Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Merkabah
‹Moloch›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMoloch
Wykonawca / KompozytorMerkabah
Data wydania28 marca 2014
NośnikCD
Czas trwania50:46
Gatunekjazz, metal
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Gabriel Orłowski, Aleksander Pawłowicz, Rafał Wawszkiewicz, Jakub Sokólski, Adrien Cognac
Utwory
CD1
1) Reed Idol06:22
2) Hilasterion12:16
3) Hilasterion Cont.05:18
4) The King05:08
5) Hymn04:09
6) Lille vies ager06:25
7) The Grapes are Filling (…) and Growing Heavy06:47
8) Ah! Ça ira04:15
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Niebiański rydwan, piekielna muzyka
[Merkabah „Moloch” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Wydawałoby się, że trudno byłoby we współczesnej muzyce o bardziej egzotyczny mariaż niż połączenie jazzu z metalem. A jednak John Zorn, właściciel wytwórni Tzadik Records, od dawna udowadnia, że nawet pod tym względem nie ma rzeczy niemożliwych. W Polsce wytyczoną przez niego drogą idzie między innymi warszawski zespół Merkabah, który w ubiegłym roku wydał swój drugi pełnometrażowy album – „Moloch”.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Niebiański rydwan, piekielna muzyka
[Merkabah „Moloch” - recenzja]

Wydawałoby się, że trudno byłoby we współczesnej muzyce o bardziej egzotyczny mariaż niż połączenie jazzu z metalem. A jednak John Zorn, właściciel wytwórni Tzadik Records, od dawna udowadnia, że nawet pod tym względem nie ma rzeczy niemożliwych. W Polsce wytyczoną przez niego drogą idzie między innymi warszawski zespół Merkabah, który w ubiegłym roku wydał swój drugi pełnometrażowy album – „Moloch”.

Merkabah
‹Moloch›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMoloch
Wykonawca / KompozytorMerkabah
Data wydania28 marca 2014
NośnikCD
Czas trwania50:46
Gatunekjazz, metal
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Gabriel Orłowski, Aleksander Pawłowicz, Rafał Wawszkiewicz, Jakub Sokólski, Adrien Cognac
Utwory
CD1
1) Reed Idol06:22
2) Hilasterion12:16
3) Hilasterion Cont.05:18
4) The King05:08
5) Hymn04:09
6) Lille vies ager06:25
7) The Grapes are Filling (…) and Growing Heavy06:47
8) Ah! Ça ira04:15
Wyszukaj / Kup
Początki Merkabah sięgają końca 2007 roku, kiedy to artysta plastyk, ale także zdolny perkusista Jakub Sokólski oraz gitarzysta Gabriel Orłowski zdecydowali się powołać do życia zespół, który łączyłby w swojej twórczości fascynację rockiem progresywnym i heavy metalem z jazzem i psychodelią. Wydawałoby się, że to nierealne, a jednak jest przecież sporo przykładów na całym świecie potwierdzających tę możliwość. Wystarczy wspomnieć o tworzonych przez Johna Zorna projektach Naked City i PainKiller, ale też o całym gronie grup, które na pewnym etapie swojej kariery znalazły spokojną przystań w stajni Tzadik Records, jak chociażby Massacre czy Deveykus. Z amerykańskim kompozytorem i multiinstrumentalistą łączy warszawski band jeszcze jedno – inspiracje starotestamentową żydowską mistyką. Widoczne są one już w samej nazwie zespołu, oznaczającej niebiański rydwan boga Jahwe, którego zaszczytu oglądania dostąpili między innymi prorocy Izaak i Ezechiel. Choć równie dobrze można powołać się na jeden z utworów legendarnej amerykańskiej kapeli Tool, który znalazł się na wydanej w 2000 roku kompilacyjnej płycie „Salival”…
Formacja zadebiutowała przed sześcioma laty wydaną własnym sumptem EP-ką „Merkabah"; była już wtedy – po dokooptowaniu basisty Aleksandra Pawłowicza – triem. Dwa lata później ukazało się natomiast koncertowe wydawnictwo „Lyonesse”, na którym po raz pierwszy można usłyszeć saksofonistę Rafała Wawszkiewicza. Wziął on też udział w sesji nagraniowej pełnometrażowego studyjnego debiutu „A Lament for the Lamb” (2012); chociaż z uwagi na moment, w którym dołączył do pozostałych muzyków, ominął go jeszcze proces tworzenia muzyki, która została zarejestrowana na krążku. Płytę wydała krakowska wytwórnia Instant Classic, specjalizująca się w eksperymentalnym metalu (vide Ketha, Thaw) i punku (Wild Books, We Are Idols) oraz post-rocku (Stara Rzeka, Alameda 3). Merkabah ze swoją nastrojową, ale również pełną emocji i – niekiedy przynajmniej – agresji muzyką lokowało się gdzieś w połowie tych dróg. Formacja, zawsze przykładająca wagę do oprawy graficznej swojej twórczości, od początku istnienia współpracowała też ze specem od wizualizacji, Adrienem Cognakiem, co okazało się bardzo istotne w kontekście koncertów, które dzięki niemu zdecydowanie zyskiwały na widowiskowości.
W tym samym czasie powstawać zaczął materiał na kolejną płytę, która – pod tytułem „Moloch” – ujrzała światło dzienne pod koniec marca ubiegłego roku. Trafiło na nią osiem instrumentalnych kompozycji, które – przynajmniej od strony muzycznej – układają się w swoisty concept-album. Otwiera go mocnym uderzeniem utwór „Reed Idol”, który pod wieloma względami przypomina późne wcielenie King Crimson (z czasów „THRAK” i „The ConstruKction of Light”). By jednak mieć pełen obraz, należy dodać, że musi to być King Crimson z dodanym saksofonem, który na całym „Molochu” odgrywa niepoślednią rolę. Nastroje zmieniają się tu zresztą dość często: po progresywno-metalowym wstępie mamy fragment typowo postrockowy (vide motoryka i ściana dźwięku), choć nie brakuje też chwil wytchnienia. Na plan pierwszy wybija się wtedy saksofon Wawszkiewicza, a w tle nadzwyczaj ciężko pracuje bas Pawłowicza. Przykuwa też uwagę w tym numerze znakomita przestrzenna produkcja, dzięki której wszystkie instrumenty są nie tylko doskonale słyszalne, ale na dodatek każdy z muzyków ma miejsce na budowanie odpowiedniego nastroju. A jest on niezwykle istotny także w kolejnych numerach.
Najdłuższy na płycie, ponad dwunastominutowy, „Hilasterion” zaczyna się od grającego motyw żydowski saksofonu; z czasem dołączają kolejni instrumentaliści, a ich improwizowane partie potęgują odczucie chaosu, z którego ostatecznie wyłania się w niemal czystej postaci progresywny metal. Nie na długo jednak, ponieważ kolejne improwizacje wprowadzają do kompozycji ducha free jazzu – i tak jest praktycznie do samego końca. Opatrzony numerkiem trzy utwór „Hilasterion Cont.” nie jest, jak sugerowałby tytuł, prostą kontynuacją poprzednika. To powrót do brzmień zrodzonych w wyobraźni Roberta Frippa, z dialogiem saksofonu z perkusją (kłaniają się dokonania takich artystów, jak Ken Vandermark i Paal Nilssen-Love) oraz noise’owymi zagrywkami gitary elektrycznej w tle. „The King” zaskakuje gęstą fakturą nałożonych na siebie ścieżek gitary i sekcji rytmicznej; gdy dołącza do nich jeszcze saksofonista, ma się wrażenie, że przestrzeń zostaje wypełniona w całości – nie ma już miejsca na choćby jedną dodatkową nutę. Przynajmniej do połowy, kiedy to muzycy decydują się na moment zwolnić, by dać sobie czas na zaczerpnięcie oddechu przed kolejnym freejazzowym atakiem przypuszczonym na uszy słuchacza.
Na tle wcześniejszych utworów, lekko podrasowany elektroniką „Hymn” wydaje się nijaki. Więcej w nim jazzu niż rocka, ale co najistotniejsze – mało emocji. To jeden z tych wykalkulowanych kawałków, które prawdopodobnie powstają po to, aby dopełnić materiał czasowo. Na szczęście w „Lille vies ager” zespół wraca do wcześniejszej formy, a dzieje się to ponownie za sprawą zapożyczeń z King Crimson. Zmienia się tempo i nastroje, ale duch Roberta Frippa unosi się gdzieś w pobliżu przez cały czas. Podobnie zresztą jak i nad – nieco mniej skomplikowanym w warstwie rytmicznej – „The Grapes are Filling (…) and Growing Heavy”. Obok metalowych zagrywek pojawia się tu grana unisono progresywna partia gitary i saksofonu, która płynnie prowadzi nas do utworu finałowego – „Ah! Ça ira”. Panowie z Merkabah wyszli prawdopodobnie z założenia, że rację miał ekspremier Leszek Miller, twierdząc, że prawdziwych mężczyzn poznaje się po tym, jak kończą. Postanowili zatem zwieńczyć album nader mocnym akcentem – potężną porcją improwizowanego czadu, który miał jednocześnie stać się podsumowaniem tego wszystkiego, co znalazło się wcześniej na „Molochu”. I to rzeczywiście jest finał na miarę ich talentu. Długo wybrzmiewa i na jeszcze dłużej pozostaje w pamięci.
Warto dodać, że płyta Merkabah świetnie prezentuje się także pod względem graficznym. Niepokojąca, mroczna okładka jest dziełem Jakuba Sokólskiego, z którego talentu plastycznego korzystali też inni wykonawcy rockowi, jak chociażby zespoły Votum, Forge of Clouds czy koledzy ze stajni Instant Classic, czyli Innercity Ensemble.
koniec
17 lutego 2015
Skład:
Gabriel Orłowski – gitara elektryczna, elektronika, sample
Aleksander Pawłowicz – gitara basowa, instrumenty perkusyjne
Rafał Wawszkiewicz – saksofon
Jakub Sokólski – perkusja, instrumenty perkusyjne, grafika
oraz
Adrien Cognac – wizualizacja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: W mroku zrodzone…
Sebastian Chosiński

7 XII 2021

Biografia młodego duńskiego gitarzysty jazzowego Teisa Semeya jest równie fascynująca jak jego twórczość. Uporawszy się dzięki muzyce ze swoimi demonami, wyszedł na prostą i rozpoczął profesjonalną karierę, która za kilka lat powinna wynieść go na szczyty. Wydany w ubiegłym miesiącu trzeci solowy album artysty – „Mean Mean Machine” – jest kolejnym dowodem na jego nieprzeciętny talent kompozytorski i wykonawczą wirtuozerię.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.