Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 stycznia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Plymouth

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPlymouth
Wykonawca / KompozytorPlymouth
Data wydania7 kwietnia 2014
Wydawca RareNoise Records
NośnikCD
Czas trwania61:58
Gatunekjazz, rock
EAN5060197760458
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Mary Halvorson, Joe Morris, Chris Lightcap, Jamie Saft, Gerald Cleaver
Utwory
CD1
1) Manomet20:03
2) Plimouth13:05
3) Standish28:50
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Świadectwo szalonej dojrzałości
[Plymouth „Plymouth” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Nazwać ich jazzowo-rockową supergrupą to naprawdę mało! Amerykański kwintet Plymouth, który wydał właśnie swoją debiutancką płytę (zatytułowaną tak, jak nazwa zespołu), tworzą bowiem muzycy tej klasy, co Mary Halvorson, Jamie Saft czy Joe Morris. Każdy z nich zapracował już w świecie jazzu na własny spiżowy pomnik. Wspólnymi siłami nagrali natomiast jeden z najznakomitszych tegorocznych albumów zawierających improwizowany jazz-rock.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Świadectwo szalonej dojrzałości
[Plymouth „Plymouth” - recenzja]

Nazwać ich jazzowo-rockową supergrupą to naprawdę mało! Amerykański kwintet Plymouth, który wydał właśnie swoją debiutancką płytę (zatytułowaną tak, jak nazwa zespołu), tworzą bowiem muzycy tej klasy, co Mary Halvorson, Jamie Saft czy Joe Morris. Każdy z nich zapracował już w świecie jazzu na własny spiżowy pomnik. Wspólnymi siłami nagrali natomiast jeden z najznakomitszych tegorocznych albumów zawierających improwizowany jazz-rock.

Plymouth

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPlymouth
Wykonawca / KompozytorPlymouth
Data wydania7 kwietnia 2014
Wydawca RareNoise Records
NośnikCD
Czas trwania61:58
Gatunekjazz, rock
EAN5060197760458
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Mary Halvorson, Joe Morris, Chris Lightcap, Jamie Saft, Gerald Cleaver
Utwory
CD1
1) Manomet20:03
2) Plimouth13:05
3) Standish28:50
Wyszukaj / Kup
Plymouth? Wiadomo, port w zachodniej części Anglii. Tylko co on może mieć wspólnego z kapelą jazzową, względnie rockową? Na dodatek wcale nie pochodzącą z Wielkiej Brytanii. Swoją drogą, nijaka ta nazwa. Ani jakoś szczególnie nie zapada w pamięć. Ani w żaden sposób nie podpowiada, z jaką muzyką możemy mieć do czynienia. Okładka albumu też nie zachwyca. Na dodatek widać po niej, że pracował nad nią jakiś trochę nieokrzesany grafik. Co chciał swą wizją przekazać? Przecież tylko krów brakuje na tym pastwisku. Wzięlibyście do ręki taką płytę, gdyby w ogóle zwróciła Waszą uwagę w sklepie? A gdybyście dostali ją w prezencie, jak długo wzbranialibyście się przed włożeniem jej do odtwarzacza? Kto wie, może od razu wylądowałaby na dnie szuflady… I nie da się ukryć, że byłby to jeden z największych błędów, jakie moglibyście popełnić. Ta raczej odstręczająca wizualnie grafika i niezbyt atrakcyjna i medialna nazwa kryją bowiem dzieło, które powinno zafascynować każdego wielbiciela awangardowego, pełnego improwizacji jazzu i rocka. Wszak pochodzący ze Stanów Zjednoczonych kwintet Plymouth tworzą artyści, których zasługi dla współczesnego fusion trudno przecenić.
Jak w większości supergrup jazzowych bywa, żadna z postaci nie wybija się zdecydowanie na plan pierwszy. Trudno byłoby wskazać dominującego nad pozostałymi muzykami lidera. Chociaż obecnie na pewno największą sławą, poza ojczyzną, spośród piątki artystów cieszą się gitarzystka Mary Halvorson i klawiszowiec Jamie Saft. Ta pierwsza, najmłodsza z całego Plymouth, urodzona w 1980 roku, wzbudza „ochy” i „achy” krytyków oceniających zarówno jej koncerty, jak i płyty. Halvorson nierzadko zagląda też do Polski; ostatnio pojawiła się nad Wisłą w maju tego roku, aby ze swoim nowym triem, Thumbscrew, wystąpić w Studiu Koncertowym Polskiego Radia. Znana jest głównie ze współpracy z Anthonym Braxtonem, ale na koncie ma też kilkanaście albumów nagranych pod własnym nazwiskiem – w duetach, triu, kwintecie i septecie. Jamie Saft (starszy od Mary o dziewięć lat) zasłynął ze współpracy z Johnem Zornem (między innymi pod szyldem Electric Masada), ale prowadzi też własne bandy, jak i udziela się gościnnie w Chris Speed Trio i New Zion Trio. Rolę drugiego gitarzysty w Plymouth pełni, najstarszy w całym gronie, bo już prawie sześćdziesięcioletni, Joe Morris, niegdyś jeden z nauczycieli Halvorson, który – poza własnymi projektami – wspierał swoim talentem takich wykonawców, jak Ivo Perelman, Matthew Shipp, Noah Kaplan czy Rob Brown.
Skład zespołu uzupełnia sekcja rytmiczna tworzona przez basistę Chrisa Lightcapa (rocznik 1971) oraz czarnoskórego bębniarza Geralda Cleavera (rocznik 1966). Pierwszy z panów, jak zresztą wszyscy wcześniej wymienieni, lideruje paru formacjom, ale zdarzyło mu się również w przeszłości współpracować z Joe Morrisem. Drugiego natomiast polscy fani jazzu mogą kojarzyć ze wspólnych nagrań z czeskim basistą Miroslavem Vitoušem oraz… Tomaszem Stańko; słychać go między innymi na ubiegłorocznym, nagranym przez polskiego trębacza z muzykami z Nowego Jorku, albumie „Wisława”. Pod koniec ubiegłego roku ta niezwykła piątka – jak można podejrzewać, z inspiracji Joego Morrisa, z którym w różnych okresach wszyscy kooperowali – postanowiła zagrać razem. Po pierwszych koncertach okazało się, że potrafią wykrzesać tyle energii, iż niemal od razu zrodziła się myśl, aby pozostawić po sobie album. By to, co tworzą, nie uległo rozproszeniu czy zapomnieniu. W efekcie zamknęli się w nowojorskim studiu Potterville International Sound, gdzie pod okiem włoskiego producenta Giaccoma Bruzza zarejestrowali materiał na płytę, którą następnie wydała – zarówno na winylu, jak i płycie kompaktowej – działająca w Londynie, choć także mająca włoskich właścicieli, firma RareNoise Records.
Album „Plymouth” wypełniają trzy długie – w dwóch przypadkach można nawet stwierdzić, że bardzo długie – improwizowane utwory, do powstania których, w warstwie kompozytorskiej i aranżacyjnej, przyłożyli ręce wszyscy członkowie formacji. Jak na tak rozbudowane struktury przystało, muzycy musieli zadbać o odpowiednie stopniowanie napięcia i emocji, o serwowanie zmiennych nastrojów, wreszcie – o to, by każdy z nich miał również szanse wykazania się własnymi umiejętnościami. Z drugiej strony należy jednak zaznaczyć, że choć mamy w zespole do czynienia z prawdziwymi mistrzami swoich instrumentów, żaden z nich nie starał się wybić ponad pozostałych czy też ich przyćmić. Dlatego na „Plymouth” nie znajdziemy wirtuozerskich solówek, których jedynym celem jest wysłanie jasnego przekazu do innych artystów: „Patrzcie, jacy jesteśmy świetni, i podziwiajcie!”. Muzycy nowojorskiego kwintetu są zbyt świadomi własnej wartości, by imać się tak prostackich zagrywek. O ile więc dają upust swojej wyobraźni, o tyle bardzo skutecznie trzymają na wodzy swoje ambicje.
Pierwszym w kolejności jest dwudziestominutowy numer zatytułowany „Manomet”. Otwierają go gitarowe plamy dźwiękowe, tak dobrze znane z wydanego przez polską wytwórnię For Tune albumu „Ghost Loop” (2013) Mary Halvorson Trio. Z czasem do amerykańskiej gitarzystki dołącza Jamie Saft, który raczy nas subtelnymi, ale także bardzo smakowitymi partiami organów i fortepianu. Kolejnym, który daje znać o swojej obecności, jest Chris Lightcap, toczący – na tle gitary Joego Morrisa – dialog z organami Safta. Ostatnim muzykiem, którego „poznajemy”, jest Gerald Cleaver; odzywa się on dopiero pod koniec piątej minuty, dbając – wespół z Lightcapem – o to, aby numer nabrał odpowiedniej mocy. Transowo brzmiąca sekcja rytmiczna staje się znakomitym podkładem do improwizowanych podróży pozostałych instrumentów, wśród których prym wiodą organy i gitarowe loopy. Muzycy rozumieją się doskonale – wiedzą, w którym momencie należy przejąć pałeczkę i wybić się na plan pierwszy, jak i to, w którym wycofać się, aby zwolnić miejsce dla kolegi – bądź koleżanki – z zespołu. Napięcie stopniowo rośnie, a z pozornego chaosu dźwiękowego co rusz docierają do uszu słuchaczy bardziej melodyjne fragmenty, którymi można raczyć zmysły.
Na tle dwóch pozostałych numerów trzynastominutowy „Plimouth” (sic! tak właśnie pisany) może wydawać się miniaturą. To jednak wcale nie oznacza, że mniej się w nim dzieje. Otwiera go niezwykle stonowana partia Safta na fortepianie, do którego wkrótce – zrazu w dalekim tle, później coraz odważniej – dołącza gitara Halvorson. Ten taktowny dialog ciągnie się przez kilka minut; przerywają go dopiero jazzrockowe tony generowane przez Morrisa, który jednocześnie daje sygnał klawiszowcowi, by ten „przesiadł” się na dużo energetyczniej brzmiące organy. Sporo rozgrywa się również w tle, a to głównie za sprawą Lightcapa i Cleavera, którzy zaczynają poczynać sobie, jakby nagle zostali przeniesieni w szalone lata 70. XX wieku i zostali zatrudnieni przez którąś z psychodeliczno-kosmicznych, względnie spacerockowych formacji spod znaku krautrocka (kłania się najwcześniejsze – z okolic albumu „Electronic Meditation” – oblicze Tangerine Dream, ale wpływ na muzyków ze wschodniego wybrzeża USA mogła mieć również twórczość takich zespołów, jak Cluster, Agitation Free czy Cosmic Jokers). Utwór ten wieńczy pełna niepohamowanej energii improwizacja, która na dobrze nagłośnionym koncercie mogłaby co wrażliwszych odbiorców przyprawić o zawrót głowy.
Na zakończenie Plymouth zarezerwowali miejsce dla kompozycji najdłuższej – trwającego prawie dwadzieścia dziewięć minut „Standish”. Swoją konstrukcją nie różni się ona szczególnie od poprzednich, co oznacza tyle, że początek ponownie jest spokojny i stonowany. Choć przyznać trzeba, że od pierwszych sekund w partiach fortepianu (w większym) i gitary (w nieco mniejszym stopniu) podskórnie czai się niepokój, będący zapowiedzią dalszych szaleństw. Tu bowiem zespół postanawia zerwać wszelkie ograniczające go pęta – jazzrockowej sekcji rytmicznej towarzyszą spacerockowe gitary, a dźwięki klawiszy (organów i fortepianu elektrycznego) sprawiają wrażenie, jakby Jamie Saft postawił sobie za punkt honoru oddać przy pomocy swoich instrumentów stan umysłowy schizofrenika. Każdy z solistów zmierza w inną stronę, ale całość wcale nie rozpada się na kawałki, w czym oczywiście największa jest zasługa Lightcapa i Cleavera, starających się trzymać wszystko w ryzach. Po pierwszym przesileniu następuje parominutowe uspokojenie, które jest jednak tylko ciszą przed kolejną burzą. Finał „Standish”, podobnie jak w przypadku „Plimouth”, miażdży swoją mocą, o co w dużej mierze stara się przejmujący palmę pierwszeństwa organista. Po wysłuchaniu „Plymouth” pomarzyć można tylko o jednym – by muzykom nie przyszło przypadkiem do głowy tak pięknie rozpoczętą przygodę zakończyć na jednym albumie.
koniec
21 sierpnia 2014
Skład:
Mary Halvorson – gitara elektryczna
Joe Morris – gitara elektryczna
Chris Lightcap – gitara basowa
Jamie Saft – organy, fortepian, fortepian elektryczny
Gerald Cleaver – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Moc i eMOCje
Sebastian Chosiński

20 I 2022

Nie zawsze takie marzenia spełniają się. Historia norweskiego kwintetu Bear Brother udowadnia jednak, że warto marzyć. Na swój pierwszy ważny koncert zaprosili do współpracy szwedzkiego puzonistę Matsa Äleklinta, który nie tylko, że im nie odmówił, to na dodatek obiecał dalszą współpracę. Czego efektem stał się doskonały freejazzowy album „Played Freely with Power and Emotion”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Piekielna czeluść świata
Sebastian Chosiński

18 I 2022

Tytuł najnowszej płyty madryckiego kwartetu postrockowego Toundra – „Klątwa” („Hex”) – może budzić niepokój. Podobnie zresztą jak „szyld” najdłuższej kompozycji na albumie – suity „Nienawiść” („El odio”). Widać więc od razu, że to nie jest muzyka dla każdego, a jedynie dla najwytrwalszych wielbicieli gatunku. Którzy na dodatek nie boją się zajrzeć w piekielną czeluść naszego świata.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Nostalgiczna „przechadzka” po świecie
Sebastian Chosiński

13 I 2022

W dzisiejszym świecie, będącym „globalną wioską” – choć w czasach pandemii jakby jednak trochę mniej – nie ma tak wielkiego znaczenia fakt, gdzie się mieszka. Norweski kontrabasista Ingebrigt Håker Flaten na miejsce postoju wybrał Stany Zjednoczone, a jednak często pojawia się w Europie, by pracować nad kolejnymi płytami. Jedną z nich jest solowy album „(Exit) Knarr”…

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.