Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 11 sierpnia 2022
w Esensji w Esensjopedii

Anima Morte
‹Upon Darkened Stains›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułUpon Darkened Stains
Wykonawca / KompozytorAnima Morte
Data wydania26 listopada 2014
Wydawca Transubstans Records
NośnikCD
Czas trwania60:54
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Daniel Cannerfelt, Fredrik Klingwall, Stefan Granberg, Teddy Möller, Mattias Olsson, David Lundberg, Ketil Vestrum Einarsen, Jerk Wååg, Thomas Olsson, Johan Klingwall
Utwory
CD1
1) Blessing of the Dead03:31
2) Illusion in the Catalyst07:02
3) Ephemeris04:25
4) Fear Will Pass Over Your Mind04:45
5) Wakeless05:40
6) Interruption03:44
7) The Darkest Pattern05:11
8) The Carrion Crow05:27
9) Echoing the Red05:19
10) Isomorphia04:59
11) First Snow on the Last Ashes03:48
12) Halls of Death07:03
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Czterech muzyków na progresywnym aksamicie
[Anima Morte „Upon Darkened Stains” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Po kolejnych płytach formacji Anima Morte nie należy oczekiwać przecierania nowych szlaków. Z drugiej strony trudno ją jednak zaliczyć do zespołów regresywnych, których związek z klasykami gatunku polega tylko na tym, że nagrywają utwory trwające po dziesięć minut. Szwedzi od początku istnienia założyli sobie, że grać będą muzykę w charakterystycznym stylu lat 70. XX wieku i robią to znakomicie. Dowodem na to najnowsze wydawnictwo – „Upon Darkened Stains”.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Czterech muzyków na progresywnym aksamicie
[Anima Morte „Upon Darkened Stains” - recenzja]

Po kolejnych płytach formacji Anima Morte nie należy oczekiwać przecierania nowych szlaków. Z drugiej strony trudno ją jednak zaliczyć do zespołów regresywnych, których związek z klasykami gatunku polega tylko na tym, że nagrywają utwory trwające po dziesięć minut. Szwedzi od początku istnienia założyli sobie, że grać będą muzykę w charakterystycznym stylu lat 70. XX wieku i robią to znakomicie. Dowodem na to najnowsze wydawnictwo – „Upon Darkened Stains”.

Anima Morte
‹Upon Darkened Stains›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułUpon Darkened Stains
Wykonawca / KompozytorAnima Morte
Data wydania26 listopada 2014
Wydawca Transubstans Records
NośnikCD
Czas trwania60:54
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Daniel Cannerfelt, Fredrik Klingwall, Stefan Granberg, Teddy Möller, Mattias Olsson, David Lundberg, Ketil Vestrum Einarsen, Jerk Wååg, Thomas Olsson, Johan Klingwall
Utwory
CD1
1) Blessing of the Dead03:31
2) Illusion in the Catalyst07:02
3) Ephemeris04:25
4) Fear Will Pass Over Your Mind04:45
5) Wakeless05:40
6) Interruption03:44
7) The Darkest Pattern05:11
8) The Carrion Crow05:27
9) Echoing the Red05:19
10) Isomorphia04:59
11) First Snow on the Last Ashes03:48
12) Halls of Death07:03
Wyszukaj / Kup
Gdy w drugiej połowie lat 70. ubiegłego wieku wielką popularność w świecie zaczęły zdobywać włoskie horrory określane mianem giallo, widzowie zwrócili uwagę również na wypełniające je ścieżki dźwiękowe. Utwory te, często oparte na brzmieniach syntezatorów i czerpiące pełnymi garściami z dokonań rocka progresywnego i psychodelii, umiejętnie podkreślały duszną, przepełnioną strachem bohaterów atmosferę filmu. W pewnym stopniu to właśnie dzięki nim odniosły sukcesy obrazy Daria Argento (który szybko wyrósł na klasyka gatunku), Lucia Fulciego, Mario Bavy czy Sergia Martino. Niektórzy z twórców – jak chociażby stojący na czele zespołu Goblin Claudio Simonetti, Riz Ortolani czy Fabio Frizzi – zapewnili zaś sobie miejsca na listach najpopularniejszych (i najlepiej sprzedających się) włoskich kompozytorów. I choć w następnej dekadzie popularność giallo zaczęła stopniowo spadać, a kolejne filmy (powstające zresztą do dzisiaj) okazywały się być jedynie marnymi kopiami wcześniejszych, słuchacze wciąż chętnie wracają do starych soundtracków. Co więcej, stają się one inspiracją dla muzyków rockowych kolejnego pokolenia. Zwłaszcza tych pochodzących ze Skandynawii.
Pierwszą jaskółką okazała się wydana przed siedemnastoma laty znakomita płyta „Symphonic Holocaust”, pod którą – jako Morte Macabre – podpisali się ówcześni muzycy szwedzkich kapel progresywnych Anekdoten i Landberk. Poza jednym wyjątkiem – w postaci „Lullaby” Krzysztofa Komedy (z „Dziecka Rosemary” Romana Polańskiego) – album zawierał właśnie przeróbki tematów z włoskich horrorów i filmów dla dorosłych z lat 70. i początku lat 80. XX wieku. Wydawnictwo zostało wysoko ocenione, ale – co najważniejsze – natchnęło innych. W 2004 roku szlakiem wskazanym przez Reinego Fiske i jego przyjaciół postanowił podążyć klawiszowiec Fredrik Klingwall i powołał do życia zespół Anima Morte. Różnica między nową formacją a Morte Macabre była w zasadzie jedna, ale za to zasadnicza – Fredrik zdecydował, że zamiast nagrywać covery, będzie tworzył oryginalną muzykę w duchu lat 70., klimatem oraz rozwiązaniami brzmieniowymi i harmonicznymi nawiązującą do soundtracków Goblina z „Głębokiej czerwieni” („Profondo Rosso”, 1975) czy „Odgłosów” („Suspiria”, 1977).
Klingwall nie był już wtedy postacią anonimową na rynku skandynawskim; od ośmiu lat stał na czele jednoosobowego projektu z pogranicza ambientu i muzyki klasycznej Rising Shadows, publikował także pod własnym nazwiskiem. Początkowo do współpracy namówił Stefana Granberga, gitarzystę punkowej formacji Steff & The Sixpacks. We dwójkę, wykorzystując jedynie instrumenty klawiszowe, nagrali EP-kę „Viva Morte!” (2007), ale jeszcze w tym samym roku światło dzienne ujrzało debiutanckie, pełnowymiarowe wydawnictwo Anima Morte – „Face the Sea of Darkness”, na którym zespół zaprezentował się fanom już jako kwartet. Skład uzupełnili: gitarzysta Daniel Cannerfelt (mający na koncie współpracę z thrashmetalowym Flagellation oraz gotycko-doomowym In Grey) i perkusista Teddy Möller (który, grając także często na innych instrumentach, dał się poznać jako muzyk Mayadome, Nocturnal Rites, Darkane, Loch Vostok, Wuthering Heights i The Hidden). Na drugi album zespołu – „The Nightmare Becomes Reality” – trzeba było poczekać cztery lata; następny – „Upon Darkened Stains” – ukazał się po trzech kolejnych, w końcu listopada ubiegłego roku, nakładem cenionej na północy Europy wytwórni Transubstans Records.
Tak długie przerwy wynikały głównie z zaangażowania członków Anima Morte w działalność na innych polach. Poznawszy bliżej Cannerfelta, Klingwall przyłączył się na jakiś czas do Flagellation, a z Möllerem grał w progmetalowym Loch Vostok; stanął również na czele thrashowej kapeli Machinery, co kilka lat nagrywał też albumy solowe. Nic więc dziwnego, że sztandarowy projekt Szweda musiał cierpliwie czekać na moment, gdy cała czwórka będzie mogła poświęcić mu odpowiednio dużo czasu. Stało się to dopiero wiosną 2014 roku. W kilku studiach – w Sztokholmie, Örebro i Uppsali – zarejestrowano wreszcie premierowy materiał, a do udziału w nagraniach zaproszono znamienitych gości. Znaleźli się wśród nich między innymi: bębniarz i klawiszowiec Mattias Olsson (niegdyś w White Willow i Änglagård, obecnie w Necromonkey i Kaukasus), pianista David Lundberg (Gösta Berlings Saga, Necromonkey), flecista Ketil Vestrum Einarsen (Jaga Jazzist, White Willow, Kaukasus) oraz perkusista Thomas Olsson (współpracujący swego czasu z deathmetalowym The Project Hate MCMXCIX). Efekt niekiedy wspólnie, niekiedy osobno spędzonych przed mikrofonami godzin to dwanaście instrumentalnych kompozycji, trwających w sumie nieco ponad godzinę.
Wsłuchując się w kompozycje zawarte na „Upon Darkened Stains”, nietrudno pozbyć się wrażenia, że wszystko to już gdzieś słyszeliśmy – i to zarówno na albumach sprzed lat, jak i produkcjach samego Anima Morte. Zespół nie zaskakuje więc słuchaczy niczym nowym, a jedynie to, w czym wyspecjalizował się już wcześniej, doprowadza do perfekcji. Jeśli zatem ktoś szuka w muzyce absolutnych nowości, dźwięków dotąd niesłyszanych, spokojnie może sobie płytę tę odpuścić – to wydawnictwo dla tych, którzy chcę przeżyć podróż w czasie. Cofnąć się o cztery dekady i zagłębić w świat pełen grozy, który w jednej chwili potrafi co prawda uwieść pięknem i spokojem, ale już w następnej doprowadza na skraj załamania nerwowego. Otwierający płytę utwór „Blessing of the Dead” spełnia właśnie pierwsze z zadań. Romantycznie brzmiące syntezatory w połączeniu z fortepianem, mellotronem i skrzypcami (na których gra, znany już z „The Nightmare Becomes Reality”, Jerk Wååg) wprowadzają w niezwykły klimat, działają hipnotyzująco i obezwładniająco. Zmienia się ten nastrój stopniowo wraz z następnym numerem: „Illusion in the Catalyst” znaczony jest bowiem tyleż spokojnymi klawiszowymi pasażami, co i ostrymi, progmetalowymi gitarami. Pojawiają się one także w „Ephemeris”, choć i tam nie brakuje fragmentów bardziej nostalgicznych, za które odpowiadają przede wszystkim partie fletów i gitary akustycznej (bywa nawet, że grających w duecie).
Obok kompozycji wyróżniających się melodyjnym lejtmotywem i tym samym na dłużej zapadających w pamięć, nie brakuje też na płycie utworów o charakterze czysto ilustracyjnym; takie jest zakończenie „Illusion in the Catalyst” oraz cały „Fear Will Pass Over Your Mind”. Jego miałkość rekompensuje jednak następujący po nim „Wakeless” – jeden z najmocniejszych punktów całego „Upon Darkened Stains”, na którym panowie z Anima Morte najbardziej zbliżają się do charakterystycznego stylu Goblina (i przy okazji także Morte Macabre). Smakowite, progresywne solówki gitarowe (z mellotronem w tle) oraz nie mniej klimatyczne partie syntezatorów sprawiają, że przy tym kawałku serce każdego wielbiciela muzyki rockowej z lat 70. musi zabić mocniej! „Interruption” to w zasadzie kolejny przerywnik, po którym zespół serwuje kolejnego „killera” – tym razem w postaci „The Darkest Pattern”. Klawesynowe brzmienie syntezatora wprowadza nas w klimat „Profondo Rosso”, a pojawiające się później niepokojące motywy grane na klawiszach i gitarach mogą – i wcale nie ma w tym przesady – przyprawić o ciarki na plecach. W podobnym kierunku Anima Morte zmierza w „The Carrion Crow”, gdzie gitarzyści i organista przekazują sobie ten sam wątek i obudowują go kolejnymi dźwiękami.
W „Echoing the Red” z początku dzieje się niewiele. Ale to zamierzony efekt, obliczony na „uśpienie” słuchacza, aby z tym większą satysfakcją poderwać go na nogi w dalszej części, kiedy utwór nabiera rozmachu i mocy, a gitarzyści do spółki z sekcją rytmiczną – wzorem kapel metalowych, w których na co dzień grywają – dorzucają do pieca. Znacznie łagodniejsze dźwięki płyną z głośnika w trakcie słuchania utworu „Isomorphia”, lecz i tu pierwszoplanową rolę pełni jeden z gitarzystów. W podobnym klimacie utrzymany jest „First Snow on the Last Ashes”, który gdyby wyciągnąć go z kontekstu i umieścić na radiowej playliście numerów świąteczno-bożonarodzeniowych, wcale nie zabrzmiałby pośród nich fałszywie. Ale przecież i klasycznym twórcom soundtracków do horrorów giallo trafiały się takie kompozycje. Album zamyka siedmiominutowy „Halls of Death”, w którym mamy do czynienia z pełnym rozmachu rockiem progresywnym, momentami ocierającym się – dzięki wykorzystaniu fletów i mellotronu – o dokonania wczesnego King Crimson (z czasów „In the Wake of Poseidon” czy „Islands”). Nastrojowe zakończenie, będące powrotem do poetyki „Blessing of the Dead”, udanie spina klamrą całe „Upon Darkened Stains”, pozwala też otrząsnąć się ze wszystkich fobii i -frenii, w jakie możemy popaść, słuchając płyty.
koniec
6 stycznia 2015
Skład:
Daniel Cannerfelt – gitara elektryczna, gitara akustyczna
Fredrik Klingwall – organy, syntezatory, mellotron
Stefan Granberg – gitara basowa, gitara elektryczna, gitara akustyczna, buzuki, syntezatory
Teddy Möller – perkusja
gościnnie:
Mattias Olsson – perkusja, instrumenty perkusyjne, syntezatory
David Lundberg – fortepian elektryczny
Ketil Vestrum Einarsen – flet altowy, flet sopranowy, flet piccolo
Jerk Wååg – skrzypce
Thomas Olsson – instrumenty perkusyjne, elektroniczne instrumenty perkusyjne
Johan Klingwall – głos

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Człowiek z duszą i sercem
Sebastian Chosiński

9 VIII 2022

Zaledwie miesiąc temu ukazała się nagrana przez Neila Younga z towarzyszeniem Crazy Horse płyta „Toast” (trafiły na nią utwory zarejestrowane na przełomie lat 2000-2001), a już pojawił się w sprzedaży nowy krążek Kanadyjczyka. „Noise & Flowers” to koncertowy zapis jego europejskiej trasy, jaka miała miejsce przed trzema laty z towarzyszeniem amerykańskiego kwintetu Promise of the Real.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: (Bez)senność we trzech
Sebastian Chosiński

4 VIII 2022

Na świecie pewne są trzy rzeczy: podatki, śmierć i to, że Hawkwind wyda co roku nową płytę. Owszem, to ostatnie jest trochę naciągane, ale biorąc pod uwagę fakt, że od 2016 roku tak właśnie się dzieje, można chyba trochę – dla chwały Dave’a Brocka – naciągnąć rzeczywistość. Gorzej, że nowe produkcje brytyjskiej formacji nie zachwycają. I dotyczy to również tej, jak dotąd, najnowszej – wydanego we wrześniu ubiegłego roku krążka „Somnia”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Prawda czasu, prawda… sceny
Sebastian Chosiński

2 VIII 2022

Na „Not a Bootleg 2” trafił koncert, jaki freejazzowy kwartet Ślina zagrał w październiku ubiegłego roku w Krakowie. Tym razem bez udziału gości. To prawie godzina bardzo emocjonalnej, nierzadko energetycznej i intensywnej improwizacji. Tak dobry, że podsyca apetyt na kolejne odsłony serii.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.