Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 lipca 2019
w Esensji w Esensjopedii

The Spacelords
‹Liquid Sun›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLiquid Sun
Wykonawca / KompozytorThe Spacelords
Data wydania23 stycznia 2016
NośnikCD
Czas trwania43:49
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Matthias Wettstein, Akee Kazmaier, Marcus Schnitzler, Didi Holzner
Utwory
CD1
1) Liquid Sun13:01
2) Spaceship Breakdown09:38
3) Black Hole21:11
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: W pogoni za rozpływającym się słońcem
[The Spacelords „Liquid Sun” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Klasycy i ojcowie chrzestni space-rocka, czyli brytyjska formacja Hawkwind, wciąż żyje i ma się dobrze. Nie wykazuje najmniejszej chęci na abdykację i przekazanie tronu następcom. A jest ich wielu. Niektórzy nawet nerwowo przebierają nóżkami, aby wkroczyć na salony. Na szczęście nie dotyczy to Niemców z zespołu The Spacelords – oni już na salonach brylują od paru lat. A najnowszym albumem – „Liquid Sun” – jedynie potwierdzili swoje ambicje.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: W pogoni za rozpływającym się słońcem
[The Spacelords „Liquid Sun” - recenzja]

Klasycy i ojcowie chrzestni space-rocka, czyli brytyjska formacja Hawkwind, wciąż żyje i ma się dobrze. Nie wykazuje najmniejszej chęci na abdykację i przekazanie tronu następcom. A jest ich wielu. Niektórzy nawet nerwowo przebierają nóżkami, aby wkroczyć na salony. Na szczęście nie dotyczy to Niemców z zespołu The Spacelords – oni już na salonach brylują od paru lat. A najnowszym albumem – „Liquid Sun” – jedynie potwierdzili swoje ambicje.

The Spacelords
‹Liquid Sun›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLiquid Sun
Wykonawca / KompozytorThe Spacelords
Data wydania23 stycznia 2016
NośnikCD
Czas trwania43:49
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Matthias Wettstein, Akee Kazmaier, Marcus Schnitzler, Didi Holzner
Utwory
CD1
1) Liquid Sun13:01
2) Spaceship Breakdown09:38
3) Black Hole21:11
Wyszukaj / Kup
Raguhn-Jeßnitz to niewielkie, zaledwie dziesięciotysięczne miasteczko położone w kraju związkowym Saksonia-Anhalt na terenie dawnej Niemieckiej Republiki Demokratycznej. I pewnie mało kto by o nim kiedykolwiek usłyszał, gdyby w czasach nam współczesnych nie stało się bazą wypadkową spacerokcowego tria The Spacelords. Grupa ta powstała w kwietniu 2008 roku z inspiracji perkusisty Marcusa Schnitzlera, który do współpracy zaprosił gitarzystę Matthiasa Wettsteina oraz basistę Klausa Werza. Co ciekawe, w chwili założenia zespołu żaden z nich nie był już młodzieniaszkiem, chociaż na profesjonalnej scenie muzycznej dopiero debiutowali. Klaus młodość spędził w Związku Radzieckim i tam też – jako perkusista – pod koniec lat 70. XX wieku zaczynał swą przygodę z muzyką rockową; dopiero później przerzucił się na gitarę solową, aby po dwudziestu latach – z inicjatywy Marcusa – dokonać kolejnej wolty i ostatecznie zostać basistą. Matthias też w młodych latach korzystał z uroków życia; zafascynowany kulturą hippisowską często podróżował do Indii, wpływy tych eskapad do dzisiaj słyszalne są w jego dokonaniach artystycznych. Z kolei Schnitzler poznawanie świata rozpoczął stosunkowo późno, bo dopiero na początku lat 90. zaczął odwiedzać Afrykę Północną – głównie po to, by studiować – mocno opartą na rytmie – muzykę ludową tego regionu.
W kontekście powyższego trudno się dziwić, że profesjonalną karierę muzyczną panowie rozpoczęli w tak dojrzałym wieku. Ale gdy już jej się poświęcili, to całym sercem. Debiutancki album, podobnie zresztą jak dwa kolejne, wydali własnym sumptem; nosił on tytuł „Spacelords” (2010), a w jego nagraniu Matthiasa, Klausa i Marcusa wspomógł flecista Reinhold Pape. Rok później ukazał się, nagrany już tylko w trio, „Dimension 7”, a po dwóch kolejnych latach – koncertówka „Live @ Psychedelic Network Festival 2012”. I dopiero w tym momencie na Niemców zwróciły uwagę wytwórnie płytowe; ostatecznie podpisali kontrakt z Sulatron Records, która publikuje także inne formacje z kręgi space-rocka (jak chociażby Electric Moon, Sula Bassana czy Yuri Gagarin). Z jej szyldem na okładce ukazała się wysoko oceniona przez krytyków płyta „Synapse” (2014). Tym bardziej może dziwić fakt, że po jej wydaniu z kolegami rozstał się Klaus Werz, którego niebawem zastąpił Akee Kazmaier.
W nowym rozdaniu personalnym 6 marca 2015 roku grupa weszła do studia, aby „na setkę” nagrać materiał na nowy krążek; dopiero później dograno partie gitary akustycznej, organów Hammonda, perkusjonalia oraz przeróżne efekty dźwiękowe. Za klawisze odpowiedzialny był gość specjalny – Didi Holzner, od końca lat 70. do końca lat 90. udzielający się w alternatywnej formacji Schwoißfuaß. Nowa płyta otrzymała tytuł „Liquid Sun” i ukazała się w styczniu tego roku w dwóch wersjach: na kompakcie wydał ją sam zespół (specjalnie w tym celu muzycy założyli firmę Spacetemple Records), natomiast na winylu – mająca siedzibę w Krefeld wytwórnia Tonzonen Records. Regularność The Spacelords w publikowaniu kolejnych albumów może zaskakiwać także z tego powodu, że od trzech lat Schnitzler aktywnie udziela się w jeszcze jednej formacji – jest perkusistą Electric Moon, z którym w tym czasie zdążył wziąć udział w nagraniu czterech wydawnictw: „Perfomed Live at United Club” (2013), „Mind Explosion”, „Innside Outside” (oba z 2014 roku) oraz „Theory of Mind” (2015). Nie da się też ukryć, że dokonania obu grup zaczęły w tym czasie wykazywać wiele elementów wspólnych, ale wcale nie oznacza to, że można dzisiaj obie formacje pomylić. The Spacelords wciąż zachowuje stylistyczną odrębność.
Na „Liquid Sun” trafiły zaledwie trzy kompozycje, ale ich czas trwania – idący w parze z jakością – musi budzić szacunek. To niemal czterdzieści cztery minuty muzyki! Płytę otwiera utwór tytułowy, świetne łączący wpływy space rocka ze stoner metalem, o co dba przede wszystkim Matthias Wettstein. To jego gitara wydaje pierwsze dźwięki, wciągając do dalszej zabawy pozostałych instrumentalistów. Partie gitary, basu, perkusji i dogranych post fatum klawiszy nawarstwiają się, w efekcie czego muzyka zyskuje na sile i dynamice. Powtarzający się przez cały czas motyw wprowadza natomiast słuchaczy w hipnotyczno-transowy stan, do którego jako bonus Niemcy dorzucają jeszcze sporą porcję nostalgii. W podobnym klimacie utrzymany jest początek „Spaceship Breakdown” – z tą różnicą, że od pierwszych sekund tło wypełniają w nim serwujące psychodeliczno-„kwasowe” akordy syntezatory Didiego Holznera, do których z czasem dołącza motoryczna, hardrockowa gitara Matthiasa Wettsteina. Wszystko to sprawia, że wschodnioniemieckie (nie mylić tym razem z NRD) trio zbliża się do stylistyki Hawkwind jak nigdy wcześniej.
Na koniec – w wersji winylowej jest to cała strona B czarnego krążka – zespół umieścił dwudziestojednominutowe „Black Hole”, kompozycję nie tylko najbardziej rozbudowaną, ale także najbardziej różnorodną. Długi rozbieg zapewnia tu gitara elektryczna (tym razem brzmiąca nadzwyczaj sterylnie), w tle której pojawiają się smaczki elektroniczne, na tyle subtelne jednak, że nie kradną „widowiska” Wettsteinowi. Raczej obudowują główny motyw, wokół którego swoją partię konstruują również członkowie sekcji rytmicznej. Akee Kazmaier i Marcus Schnitzler odpowiedzialni są także za wprowadzanie swoistego transu, który kompletnie zasysa uwagę słuchaczy. Dopiero w ostatnich minutach Matthias stara się przełamać nastrój, podkręcając nieco tempo i decydując się na kolejną, utrzymaną w hardrockowej stylistyce solówkę gitary. To moment kulminacyjny utworu. Od tej chwili Niemcy stopniowo spowalniają rytm, aż do – jak można mniemać – całkowitego zatrzymania. Nie jest nam tego jednak dane usłyszeć, albowiem chwilę wcześniej muzyka zostaje wyciszona. Tym sposobem podróż najnowszym okrętem flagowym The Spacelords, jakim jest „Liquid Sun”, dobiega końca. Pozostają wspomnienia, towarzyszące nam emocje, zapadające w pamięć motywy. I nieodparta chęć, aby po chwili odpoczynku wyruszyć w dalszą drogę.
koniec
10 maja 2016
Skład:
Matthias Wettstein – gitara elektryczna, gitara akustyczna, efekty elektroniczne
Akee Kazmaier – gitara basowa, efekty elektroniczne
Marcus Schnitzler – perkusja, instrumenty perkusyjne, efekty elektroniczne
gościnnie:
Didi Holzner – instrumenty klawiszowe

Komentarze

07 VI 2019   18:21:48

Genialny zespół i rewelacyjny album

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Norwegowie w kosmosie
Sebastian Chosiński

18 VII 2019

17 lipca minęła kolejna – już pięćdziesiąta druga – rocznica śmierci amerykańskiego saksofonisty Johna Coltrane’a, jednego z najwybitniejszych artystów w historii jazzu improwizowanego. Gdy jednak słucha się takich albumów, jak tegoroczny „Mayhall’s Object” zespołu Instant Light Jørgena Mathisena, można odnieść wrażenie, że Coltrane wciąż żyje i ma się wyśmienicie.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Uważajcie na to, co lata nad naszymi głowami
Sebastian Chosiński

16 VII 2019

Pięć lat! Tyle zajęło Norwegom podjęcie decyzji o wydaniu płyty. Co dziwi tym bardziej, że materiał mieli już gotowy w grudniu 2016 roku. Cóż, niezbadane są wyroki boskie i nie nam, maluczkim, oceniać, dlaczego kwartet Red Kite tak długo zwlekał z publikacją debiutanckiego albumu. Zwłaszcza że znalazła się na nim doskonała muzyka.

więcej »

Krótko o muzyce: Czerwony Mór w domu Usherów
Sebastian Chosiński

11 VII 2019

Jeśli lubicie się bać, a jednocześnie nie stronicie od awangardy i bliska Wam jest muzyka filmowa – mam dla Was idealną propozycję na letnie noce. To kolejna solowa płyta Johna Zorna z serii „The Hermetic Organ”, tym razem poświęcona twórczości klasyka amerykańskiej literatury grozy Edgara Allana Poego.

więcej »

Polecamy

Jesteś moim sercem, jesteś moją duszą

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Jesteś moim sercem, jesteś moją duszą
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

To jest Gość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Black pop
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

O rajdowcu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Echa – suplement
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Prawdziwe talenty znajdziemy na ulicy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Melinda na kwasie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tango z Morskiego Oka (w Warszawie)
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Cała ta miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Stylowe, jak Chevrolet El Camino z 1968
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.