Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 13 listopada 2019
w Esensji w Esensjopedii

Shining
‹International Blackjazz Society›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułInternational Blackjazz Society
Wykonawca / KompozytorShining
Data wydania23 października 2015
NośnikCD
Czas trwania38:11
Gatunekjazz, metal
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Jørgen Munkeby, Eirik Tovsrud Knutsen, Håkon Sagen, Tor Egil Kreken, Tobias Ørnes Andersen
Utwory
CD1
1) Admittance01:06
2) The Last Stand04:17
3) Burn It All05:16
4) Last Day04:10
5) Thousand Eyes06:50
6) House of Warship04:35
7) House of Control06:51
8) Church of Endurance00:59
9) Need04:08
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Ministerialny blask awangardy
[Shining „International Blackjazz Society” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Uff! Uważne wsłuchanie się w „International Blackjazz Society” wymaga naprawdę wielkiej odporności i samozaparcia. Nie dlatego, że najnowszy album norweskiego Shining jest płytą złą. Wręcz przeciwnie! To prawie czterdzieści minut doskonałej muzyki. Tyle że ekstremalnej. Łączącej jazz-rock z black metalem i industrialem. A nie wszyscy są do takich mieszanek przyzwyczajeni.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Ministerialny blask awangardy
[Shining „International Blackjazz Society” - recenzja]

Uff! Uważne wsłuchanie się w „International Blackjazz Society” wymaga naprawdę wielkiej odporności i samozaparcia. Nie dlatego, że najnowszy album norweskiego Shining jest płytą złą. Wręcz przeciwnie! To prawie czterdzieści minut doskonałej muzyki. Tyle że ekstremalnej. Łączącej jazz-rock z black metalem i industrialem. A nie wszyscy są do takich mieszanek przyzwyczajeni.

Shining
‹International Blackjazz Society›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułInternational Blackjazz Society
Wykonawca / KompozytorShining
Data wydania23 października 2015
NośnikCD
Czas trwania38:11
Gatunekjazz, metal
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Jørgen Munkeby, Eirik Tovsrud Knutsen, Håkon Sagen, Tor Egil Kreken, Tobias Ørnes Andersen
Utwory
CD1
1) Admittance01:06
2) The Last Stand04:17
3) Burn It All05:16
4) Last Day04:10
5) Thousand Eyes06:50
6) House of Warship04:35
7) House of Control06:51
8) Church of Endurance00:59
9) Need04:08
Wyszukaj / Kup
Choć działają od szesnastu lat, w szerszej świadomości słuchaczy (czytaj: poza Skandynawią) zaistnieli dopiero w 2007 roku, kiedy ukazał się ich czwarty pełnowymiarowy album – „Grindstone”. Na tej właśnie płycie ostatecznie bowiem zdefiniowany został bardzo wyrazisty i niezwykle oryginalny styl Shining – połączenie dwóch, zdawałoby się całkowicie do siebie nieprzystających, gatunków muzycznych, czyli jazz-rocka, industrialu i ekstremalnego metalu (w wersji black i death). Odniósłszy sukces – na razie jeszcze umiarkowany – Norwegowie postanowili pójść dalej wytyczonym przez siebie szlakiem i na kolejnych krążkach dopracowywali swoją „poetykę”, osiągając przy tym prawdziwe mistrzostwo – zarówno w warstwie kompozytorskiej, jak i wykonawczej. Dowodzą tego i bestsellerowy album „Blackjazz” (z 2010 roku), i będący jego następcą (pod każdym względem), wydany trzy lata później „One One One”. Na następne wydawnictwo artyści z Oslo nie kazali czekać zbyt długo; ukazało się ono po dwóch latach przerwy, a jego tytuł – „International Blackjazz Society” – z miejsca sugerował, czego można się spodziewać.
Po publikacji „One One One” w składzie Shining zaszły istotne roszady. Z zespołem pożegnali się klawiszowiec Bernt Moen oraz – współtworzący grupę od początku jej istnienia – perkusista Torstein Lofthus (który postanowił skupić się na innym, równie cenionym przez fanów projekcie, Elephant9). Zastąpili ich odpowiednio: Eirik Tovsrud Knutsen (muzyk sesyjny rozchwytywany przez artystów skandynawskich) oraz Tobias Ørnes Andersen (wcześniej udzielający się w progresywno-metalowych formacjach Leprous i Ihsahn). Ta dwójka wraz z trzema pozostałymi członkami Shining, czyli liderem grupy, wokalistą i multiinstrumentalistą Jørgenem Munkebym, gitarzystą Håkonem Sagenem i basistą Torem Egilem Krekenem zarejestrowała materiał, który trafił na najnowsze wydawnictwo Norwegów. Sesje nagraniowe miały miejsce w Oslo i Los Angeles (konkretnie: w Hollywood). Gotowa już płyta trafiła do sprzedaży 23 października nakładem fińskiej (rodem z Helsinek) wytwórni Spinefarm Records, która specjalizuje się w bardzo szeroko pojętej muzyce metalowej. Co ciekawe, jeszcze przed premierą z kolegami oficjalnie pożegnał się Kreken, który tym samym nie wziął udziału we wciąż jeszcze trwającej trasie koncertowej po Europie (która zahaczyła także o Polskę).
Album „International Blackjazz Society” ukazał się zarówno w wersji kompaktowej, jak i winylowej – w tym drugim przypadku bez żadnej straty dla słuchaczy, albowiem cały materiał trwa nieco ponad trzydzieści osiem minut. Jest więc – jak na dzisiejsze standardy – krótko, ale za to bardzo treściwie. Na tyle, że po dotarciu do finału chyba mało kto poczuje niedosyt. Płytę otwiera krótki instrumentalny wstęp, który dosłownie zwala swą mocą z nóg. Rozpędzona sekcja rytmiczna i freejazzowy saksofon Munkeby’ego tworzą tak potężną ścianę dźwięku, że przebić się przez nią wydaje się niemożliwe. A jednak dzieje się cud. W tej powodzi przyprawiających o palpitację serca dźwięków Jørgen gra zaskakująco zwiewną melodię, którą przy odrobinie dobrej woli daje się wyłowić. „Admittance” płynnie przechodzi w „The Last Stand”, w którym słychać nie tylko przepuszczony przez efekty elektroniczne głos lidera, ale także nałożone na siebie ścieżki gitar. Muzyka Shining zyskuje dzięki temu jeszcze większy power, a wrażenie to potęgują charakterystyczne stonermetalowe zagrywki i z wielką emocją wykrzyczany tekst. Po takiej dawce łomotu każdemu należy się chwila spokoju, dlatego Norwegowie decydują się w finale utworu na wyciszenie, aby…
…tym sposobem zaakcentować przejście do kolejnej kompozycji – „Burn It All”. Do wsłuchania się weń zapraszają nastrojowe syntezatory i delikatna gitara, które od pierwszych sekund sygnalizują swoistą przemianę. I rzeczywiście – ten utwór w znacznie większym stopniu inspirowany jest dokonaniami klasyków electro i industrialu z okolic Front Line Assembly (w mniejszym) i Ministry (znacznie większym stopniu). Szlakiem grupy Ala Jourgensena – ale także Jaza Colemana i jego Killing Joke – Norwegowie podążają również w „Last Day”. Jest ostro i motorycznie, czadowo, lecz i melodyjnie (vide partia saksofonu). Ale to i tak nic w porównaniu z absolutnie szalonym i jednocześnie majestatycznym „Thousand Eyes” (zamykającym stronę A wydania winylowego). To niemal siedem minut czystej blackmetalowej wściekłości, na dodatek okraszonej nieokiełznaną solówką Munkeby’ego na saksofonie. Od całości różni się jedynie zwieńczenie kompozycji, w której do głosu dochodzą wpływy noise’u i electro-harshu. Brzmi smakowicie? Owszem, ale najsmaczniejsze kąski są dopiero przed nami.
„House of Warship” to kolejna zmiana klimatu. Mniej tu gitar i industrialnych dźwięków, znacznie więcej natomiast jazzu – z wyeksponowanym transowym saksofonem. Utwór długo się rozkręca, ale też trudno się dziwić, ponieważ w zasadzie stanowi on wstęp do kolejnej kompozycji – „House of Control”. Tu mamy zaś do czynienia z wyprawą w jeszcze inne, progresywno-metalowe (choć z symfonicznym zacięciem) rejony. Nie brakuje też jednak wpadającej w ucho melodii – i to wpadającej do tego stopnia, że niewiele brakuje, aby określić ten kawałek mianem… przeboju. Po minutowym przerywniku w postaci „Church of Endurance” na zakończenie płyty zespół serwuje utwór zatytułowany „Need”. Zaskakuje w nim przede wszystkim jazzrockowa partia gitary na otwarcie, która jednak z czasem niknie w zalewie industrialno-metalowych dźwięków – ponownie spod znaku Ministry, którego duch unosi się nad mniej więcej połową albumu. Co wcale nie oznacza, że muzyków z Oslo należy podejrzewać o brak własnych pomysłów czy kompozytorską impotencję – to raczej przejaw szacunku dla Jourgensena, który dla wielu muzyków młodszych o pokolenie – jak Munkeby i jego koledzy – jest mniej lub bardziej niedościgłym wzorem.
koniec
5 listopada 2015
Skład:
Jørgen Munkeby – śpiew, saksofon, gitara elektryczna, gitara basowa, instrumenty klawiszowe, kompozycje
Eirik Tovsrud Knutsen – instrumenty klawiszowe
Håkon Sagen – gitara elektryczna
Tor Egil Kreken – gitara basowa
Tobias Ørnes Andersen – perkusja

Komentarze

06 XI 2015   15:14:50

za dużo popu za mało awangardy, szkoda wielka, że złagodnieli i na pazury przyodziali ciepłe rękawiczki

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Bóg błogosławi, ale na śmierć przyzwala
Sebastian Chosiński

12 XI 2019

Od wydania tego albumu minęło już niemal dziesięć miesięcy. Dlaczego więc postanowiłem napisać o nim dopiero teraz? Głównie z tego powodu, że w 2019 roku japoński postrockowy kwartet Mono obchodzi dwudziestolecie swego istnienia, co postanowił uczcić również innymi płytami. Żeby to wydawnicze wzmożenie usystematyzować – na początek parę słów na temat „Nowhere Now Here”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Grając w klasy z obywatelem Kane’em
Sebastian Chosiński

7 XI 2019

Po dwóch latach przerwy prowadzona przez saksofonistę Kena Vandermarka międzynarodowa supergrupa Made to Break wydała kolejny, dziewiąty już, album. Tym razem z nagraniami studyjnymi, które jednak z jakiegoś powodu musiały czekać na publikację od listopada 2017 roku. Czy dlatego, że były rozczarowujące? Nic z tego. „F4 Fake” to solidna porcja awangardowego jazzu.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Depresja kontrolowana
Sebastian Chosiński

5 XI 2019

Każdy z nich ma już ugruntowaną pozycję na polskiej scenie jazzowej. Za sobą mnóstwo projektów, które spotkały się z uznaniem fanów i krytyków. W tej konstelacji jednak pojawiają się po raz pierwszy. I aby nie ostatni, ponieważ album „North Meridian” – sygnowany przez Mikołaja Trzaskę, Jacka Mazurkiewicza i Pawła Szpurę – to jedno z najciekawszych rodzimych wydawnictw powoli zbliżającego się do końca roku.

więcej »

Polecamy

Na ulicach Babilonu gaz

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

Bóg błogosławi, ale na śmierć przyzwala
— Sebastian Chosiński

Grając w klasy z obywatelem Kane’em
— Sebastian Chosiński

Depresja kontrolowana
— Sebastian Chosiński

Odyseusze w londyńskiej Itace
— Sebastian Chosiński

Podróż duchowa do źródeł kresu
— Sebastian Chosiński

Prąd płynący z Pori
— Sebastian Chosiński

Pod węgierskim niebem, w cieniu królewskiego zamku
— Sebastian Chosiński

W hołdzie Wielkiemu Szefowi
— Sebastian Chosiński

Wieża Babel w Oslo i Sztokholmie
— Sebastian Chosiński

Spełnione marzenia mają swoją cenę
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Esensja słucha: Drugi kwartał 2010
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski, Michał Perzyna, Jakub Stępień, Jacek Walewski, Mieszko B. Wandowicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.