Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Motorpsycho
‹Here Be Monsters›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHere Be Monsters
Wykonawca / KompozytorMotorpsycho
Data wydania12 lutego 2016
NośnikCD
Czas trwania46:12
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Bent Sæther, Hans Magnus Ryan, Kenneth Kapstad, Thomas Henriksen, Ståle Storløkken
Utwory
CD1
1) Sleepwalking00:57
2) Lacuna / Sunrise09:47
3) Running with Scissors05:39
4) I.M.S.07:05
5) Spin, Spin, Spin04:08
6) Sleepwalking Again00:57
7) Big Black Dog17:43
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Zaproś Potwora do domu!
[Motorpsycho „Here Be Monsters” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Pierwsze wrażenie było odrobinę zaskakujące (by nie rzec: szokujące). Co to jest?! To na pewno Motorpsycho?! Ta doskonale znana fanom norweska legenda psychodelicznego rocka, kojarzona przez wielu dzięki swoim płytowym i estradowym szaleństwom? To przecież nieprawdopodobne, by spod ich ręki wyszedł taki album, jak „Here Be Monsters” – stonowany, a momentami wręcz balladowy. A jednak! I co więcej: to doskonała płyta.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Zaproś Potwora do domu!
[Motorpsycho „Here Be Monsters” - recenzja]

Pierwsze wrażenie było odrobinę zaskakujące (by nie rzec: szokujące). Co to jest?! To na pewno Motorpsycho?! Ta doskonale znana fanom norweska legenda psychodelicznego rocka, kojarzona przez wielu dzięki swoim płytowym i estradowym szaleństwom? To przecież nieprawdopodobne, by spod ich ręki wyszedł taki album, jak „Here Be Monsters” – stonowany, a momentami wręcz balladowy. A jednak! I co więcej: to doskonała płyta.

Motorpsycho
‹Here Be Monsters›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHere Be Monsters
Wykonawca / KompozytorMotorpsycho
Data wydania12 lutego 2016
NośnikCD
Czas trwania46:12
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Bent Sæther, Hans Magnus Ryan, Kenneth Kapstad, Thomas Henriksen, Ståle Storløkken
Utwory
CD1
1) Sleepwalking00:57
2) Lacuna / Sunrise09:47
3) Running with Scissors05:39
4) I.M.S.07:05
5) Spin, Spin, Spin04:08
6) Sleepwalking Again00:57
7) Big Black Dog17:43
Wyszukaj / Kup
Kiedy oni na to wszystko znajdują czas? Skąd biorą pomysły? Gdyby grali tylko w tym jednym zespole, można by zrozumieć ich pracowitość. Ale przecież cała trójka angażuje się w wiele innych projektów, niekiedy bardzo odległych od tego, co proponują fanom w ramach swej macierzystej formacji. Perkusistę Kennetha Kapstada mogliśmy przecież usłyszeć na płycie zespołu Grand General (2013); na dodatek z gitarzystą Hansem Magnusem Ryanem regularnie udziela się we free-jazzrockowej grupie Møster! (od 2012 roku), a z wokalistą i basistą Bentem Sætherem – w psychodeliczno-stonerrockowym Spidergawd (od trzech lat). Każda z tych formacji – może poza Grand General – prowadzi własne artystyczne życie; gra trasy koncertowe na całym świecie (ze Spidergawd nie tak dawno gościli w Australii i Nowej Zelandii). Mimo tego zaangażowania, ani na moment nie tracą z oczu „interesów” Motorpsycho. Dość powiedzieć, że w 2014 roku opublikowali pod tym szyldem dwa świetne albumy: „Behind the Sun” oraz „The Motorpnakotic Fragments”, natomiast w ubiegłym roku światło dzienne ujrzała koncertowa publikacja „En konsert for folk flest”, zarejestrowana między innymi z udziałem chóru i klawiszowca Stålego Storløkkena.
Storløkken współpracował z triem już wcześniej; wziął udział chociażby w sesji nagraniowej do studyjnej płyty „Still Life with Eggplant” (2013). Miał też wydatny wkład w powstanie „Here Be Monsters”, mimo że na płycie ostatecznie go nie słychać. Jak to możliwe? Ståle – na prośbę Benta, Hansa Magnusa i Kennetha – skomponował wszystkie ścieżki instrumentów klawiszowych, ale nie był już w stanie, z powodu innych zobowiązań i nadzwyczaj napiętego harmonogramu pracy, zarejestrować ich w studiu; w efekcie panwie z Motorpsycho poprosili o to Thomasa Henriksena, na co dzień muzyka indierockowego kwartetu Dipsomaniacs. Na album tradycyjnie wydany – i na kompakcie, i na winylu – przez norweską wytwórnię Rune Grammofon (a w Niemczech przez Stickman Records) trafiło siedem kompozycji. Z tego tylko cztery to nowe dzieła tria z Trondheim; oprócz nich repertuar uzupełniły dwie fortepianowe miniatury oraz zaskakujący cover utworu sprzed ponad… pięćdziesięciu lat! Który zresztą Norwegowie wybrali, co uznać należy za bardzo odważny krok, na singiel promujący „Here Be Monsters”.
Płytę otwiera „Sleepwalking” – jedna z dwóch wspomnianych miniatur zagranych przez Henriksena na fortepianie. Jest ona w zasadzie introdukcją do znacznie dłuższej kompozycji zatytułowanej „Lacuna / Sunrise”. I to pierwszy z utworów, który może sprawić, że dotychczasowi wielbiciele Motorpsycho zaczną przecierać oczy ze zdziwienia i jednocześnie sprawdzać, czy coś groźnego nie stało się z ich słuchem. Bardzo stonowany, lekko senny wstęp z nadzwyczaj delikatnymi klawiszami w tle i subtelnym, utrzymanym w klimacie lat 60. ubiegłego wieku, śpiewem Sæthera – to na pewno nie jest to, czego można było spodziewać się po Norwegach. Ale w tym tkwi właśnie wielkość tego zespołu! Nie dość, że potrafią kompletnie zaskoczyć, to na dodatek robią to w taki sposób, że szczęki opadają, a ręce same składają się do oklasków. „Lacuna / Sunrise” z każdą kolejną minutą zachwyca bowiem coraz bardziej: przestrzennym i selektywnym brzmieniem, ciepłym basem, smakowitą, wysublimowaną partią gitary, eterycznymi wstawkami klawiszy (i fortepiany elektrycznego, i syntezatorów). Na finał dochodzą zaś jeszcze przepiękne, zwiewne chórki, w których udzielają się wszyscy muzycy podstawowego składu. Zaprawdę trudno byłoby wyobrazić sobie bardziej urokliwe otwarcie.
Instrumentalne „Running with Scissors” jest przede wszystkim popisem gitarzysty. Tyle że pod pojęciem „popisu” nie należy rozumieć wirtuozerskiej ekwilibrystyki w stylu Steve’a Vaia, Joego Satrianiego czy Johna Petrucciego z Dream Theater. Hans Magnus Ryan z nikim nie musi się ścigać, nikomu cokolwiek udowadniać. Dla niego ważniejszy jest nastrój; jego budowaniu służą delikatne dźwięki gitary akustycznej, a później jeszcze – elektrycznej, którą wykorzystuje głównie do rozwijania wprowadzonego wcześniej motywu. W „I.M.S.” (co należy rozwinąć jako „Inner Mounting Shame”) w pierwszych sekundach ponownie słyszymy fortepian Henriksena, który usypia słuchaczy, by tym gwałtowniej zostali oni obudzeni, gdy do pracy biorą się pozostali muzycy. Motorpsycho szybko się rozpędza, udowadniając przy tym, że ani przez moment nie przestało być tą samą grupą, która ma na koncie tak szalone, psychodeliczne albumy, jak „Little Lucid Moments” (2008) czy „Heavy Metal Fruit” (2010). Ryan też po raz kolejny wprowadza wspaniały klimat, w czym wydatnie wspiera go jeszcze na syntezatorach Thomas. Świetne wrażenie robią także zwielokrotnione ścieżki wokalne Benta Sæthera – zabieg prosty, ale przydający „I.M.S.” pożądanych przestrzeni i rozmachu.
Singlowe „Spin, Spin, Spin” to z kolei piękna akustyczno-folkowa ballada, którą w 1968 roku rozsławił chicagowski zespół H. P. Lovecraft (na swojej drugiej płycie). Należy jednak uzupełnić, że i dla niego był to jedynie… cover. Twórcą pieśni jest bowiem czarnoskóry folkowo-jazzowo-soulowy wokalista i gitarzysta (zmarły przed niespełna czterema laty) Terrence Orlando Callier. Utwór, po który sięgnęli panowie z Motorpsycho, ukazał się pierwotnie na longplayu „The New Folk Sound of Terry Callier” z 1964 roku. Wersja Norwegów różni się oczywiście od oryginału znacząco, ale też, jakby na to nie patrzeć, zachowuje jego ducha. Przed finałowym monumentalnym „Big Black Dog” zespół umieścił drugą z fortepianowych miniatur – „Sleepwalking Again” – która, podobnie jak pierwsza, jest zaledwie wprowadzeniem (bo nawet nie przystawką) do właściwego utworu. Natomiast „Wielki czarny pies” to już prawdziwy psychodeliczny killer, oparty na transowym motywie gitarowym Hansa Magnusa, wokół którego – jak satelity wokół planety – krążą pozostałe instrumenty: motoryczna sekcja rytmiczna, kontrastująca z nią gitara akustyczna, wreszcie „kwasowo”-schizofreniczne organy Hammonda.
„Big Black Dog” stopniowo nabiera mocy, by w finale powrócić do znacznie subtelniejszych akustycznych brzmień i zaskakująco nastrojowo pożegnać się ze słuchaczami. Cóż, „Here Be Monsters” to album daleki od tego, do czego Norwegowie przyzwyczaili nas w ostatnich latach (przynajmniej na płytach studyjnych, bo akurat „En konsert for folk flest” jest tu pewnym wyjątkiem), ale nie mniej fascynujący od rewelacyjnych „Still Life with Eggplant” i „Behind the Sun”. Pytanie tylko, czy przeciera on nowy szlak w artystycznych poszukiwaniach tria, czy też jest jednorazową – dodajmy: nadzwyczaj udaną – próbą odejścia od wypracowanej przez lata formuły? Odpowiedź pewnie kiedyś poznamy, ale trzeba będzie na nią poczekać przynajmniej kilkanaście miesięcy.
koniec
16 lutego 2016
Skład:
Bent Sæther – śpiew, gitara basowa
Hans Magnus Ryan – gitara elektryczna, gitara akustyczna, śpiew
Kenneth Kapstad – perkusja, śpiew
gościnnie:
Thomas Henriksen – instrumenty klawiszowe
Ståle Storløkken – instrumenty klawiszowe

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Przetarty szlak i skoki w bok
Sebastian Chosiński

6 V 2021

Serbski kwartet Eyot (bądź EYOT – taka pisownia również bywa przez muzyków stosowana) nie rozpieszcza wielbicieli. Ostatnio na swoje kolejne płyty każe bowiem czekać aż trzy lata. Tyle czasu minęło pomiędzy ukazaniem się albumów „Similarity” i „Innate” i tyle też trzeba było czekać na ukazanie się „557799”. Inna sprawa, że kiedy już dostajemy do ręki nowe dzieło grupy Dejana Ilijicia – na pewno nie czujemy się zawiedzeni.

więcej »

Gdyby Puebla leżała na Śląsku…
Sebastian Chosiński

4 V 2021

Przed laty ważną pozycję w polskim jazzie i rocku zdobył kubański perkusjonista José Torres; dzisiaj w jego ślady może pójść inny Latynos – meksykański skrzypek Eduardo Bortolotti (Lopez). Nad Wisłą osiedlił się on dziewięć lat temu, a w tym roku wydał swój debiutancki album – „Huapango Nights” – na którym połączył wpływy muzyki ludowej z Ameryki Środkowej z typowo europejskim jazzem.

więcej »

Krótko o muzyce: Piekielne basy
Sebastian Chosiński

29 IV 2021

Trójmiejski kwartet Hellvoid to ewenement na rodzimym rynku. W składzie zespołu nie ma bowiem gitarzysty solowego, jest za to dwóch basistów, spośród których jeden zajmuje się wykonywaniem partii solowych. Świat rocka nie takie jednak dziwy już widział. Najważniejsze, że pełnowymiarowy debiut zespołu – „Bass and Roll, Vol. 1” – to dzieło, po które warto sięgnąć.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Przetarty szlak i skoki w bok
— Sebastian Chosiński

W królestwie zapomnienia
— Sebastian Chosiński

W tej „wojnie” warto wziąć udział
— Sebastian Chosiński

Nie gaście tego pożaru!
— Sebastian Chosiński

Pomnik półwiecza
— Sebastian Chosiński

Ocean smutku z nutą optymizmu
— Sebastian Chosiński

Bicie Neonowego Serca
— Sebastian Chosiński

Bezkompromisowa romantyczka
— Sebastian Chosiński

Chwila na oddech… tuż przed zmiażdżeniem
— Sebastian Chosiński

Germański duch Skandynawów
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.