Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 3 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Yeah Yeah Yeahs
‹Mosquito›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMosquito
Wykonawca / KompozytorYeah Yeah Yeahs
Data wydania16 kwietnia 2013
Wydawca Universal Polska
NośnikCD
Gatunekrock
EAN602537375165
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Sacrilege
2) Subway
3) Mosquito
4) Under the Earth
5) Slave
6) These Paths
7) Area 52
8) Buried Alive
9) Always
10) Despair
11) Wedding Song
Wyszukaj / Kup

Yeah, Yeah… bęc…
[Yeah Yeah Yeahs „Mosquito” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kiedyś musiało się to stać. Przecież nie można bez końca nagrywać coraz lepszych albumów. Na „Mosquito” Yeah Yeah Yeahs zaliczają spadek formy, choć szczerze mówiąc, wszystkim życzyłbym, aby ich najsłabsze dokonania były takiej jakości.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Yeah, Yeah… bęc…
[Yeah Yeah Yeahs „Mosquito” - recenzja]

Kiedyś musiało się to stać. Przecież nie można bez końca nagrywać coraz lepszych albumów. Na „Mosquito” Yeah Yeah Yeahs zaliczają spadek formy, choć szczerze mówiąc, wszystkim życzyłbym, aby ich najsłabsze dokonania były takiej jakości.

Yeah Yeah Yeahs
‹Mosquito›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMosquito
Wykonawca / KompozytorYeah Yeah Yeahs
Data wydania16 kwietnia 2013
Wydawca Universal Polska
NośnikCD
Gatunekrock
EAN602537375165
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Sacrilege
2) Subway
3) Mosquito
4) Under the Earth
5) Slave
6) These Paths
7) Area 52
8) Buried Alive
9) Always
10) Despair
11) Wedding Song
Wyszukaj / Kup
Trio Yeah Yeah Yeahs to jeden z tych przedstawicieli Nowej Rockowej Rewolucji, któremu udało się przeskoczyć wysoko postawioną poprzeczkę debiutanckim albumem (tu najbardziej spektakularnym kiksem jest The Strokes, którego wydawnictwa są coraz gorsze). Natomiast wokalistka formacji, Karen O, śmiało może ubiegać się o miano następczyni PJ Harvey. Z albumu na album styl YYY się rozwijał, czego kulminację mieliśmy na trzecim krążku, „It’s Blitz!” z 2009 roku. Oczekiwania były więc mocno wygórowane, ale jak widać, nie bezpodstawnie. Niestety tym razem zespół im nie sprostał. Być może gdyby „Mosquito” nagrał jakiś inny, mniej znany zespół, ocena płyty byłaby przychylniejsza, ale nowojorczycy zaszli już tak daleko, że poza świetną produkcją wymaga się od niech równie udanych kompozycji. Tymczasem z tym drugim nie jest tak dobrze.
Chociaż w każdym utworze dzieje się sporo, a odpowiedzialny za brzmienie David Andrew Sitek dołożył wszelkich starań, by całość iskrzyła się elektronicznymi wstawkami, pogłosami i klawiszowymi pasażami, to jednak szwankuje sama podstawa kompozycji. Co z tego, że taki „Subway” od strony producenckiej jest bez zarzutu (wrażenie robi zwłaszcza odgłos pociągu sunącego po torach), jeśli w połowie zaczyna po prostu nudzić. Podobnie jest z końcówką – „Always”, „Despair” i „Wedding Song” ciągną się w nieskończoność i w zasadzie można je sobie odpuścić.
Na szczęście nie zawsze jest tak źle. Są też absolutnie fenomenalne momenty, które dobitnie pokazują, że „Mosquito” to jednak niewykorzystana szansa na to, by powstał kolejny powalający album. Daleko nie trzeba szukać, weźmy już sam początek „Sacrilege”. Utwór powoli rozkręca się, by ze zdehumanizowanej elektroniki i przetworzonego śpiewu Karen O wyłonił się chwytliwy refren, który następnie podchwycony jest przez chór gospel. Na wyróżnienie zasługuje również zadziorny kawałek tytułowy, który przypomina o jednoznacznie rockowej przeszłości Yeah Yeah Yeahs. Podobnie sytuacja wygląda z „Area 52”. Natomiast fanom Depeche Mode spodoba się zapewne oscylujący w podobnych klimatach „Slave”, a ci mniej ortodoksyjni słuchacze na pewno docenią „Buried Alive” z gościnnym udziałem rapera Dr. Octagona.
Z „Mosquito” jest ten sam problem, co z wyjątkowo paskudną okładką płyty, która ma zapewnione miejsce w najbliższym zestawieniu najgorszych, jakie ukazały się w 2013 roku. Niby wszystko jest kolorowe, dopracowane, efektowne, a jednak brakuje tego czegoś, co przykułoby uwagę. Jeśli nawet silna osobowość Karen O nie potrafi się przebić w tej muzyce, to znak, że towarzystwo po prostu przekombinowało. Może to nauczka, by następnym razem robić między albumami przerwy krótsze niż cztery lata.
koniec
14 listopada 2013

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Twardziele z Zagłębia Ruhry
Sebastian Chosiński

11 XI 2021

Postindustrialne krajobrazy różnie wpływają na mieszkańców regionów uprzemysłowionych – jednych przyprawiają o myśli depresyjne, innym dają kopa do aktywnej działalności. W przypadku muzyków zespołu Plaindrifter, który narodził się w niemieckim Gelsenkirchen, mamy do czynienia z tym drugim. Czego najjaskrawszym dowodem pełnowymiarowy debiut tria – album „Echo Therapy”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż autora

Ach, ta Cicca!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Starzeć się z godnością
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tradycja i postmodernizm
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Poznajmy ich jeszcze raz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

12 najbardziej szokujących morderstw Michaela Myersa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

A Ty co robiłeś tamtego dnia?
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zielona skóra, w której żyje
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pęknięta porcelana
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Prawdziwy Venom, to ten z Eddiem Brockiem!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Znajdź Thora na obrazku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.