Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 7 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

minimál Bogart
‹Cosmic Caveman Blues›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCosmic Caveman Blues
Wykonawca / Kompozytorminimál Bogart
Data wydania11 kwietnia 2014
NośnikCD
Czas trwania47:54
Gatunekblues, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Csaba Szőke, Maté Pintér, Győző Prekop, István Jenei
Utwory
CD1
1) Space Jesus01:06
2) The Intergalactic Drug Baron05:32
3) Reefer Madness03:56
4) Cosmic Caveman Blues04:02
5) Ode to Neptune12:15
6) Interlude: Quest for Shrooms (01:16)
7) Drums of Hyperion13:01
8) Fire Dancer04:41
9) Mindfall02:03
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: W kosmosie też gra się psychodelię i bluesa?
[minimál Bogart „Cosmic Caveman Blues” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Często wspominamy Omegę i Locomotiv GT, rzadziej Skorpió i Karthago; szczególnie zainteresowani muzyką rockową z lat 80. ubiegłego wieku mogą jeszcze kojarzyć Bergendy, P. Box czy Eddę. Ale na temat węgierskiego rocka po przełomie politycznym wiemy już bardzo mało. Może dlatego, że nic ciekawego nad Balatonem się nie gra? Bzdura! O czym przekonuje chociażby debiutancki album bluesowo-psychodelicznej formacji minimál Bogart (sic!) „Cosmic Caveman Blues”.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: W kosmosie też gra się psychodelię i bluesa?
[minimál Bogart „Cosmic Caveman Blues” - recenzja]

Często wspominamy Omegę i Locomotiv GT, rzadziej Skorpió i Karthago; szczególnie zainteresowani muzyką rockową z lat 80. ubiegłego wieku mogą jeszcze kojarzyć Bergendy, P. Box czy Eddę. Ale na temat węgierskiego rocka po przełomie politycznym wiemy już bardzo mało. Może dlatego, że nic ciekawego nad Balatonem się nie gra? Bzdura! O czym przekonuje chociażby debiutancki album bluesowo-psychodelicznej formacji minimál Bogart (sic!) „Cosmic Caveman Blues”.

minimál Bogart
‹Cosmic Caveman Blues›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCosmic Caveman Blues
Wykonawca / Kompozytorminimál Bogart
Data wydania11 kwietnia 2014
NośnikCD
Czas trwania47:54
Gatunekblues, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Csaba Szőke, Maté Pintér, Győző Prekop, István Jenei
Utwory
CD1
1) Space Jesus01:06
2) The Intergalactic Drug Baron05:32
3) Reefer Madness03:56
4) Cosmic Caveman Blues04:02
5) Ode to Neptune12:15
6) Interlude: Quest for Shrooms (01:16)
7) Drums of Hyperion13:01
8) Fire Dancer04:41
9) Mindfall02:03
Wyszukaj / Kup
Rozpostarty nad rzeką Cisą na południu kraju Segedyn (węgierski Szeged) to piękne historyczne miasto, usadowione w pobliżu dwóch granic – rumuńskiej i serbskiej (niegdyś jugosłowiańskiej). Zgodnie z danymi statystycznymi, zajmuje trzecie miejsce pod względem liczby ludności, co automatycznie czyni z niego ważny ośrodek ekonomiczny, naukowy i kulturalny. To ostatnie zdaje się potwierdzać aktywność lokalnych zespołów rockowych, wśród których coraz ważniejsze miejsce zajmuje działający – dotychczas bez większych sukcesów – od 2008 roku minimál Bogart (pisany w taki właśnie sposób). Dopiero bowiem po sześciu latach funkcjonowania grupa doczekała się wreszcie debiutanckiego wydawnictwa płytowego; w całości instrumentalny album – opublikowany notabene własnym sumptem – zatytułowany został „Cosmic Caveman Blues”. I jest to tytuł zaskakująco adekwatny do zawartości.
Kwartet minimál Bogart tworzą: gitarzysta solowy Csaba Szőke, grający na basie Maté Pintér, bębniarz István Jenei oraz – obsługujący harmonijkę ustną – Győző Prekop. Żaden z nich dotychczas nie dał się poznać jako wybitny artysta, a jednak razem udało im się stworzyć muzykę, która zasługuje na szczególną uwagę. Szukając inspiracji, Węgrzy z Segedynu sięgnęli po dokonania kapel brytyjskich i amerykańskich z przełomu lat 60. i 70. ubiegłego wieku. W ich twórczości dostrzec można zarówno wpływy blues-rocka (z okolic Cream, Steamhammer czy Fleetwood Mac), jak również psychodelii (vide Jefferson Airplane, Grateful Dead oraz późniejsze The Yardbirds). A do tego należałoby dodać jeszcze pewne inklinacje w kierunku hard i jazz-rocka. Wszystko to sprawia, że mimo niezbyt rozbudowanego instrumentarium i programowo surowego brzmienia propozycja muzyczna minimál Bogart może okazać się bardzo frapująca i interesująca nie tylko dla wielbicieli rocka sprzed kilku dekad.
Krążek „Cosmic Caveman Blues” zawiera dziewięć kompozycji, które – biorąc pod uwagę obraną przez muzyków formułę i stylistyczną jednorodność – sprawiają wrażenie niemal concept albumu. Zresztą, kto wie, może taki właśnie był zamysł liderującego kapeli Csaby Szőkego. Płytę otwiera – pełniący funkcję introdukcji – minutowy „Space Jesus”, którego mocny hardrockowy podkład zostaje udanie podkreślony przez skomplikowane, bliskie jazz-rockowi, podziały rytmiczne i zagraną unisono z gitarą partię harmonijki ustnej. Warto też od razu zaznaczyć, że nie pełni ona jedynie roli ozdobnika, nierzadko wykorzystywana jest – na równi z gitarą – jako instrument solowy. Jak chociażby w drugim w kolejności utworze „The Intergalactic Drug Baron”, gdzie na tle hipnotycznego, psychodelicznego rytmu Győző Prekop toczy niemal nieustanne dialogi z Szőkem. Te sekwencje powracają zresztą również w kolejnych numerach. W „Reefer Madness” harmonijka, przesunięta tym razem na dalszy plan, buduje niezwykły, nostalgiczny nastrój, przypominając w brzmieniu flet poprzeczny. Z kolei stonerowa, zadziorna i mocno rozmyta gitara sprawia, że po raz pierwszy, aczkolwiek nie ostatni, słuchacz może poczuć się, jakby uniósł głowę wysoko ponad chmury.
Kompozycja tytułowa zaczyna się od klasycznie bluesowej partii harmonijki (co może przypominać dawne nagrania rodzimej Kasy Chorych), dopiero gdy z biegiem czasu zostaje ona na chwilę zastąpiona gitarą w stylu wczesnego Erica Claptona, robi się bardziej rockowo. Zmianę nastroju, przynamniej w pierwszej swej części, oferuje za to dwunastominutowy „Ode to Neptune”. Grający mniej więcej od połowy tę samą frazę basista Maté Pintér i bębniarz István Jenei wprowadzają słuchacza w stan swoistego letargu, z którego korzystają następnie na przemian Prekop i Szőke, wciskając do jego uszu momentami dość awangardowe dźwięki. „Interlude: Quest for Shrooms” to – jak sugeruje sam tytuł – jedynie przerywnik, ale – głównie dzięki sprzężonej gitarze elektrycznej – zdecydowanie potrafiący wybudzić ze snu. „Drums of Hyperion” trwa trzynaście minut, z czego połowa przeznaczona jest na solowy popis perkusisty. Gdy w końcu do Jeneia dołączają najpierw gitarzysta, a następnie harmonijkarz zmienia się zupełnie charakter tego kawałka, który przeistacza się w prawdziwie psychodeliczną improwizację.
W „Fire Dancer” panowie z minimál Bogart dają upust przede wszystkim swoim blues-rockowym zapędom; zapętlony motyw gitary elektrycznej i wyeksponowana harmonijka ustna nie pozostawiają wątpliwości, że tym razem za inspirację posłużyli Węgrom klasycy bluesa chicagowskiego. Kawałek nie jest może szczególnie oryginalny, ale za to brzmiący bardzo rasowo i na dodatek tak motoryczny, że trudno utrzymać stopy w miejscu. Zamykający album dwuminutowy „Mindfall”, nawiązujący bezpośrednio do „Space Jesus”, służy za klamrę spinającą całość. O ile jednak w utworze otwierającym płytę jazzrockowym podziałom rytmicznym towarzyszył jazgotliwy metalowy podkład, tutaj mamy czyste, rockowe brzmienie gitary. Niespełna czterdzieści osiem minut spędzone w towarzystwie węgierskiej kapeli trudno wprawdzie uznać za niezapomniane, wszak „Cosmic Caveman Blues” to żadne arcydzieło. A jednak album ten może sprawić niemało radości osobom rozkochanym w archaicznych już dzisiaj brzmieniach sprzed ponad czterdziestu lat. Ci mogą nawet po czasie chętnie wracać do twórczości muzyków z Segedynu. Przynajmniej do chwili, kiedy światło dzienne ujrzy następca debiutanckiej produkcji.
koniec
10 lipca 2014
Skład:
Csaba Szőke – gitara solowa
Maté Pintér – gitara basowa
Győző Prekop – harmonijka ustna
István Jenei – perkusja

Komentarze

02 VIII 2014   09:50:29

Tamadas!!!

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: W mroku zrodzone…
Sebastian Chosiński

7 XII 2021

Biografia młodego duńskiego gitarzysty jazzowego Teisa Semeya jest równie fascynująca jak jego twórczość. Uporawszy się dzięki muzyce ze swoimi demonami, wyszedł na prostą i rozpoczął profesjonalną karierę, która za kilka lat powinna wynieść go na szczyty. Wydany w ubiegłym miesiącu trzeci solowy album artysty – „Mean Mean Machine” – jest kolejnym dowodem na jego nieprzeciętny talent kompozytorski i wykonawczą wirtuozerię.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.