Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 30 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Michiyo Yagi, Lasse Marhaug, Paal Nilssen-Love
‹Angular Mass›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAngular Mass
Wykonawca / KompozytorMichiyo Yagi, Lasse Marhaug, Paal Nilssen-Love
Data wydania24 grudnia 2015
NośnikCD
Czas trwania64:10
Gatunekelektronika, jazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Michiyo Yagi, Lasse Marhaug, Paal Nilssen-Love
Utwory
CD1
1) The Lightship16:33
2) Angular Mass11:20
3) Spotlight Devil07:53
4) The Rasp08:34
5) Pungent Poetry19:48
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Na styku Azji i Europy
[Michiyo Yagi, Lasse Marhaug, Paal Nilssen-Love „Angular Mass” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
To nie jest łatwa muzyka. Nawet dla słuchaczy zaprawionych w bojach z free jazzem, z którym najbardziej kojarzy się postać norweskiego perkusisty Paala Nilssen-Love’a, ponad godzinna podróż z „Angular Mass” może wydać się ponad siły. Chyba że uwielbiają dźwięk japońskiego instrumentu koto, na którym gra Michiyo Yagi, i nie przeszkadzają im elektroniczne szumy i zgrzyty, które generuje rodak Paala, Lasse Marhaug.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Na styku Azji i Europy
[Michiyo Yagi, Lasse Marhaug, Paal Nilssen-Love „Angular Mass” - recenzja]

To nie jest łatwa muzyka. Nawet dla słuchaczy zaprawionych w bojach z free jazzem, z którym najbardziej kojarzy się postać norweskiego perkusisty Paala Nilssen-Love’a, ponad godzinna podróż z „Angular Mass” może wydać się ponad siły. Chyba że uwielbiają dźwięk japońskiego instrumentu koto, na którym gra Michiyo Yagi, i nie przeszkadzają im elektroniczne szumy i zgrzyty, które generuje rodak Paala, Lasse Marhaug.

Michiyo Yagi, Lasse Marhaug, Paal Nilssen-Love
‹Angular Mass›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAngular Mass
Wykonawca / KompozytorMichiyo Yagi, Lasse Marhaug, Paal Nilssen-Love
Data wydania24 grudnia 2015
NośnikCD
Czas trwania64:10
Gatunekelektronika, jazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Michiyo Yagi, Lasse Marhaug, Paal Nilssen-Love
Utwory
CD1
1) The Lightship16:33
2) Angular Mass11:20
3) Spotlight Devil07:53
4) The Rasp08:34
5) Pungent Poetry19:48
Wyszukaj / Kup
Zapewne najmniej znaną postacią w gronie artystów odpowiedzialnych za powstanie albumu „Angular Mass” jest Japonka Michiyo Yagi. Do tej pory nie mieliśmy okazji pisać o niej w „Esensji”, co jednak wcale nie oznacza, że jest ona postacią całkowicie anonimową. Wręcz przeciwnie! Choć kojarzą ją przede wszystkim wielbiciele muzycznej awangardy i world music. Karierę zaczęła w połowie lat 80. ubiegłego wieku, jednak na szersze wody wypłynęła dopiero dekadę później jako członkini żeńskiego tria Hoahio. Debiutancka płyta tego zespołu – „Happy Mail” (1997) – przypadła do gustu właścicielowi Tzadik Records, czyli Johnowi Zornowi, który zdecydował się na jakiś czas wziąć panie z Kraju Kwitnącej Wiśni pod swoje skrzydła i tym samym umożliwić im wejście na rynek amerykański (a w konsekwencji także europejski). I tak najpierw wydał solowy album Yagi („Shizuku”, 1999), a następnie dwa kolejne krążki Hoahio („Ohayo! Hoahio!”, 2000; „Peek-Ara-Boo”, 2003).
Dalej wszystko potoczyło się zgodnie z przewidywaniami – na piękną i zdolną Japonkę, na dodatek grającą na bardzo egzotycznym instrumencie, czyli koto, zwrócili uwagę muzycy specjalizujący się w jazzie improwizowanym. Wkrótce posypały się propozycje współpracy, między innymi od norweskiego perkusisty Paala Nilssen-Love. Ten pochodzący z Molde artysta – podpora The Thing, tria Frodego Gjerstada czy orkiestry Nu Ensemble Matsa Gustafssona – to tytan pracy. Michiyo poznał w połowie poprzedniej dekady i od tamtej pory grywa z nią bardzo regularnie, zapraszając do udziału w kolejnych swoich projektach. Na koncie mają już płyty nagrane z towarzyszeniem norweskiego kontrabasisty Ingebrigta Håkena Flatena („Live! At Super Deluxe”, 2006) oraz niemieckiego saksofonisty i klarnecisty Petera Brötzmanna („Head On”, 2008; „Volda”, 2010). Gdy w 2011 roku Paal wybrał się po raz kolejny na występy do Japonii, zabrał ze sobą swego rodaka Lassego Marhauga, speca od generowanych elektronicznie efektów dźwiękowych.
Do Skandynawów dołączyła jeszcze Yagi i 8 lutego dali we trójkę koncert w tokijskim klubie GOK Sound. Zarejestrowane wówczas nagrania przeleżały w archiwum Nilssen-Love’a prawie pięć długich lat; upublicznił je bowiem dopiero pod koniec grudnia ubiegłego roku nakładem PNL Records, którego jest właścicielem. Warto przy okazji dodać, że tego samego dnia ukazał się jeszcze jeden album nagrany w niemal tym samym składzie (poszerzonym o amerykańskiego trębacza i saksofonistę Joego McPhee), tyle że dwa lata później. Z dziennikarskiego obowiązku wyjaśnić należy jeszcze pokrótce, czym jest koto. To instrument zaliczany w Japonii do narodowych (choć na wyspę sprowadzony został we wczesnym średniowieczu z Chin), będący bliskim krewnym europejskiej cytry. Michiyo Yagi specjalizuje się w grze na dwóch jego odmianach: elektrycznej (dwudziestojednostrunowej) oraz basowej (siedemnastostrunowej). Jak brzmi, można się przekonać już we wstępie do numeru otwierającego płytę – „The Lightship”; w długiej introdukcji słychać właśnie koto wsparte elektroniką Marhauga.
Dopiero po kilkudziesięciu sekundach do tej pary dołącza perkusista, który natychmiast zagęszcza fakturę utworu. Nałożone na siebie ścieżki wywołują wrażenie totalnej kakofonii, nader rzadko wyłania się z nich jakaś konkretna melodia, dominują głównie zgrzyty i szumy. O ile w kompozycji pierwszej Nilssen-Love znajdował się na drugim planie, o tyle druga, czyli tytułowe „Angular Mass”, w sporej części podporządkowane jest norweskiemu bębniarzowi. Słychać wyraźnie, że efekty elektroniczne pełnią tu funkcję pomocniczą, służącą przede wszystkim podkreśleniu mrocznego, depresyjnego klimatu. W podobnym celu wykorzystane jest koto basowe, na którym Yagi wyczarowuje tony bardzo podobne do kontrabasu. Ten sam instrument wprowadza nas do nie mniej nastrojowego „Spotlight Devil”. Choć później Japonka sięga po koto elektryczne, by uraczyć słuchaczy melodyjną (sic!), a przy tym kontemplacyjną, niemal psychodeliczną solówką. Z czasem dochodzą jeszcze dźwięki generowane przez Lassego Marhauga, które zresztą w finale wybijają się na plan pierwszy.
„The Rasp” to z kolei najbardziej monotonny utwór na płycie. Ale ta monotonia wcale nie jest tutaj zarzutem, przeciwnie – przydaje mu ona odpowiedniego klimatu. Z jednej strony tło wypełniają elektroniczne szumy, z drugiej natomiast – w uszy wrzynają się wprowadzające w trans uderzenia w struny koto. Całość zamyka najdłuższa, prawie dwudziestominutowa kompozycja zatytułowana „Pungent Poetry”. W niej także mamy do czynienia z prawdziwie awangardowymi poszukiwaniami trójki artystów; każdy z nich otrzymuje swoje „pięć minut”, również Paal Nilssen-Love, który do tej pory jakimś cudem powstrzymywał się od rozbudowanych solówek perkusyjnych (widocznie miał obiecane, że na zakończenie powetuje sobie wcześniejszą wstrzemięźliwość). Pełne ręce pracy, jeśli można się tak wyrazić, ma też jednak Michiyo Yagi, która najpierw stara się swoim basowym koto wprząc w reguły gry narzucone przez Lassego, aby potem jeszcze raz, ostatni tego lutowego wieczoru, uraczyć zebraną w tokijskim klubie publikę subtelną partią solową. W finale artyści decydują się powrócić do punktu wyjścia, pozwalając Marhaugowi zwieńczyć dzieło. Dwa lata później w tym samym miejscu zagrali jeszcze raz. I także ten koncert ukazał się na płycie. Ale o nim innym razem.
koniec
14 stycznia 2016
Skład:
Michiyo Yagi – koto (21-strunowe elektryczne, 17-strunowe basowe)
Lasse Marhaug – efekty elektroniczne
Paal Nilssen-Love – perkusja, instrumenty perkusyjne

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Twardziele z Zagłębia Ruhry
Sebastian Chosiński

11 XI 2021

Postindustrialne krajobrazy różnie wpływają na mieszkańców regionów uprzemysłowionych – jednych przyprawiają o myśli depresyjne, innym dają kopa do aktywnej działalności. W przypadku muzyków zespołu Plaindrifter, który narodził się w niemieckim Gelsenkirchen, mamy do czynienia z tym drugim. Czego najjaskrawszym dowodem pełnowymiarowy debiut tria – album „Echo Therapy”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.