Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 lutego 2020
w Esensji w Esensjopedii

Maciej Fortuna, Mack Goldsbury, Mark Minchello, Lou Grassi
‹The Last Of The Beboppers›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Last Of The Beboppers
Wykonawca / KompozytorMaciej Fortuna, Mack Goldsbury, Mark Minchello, Lou Grassi
Data wydania30 listopada 2014
Wydawca Fortuna Music
NośnikCD
Czas trwania47:59
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Maciej Fortuna, Mack Goldsbury, Mark Minchello, Lou Grassi
Utwory
CD1
1) Dim Sum06:25
2) Dark Dawn in Aurora04:24
3) Early Morning05:50
4) Toast05:00
5) Night05:44
6) Minuet in G09:03
7) The Last of the Beboppers03:58
8) Not This Blues07:17
Wyszukaj / Kup

W nocnych klubach Nowego Jorku i Chicago…
[Maciej Fortuna, Mack Goldsbury, Mark Minchello, Lou Grassi „The Last Of The Beboppers” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Maciej Fortuna to prawdopodobnie – obok Mikołaja Trzaski – najbardziej zapracowany polski muzyk jazzowy ostatnich lat. Nie ma roku, by nie ukazała się jego nowa płyta, a najczęściej nawet kilka. „The Last of the Beboppers” jest jednak krążkiem o tyle nietypowym, że powstał za Oceanem, a wśród pozostałych artystów, występujących u boku Fortuny, znaleźli się sami Amerykanie, w tym niezwykle ceniony saksofonista Mack Goldsbury.

Sebastian Chosiński

W nocnych klubach Nowego Jorku i Chicago…
[Maciej Fortuna, Mack Goldsbury, Mark Minchello, Lou Grassi „The Last Of The Beboppers” - recenzja]

Maciej Fortuna to prawdopodobnie – obok Mikołaja Trzaski – najbardziej zapracowany polski muzyk jazzowy ostatnich lat. Nie ma roku, by nie ukazała się jego nowa płyta, a najczęściej nawet kilka. „The Last of the Beboppers” jest jednak krążkiem o tyle nietypowym, że powstał za Oceanem, a wśród pozostałych artystów, występujących u boku Fortuny, znaleźli się sami Amerykanie, w tym niezwykle ceniony saksofonista Mack Goldsbury.

Maciej Fortuna, Mack Goldsbury, Mark Minchello, Lou Grassi
‹The Last Of The Beboppers›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Last Of The Beboppers
Wykonawca / KompozytorMaciej Fortuna, Mack Goldsbury, Mark Minchello, Lou Grassi
Data wydania30 listopada 2014
Wydawca Fortuna Music
NośnikCD
Czas trwania47:59
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Maciej Fortuna, Mack Goldsbury, Mark Minchello, Lou Grassi
Utwory
CD1
1) Dim Sum06:25
2) Dark Dawn in Aurora04:24
3) Early Morning05:50
4) Toast05:00
5) Night05:44
6) Minuet in G09:03
7) The Last of the Beboppers03:58
8) Not This Blues07:17
Wyszukaj / Kup
Nie tak dawno obchodził trzydzieste drugie urodziny. Wciąż jest więc muzykiem bardzo młodym, ale dorobek płytowy ma taki, że mógłby nim obdzielić kilku znacznie dłużej funkcjonujących na rynku kolegów po fachu. Bardzo rozległe są też zainteresowania Macieja Fortuny: od modern jazzu (z własnym triem i kwartetem), poprzez muzykę improwizowaną (w duecie z pianistą Krzysztofem Dysem) i ethno jazz (tegoroczny krążek „Zakhaar”, seria koncertów prezentujących polskie utwory ludowe ze skarbnicy Oskara Kolberga), aż po bliskie eksperymentom ze świata elektroniki przeróbki muzyki klasycznej (vide płyta „Electroacoustic Transcription of Film Music by Krzysztof Penderecki”). Na tle dotychczasowych dokonań artysty rodem z Leszna album „The Last of the Beboppers”, który do sprzedaży w naszym kraju trafi 30 listopada, prezentuje się zaskakująco klasycznie, by nie rzec wręcz – staroświecko (choć oczywiście w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa). W każdym razie zawiera muzykę, która największą popularnością cieszyła się w latach 60. i 70. ubiegłego wieku.
Materiał, który znalazł się na „The Last of the Beboppers” nagrany został z muzykami amerykańskimi i zarejestrowany za Oceanem, w Hitman Studio w Kinnelon w stanie New Jersey. Obok Polaka główną postacią był – najstarszy w całym gronie, urodzony w 1946 roku w Nowym Meksyku – saksofonista Mack Goldsbury, znany z produkcji solowych (najsłynniejszym jego albumem był, wydany w 1979 roku, „Anthropo-Logic”), jak również ze wspólnych nagrań z pianistką Laurie Altman („For Now At Least”, 1982), perkusistą Ernstem Bierem i freejazzowym saksofonistą Timem Berne („Ancestors”, 1983). Spośród naszych rodaków zaszczyt występowania na scenie u jego boku mieli natomiast między innymi Kuba Stankiewicz, Maciej Sikała oraz Piotr Wojtasik. Współpraca Goldsbury’ego z Fortuną sięga jeszcze poprzedniej dekady, a jej efektami były dwa koncertowe albumy sygnowane nazwiskiem Amerykanina: „Arteisa Sunrise” (2010) i „Live at CoCo’s” (2012). Skład, w jakim zrealizowano „The Last of the Beboppers”, uzupełniają jeszcze organista Mark Minchello (specjalizujący się w jazzie tradycyjnym) oraz bębniarz Lou Grassi (między innymi stojący na czele własnego tria i kierujący freejazzowym The Nu Band).
Na album trafiło osiem kompozycji różnych autorów, na dodatek nie zawsze nawet premierowych (jak chociażby kawałek tytułowy, który Lou Grassi grywał już wcześniej z innymi swoimi formacjami). Ale to tak naprawdę ma drugorzędne znaczenie; nowe aranżacje sprawiły bowiem, że różnic nie słychać, a propozycja kwartetu brzmi niezwykle zwarcie i przejrzyście. Całość otwiera „Dim Sum” (niemieckiego pianisty Rudy’ego Redla) i jest to imponujące uderzenie. Wystarczy wsłuchać się w duet saksofonu i trąbki, by zrozumieć, na czym polega potęga tej muzyki – na niezwykłej melodyjności i lekkości, na romantycznym nastroju i wielu smaczkach, wśród których prym wiodą pojawiające się w tle organy Hammonda. Fortuna i Goldsbury wymieniają się tutaj partiami solowymi, jednocześnie napędzając siebie nawzajem. Nie mniejszą siłę rażenia ma „Dark Dawn in Aurora”, które wyszło spod ręki Lou Grassiego. Grające unisono dęciaki i marszowy rytm perkusji przydają temu utworowi patetyzmu; podniosły motyw przewodni, który w dalszej części podejmuje Goldsbury, sprawia zaś, że po plecach dosłownie przebiegają ciarki. Ale ważną rolę gra tu także Fortuna, którego trąbka z czasem owija się wokół saksofonu jak bluszcz, stanowiąc doskonałe dopełnienie.
W „Early Morning” Goldsbury’ego mamy do czynienia z klasycznym hard bopem, w którym do głosu dochodzą wpływy bluesa (patrz: partia organów), chociaż nie brakuje także pojawiających się na tle pulsujących bębnów solówek instrumentów dętych. W podobnym klimacie utrzymany jest „Toast” Marka Minchello, zaczynający się – jak na kawałek skomponowany przez hammondzistę przystało – od introdukcji organowej. Do klawiszy szybko jednak dołączają swingujące trąbka i saksofon, hipnotycznie kołyszące słuchaczy niemal do ostatniej sekundy. Świetnie prezentuje się również „Night” Macieja Fortuny – kto wie, czy nie najbardziej klimatyczny numer na całym albumie. Dość powiedzieć, że zespół udanie przywołuje w nim, znany większości z nas z filmów amerykańskich, nastrój nocnych klubów Nowego Jorku i Chicago, gdzie w powietrzu unoszą się zapach tytoniu i whisky. Jest melodyjnie i zmysłowo, subtelnie i kołysząco. Znacznie lżejszy ciężar gatunkowy ma za to „Minuet in G”, czyli przerobiona przez Macka Goldsbury’ego kompozycja Jana Sebastiana Bacha, w której – obok organisty – pierwsze skrzypce gra trębacz. Fortuna pozwala tu sobie nawet na improwizację, co jednak dziwić nie powinno, skoro utwór ten rozbudowany został do dziewięciu minut.
W „The Last of the Beboppers” mamy do czynienia z idealnie dobranymi proporcjami – klawisze i dęciaki doskonale ze sobą współgrają, co jedynie potwierdza fakt, że polsko-amerykański kwartet to świetnie rozumiejący się jazzowy kolektyw. Każdy z muzyków, znając swoje miejsce w szeregu, potrafi dać maksymalnie dużo od siebie dla dobra wspólnego. Krążek zamyka trwający ponad siedem minut „Not This Blues”, za powstanie którego ponownie odpowiada Minchello. Tu także artyści pozwalają sobie improwizacje; przede wszystkim należy jednak zwrócić uwagę, że po raz pierwszy (i ostatni) w partii solowej – rozpisanej na kilka części – „głos” zabiera Lou Grassi. Są to, co prawda, krótkie fragmenty, ale potwierdzające kunszt amerykańskiego perkusisty. Album Fortuny, Goldsbury’ego, Minchello i Grassiego zawiera muzykę, którą dziś słychać już z płyt i scen koncertowych coraz rzadziej; tym większa zasługa czwórki muzyków, że zdecydowali się przywrócić czar lat 60. i 70., że zafundowali słuchaczom powrót do czasów, kiedy królowali Miles Davis, John Coltrane, Freddie Hubbard czy Cannonball Adderley. Kiedy nawet bezpretensjonalna muzyka potrafiła urzekać pięknem i wywoływać wzruszenie.
koniec
27 listopada 2014
Skład:
Maciej Fortuna – trąbka
Mack Goldsbury – saksofon
Mark Minchello – organy Hammonda
Lou Grassi – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Dzisiaj słuchaj tak, jakby jutro miał być koniec świata
Sebastian Chosiński

18 II 2020

Big band Martina Küchena ma w jazzie skandynawskim pozycję wyjątkową. Na jego kolejne albumy czeka się z niecierpliwością, a koncerty zamieniają się w prawdziwe misteria artystyczne. Tę magię występów na żywo udało się uchwycić również na najnowszym wydawnictwie formacji – albumie „Today is Better Than Tomorrow”. Co ciekawe, longplay sygnowany jest dwiema nazwami – Angles 10 oraz Angles 9. Cyfry odpowiadają oczywiście liczbie muzyków biorących udział w koncercie.

więcej »

Krótko o muzyce: Dla każdego coś… innego
Sebastian Chosiński

13 II 2020

Najnowszy album Steina Urheima i powołanego specjalnie do pracy nad tą płytą projektu Fenomenolodic 4 może zaskoczyć. Jazz wcale nie jest bowiem na „Donwhill Uplift” elementem dominującym, mimo że jazzowy duch unosi się nad tym wydawnictwem. Równie usatysfakcjonowani mogą poczuć się wielbiciele bluesa, world music, a nawet… country.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Poważniej niż mogłoby się wydawać…
Sebastian Chosiński

11 II 2020

Zapewne gdyby perkusista Szymon Gąsiorek nie był zaangażowany w wiele innych projektów, prowadzona przez niego polsko-duńsko-norweska formacja Pimpono Ensemble (nazwa pochodzi od przydomka lidera) mogłaby się pochwalić znacznie bogatszą dyskografią. A tak, po sześciu latach działalności, wydała właśnie dopiero drugą płytę – „Survival Kit”. Ale za to jaką!

więcej »

Polecamy

Na ulicach Babilonu gaz

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Tegoż autora

Nordic noir w postaci czystej
— Sebastian Chosiński

Starsza pani, która nie chce zniknąć
— Sebastian Chosiński

Mujrum na tropie
— Sebastian Chosiński

Ksiądz znikąd
— Sebastian Chosiński

„Legiooony to…” niezły film
— Sebastian Chosiński

Kłopoty to jego specjalność
— Sebastian Chosiński

Okrutna zbrodnia na Bałkanach
— Sebastian Chosiński

Marszałek na to nie zasłużył!
— Sebastian Chosiński

Krajobraz po katastrofie
— Sebastian Chosiński

Z „Ruskimi” lepiej nie zadzierać!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.