NośnikCD
Gatunekpop, rock
EAN0060253750814
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Falling
2) Forever
3) The Wire
4) If I Could Change Your Mind
5) Honey & I
6) Don’t Save Me
7) Days Are Gone
8) My Song 5
9) Go Slow
10) Let Me Go
11) Running If You Call My Name
Wyszukaj / Kup
Pierwszy kontakt z krążkiem nie pozostawia wielu wątpliwości – Este, Danielle oraz Alana zasługują na spore uznanie. Nie oznacza to wcale, że ich premierowe wydawnictwo pozbawione jest jakichkolwiek wad, jak choćby czasami nijako wypadające wokale. Na pewno jednak krążek nie rozczarowuje i każe z optymizmem wypatrywać kolejnych dokonań siostrzanego zespołu, które przecież powinny być tylko lepsze. Natomiast już teraz jest doskonały moment, by tuż po wakacjach przedłużyć sobie gitarowe lato razem z „Days Are Gone”, który pomimo znaczącego ogrania (pierwszy z singli ukazał się bowiem już w 2012 roku, a materiał w dużej części prezentowany był też podczas koncertów) ma wystarczająco wiele chwytliwych i interesujących momentów, by co najmniej parokrotnie z chęcią do niego wracać.
Wielkimi atutami krążka są przebojowość, przystępność oraz melodyjność. Słusznie prawią ci, którzy twierdzą, że właściwie każdy z jedenastu utworów mógłby z łatwością walczyć o czołowe miejsca radiowych notowań. Niestety nie pozwala to również wyzbyć się wrażenia zatracenia (gdzieś na długiej drodze do wydania debiutu) zadziorności i niezależności. Występując na żywo, Amerykanki pozwalają sobie na więcej (i mocniej), niż słyszymy na przygotowanej playliście. Tutaj może jedynie „My Song 5” idzie trochę pod prąd swoimi chropowatymi gitarami i dudniącym rytmem. Reszta kompozycji to co prawda solidnie skrojony i niemonotonny pop (z zapożyczeniami m.in. z r’n’b), na dodatek zakorzeniony gdzieś w rockowej przeszłości, lecz zarazem nawet nieaspirujący do miana ambitnego (wybitnego?) grania oraz po prostu niewnoszący niczego nowego czy nawet niszowego do naszych odtwarzaczy. I choć nie ma w tym nic dyskwalifikującego, to przy tak wypatrywanej płycie można było mieć nadzieję na mały przełom czy zachwianie obecnymi trendami w indie popie.
Zamiast tego dostajemy dopracowany (to też zasługa uznanych producentów: Jamesa Forda i Ariela Rechtshaida), wyraźnie ugładzony względem rzeczywistych temperamentów dziewczyn z Haim, a przy tym doskonale wypromowany gitarowy pop z syntetycznym podszyciem, który cieszy się popularnością nie tylko dzięki chwytliwości i łatwości wpadania w ucho, ale także – nie ukrywajmy – dzięki firmującym go trzem ładnym twarzom. Do tego dodajmy beztroski oraz raczej ciepły klimat, typowe młodzieńcze rozterki… Niby niewiele, niby bez żadnego zaskoczenia i muzycznej rewolucji, ale jednocześnie spróbujmy nie kołysać się przy „Forever” albo „Don’t Save Me”.
koniec
10 października 2013

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Warto czekać na Polskę
Sebastian Chosiński

5 XII 2019

Trzeba mieć odwagę, aby w naszych czasach zatytułować swoje dzieło tak jednoznacznie i deklaratywnie – „Polska”. Jakie były intencje trębacza Piotra Damasiewicza i prowadzonej przez niego jazzowej formacji Power of the Horns? Pomiędzy wierszami jest to wyjaśnione we wkładce do płyty, która prezentuje się jeszcze lepiej niż wydany przed sześcioma laty świetny debiut „Alaman”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Ostatnia kompozycja, ale czy ostatnie słowo?
Sebastian Chosiński

3 XII 2019

Pamięć o zmarłym w marcu 2018 roku wybitnym polskim kompozytorze jazzowym Jerzym Milianie nie zaginie – tego możemy być pewni. Od lat dbają o to wydawnictwo GAD Records oraz Stowarzyszenie Jazz Poznań, któremu szefuje trębacz Maciej Fortuna. Właśnie opublikowało ono kolejny album z muzyką nieżyjącego wibrafonisty, zatytułowany – adekwatnie do zawartości – „Jerzy Milian. Ostatnia kompozycja”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Helwecki mrok w księżycowej nocy
Sebastian Chosiński

28 XI 2019

Żyjemy w dobrych czasach dla muzyki postrockowej, także tej o rodowodzie metalowym. Czego dowodzi między innymi pełnowymiarowy debiutancki album szwajcarskiego tria E-L-R, które w swej twórczości postanowiło połączyć wpływy japońskiego Mono, francuskiego Alcest, a nawet… islandzkiego Sólstafir. Wyszła z tego bardzo przejmująca płyta o skandynawskim – duńskim? norweskim? – tytule „Mænad”.

więcej »

Polecamy

Na ulicach Babilonu gaz

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Tegoż autora

Bez noży, krzyży i polowań
— Michał Perzyna

Senne marzenia ciągle żywe
— Michał Perzyna

Rozpromienione oblicze
— Michał Perzyna

Krocząc sprawdzoną ścieżką
— Michał Perzyna

Mały jazzowy pożar
— Michał Perzyna

Nie tylko o rozstaniach
— Michał Perzyna

W idealnej harmonii
— Michał Perzyna

Złe wieści – dobre wieści
— Michał Perzyna

W słodkiej melancholii
— Michał Perzyna

Ponętny ukłon w stronę kobiet
— Michał Perzyna

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.