Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Tu miejsce na labirynt…: Sielankowa zaduma w kurpiowskim klimacie

Esensja.pl
Esensja.pl
To prawda: „Bukoliki” High Definition Quartet ukazały się spóźnione. Dlaczego? Ponieważ Rok Witolda Lutosławskiego obchodzony był przed trzema laty. A muzyka zawarta na płycie grupy prowadzonej przez pianistę Piotra Orzechowskiego oparta jest właśnie na kompozycjach tego wybitnego polskiego twórcy XX wieku. Najważniejsze jednak, że „Bukoliki” powstały, bo to jedna z najwybitniejszych polskich płyt jazzowych 2015 roku.

High Definition Quartet
‹Bukoliki›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBukoliki
Wykonawca / KompozytorHigh Definition Quartet
Data wydania30 września 2015
Wydawca For Tune
NośnikCD
Czas trwania47:04
Gatunekfolk, jazz
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzie
Mateusz Śliwa, Piotr Orzechowski, Alan Wykpisz, Dawid Fortuna
Utwory
CD1
1) I11:38
2) II12:01
3) III08:00
4) IV06:51
5) V08:34
Witold Lutosławski – wybitny polski kompozytor, dyrygent, pianista, twórca utworów orkiestrowych, kameralnych i wokalnych (w tym także piosenek o typowo rozrywkowym charakterze) – urodził się w 1913, a zmarł w 1994 roku. Nie tak dawno obchodziliśmy więc kolejno dwie związane z tą postacią ważne rocznice: setną urodzin i dwudziestą śmierci. Z tej też okazji ukazało się wiele pamiątkowych wydawnictw – książek, albumów oraz płyt. Niektóre powstały z myślą o słuchaczach zakochanych w muzyce klasycznej („Lutosławski Mykietyn String Quartets” Lutosławski Quartet, 2013; „Lutosławski” Krystiana Zimermana, 2015), inne skierowane były do wielbicielu jazzu i folku („Polonium” Motion Trio, 2013; „Warszawski Lutosławski” Magdy Navrrete i Piotra Steczka; 2015; „Lutosławski Retuned” Piotra Wyleżoła, Szymona Klimy i Adama Kowalewskiego, 2015). O warszawskim kompozytorze nie zapomnieli również artyści współpracujący z coraz prężniej działającą stołeczną wytwórnią For Tune: przed dwoma laty ukazała się kapitalna płyta formacji Grażyna Auguścik Orchestar „Inspired by Lutosławski”, a we wrześniu ubiegłego roku – „Bukoliki” autorstwa kwartetu High Definition. Dzisiaj zajmiemy się drugim z wydawnictw.
Kto ukrywa się pod tą zapewne niewiele mówiącą osobom spoza środowiska miłośników jazzu improwizowanego nazwą? Przede wszystkim pianista Piotr Orzechowski (często posługujący się pseudonimem „Pianohooligan”), który ma już na koncie kilka albumów reinterpretujących polską i zagraniczną muzykę klasyczną („Experiment: Penderecki”, 2012; „Bach Rewrite” z Marcinem Maseckim i Capellą Cracoviensis, 2013; „15 Studies for the Oberek”, 2014). Nie mniej uznaną postacią jest kontrabasista Alan Wykpisz, który tylko w ubiegłym roku wziął udział w nagraniu płyt „Będzie dobrze” Euskabei & Tomek Nowak Quartet oraz „Anomalia” Vehemence Quartet. W tym ostatnim zespole spotkał się ze swoim kolegą z High Definition – saksofonistą Mateuszem Śliwą. Sporym dorobkiem płytowym może pochwalić się perkusista Dawid Fortuna, który swoim talentem wspierał takie grupy i takich wykonawców, jak New Bone („Destined”, 2012), N S I Quartet („Introducing”, 2013), Leszek Możdżer (soundtrack do filmu „Wszystkie kobiety Mateusza”, 2013), Dominik Wania Trio („Ravel”, 2015) oraz Paweł Kaczmarczyk Audiofeeling Trio („Something Personal”, 2015).
Jak więc widać, mamy do czynienia z artystami bardzo doświadczonymi, którzy na dodatek – jak Orzechowski w szwajcarskim Montreux (w 2011) czy Wykpisz w duńskiej Kopenhadze (w 2012 roku) – zdobywali nagrody indywidualne na prestiżowych festiwalach dla pianistów i kontrabasistów. Cała czwórka wspólną przygodę z High Definition rozpoczęła w Krakowie w 2010 roku. Pierwszy okres działalności zakończyli trasami koncertowymi po Polsce i krajach Zatoki Perskiej, które odbyli w towarzystwie legendarnego amerykańskiego trębacza Randy’ego Beckera, oraz wydaniem – przed dwoma laty – debiutanckiej płyty zatytułowanej „Hopasa”. Spotkała się ona z bardzo pozytywnymi ocenami, co zapewne przydało muzykom pewności siebie i wiary we własne siły. Te zaś na pewno były potrzebne, gdy zrodził się pomysł na kolejne wydawnictwo. Pomysł – dodajmy – karkołomny. Tu przez moment musimy wrócić do postaci Witolda Lutosławskiego. Karierę kompozytorską zaczął on w połowie lat 30. XX wieku; po drugiej wojnie światowej, kiedy w polskiej kulturze – również w muzyce – zadekretowano socrealizm, nie potrafił się zbytnio odnaleźć. By zarobić na życie, zaczął tworzyć piosenki (jako Derwid) oraz – na konkretne zamówienie – utwory oparte na polskim folklorze.
Tak powstały między innymi „Mała suita” (na orkiestrę kameralną), „Pięć melodii ludowych” (na orkiestrę smyczkową), „Tryptyk śląski” (na sopran i orkiestrę) oraz „Preludia taneczne” (na klarnet i fortepian), jak również będące zbiorowym bohaterem dzisiejszej recenzji „Bukoliki” (swój tytuł i sielankowy charakter zawdzięczające, żyjącemu w I wieku przed Chrystusem, rzymskiemu poecie Wergiliuszowi). Lutosławski skomponował je w 1952 roku, otrzymawszy od Polskiego Wydawnictwa Muzycznego zlecenie na stworzenie kilku „utworów pedagogicznych”. Napisał zatem pięć miniatur fortepianowych, wykorzystujących tradycyjne melodie kurpiowskie, na których dzieci miały uczyć się gry na instrumencie. Ponad sześćdziesiąt lat później wziął je na warsztat Piotr Orzechowski. Miniatury rozrosły się do pełnoprawnych utworów, które – nie tracąc swego waloru folklorystycznego – przeistoczyły się w rozbudowane kompozycje z pogranicza jazzu improwizowanego i awangardy. Zyskały tym samym zupełnie nowe życie, będąc w tym samym stopniu dziełami Lutosławskiego, co i Orzechowskiego. Puryści mogą oczywiście psioczyć na to, co zrobił „Pianohooligan”, ale w tym konkretnym przypadku ich głosem naprawdę nie ma się co przejmować.
„Bukoliki” to swoisty concept-album, a więc mimo swej rozmaitości – bardzo jednorodny, zwarty stylistycznie i brzmieniowo (wszystkie nagrania zostały zarejestrowane w warszawskim Studiu S2 Polskiego Radia w kwietniu 2015 roku). Świadczący o tym, że zasiadając do miniatur Lutosławskiego, Piotr Orzechowski miał konkretny pomysł, co chce z nimi zrobić, w co je rozwinąć. Początek („I”) jest bardzo niepokojący, wręcz mroczny; pojedyncze dźwięki instrumentów sprawiają wrażenie wezwania na alarm, co jeszcze bardziej podkreśla spajający całość charakterystyczny motyw na saksofonie tenorowym. Powraca on także w dalszej części, oplatając swoimi tonami improwizacje fortepianowe i kontrabasowe. Z czasem zresztą Mateusz Śliwa gra z coraz większą mocą, prostą drogą zmierzając ku free jazzowi. Doszedłszy do apogeum, oddaje z kolei „głos” Piotrowi Orzechowskiemu, który przy wsparciu Alana Wykpisza stopniowo wycisza emocje i prowadzi do finału. Od fortepianu zaczyna się także kolejna kompozycja („II”). Co zaskakujące, w ciągu zaledwie kilku minut lider High Definition zahacza o odmienne stylistyki: wychodzi od muzyki klasycznej, by następnie wyeksponować tony jazzowe, a ostatecznie podkreślić ludowy (kurpiowski) charakter oryginału.
W tę stronę podąża także bardzo nastrojowa, kołysząca solówka Śliwy. Ba! nawet gdy cały zespół decyduje się na mocniejsze uderzenie, nie rezygnuje z tanecznego rytmu. Aż do zmęczenia, do wyczerpania, kiedy na placu boju pozostaje już tylko fortepian Orzechowskiego. Jego dźwięki – coraz delikatniejsze, powolniejsze, cichsze – układają do snu. Gdy chwilę później odzywa się kontrabas, oznacza on płynne przejście do kolejnego utworu („III”). To chyba najbardziej zróżnicowany, pełen kontrastów fragment „Bukolików”. W jednej chwili krakowianie skutecznie nakłaniają słuchaczy do refleksji i zadumy, by w następnej poderwać ich na równe nogi ostrzegawczym sygnałem saksofonu bądź fortepianu. Zakończenie to już najklasyczniejszy free jazz, w którym każdy z muzyków, starając się udowodnić, że nieobce są mu dokonania takich artystów, jak John Coltrane, Albert Ayler czy Matthew Shipp, ani przez chwilę nie zapomina także o tym, iż twórca „Bukolików” pragnął przede wszystkim upamiętnić w nich polską muzykę ludową.
Z mocnym akcentem wieńczącym „III” mocno kontrastuje początek „IV”, w którym pojedyncze, trudno rozróżnialne brzmienia docierają z bardzo daleka, jakby muzycy starali się przekonać – słusznie zresztą – że cisza (nie absolutna) także może być… dźwiękiem. Z czasem wyłania się z niej partia fortepianu Orzechowskiego, do którego dołącza – nie mniej stonowany – saksofon Śliwy. Obaj muzycy przez kolejne minuty toczą ze sobą dialog – pozbawiony, co prawda, swady, ale za to idealnie wprowadzający w melancholijny nastrój. Ten sielankowo-balladowy klimat utrzymuje się aż do końca utworu. Z kolei kompozycja zamykająca płytę („V”) zaczyna się – dla odmiany – od energicznego wejścia sekcji rytmicznej, do której dopiero po kilkudziesięciu sekundach dołączają najpierw fortepian, a następnie saksofon. I to one odpowiadają za zgrabnie wprowadzane motywy ludowe, które zresztą idealnie wpisują się w – po raz kolejny – taneczny puls. Klasyczny jazz miesza się tutaj z folklorem, z kolei pojawiająca się w dalszej części improwizacja saksofonowo-fortepianowa jest w stanie zadowolić chyba każdego wielbiciela free jazzu.
Drugi w dyskografii album High Definition Quartet to – bez najmniejszych wątpliwości – dzieło wybitne. Płyta, która nie sprzyjając tanim gustom, ma szansę sprawić niekłamaną przyjemność słuchaczom pochodzącym z bardzo różnych muzycznych światów: od klasyki, poprzez jazz (i free jazz), aż po miłośników folkloru (choć – uczciwie przyznajmy – jest go tu zdecydowanie mniej niż na przykład na wspomnianym we wstępie albumie Grażyny Auguścik „Inspired by Lutosławski”). Trudno orzec jednoznacznie, jak do powyższych eksperymentów odniósłby się sam maestro Lutosławski, ale biorąc pod uwagę jego inklinacje do artystycznych poszukiwań, byłby zapewne podbudowany tym, jak młodzi polscy muzycy trawestują jego dzieła, jak z powstałych z dala od głównego nurtu jego twórczości miniatur budują monument, który przetrwa lata.
koniec
12 stycznia 2016
Skład:
Mateusz Śliwa – saksofon tenorowy
Piotr Orzechowski – fortepian
Alan Wykpisz – kontrabas
Dawid Fortuna – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Ziemia – planeta wybitnych muzyków
Sebastian Chosiński

20 II 2018

W ostatnich latach fani przyzwyczaili się już do tego, że kiedy pada hasło „Elephant9”, odzew musi brzmieć: „Reine Fiske”! Nie tym razem jednak. Na najnowszej, wydanej w połowie lutego płycie norweskiego tria szwedzkiego gitarzysty nie uświadczymy. Ale czy to oznacza, że „Greatest Show on Earth” jest produkcją słabszą od „Atlantis” czy „Silver Mountain”? W żadnym wypadku. Tym bardziej że rolę gitary przejęły nie mniej klimatyczne i zadziorne instrumenty klawiszowe.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Fragmentaryczność na dwa (kontra)basy
Sebastian Chosiński

15 II 2018

Norweski kontrabasista (free)jazzowy Jon Rune Strøm to przypadek artysty, który ma na koncie znacznie więcej wydanych płyt niż lat na karku. I nic dziwnego, bo od ponad dekady jest dosłownie rozrywany przez skandynawskich kolegów po fachu. Pewnie dlatego tak późno wpadł na pomysł, aby stworzyć własną formację. Aż w końcu w ubiegłym roku przełamał się i powołał do życia Quintet, który przed miesiącem zadebiutował albumem „Fragments”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Tam i z powrotem, czyli najpierw na Bali, potem do Sztokholmu
Sebastian Chosiński

13 II 2018

Czworo artystów z trzech krajów europejskich, aby nagrać swą kolejną płytę, wybrało się na indonezyjską wyspę Bali. Podróż okazała się – przynajmniej artystycznie – nadzwyczaj udana. „The Bali Tapes”, pod którym to wydawnictwem podpisali się Szwedzi Jonas Kullhammar i Torbjörn Zetterberg, Norweg Espen Aalberg oraz Portugalka Susana Santos Silva, to jeden z najciekawszych albumów z wydawanej od sześciu lat serii „Basement Sessions”.

więcej »

Polecamy

Jedyny człowiek potrafiący zagrać na chlebaku

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Jedyny człowiek potrafiący zagrać na chlebaku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Sikory złote pod mankietem odmierzają sekund bieg
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

99 czerwonych balonów
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Anna z dalekiej północy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Drugi najpiękniejszy cover Stinga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nauczyli się latać
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Polacy na metalowo
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Śniegu płoń!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.