Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 12 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Deep Purple
‹Made in Japan›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMade in Japan
Wykonawca / KompozytorDeep Purple
Data wydaniagrudzień 1972
Wydawca EMI
NośnikCD
Czas trwania76:44
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Highway Star6:43
2) Child in Time12:17
3) Smoke on the Water7:36
4) The Mule9:28
5) Strange Kind of Woman9:52
6) Lazy10:27
7) Space Truckin'19:54
Wyszukaj / Kup

Pot i Kreff: Rockowy Dream Team cz. 2
[Deep Purple „Made in Japan” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Członkowie Deep Purple tak naprawdę nigdy nie byli do końca zadowoleni z tego krążka. Niektórzy z nich do dziś uważają, że mogli nagrać lepszą płytę i to zarówno w kontekście samej gry, jak i jakości nagrania. Cóż, artystom zawsze trudno dogodzić, grunt, że poza nimi większość jest zgodna co do tego, że „Made in Japan” to najlepsza płyta koncertowa świata.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff: Rockowy Dream Team cz. 2
[Deep Purple „Made in Japan” - recenzja]

Członkowie Deep Purple tak naprawdę nigdy nie byli do końca zadowoleni z tego krążka. Niektórzy z nich do dziś uważają, że mogli nagrać lepszą płytę i to zarówno w kontekście samej gry, jak i jakości nagrania. Cóż, artystom zawsze trudno dogodzić, grunt, że poza nimi większość jest zgodna co do tego, że „Made in Japan” to najlepsza płyta koncertowa świata.

Deep Purple
‹Made in Japan›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMade in Japan
Wykonawca / KompozytorDeep Purple
Data wydaniagrudzień 1972
Wydawca EMI
NośnikCD
Czas trwania76:44
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Highway Star6:43
2) Child in Time12:17
3) Smoke on the Water7:36
4) The Mule9:28
5) Strange Kind of Woman9:52
6) Lazy10:27
7) Space Truckin'19:54
Wyszukaj / Kup
W marcu 1972 roku ukazał się album „Machine Head”, ostatnie wielkie dzieło kwintetu Blackmore, Lord, Paice, Gillan i Glover. Niektórzy uważają, że nawet największe w ich dorobku. Zespół był wtedy u szczytu twórczych możliwości i w tak dobrej formie, jak nigdy przedtem i później. W sierpniu tego roku wybrał się do Japonii, by dać tam trzy koncerty – 15 i 16 w Osace oraz 17 w Tokio. Wszystkie zarejestrował Martin Birch z zamiarem późniejszego opublikowania któregoś z nich. Ostatecznie dokonano selekcji i najlepsze momenty zebrano na krążku „Made in Japan”. Jak już wspomniałem, muzykom nie bardzo się podobał, dlatego początkowo planowano wydanie go wyłącznie na rynku japońskim. Na szczęście stało się inaczej.
Dzięki temu albumowi poznajemy Deep Purple jako idealnie pracującą maszynę. Każdy z muzyków ma tu swoje miejsce i wszyscy podświadomie się rozumieją, dzięki czemu idealnie współgrają w czasie długich improwizacji. Trudno w to uwierzyć, ale wszystkie zaprezentowane tu kompozycje wypadają o wiele lepiej niż na płytach studyjnych, choć wydaje się to niemożliwe.
Na początek dostajemy strzał między oczy, czyli jeszcze bardziej niż na „Machine Head” rozpędzoną wersję „Highway Star”. Jest wprost nie do pomyślenia, aby dało się grać szybciej i utrzymać taki feeling. Do tego dochodzi zabójcza solówka gitarowa Blackmore’a, w czasie której wydaje się, że ma on po sześć palców u każdej ręki.
Dalej mamy „Child in Time”, czyli jeden z najgłośniejszych manifestów antywojennych. Gillan po raz kolejny udowadnia, że krzyk też może być sztuką. W części instrumentalnej znów wymiata Blackmore, ale Lord ze swoimi klawiszami dzielnie mu wtóruje. Rozbrajał mnie zawsze moment, kiedy po opętańczej galopadzie wszystkie instrumenty jak na komendę nagle milkną i na moment zapada cisza. Tak równo potrafią grać tylko najlepsi.
Chwila oklasków i słyszymy najsłynniejszy riff świata – to „Smoke on the Water”. Coś jednak musiało pójść nie tak i Blackmore go przerywa, ale tylko po to, by zacząć od nowa – i tu już nie ma mowy o jakichś wpadkach. Dialogi gitarowo-organowe to absolutne mistrzostwo świata, ale poza nimi w utworze dzieje się tak dużo, że odnosi się wrażenie, jakby na scenie stała armia muzyków, a nie tylko pięć osób.
Następny w kolejce jest „The Mule”. Nerwowa perkusja Iana Paice’a od początku daje o sobie znać. Nie musimy zresztą długo czekać, by pozostali muzycy ucichli i zaczęły się perkusyjne popisy. Całość jest tak wciągająca, że nawet nie zauważymy kiedy minie dziewięć minut tego utworu.
Majstersztykiem jest również „Strange Kind of Woman”. Już w oryginale kawałek ten jest wyjątkowo udany, a tu staje się pretekstem do wspólnej zabawy i improwizacji. Jej głównymi bohaterami zostają Blackmore i Gillan, którzy prowadzą ze sobą obłędny dialog.
Dalej jest „Lazy” z dłuższym popisem Jona Lorda na początku. Później bowiem utwór zaczyna się rozkosznie bujać. Ponad to należy dodać, że Ian Gillan gra tu na harmonijce ustnej.
Wreszcie dochodzimy do wielkiego finału w postaci „Space Truckin’”. Wielkiego dosłownie i w przenośni, ponieważ poza tym, że kawałek ten zagrany jest z większą werwą niż w studio, to jeszcze rozciągnięty jest do blisko dwudziestu minut. To pozostałość po psychodelicznych, koncertowych odjazdach Purpli z początku kariery, kiedy folgowali improwizatorskim zapędom w trakcie odgrywania „Mandrake Root” czy „Wring That Neck”. Pamiętajmy, że jesteśmy w pierwszej połowie lat 70. Tak się wtedy grało koncerty!
„Made in Japan” doczekało się licznych wznowień i specjalnych edycji. W wydaniu z 1998 roku dorzucono do zestawu drugą płytę, na której znalazły się 3 inne utwory, które były grane w czasie trasy po Japonii – „Black Night”, „Speed King” i „Lucille”. Największe wrażenie robi ten pierwszy, ale warto posłuchać wszystkich.
W 1993 roku z okazji 21 rocznicy wydania „Made in Japan” światło dzienne ujrzał kolejny zbiór nagrań z Japonii, tym razem kompletny – „Live in Japan”. Na trzech CD zmieszczono bowiem wszystkie trzy występy, jakie w sierpniu 1972 roku Purple zagrali w Kraju Kwitnącej Wiśni. Czy muszę wspominać, że dla fanów jest to pozycja obowiązkowa? Nie sądzę…
koniec
12 sierpnia 2010

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Gdzie się podziały emocje?
Sebastian Chosiński

11 V 2021

Wyszedłszy przed paroma laty na prostą ze swoją nieco zagmatwaną dyskografią, norweski duet Jordsjø (wspomagany przez zapraszanych do studia gości), regularnie publikuje kolejne płyty. Wydana przed kilkoma dniami „Pastroralia” tradycyjnie powinna spodobać się wielbicielom rocka progresywnego wymieszanego ze skandynawskim folkiem. To idealna propozycja dla tych, którym podoba się – chociażby – Tusmørke.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Przetarty szlak i skoki w bok
Sebastian Chosiński

6 V 2021

Serbski kwartet Eyot (bądź EYOT – taka pisownia również bywa przez muzyków stosowana) nie rozpieszcza wielbicieli. Ostatnio na swoje kolejne płyty każe bowiem czekać aż trzy lata. Tyle czasu minęło pomiędzy ukazaniem się albumów „Similarity” i „Innate” i tyle też trzeba było czekać na ukazanie się „557799”. Inna sprawa, że kiedy już dostajemy do ręki nowe dzieło grupy Dejana Ilijicia – na pewno nie czujemy się zawiedzeni.

więcej »

Gdyby Puebla leżała na Śląsku…
Sebastian Chosiński

4 V 2021

Przed laty ważną pozycję w polskim jazzie i rocku zdobył kubański perkusjonista José Torres; dzisiaj w jego ślady może pójść inny Latynos – meksykański skrzypek Eduardo Bortolotti (Lopez). Nad Wisłą osiedlił się on dziewięć lat temu, a w tym roku wydał swój debiutancki album – „Huapango Nights” – na którym połączył wpływy muzyki ludowej z Ameryki Środkowej z typowo europejskim jazzem.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Puk… puk…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dwadzieścia sześć minut orgazmu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Jak zdobywano dziką miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Strzelając z bombowca
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rozmowa dwóch stołków
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

25 minut sacrum
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Debeściaki bestii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Made in Heaven
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 najlepszych płyt koncertowych 2014 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Jacek Walewski

10 najlepszych płyt koncertowych 2013 roku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż twórcy

To się nie może tak skończyć
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pot i Kreff – Made in Poland: Chopin chciał grać w Deep Purple
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tegoż autora

Nie wszystko da się rozstrzygnąć na ringu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Batman wraca do miasta
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zacne sędziowskie archiwa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Włoski western (niekoniecznie spaghetti)
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po tamtej stronie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nanopandemia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dziesięć filmów Michaela Baya w jednym
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tytus, Romek i A’Tomek: The Best of Papcio Chmiel
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly, metal i RPG
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nie tędy droga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.