Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 lipca 2022
w Esensji w Esensjopedii

Joe McPhee, Universal Indians
‹Skulduggery›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSkulduggery
Wykonawca / KompozytorJoe McPhee, Universal Indians
Data wydania3 czerwca 2015
NośnikCD
Czas trwania53:16
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Joe McPhee, John Dikeman, Jon Rune Strøm, Tollef Østvang
Utwory
CD1
1) Yeah, and?19:05
2) Dewey’s Do05:21
3) Skullduggery17:29
4) Wanted11:20
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Uniwersalni Indianie z dwóch kontynentów
[Joe McPhee, Universal Indians „Skulduggery” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Wychodzi na to, że ubiegły rok był bardzo pracowity dla norweskiego kontrabasisty Jona Runego Strøma, który nie dość, że wziął udział w nagraniu nowych płyt tria Frodego Gjerstada i zespołu All Included, to na dodatek zagrał trasę koncertową z formacją Universal Indians i towarzyszącym jej amerykańskim saksofonistą Joem McPhee. Jej efektem okazał się album „Skullduggery”.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Uniwersalni Indianie z dwóch kontynentów
[Joe McPhee, Universal Indians „Skulduggery” - recenzja]

Wychodzi na to, że ubiegły rok był bardzo pracowity dla norweskiego kontrabasisty Jona Runego Strøma, który nie dość, że wziął udział w nagraniu nowych płyt tria Frodego Gjerstada i zespołu All Included, to na dodatek zagrał trasę koncertową z formacją Universal Indians i towarzyszącym jej amerykańskim saksofonistą Joem McPhee. Jej efektem okazał się album „Skullduggery”.

Joe McPhee, Universal Indians
‹Skulduggery›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSkulduggery
Wykonawca / KompozytorJoe McPhee, Universal Indians
Data wydania3 czerwca 2015
NośnikCD
Czas trwania53:16
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Joe McPhee, John Dikeman, Jon Rune Strøm, Tollef Østvang
Utwory
CD1
1) Yeah, and?19:05
2) Dewey’s Do05:21
3) Skullduggery17:29
4) Wanted11:20
Wyszukaj / Kup
Norweski kontrabasista Jon Rune Strøm udziela się na potęgę. W ostatnich kilku latach można go było usłyszeć w nagraniach tria Frodego Gjerstada oraz freejazzowych big-bandów Large Unit Paala Nilssen-Love’a i NU Ensemble Matsa Gustafssona; pojawił się także w składzie grup All Included, Friends & Neighbors oraz Saka. Ale i tego było mu mało, dlatego też wraz ze swoim przyjacielem, perkusistą Tollefem Østvangiem, powołał przed czterema laty do życia kolejny projekt – trio Universal Indians. Skoro trio, musieli do współpracy zaprosić jeszcze jednego muzyka. Okazał się nim amerykański saksofonista John Dikeman. Choć urodził się on w Nebrasce, od wielu już lat mieszka poza Stanami Zjednoczonymi; obecnie zaś rezyduje w Amsterdamie, gdzie – do spółki z muzykami holenderskimi – udziela się w formacji Cactus Jack (znanej między innymi z wydanego w ubiegłym roku przez krakowską wytwórnię NotTwo Records albumu „Seizures Palace”). Universal Indians zadebiutowali w 2012 roku płytą „Nihil is Now”, która ujrzała światło dzienne nakładem – należącej do Strøma i Østvanga – firmy Stone Floor Records; pod tym samym szyldem pojawił się też zresztą debiut All Included.
Najciekawsze jednak jest to, że wkrótce kontrakt z obiema grupami podpisała renomowana portugalska – rodem z Lizbony – wytwórnia Clean Feed i kolejne ich produkcje („Satan in Plain Clothes” oraz „Skullduggery”) ukazały się już z jej logiem na okładkach. Nowy krążek Universal Indians, który jest zapisem koncertu zagranego 15 czerwca ubiegłego roku w antwerpskiej sali Zuiderpershuis, pojawił się w sprzedaży niemal dokładnie po roku. I jest dziełem zasługującym na szczególną uwagę! Z jakiego powodu? Ponieważ na tej samej scenie, obok artystów młodego pokolenia, pojawiła się legenda światowego free jazzu – saksofonista i trębacz Joe McPhee, urodzony w Miami na Florydzie w roku, w którym wybuchła druga wojna światowa. Mimo siedemdziesięciu pięciu lat na karku, Amerykanin, który zapisał się na trwałe w historii muzyki improwizowanej takimi albumami, jak „Nation Time” (1971) czy „Black Magic Man” (1975), poczynał sobie znakomicie, w niczym nie ustępując równie wiekowemu i nie mniej do dzisiaj aktywnemu niemieckiemu saksofoniście i klarneciście Peterowi Brötzmannowi (rocznik 1941).
Warto jeszcze wyjaśnić genezę nazwy zespołu. Dwaj Norwegowie i Amerykanin zaczerpnęli ją z tytułu utworu Alberta Aylera – kolejnego klasyka free jazzu – który opublikowany został w 1968 roku na longplayu „Love Cry”. I nie jest to przypadek. Przeciwnie. Universal Indians w dużym stopniu inspirują się bowiem w swoich dokonaniach twórczością Aylera, chociaż natchnienia szukają także w nagraniach Ornette’a Colemana, Johna Coltrane’a i Cecila Taylora. Już z tych nawiązań można wysnuć wniosek, że choć grają muzykę improwizowaną, robią to w sposób bardzo klasyczny. Co jednak wcale nie musi oznaczać, że zachowawczy. Wystarczy przecież sięgnąć po płyty Aylera z lat 60. ubiegłego wieku (jak na przykład nieśmiertelną „Spiritual Unity”), aby przekonać się, jak bardzo artysta ten wyprzedził swoją epokę i jak duży zakres wolności dał swoim współwykonawcom (w tym przypadku Gary’emu Peacockowi i Sunny’emu Murrayowi). Dikeman, Strøm i Østvang podążyli tą samą drogą, a obecność gościa specjalnego zza Oceanu wzmocniła jedynie siłę przekazu.
Pierwsza kompozycja, która otrzymała tytuł „Yeah, and?”, zaczyna się długą introdukcją, która jest zarazem ekspozycją McPheego. Amerykanin przedstawia się publiczności, sięgając po trąbkę kieszonkową; z czasem dołącza do niego sekcja rytmiczna, aż w końcu pojawia się również Dikeman. Od tego momentu panowie zaczynają się przekomarzać, co szybko prowadzi do prawdziwej kakofonii dźwięków; ta w pełni świadoma „nerwowość” udziela się też Østvangowi, który swą arytmiczną grą z jednej strony rozsadza od środka konstrukcję utworu, ale z drugiej mimo wszystko wyznacza jego granice. Poza które pozostali się nie zapuszczają. Bo nie muszą – wewnątrz również mają mnóstwo możliwości, by się wykazać. W końcowej fazie utworu ścieżki całej czwórki się zbiegają, co owocuje energetycznym, pulsacyjnym finałem. Po takiej dawce mocy każdy musi, choć przez chwilę, odpocząć – i muzycy na scenie, i publiczność na widowni. Temu służy „Dewey’s Do”, w którym przez ponad pięć minut mamy do czynienia z bardzo delikatną (niemal czułą) partią sekcji rytmicznej i stonowaną – prawie że balladową – improwizacją saksofonu.
Po krótkim oddechu następuje kolejne mocne uderzenie w postaci numeru tytułowego – „Skullduggery”. Dikeman i McPhee prowadzą pełen zadziorności dialog, a Strøm i Østvang starają się, aby nie zabrakło im paliwa do dalszych „pogaduszek”. Choć jest i taki moment, kiedy na placu boju pozostaje jedynie sekcja rytmiczna. Najciekawsze dzieje się jednak w drugiej części (wyraźnie oddzielonej od pierwszej kilkoma sekundami wyciszenia), w której instrumenty dęte grają spokojną, rzewną, bez wątpienia wzruszającą melodię. Jak widać, z improwizacji mogą rodzić się też rzeczy piękne. Ostatni fragment „Skullduggery” zaskakuje natomiast potężną porcją energii. Pewnie dlatego następny, wieńczący płytę, utwór „Wanted” rozpoczyna stonowana partia kontrabasu; przez dłuższy czas pozostaje on instrumentem wiodącym, nie pozwalając nawet saksofonowi zepchnąć się na drugi plan. Muzycy, nie rezygnując z poszukiwań, starają się jednak dość konsekwentnie budować strukturę kompozycji – więcej tu wpływów Coltrane’a i Colemana, niż Aylera. Dikeman i McPhee wspierają się i wzajemnie napędzają – wszystko po to, by całość zamknąć mocnym akordem. I to im się udaje. „Skullduggery” to porcja świetnego free jazzu, szytego jednak na miarę tych, którzy nie lubią, gdy artystom puszczają wszelkie hamulce. W czym pewnie największa zasługa najstarszego z całej czwórki McPheego.
koniec
20 sierpnia 2015
Skład:
Joe McPhee – saksofon altowy, trąbka kieszonkowa
John Dikeman – saksofon tenorowy, saksofon barytonowy
Jon Rune Strøm – kontrabas
Tollef Østvang – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Nie próbuj. Ale jak nie spróbujesz – to pożałujesz!
Sebastian Chosiński

5 VII 2022

Trzech polskich jazzmanów i improwizatorów, którzy jednak nie stronią od grania nieco lżejszej gatunkowo muzyki, umówiło się na wspólne spotkanie w studiu nagraniowym. Spędzili w nim jeden dzień, rejestrując niemal godzinę muzyki, która przekracza granice gatunkowe. Sięgając po „Don’t Try” Łukasza Korybalskiego, Wojciecha Traczyka i Huberta Zemlera, przygotujcie się na soczystą mieszankę free jazzu, awangardy i noise’u.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Prezent na dziesiątą rocznicę
Sebastian Chosiński

30 VI 2022

Kungens Män to szwedzki sekstet, który choć istnieje zaledwie od dekady, wydał w tym czasie ponad dwadzieścia albumów. Jak widać, muzycy nie próżnują, zwłaszcza że udzielają się również w innych projektach. „Kungens Ljud & Bild” – najnowsza płyta grupy – jest jednocześnie prezentem, jaki sztokholmczycy sprawili swoim fanom i samym sobie na jubileusz dziesięciolecia.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: W basenie Morza Egejskiego
Sebastian Chosiński

28 VI 2022

Trzej giganci polskiego rocka, jazzu, bluesa oraz popu – Jorgos Skolias, Apostolis Anthimos oraz Kostek Yoriadis – nagrali wspólny album, za sprawą którego w czasach szalejącej pandemii koronawirusa postanowili przenieść się do kraju przodków, swojej duchowej ojczyzny – Grecji. Z ich artystycznego, odbywającego się na odległość, spotkania zrodziła się płyta niezwykła. Jej tytuł – „SAY” – jest jednocześnie nazwą całego projektu.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Nie próbuj. Ale jak nie spróbujesz – to pożałujesz!
— Sebastian Chosiński

Prezent na dziesiątą rocznicę
— Sebastian Chosiński

W basenie Morza Egejskiego
— Sebastian Chosiński

Miejsce, które istnieć nie powinno
— Sebastian Chosiński

To co milczące i ukryte
— Sebastian Chosiński

Na pograniczu snu
— Sebastian Chosiński

W Norwegii supergrupy rodzą się na pniach
— Sebastian Chosiński

W cieniu katedry, nad brzegami Renu
— Sebastian Chosiński

Migotanie przedsionków
— Sebastian Chosiński

Kometa Halleya strikes back
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

East Side Story: Bierny opór też ma sens!
— Sebastian Chosiński

Zbrodnie w stylu retro: Zbrodnia bez trupa
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Podejście numer dwa
— Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Skazany na śmierć
— Sebastian Chosiński

Ziemia obca, lecz swoja
— Sebastian Chosiński

Klasyka kina radzieckiego: Hymn do niespełnionej miłości
— Sebastian Chosiński

Z twarzą zwróconą na wschód…
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Sportsmenka na rozdrożu
— Sebastian Chosiński

Dybuki krążą wokół nas
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Wylęgarnia talentów
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.