Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Tu miejsce na labirynt…: Od free jazzu do hardcore’u droga wcale nie jest daleka

Esensja.pl
Esensja.pl
Bez najmniejszych wątpliwości można ich określić mianem freejazzowo-rockowej supergrupy. Nawet jeśli w ciągu (niespełna) szesnastu lat funkcjonowania nie udało im się przebić do świadomości szerszej publiki, wśród fanów jazzu mają wyrobioną markę i status formacji kultowej. Szwedzko-norweskie trio The Thing właśnie wzbogaciło swoją dyskografię o kolejny pełnometrażowy album – „Shake”.

The Thing
‹Shake›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułShake
Wykonawca / KompozytorThe Thing
Data wydania30 października 2015
NośnikCD
Czas trwania51:35
Gatunekjazz, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzie
Mats Gustafsson, Ingebrigt Håker Flaten, Paal Nilssen-Love, Anna Högberg, Goran Kajfeš
Utwory
CD1
1) Viking Disco / Perfection06:32
2) Til jord skal du bli08:29
3) The Nail Will Burn02:43
4) Sigill05:42
5) Aim13:18
6) Bota Fogo07:28
7) Fra jord er du kommet07:23
Kiedy zespół stawiał pierwsze kroki na scenie jazzowo-rockowej, a było to 2000 roku, tworzący go muzycy dopiero startowali do wielkiej kariery, choć oczywiście nie byli żółtodziobami w branży. Każdy z nich mógł już pochwalić się pewnym dorobkiem, ale nie ma co ukrywać, że to, co najlepsze i najważniejsze, było dopiero przed nimi. Inspiratorem powstania The Thing był szwedzki saksofonista Mats Gustafsson („Cuts of Guilt, Cuts Deeper”, „Hidros6 – Knockin’”, „Schl8hof”), który do współpracy zaprosił swoich dwóch norweskich przyjaciół: (kontra)basistę Ingebrigta Håkera Flatena („Lucidity”) oraz perkusistę Paala Nilssen-Love’a („The Cliff of Time”, „The Lions Have Eaten One of the Guards”, „Russian Standard”, „At Constellation”, „Krakow Nights”). Od samego początku między skandynawskimi artystami zaiskrzyło, czego efektem stała się niezwykle bogata dyskografia tria (a pamiętać należy o tym, że każdy z muzyków angażuje się poza tym w wiele innych projektów, w tym również solowych).
Wspólnie zadebiutowali albumem „She Knows…” (2001), do nagrania którego zaprosili legendarnego amerykańskiego saksofonistę i trębacza Joego McPhee. Potem poszło z górki. Niemal co roku The Thing wydawali nową płytę. Do najciekawszych należy zaliczyć krążki: „Garage” (2004), „Action Jazz” (2006), „Bag It!” (2009), „Mono” (2011) i „Boot!” (2013). Ale nie można zapominać również o albumach, na których trio było wspomagane przez gości specjalnych: między innymi saksofonistę Kena Vandermarka („Immediate Sound”, 2007), kontrabasistę Barry’ego Guya („Metal!”, 2012) czy eksgitarzystów Sonic Youth Jima O’Rourke’a („Shinjuku Growl”, 2010) i Thurstona Moore’a („Live”, 2014). W roku ubiegłym – dokładnie 30 października – do swego całkiem już pokaźnego dorobku panowie Gustafsson, Flaten oraz Nilssen-Love dołożyli kolejną pozycję – „Shake”. Płyta ujrzała światło dzienne nakładem założonej przez samych muzyków przed trzema laty wytwórni The Thing Records, a dystrybuowana jest przez zaprzyjaźnioną wiedeńską firmę Trost Records (tę samą, która wydaje produkcje Made to Break). Sesja, której efektem jest „Shake”, odbyła się parę miesięcy wcześniej, na początku czerwca 2015 roku, w Duper Studio w Bergen.
Pieczę nad nagraniami – jako producent – sprawował Norweg Johan Berthling, gitarzysta basowy znany ze współpracy między innymi z Fire! Orchestra Matsa Gustafssona oraz Angles 9 Martina Küchena. Warto dodać jeszcze, że w jednym (z siedmiu) utworze Mats, Ingebrigt i Paal zostali wspomożeni przez saksofonistkę Annę Högberg (także udzielającą się w Fire! Orchestra) oraz kornecistę Gorana Kajfeša (lidera Subtropic Arkestra). Na „Shake” trafiło siedem utworów, które są efektem – jak to we free jazzie bywa najczęściej – zespołowych improwizacji. Muzycy chętnie jednak sięgają również po inspiracje rockiem, przydając swojej twórczości typowej dla tego gatunku zadziorności. Słychać to już wyraźnie w otwierającym album „Viking Disco / Perfection”, które zaczyna się od ostrej, rozdzierającej uszy partii saksofonu Gustafssona, po której do akcji wkracza sekcja rytmiczna. Przy czym Flaten i Nilssen-Love grają tu z takim pazurem, jakby The Thing było zespołem… punkowym.
Drugie w kolejności „Til jord skal du bli” zaczyna się znacznie spokojniej, lecz z czasem nakładające się na siebie instrumenty prowadzą do potężnej kakofonii dźwięków, z której – po przesileniu – wyłania się całkiem sympatyczny, wpadający w ucho motyw na saksofonie. Ale to jeszcze nie koniec atrakcji: kiedy Mats postanawia przez chwilę odpocząć, na plan pierwszy wybija się gitara basowa Ingebrigta Håkera, który – być może zazdroszcząc przyjacielowi – również serwuje słuchaczom motyw mocno zapadający w pamięć. W końcówce grupa po raz kolejny przydaje mocy, grając niezwykle motorycznie i hipnotycznie zarazem. Niejako kontynuacją zakończenia „Til jord skal du bli” jest – najkrótszy w całym zestawie, niespełna trzyminutowy – „The Nail Will Burn”. Gustafsson obsesyjnie gra na okrągło ten sam motyw, z kolei Flaten i Nilssen-Love dają takiego czadu, że przez moment można pomyśleć, iż mamy do czynienia z zespołem hardcore’owym. Wyciszenie przynosi za to „Sigill”, w którym „pierwsze skrzypce” gra przez cały czas kontrabasista. To jego instrument wybija się na plan pierwszy; wokół niego natomiast konsekwentnie buduje swą partię saksofonista – i tak aż do końca, do spowolnienia, a następnie całkowitego zatrzymania rytmu.
Jednym z najbardziej intrygujących fragmentów albumu jest trwający ponad trzynaście minut „Aim”. Zaczyna się bardzo sennie, niemal hipnotycznie, za co odpowiadają oczywiście muzycy z sekcji rytmicznej; do tego klimatu dopasowuje się także Gustafsson. Z czasem jednak ta mała orkiestra zaczyna się rozkręcać, Matsa wspomagają zaś zaproszeni do studia goście – Annę Högberg i Goran Kajfeš. Fragmenty, w których cała trójka gra unisono, należą do najmocniejszych i najbardziej przejmujących na całym wydawnictwie. Choć jeśli ktoś gustuje w pełnym szaleństwa, nieokiełznanym free jazzie, jeszcze bardziej może mu się spodobać „Bota Fogo” – ponownie zagrane tak, jakby The Thing postanowili ścigać się z mistrzami spod znaku hardcore’u. Motorycznej sekcji rytmicznej towarzyszy tutaj dosłownie wrzynający się w uszy saksofon. Tak jest przez dłuższy czas, dopiero w finale Skandynawowie postanawiają nieco spuścić z tonu i przydają swojej muzyce posmaku melodyjności. Zamykający płytę „Fra jord er du kommet” to z kolei wycieczka w stronę awangardy; Nilssen-Love sięga po perkusjonalia, a koledzy starają się podążać za jego impulsywną wyobraźnią. Robią to na tyle skuteczne, że finał prezentuje się dużo bardziej przewidywalnie, by nie rzec – sympatycznie.
Podsumowując najkrócej, jak się da: „Shake” to kolejna wyśmienita płyta legendarnego już tria, które nie boi się poszerzać granic free jazzu, odważnie wkraczając na poletko rockowe czy wręcz punkowo-hardcore’owe. Efekt tego bywa piorunujący. Ale i trudny do przewidzenia. Bo przecież wcale nie jest powiedziane, że punkowcy zagustują w awangardowym jazzie, a wielbiciele free – w nie zawsze wyrafinowanym punku. Na szczęście Gustafsson, Flaten i Nilssen-Love mają już taką pozycję w biznesie, że wcale nie muszą przejmować się tym, jak zostanie przyjęty ich kolejny projekt.
koniec
7 stycznia 2016
Skład:
Mats Gustafsson – saksofon tenorowy, saksofon barytonowy
Ingebrigt Håker Flaten – kontrabas, gitara basowa
Paal Nilssen-Love – perkusja, instrumenty perkusyjne
gościnnie:
Anna Högberg – saksofon altowy (5)
Goran Kajfeš – róg (5)
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Ziemia – planeta wybitnych muzyków
Sebastian Chosiński

20 II 2018

W ostatnich latach fani przyzwyczaili się już do tego, że kiedy pada hasło „Elephant9”, odzew musi brzmieć: „Reine Fiske”! Nie tym razem jednak. Na najnowszej, wydanej w połowie lutego płycie norweskiego tria szwedzkiego gitarzysty nie uświadczymy. Ale czy to oznacza, że „Greatest Show on Earth” jest produkcją słabszą od „Atlantis” czy „Silver Mountain”? W żadnym wypadku. Tym bardziej że rolę gitary przejęły nie mniej klimatyczne i zadziorne instrumenty klawiszowe.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Fragmentaryczność na dwa (kontra)basy
Sebastian Chosiński

15 II 2018

Norweski kontrabasista (free)jazzowy Jon Rune Strøm to przypadek artysty, który ma na koncie znacznie więcej wydanych płyt niż lat na karku. I nic dziwnego, bo od ponad dekady jest dosłownie rozrywany przez skandynawskich kolegów po fachu. Pewnie dlatego tak późno wpadł na pomysł, aby stworzyć własną formację. Aż w końcu w ubiegłym roku przełamał się i powołał do życia Quintet, który przed miesiącem zadebiutował albumem „Fragments”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Tam i z powrotem, czyli najpierw na Bali, potem do Sztokholmu
Sebastian Chosiński

13 II 2018

Czworo artystów z trzech krajów europejskich, aby nagrać swą kolejną płytę, wybrało się na indonezyjską wyspę Bali. Podróż okazała się – przynajmniej artystycznie – nadzwyczaj udana. „The Bali Tapes”, pod którym to wydawnictwem podpisali się Szwedzi Jonas Kullhammar i Torbjörn Zetterberg, Norweg Espen Aalberg oraz Portugalka Susana Santos Silva, to jeden z najciekawszych albumów z wydawanej od sześciu lat serii „Basement Sessions”.

więcej »

Polecamy

Sikory złote pod mankietem odmierzają sekund bieg

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Sikory złote pod mankietem odmierzają sekund bieg
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

99 czerwonych balonów
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Anna z dalekiej północy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Drugi najpiękniejszy cover Stinga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nauczyli się latać
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Polacy na metalowo
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Śniegu płoń!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.