Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 31 lipca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Frode Gjerstad Trio
‹Russian Standard›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRussian Standard
Wykonawca / KompozytorFrode Gjerstad Trio
Data wydania11 czerwca 2014
NośnikCD
Czas trwania62:14
Gatunekjazz
EAN5901549185751
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Frode Gjerstad, Jon Rune Strøm, Paal Nilssen-Love
Utwory
CD1
1) Boris33:17
2) Kirill28:55
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Russian vodka and free jazz
[Frode Gjerstad Trio „Russian Standard” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Chociaż norweski saksofonista Frode Gjerstad powoli dobija siedemdziesiątki, na scenie absolutnie nie traci wigoru. Zwłaszcza w sytuacji, gdy ma za swoimi plecami tak dobrych i sprawdzonych akompaniatorów, jak basista Jon Rune Strøm i bębniarz Paal Nilssen-Love. Nagrany „na żywo” pod koniec ubiegłego roku w Moskwie krążek „Russian Standard” udowadnia, że w muzyce nie wiek się liczy, ale pomysłowość i… dobra kondycja.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Russian vodka and free jazz
[Frode Gjerstad Trio „Russian Standard” - recenzja]

Chociaż norweski saksofonista Frode Gjerstad powoli dobija siedemdziesiątki, na scenie absolutnie nie traci wigoru. Zwłaszcza w sytuacji, gdy ma za swoimi plecami tak dobrych i sprawdzonych akompaniatorów, jak basista Jon Rune Strøm i bębniarz Paal Nilssen-Love. Nagrany „na żywo” pod koniec ubiegłego roku w Moskwie krążek „Russian Standard” udowadnia, że w muzyce nie wiek się liczy, ale pomysłowość i… dobra kondycja.

Frode Gjerstad Trio
‹Russian Standard›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRussian Standard
Wykonawca / KompozytorFrode Gjerstad Trio
Data wydania11 czerwca 2014
NośnikCD
Czas trwania62:14
Gatunekjazz
EAN5901549185751
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Frode Gjerstad, Jon Rune Strøm, Paal Nilssen-Love
Utwory
CD1
1) Boris33:17
2) Kirill28:55
Wyszukaj / Kup
Frode Gjerstad to legenda skandynawskiego jazzu improwizowanego; postać, na której muzyce wychowały się przynajmniej dwa pokolenia jazzmanów z Norwegii, Szwecji, Danii i Finlandii. Urodził się w 1948 roku w Stavanger; aktywny od końca lat 60. ubiegłego wieku – w różnych składach i pod różnymi szyldami. Największą sławę zdobyły zwłaszcza dwa kierowane przez niego zespoły: trzyosobowy Detail (z kontrabasistą Johnnym Dyanim i perkusistą Johnem Stevensem), który w latach 1983-1994 zarejestrował materiał na siedem płyt, oraz będące jego spadkobiercą Frode Gjerstad Trio (powołane do życia w 1998 roku i działające po dziś dzień). Pierwsza z grup rozpadła się w chwili śmierci Stevensa, z którym lider był tak zżyty, że gdy powołał kolejną, bliźniaczą formację, zdecydował się nadać jej już inną nazwę. W pierwszym składzie nowego tria znaleźli się dwaj czarnoskórzy Amerykanie: kontrabasista William Parker oraz bębniarz Hamid Drake (znany ze współpracy z Herą Wacława Zimpla). Pozostawili po sobie dwa bardzo udane krążki – „Remember to Forget” (1998) oraz „Ultima” (1999) – ale na dalszej działalności grupy zaważyła odległość dzieląca muzyków z sekcji rytmicznej od Gjerstada i przede wszystkim ich zaangażowanie we własne projekty.
W efekcie panowie postanowili się rozstać, a Frode zaczął rozglądać się za nowymi akompaniatorami. Tym razem, z przyczyn czysto logistycznych, zdecydował się związać ze swoimi rodakami: grającym na basie Øyvindem Storesundem oraz perkusistą Paalem Nilssen-Love, który na szerokie wody free jazzu wypłynął między innymi dzięki wieloletniej współpracy z Kenem Vandermarkiem (o czym pisaliśmy nieco szerzej przy okazji recenzowania płyt „Schl8hof” oraz „Lightning Over Water”). Ten skład odpowiedzialny jest za nagranie sześciu albumów: „The Blessing Light: For John Stevens” (2001), „Last First” (2002), „St. Louis” (2003), „Sharp Knives Cut Deeper” (2003), “Mothers and Fathers” (2006) oraz „Nothing is Forever” (2007). Po wydaniu tego ostatniego odszedł Storesund, którego po paru latach zastąpił Jon Rune Strøm – i w takim zestawieniu trio funkcjonuje do dzisiaj. „Russian Standard” jest czwartym – po krążkach „Mir” (2011), „East of West” (2011) i „Hide Out” (2012) – przejawem ich aktywności artystycznej. Jeżeli doliczymy do tego jeszcze opublikowaną przed ośmioma laty płytę „The Other Side”, zawierającą koncert pierwszego wcielenia Frode Gjerstad Trio (z 2000 roku), okaże się, że zapis moskiewskiego koncertu jest w oficjalnej dyskografii trzynastą realizacją zespołu. I wcale nie pechową!
I trudno się temu dziwić, skoro cała trójka muzyków to wybitni specjaliści w swojej dziedzinie. Na dodatek lider grupy i perkusista w ciągu ostatnich lat pracowali razem również w innych składach, jak chociażby Gjerstad – Nilssen-Love Project („Hasselt”, 2013), The Cello Quartet („The Cello Quartet”, 2006), duet Gjerstad – Nilssen-Love („Day Before One”, 2007; „Gromka”, 2010; „Side By Side”, 2012) czy trio Bradford, Gjerstad, Nilssen-Love („Dragon”, 2012). Stwierdzenie, że „znają się jak łyse konie”, nie byłoby więc wcale dalekie od prawdy. Zarejestrowany na płycie „Russian Standard” (tytuł wcale nie musi odnosić się do „standardów” muzycznych, bardziej jesteśmy skłonni uznać, że to wyróżnienie… wódki rosyjskiej o tej właśnie nazwie) koncert odbył się 11 grudnia ubiegłego roku w miejscu niezwykłym – Centrum Kulturalnym DOM, którego założycielem był, zmarły 10 kwietnia 2004 roku (tego samego dnia co Jacek Kaczmarski), legendarny dziennikarz muzyczny i – jeszcze w epoce radzieckiej – organizator undergroundowych koncertów, Nikołaj Dmitrijew. Właściciele klubu, działającego w Moskwie od piętnastu lat, wyspecjalizowali się w promowaniu artystów ze świata awangardowego jazzu i rocka; w lepsze miejsce Frode Gjerstad Trio trafić nie mogli.
Na zawartość „Russian Standard” składają się dwie – w przybliżeniu – trzydziestominutowe kompozycje, które od początku do końca są wielkimi improwizacjami. Pierwsza z nich, zatytułowana „Boris” (a zadedykowana Borisowi Lulinskiemu, jednemu z organizatorów grudniowego koncertu), daje pełen obraz dokonań zespołu. Jest w niej to wszystko, z czego trio słynie od lat, a więc przede wszystkim nie znająca granic wyobraźnia i odwaga w ich przekraczaniu; nie brakuje też jednak chwil zamyślenia i kontemplacji. Początek jest właśnie taki – zaskakująco refleksyjny. Lecz to jedynie cisza przed czekającą słuchaczy burzą. Muzycy bowiem powoli rozpościerają skrzydła, jakby najpierw chcieli wybadać teren i rozeznać się, z kim mają do czynienia na widowni. Przekonawszy się, że zasiadają tam koneserzy gatunku, pozwalają sobie z czasem na coraz bardziej śmiałe szarże instrumentalne. Nilssen-Love gra swoje połamane rytmy na bębnach, świetnie uzupełniając się z bardzo stylowym i nienachalnym Jonem Rune Strømem; Gjerstad z kolei, korzystając z zapewnianej mu przez akompaniatorów swobody, wyrzuca z siebie kolejne szalone improwizacje. Norweg nie zalicza się jednak do liderów, którzy próbują zawłaszczać cały „czas antenowy”, dlatego momentami ustępuje miejsca kolegom – stąd chociażby długa, hipnotyzująca sekwencja dialogu perkusyjno-kontrabasowego.
Całość utworu wieńczy mimo wszystko mocne uderzenie, przypominające, że – chcąc, nie chcąc – mamy do czynienia z muzykami, którzy zamiłowanie do jazzowej awangardy wyssali prawdopodobnie z mlekiem matki. Drugą z kompozycji, zatytułowaną „Kirill” (norwescy artyści postanowili „podarować” ją Kiryłowi Połonskiemu), otwiera klimatyczna partia kontrabasu, na obrzeżach której snuje się – z czasem coraz odważniejszy – saksofon Gjerstada. Wstęp jest zaskakująco długi; na swoje normalne tory trio wskakuje bowiem dopiero w szóstej minucie utworu. Nilssen-Love wrzuca wówczas kolejny bieg (udowadniając przy okazji, że świetnie sprawdziłby się również w kapeli o rockowo-metalowym rodowodzie), a lider rozpoczyna rozbudowaną, wielowątkową improwizację. Lecz i w tym numerze następuje moment wyciszenia – i to niemal całkowitego, kiedy to ze sceny nie dochodzi praktycznie żaden dźwięk, a przynajmniej nie zarejestrował go sprzęt nagrywający. Wszystko po to, aby z jednej strony dać słuchaczom odetchnąć, z drugiej natomiast – przygotować ich do impulsywnego finału. Wszak ostatnie minuty to jeszcze jedna wycieczka w krainę nieograniczonego żadnymi pętami free jazzu. Czyli to, co Frode Gjerstad lubi najbardziej!
koniec
1 lipca 2014
Skład:
Frode Gjerstad – saksofon altowy, klarnet
Jon Rune Strøm – kontrabas
Paal Nilssen-Love – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Pierwsze wyjście z mroku
Sebastian Chosiński

29 VII 2021

Jest ich czworo. Kobieta i trzech mężczyzn. Każde ma na koncie już spore zasługi dla polskiego rocka, można więc określić ich mianem supergrupy. Nazwali się That’s How I Fight, a swój pierwszy album zatytułowali – adekwatnie do sytuacji – „Movement One”. Najbardziej zadowoleni z niego będą wielbiciele post-rocka, chociaż nie tylko oni powinni sięgnąć po to wydawnictwo.

więcej »

Milian od Bacha do Skaldów
Sebastian Chosiński

27 VII 2021

Chociaż zmarł kilka lat temu, to w pamięci – nie tylko polskich – wielbicieli jazzu wciąż żyje. I pewnie żyć będzie do końca świata. A przysłużą się temu również takie wydawnictwa, jak „Good Vibes of Milian” Septetu Bernarda Maselego. Jeśli zaliczacie się do fanów wibrafonisty Jerzego Miliana, ta płyta będzie prawdziwym balsamem na Wasze uszy.

więcej »

Krótko o muzyce: Krůk Krukowi oka nie wykole
Sebastian Chosiński

22 VII 2021

Do niedawna jeszcze na polskiej scenie muzycznej nazwa Kruk kojarzyła się przede wszystkim z zespołem grającym melodyjny hard rock. Trzy lata temu jednak na scenę odważnie wkroczyła warszawska grupa… Krůk, której twórczość zahacza o folk i rockową alternatywę. Świadczy o tym jej ubiegłoroczny pełnowymiarowy debiut – „Nibykwiaty”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Pierwsze wyjście z mroku
— Sebastian Chosiński

Do tańca, nie do różańca
— Sebastian Chosiński

Radość zawsze kończy się smutkiem
— Sebastian Chosiński

Z odległej planety Umeå
— Sebastian Chosiński

Skandynawski walec na „Brzuchatym Wzgórzu”
— Sebastian Chosiński

Eklektycznie… elektrycznie… magicznie…
— Sebastian Chosiński

Improwizowana psychodeliczna rumba
— Sebastian Chosiński

Finis coronat opus
— Sebastian Chosiński

Z zachodzącym słońcem w tle
— Sebastian Chosiński

Czysta magia, czyli… sukces z chaosu
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.