Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 29 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Anathema
‹We're Here Because We're Here ›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWe're Here Because We're Here
Wykonawca / KompozytorAnathema
Data wydania21 maja 2010
Wydawca Kscope
NośnikCD
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Thin Air5:59
2) Summernight Horizon4:12
3) Dreaming Light5:47
4) Everything5:05
5) Angels Walk Among Us5:17
6) Presence2:58
7) A Simple Mistake8:14
8) Get Off Get Out5:01
9) Universal7:19
10) Hindsight8:10
Wyszukaj / Kup

Kiedyś tutaj (znów) będziemy
[Anathema „We're Here Because We're Here ” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Siedem lat bracia Cavanagh pracowali w pocie czoła. Obiecując złote góry, pisali o nowym dziele jako najlepszym w dyskografii. Okazało się, że tytuł – „We’re Here Because We’re Here” – doskonale podsumował zawartość.

Przemysław Pietruszewski

Kiedyś tutaj (znów) będziemy
[Anathema „We're Here Because We're Here ” - recenzja]

Siedem lat bracia Cavanagh pracowali w pocie czoła. Obiecując złote góry, pisali o nowym dziele jako najlepszym w dyskografii. Okazało się, że tytuł – „We’re Here Because We’re Here” – doskonale podsumował zawartość.

Anathema
‹We're Here Because We're Here ›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWe're Here Because We're Here
Wykonawca / KompozytorAnathema
Data wydania21 maja 2010
Wydawca Kscope
NośnikCD
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Thin Air5:59
2) Summernight Horizon4:12
3) Dreaming Light5:47
4) Everything5:05
5) Angels Walk Among Us5:17
6) Presence2:58
7) A Simple Mistake8:14
8) Get Off Get Out5:01
9) Universal7:19
10) Hindsight8:10
Wyszukaj / Kup
Wypadałoby zacząć od tego, że Anathema to jedna z moich sentymentalnych miłości. Jeden z niewielu zespołów z rejonów grania „klimatycznego”, który praktycznie z każdym następnym krążkiem rozwijał swoją formułę. Zaczynali jako death-doommetalowi czarodzieje na „Serenades”, mieszali artrockową ekwilibrystykę i zabawę dźwiękiem na „Alternative 4”, a po stracie matki nagrali wypełnione po brzegi emocjami rockowe opus magnum w postaci „Judgement”. Oczywiście pozostałe płyty też są godne uwagi. Wymieniłem jednak te, które w jakiś sposób przesądzają o tym, że mieliśmy do czynienia z zespołem niekonwencjonalnym, oryginalnym i ciężko pracującym na swój sukces.
Jak już zapewne część z Was się domyśliła, nowy album to praktycznie zaprzeczenie wszystkiego, czym ten zespół był. Tyle lat wyczekiwania rozmieniło Anathemę na drobne; właściwie już poprzedni „A Natural Disaster” zwiastował niemoc twórczą. Może właśnie to było przyczyną dłuższej przerwy w nagrywaniu – aby zdecydować, w którą stronę podążyć na następnym krążku. Niestety, wybrali najłatwiejszą drogę…
To, co pierwsze rzuca się w uszy, to „duchowa” odnowa zespołu. Anathema tym razem śpiewa o pozytywnych aspektach życia. Danny Cavanagh porzuca wizerunek wiecznie udręczonego przez los samotnika, którego ziemia wcale po stopach nie raczyła łaskotać. Idea szczytna, bo – jak wspomniałem wcześniej – pewne cechy charakterystyczne zespołu wracały w nadszarpniętych, nie do końca przemyślanych aranżacjach („Flying”, „A Natural Disaster”, „Electricity”).
Z początku wydaje się, że siedem lat „posuchy” (nie licząc kompilacji i koncertów) zostaje nam wynagrodzonych z nawiązką. Fenomenalny „Thin Air” posiada wszystko, czego można oczekiwać po „Anathemie”: niebanalną linię melodyczną, optymistyczną, wręcz nadludzką siłę i dodatkowo eksperymentalny zwrot, gdzieś tak w połowie utworu, przypominający ich najlepsze dokonania (posłuchajcie „drgań” w tle podczas „klawiszowej eskapady”). „Summer Night Horizon” to również znakomity, mocno perkusyjny utwór (przypominający dokonania Porcupine Tree), którego tytuł doskonale obrazuje „niespokojne” emocje, kiełkujące gdzieś w oddali.
Szkoda, że doskonałych pomysłów wystarczyło im na dwa utwory, bowiem od „Dreaming Light” zaczyna się wyrachowanie i powrót do konwencjonalnych, prostych (aby nie rzec „prostackich”) melodii. Co prawda „prostota” to dość osobliwy zarzut w stosunku do Anathemy, ale to, co kiedyś świadczyło o ich sile („Judgement”), tutaj staje się zwykłym wypełnianiem czasu („Angels Walk Among Us”). Częściej wkradają się zagubione i nie do końca trafne motywy („Get Off Get Out”), aniżeli odważne zabawy dźwiękiem, jak ma to miejsce w dwóch pierwszych utworach. Bracia Cavanagh dryfują pomiędzy banałem („Everything”) a niezdecydowaniem („A Simple Mistake”), starając się na siłę wypełnić wszystkie utwory taką samą dawką pozytywnej aury.
Apogeum pretensjonalności „Anathema” osiąga na instrumentalnym „Hindsight” – który chyba miał być ukłonem w stronę „Judgement” – i ostatniego na płycie „2000 & Gone”, ale o ile tam zwieńczenie płyty było swoistym zakończeniem pewnego rozdziału, tak na najnowszym dziele Brytyjczyków utwór jest praktycznie oderwany od całości.
Anathema udowodniła, że potrafi jeszcze nieco energii z siebie wykrzesać. Produkcja Steva Wilsona miała z pewnością niebagatelny wpływ na kształt „We’re Here Because We’re Here” (co także słychać w „Get Off Get Out”). Niestety, ta energia nie do końca się jeszcze uwolniła, bo częściej wdzierają się tutaj sentymentalne wycieczki w sprawdzone rejony ich twórczości aniżeli śmiałe i odważne eksperymenty muzyczne, jak to miało miejsce w przypadku „Alternative 4”. Jeśli jednak polubiliście poprzednią płytę, nowy album dostarczy wam z pewnością optymistycznych wrażeń. Ja jednak wolę w tym roku „odpłynąć” przy dźwiękach The National – „High Violet”.
koniec
17 sierpnia 2010

Komentarze

22 VIII 2010   13:12:07

to jest plyta roku i nie wiem jak mozna twierdzić inaczej, slaba ta recenzja, dobrze ze nie grają jakiegoś metalu

01 IX 2010   13:29:26

Dobra recka i w sumie zgadzam się z autorem, że poprzednie pozycję miały więcej polotu i finezji niż wspomniany "We're Here Because We're Here".

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Twardziele z Zagłębia Ruhry
Sebastian Chosiński

11 XI 2021

Postindustrialne krajobrazy różnie wpływają na mieszkańców regionów uprzemysłowionych – jednych przyprawiają o myśli depresyjne, innym dają kopa do aktywnej działalności. W przypadku muzyków zespołu Plaindrifter, który narodził się w niemieckim Gelsenkirchen, mamy do czynienia z tym drugim. Czego najjaskrawszym dowodem pełnowymiarowy debiut tria – album „Echo Therapy”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Inne recenzje

Esensja słucha: Drugi kwartał 2010
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Michał Perzyna, Jakub Stępień, Jacek Walewski, Mieszko B. Wandowicz

Tegoż autora

W poszukiwaniu oszczędności
— Przemysław Pietruszewski

Wysoki lot
— Przemysław Pietruszewski

Msza dla ortodoksyjnych wyznawców
— Przemysław Pietruszewski

Wypełnić pustkę
— Przemysław Pietruszewski

Powrót do korzeni
— Przemysław Pietruszewski

Być jak Motörhead
— Przemysław Pietruszewski

Powrót niepokornego
— Przemysław Pietruszewski

Powrót do przyszłości
— Przemysław Pietruszewski

Delikatność z pazurem
— Przemysław Pietruszewski

Magiczne spotkanie z Kari Amirian
— Przemysław Pietruszewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.