Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 22 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Paal Nilssen-Love, Large Unit
‹Ana›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAna
Wykonawca / KompozytorPaal Nilssen-Love, Large Unit
Data wydania7 kwietnia 2016
NośnikCD
Czas trwania58:54
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Mats Äleklint, Thomas Johansson, Julie Kjaer, Klaus Ellerhusen Holm, Per Åke Holmlander, Børre Mølstad, Ketil Gutvik, Tommi Keränen, Jon Rune Strøm, Christian Meaas Svendsen, Andreas Wildhagen, Paal Nilssen-Love, Paulinho Bicolor, Celio de Carvalho
Utwory
CD1
1) Ana13:45
2) Riofun28:16
3) Circle in the Round16:53
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Freejazzowa samba łączy kontynenty
[Paal Nilssen-Love, Large Unit „Ana” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Drugi pełnowymiarowy album norweskiej orkiestry freejazzowej Paala Nilssen-Love’a Large Unit różni się nieco od jej wcześniejszych produkcji. Przede wszystkim dlatego, że słynny bębniarz postanowił dać na nim wyraz swej fascynacji muzyką południowoamerykańską. Stąd też obecność na krążku „Ana” dwóch artystów rodem z Brazylii – kraju, w którym w ostatnich latach lider big bandu spędza niemało czasu.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Freejazzowa samba łączy kontynenty
[Paal Nilssen-Love, Large Unit „Ana” - recenzja]

Drugi pełnowymiarowy album norweskiej orkiestry freejazzowej Paala Nilssen-Love’a Large Unit różni się nieco od jej wcześniejszych produkcji. Przede wszystkim dlatego, że słynny bębniarz postanowił dać na nim wyraz swej fascynacji muzyką południowoamerykańską. Stąd też obecność na krążku „Ana” dwóch artystów rodem z Brazylii – kraju, w którym w ostatnich latach lider big bandu spędza niemało czasu.

Paal Nilssen-Love, Large Unit
‹Ana›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAna
Wykonawca / KompozytorPaal Nilssen-Love, Large Unit
Data wydania7 kwietnia 2016
NośnikCD
Czas trwania58:54
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Mats Äleklint, Thomas Johansson, Julie Kjaer, Klaus Ellerhusen Holm, Per Åke Holmlander, Børre Mølstad, Ketil Gutvik, Tommi Keränen, Jon Rune Strøm, Christian Meaas Svendsen, Andreas Wildhagen, Paal Nilssen-Love, Paulinho Bicolor, Celio de Carvalho
Utwory
CD1
1) Ana13:45
2) Riofun28:16
3) Circle in the Round16:53
Wyszukaj / Kup
Paal Nilssen-Love to prawdziwy fenomen. Nie bez powodu pisaliśmy o nim już kilkakrotnie. Jest on bowiem jednym z najpracowitszych artystów na współczesnej scenie jazzu improwizowanego. Usłyszeć można go na albumach takich zespołów i wykonawców, jak The Thing („Shake”), Peter Brötzmann („Krakow Nights”), Michiyo Yagi („Angular Mass”, „Soul Stream”), Frode Gjerstad („Russian Standard”), DKV Trio („Schl8hof”), NU Ensemble Matsa Gustafssona („Hidros6 – Knockin’”) czy Ken Vandermark („Lightning Over Water”, „The Lions Have Eaten One of the Guards”). A to i tak jedynie ułamek projektów muzycznych, w jakie Norweg jest zaangażowany; w każdym razie lista ta byłaby niepełna bez przynajmniej jeszcze jednego – big bandu Large Unit, którego dyskografia przed miesiącem wzbogaciła się o kolejną pozycję.
Orkiestra Large Unit powstała w Oslo trzy lata temu. Rok później światło dzienne ujrzały pierwsze wydawnictwa formacji: debiutancka (nagrana w lipcu 2013 roku podczas Międzynarodowego Festiwalu Jazzowego w Molde) EP-ka „First Blow” oraz składające się z trzech płyt – dwóch nagranych na żywo w studiu oraz jednej koncertowej – „Erta Ale”. W tym samym czasie wyszło też na jaw, że Paal Nilssen-Love jest wielkim miłośnikiem muzyki południowoamerykańskiej, a przede wszystkim – brazylijskiej. Gdy tylko znajdował czas, latał za Atlantyk (co najmniej dwa razy w roku), aby grywać z lokalnymi artystami. Pierwsze tego efekty można usłyszeć już na drugiej EP-ce grupy – „Rio Fun” (2015) – która, co sugeruje sam tytuł, poświęcona jest stolicy Brazylii i oferowanym przez nią wieczornym i nocnym uciechom. Jej promocja zbiegła się z kolejnymi koncertami big bandu, między innymi na Festiwalu Jazzowym w Oslo, który odbył się w sierpniu ubiegłego roku. To podczas niego po raz pierwszy w Europie Nilssen-Love zaprezentował swoich nowych, brazylijskich współpracowników – perkusjonalistów Paulinho Bicolora i Celio de Carvalho.
Sprowadziwszy ich na Stary Kontynent, norweski bębniarz postanowił zrobić kolejny krok i zaprosić ich do studia nagraniowego. Tym samym niemal od razu ze sceny festiwalowej Large Unit – w składzie czternastoosobowym (sic!) – wkroczyło do stołecznego studia Rainbow, aby w ciągu zaledwie jednego dnia (14 sierpnia 2015 roku) zarejestrować materiał, który w całości wypełnił drugą pełnowymiarową płytę big bandu – „Ana” (ponownie wydała ją firma należąca do Nilssen-Love’a, PNL Records). To niemal godzina fascynującej improwizowanej muzyki, w której jazz miesza się z elektroniką, a nad wszystkim unosi się duch brazylijskiej muzyki ludowej. Płytę otwiera kompozycja tytułowa i jest to otwarcie nieco zaskakujące – bardzo skoczne i melodyjne, znaczone radosnym rytmem perkusji i oplatającymi go, nie mniej optymistycznymi, dźwiękami elektroniki. Później ster przejmują jednak dęciaki – częściowo grające unisono, częściowo prowadzące ze sobą dialogi; jest to możliwe głównie dlatego, że sekcja dęta Large Unit to aż sześciu muzyków, którzy idealnie uzupełniają się i dzielą rolami. Z czasem też górę bierze zamiłowanie artystów do nieskrępowanych improwizacji, choć przyznać trzeba, że starają się nie zapominać o obecności w studiu gości z Brazylii, o czym świadczy pojawiająca się na początku trzynastej minuty latynoska solówka trąbki Thomasa Johanssona oraz podporządkowane jej partie pozostałych instrumentów.
„Riofun” (tym razem pisane łącznie) to kolejna zarejestrowana przez orkiestrę Nilssen-Love’a wersja tego utworu. Pierwsza, wydana na wspomnianej już EP-ce, pochodzi z koncertu w amsterdamskiej hali Bimhuis w maju 2015 roku; ta, jak wiemy, powstała trzy miesiące później i, co istotne, w jej nagraniu wzięli już udział Bicolor i de Carvalho. I to ich głównie, grających na różnego rodzaju bębenkach (obaj) oraz jednostrunowym afrykańskim instrumencie berimbau (de Carvalho), słyszymy w pierwszych minutach. Dalej bywa różnie: są momenty, kiedy nad wszystkim panuje generujący noise’owe zgrzyty Tommi Keränen, ale także fragmenty czysto jazzrockowe – głównie dzięki gitarze Ketila Gutvika i rozpędzonym perkusjom Andreasa Wildhagena i samego Paala Nilssen-Love’a. Swoje „pięć minut” ma też oczywiście sekcja dęta – saksofony, trąbka, puzon i tuby raz się „przekrzykują”, to znów delikatnie „łkają”, tworząc tym samym udany kontrast do kolejnej, skocznej części utworu. Z czasem obie warstwy kompozycji – południowoamerykański luz i europejski free jazz – nakładają się na siebie, co prowadzi do prawdziwej erupcji energii.
Całość wieńczy siedemnastominutowe „Circle in the Round”. Utwór ten otwiera partia puzonu, któremu w tle akompaniują radośnie brzmiące perkusjonalia. Z tej feerii dźwięków z biegiem czasu wykluwa się melodia. Choć, co intrygujące, instrumentem rytmicznym są tutaj grające w dwugłosie tuby Pera Åkego Holmlandera i Børrego Mølstada; perkusiści natomiast pozwalają sobie w tym czasie na improwizowane harce. Gdy na jakiś czas milkną, ich miejsce ponownie zajmują zaproszeni do studia Brazylijczycy, którzy po raz kolejny wplatają motywy charakterystyczne dla samby. Wspomagają ich w tym również dęciaki, starające się implementować elementy muzyki brazylijskiej do stylistyki jazzu improwizowanego. Dopiero ostatnie minuty wnoszą odrobinę spokoju. Flet Julie Kjaer działa wyjątkowo kojąco, ale i pozostali instrumentaliści robią wiele, aby wyciszyć emocje i ukołysać słuchaczy do snu. Album „Ana” ma spore szanse, aby wychynąć z freejazzowego getta i zainteresować również odbiorców na co dzień stroniących od tego typu muzyki. Niekoniecznie od razu zostaną oni wielbicielami innych dokonań Paala Nilssen-Love’a, ale jeśli po nie sięgną – będzie to już jakiś sukces.
koniec
3 maja 2016
Skład:
Mats Äleklint – puzon
Thomas Johansson – trąbka
Julie Kjaer – saksofon altowy, flet
Klaus Ellerhusen Holm – saksofon altowy, saksofon barytonowy
Per Åke Holmlander – tuba
Børre Mølstad – tuba
Ketil Gutvik – gitara elektryczna
Tommi Keränen – efekty elektroniczne
Jon Rune Strøm – kontrabas, gitara basowa
Christian Meaas Svendsen – kontrabas, gitara basowa
Andreas Wildhagen – perkusja, instrumenty perkusyjne
Paal Nilssen-Love – perkusja, instrumenty perkusyjne
oraz
Paulinho Bicolor – cuica, tamborim, trójkąt
Celio de Carvalho – conga, bongosy, tamborim, pandeiro, berimbau, caxixi, alfaia

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Poobiednie lenistwo
Sebastian Chosiński

19 X 2021

Po „Continuation” i „Suicie słonecznej” nadeszła pora na „Afternoon” – trzeci album z archiwaliami Koman Bandu. Tym razem do słuchaczy trafiły nagrania z 1981 roku, stylistycznie dalekie od tego, co zespół grał w latach 70. Dla wielbicieli fusion płyta może być lekkim rozczarowaniem, ale ci, którzy gustują w instrumentalnym funku i soulu będą na pewno ukontentowani.

więcej »

Śpij, kochanie, po słonecznej stronie ulicy
Sebastian Chosiński

14 X 2021

Materiał opublikowany na „Saxesful Vol. II” przez trzy lata spoczywał w archiwum. Trębacz Piotr Schmidt zdecydował się upublicznić go latem tego roku, dedykując przy okazji swemu zmarłemu miesiąc wcześniej ojcu – postaci ważnej nie tylko, co oczywiste, dla samego artysty, ale całego polskiego jazzu. Podobnie jak w przypadku „Saxesful”, tu również słyszymy wspomagających Kwartet Schmidta wybitnych polskich saksofonistów.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Tradycja jest warownym murem
Sebastian Chosiński

12 X 2021

Three Seasons, Siena Riot, Witchcraft – to zespoły, których nazwy nie są obce żadnemu wielbicielowi skandynawskiego hard rocka i metalu. To teraz wyobraźcie sobie, że z każdej z tych formacji wybieramy jednego muzyka i tworzymy z nich supertrio. Jak mogłoby się nazywać? Nie będzie Wooden Fields. A tytuł płyty? Żeby za dużo nie kombinować – taki sam!

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.