Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

The Spacelords
‹Liquid Sun›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLiquid Sun
Wykonawca / KompozytorThe Spacelords
Data wydania23 stycznia 2016
NośnikCD
Czas trwania43:49
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Matthias „Hazi” Wettstein, Erhard „Akee” Kazmaier, Marcus Schnitzler, Didi Holzner
Utwory
CD1
1) Liquid Sun13:01
2) Spaceship Breakdown09:38
3) Black Hole21:11
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: W pogoni za rozpływającym się słońcem
[The Spacelords „Liquid Sun” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Klasycy i ojcowie chrzestni space-rocka, czyli brytyjska formacja Hawkwind, wciąż żyje i ma się dobrze. Nie wykazuje najmniejszej chęci na abdykację i przekazanie tronu następcom. A jest ich wielu. Niektórzy nawet nerwowo przebierają nóżkami, aby wkroczyć na salony. Na szczęście nie dotyczy to Niemców z zespołu The Spacelords – oni już na salonach brylują od paru lat. A najnowszym albumem – „Liquid Sun” – jedynie potwierdzili swoje ambicje.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: W pogoni za rozpływającym się słońcem
[The Spacelords „Liquid Sun” - recenzja]

Klasycy i ojcowie chrzestni space-rocka, czyli brytyjska formacja Hawkwind, wciąż żyje i ma się dobrze. Nie wykazuje najmniejszej chęci na abdykację i przekazanie tronu następcom. A jest ich wielu. Niektórzy nawet nerwowo przebierają nóżkami, aby wkroczyć na salony. Na szczęście nie dotyczy to Niemców z zespołu The Spacelords – oni już na salonach brylują od paru lat. A najnowszym albumem – „Liquid Sun” – jedynie potwierdzili swoje ambicje.

The Spacelords
‹Liquid Sun›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLiquid Sun
Wykonawca / KompozytorThe Spacelords
Data wydania23 stycznia 2016
NośnikCD
Czas trwania43:49
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Matthias „Hazi” Wettstein, Erhard „Akee” Kazmaier, Marcus Schnitzler, Didi Holzner
Utwory
CD1
1) Liquid Sun13:01
2) Spaceship Breakdown09:38
3) Black Hole21:11
Wyszukaj / Kup
Raguhn-Jeßnitz to niewielkie, zaledwie dziesięciotysięczne miasteczko położone w kraju związkowym Saksonia-Anhalt na terenie dawnej Niemieckiej Republiki Demokratycznej. I pewnie mało kto by o nim kiedykolwiek usłyszał, gdyby w czasach nam współczesnych nie stało się bazą wypadkową spacerokcowego tria The Spacelords. Grupa ta powstała w kwietniu 2008 roku z inspiracji perkusisty Marcusa Schnitzlera, który do współpracy zaprosił gitarzystę Matthiasa Wettsteina oraz basistę Klausa Werza. Co ciekawe, w chwili założenia zespołu żaden z nich nie był już młodzieniaszkiem, chociaż na profesjonalnej scenie muzycznej dopiero debiutowali. Klaus młodość spędził w Związku Radzieckim i tam też – jako perkusista – pod koniec lat 70. XX wieku zaczynał swą przygodę z muzyką rockową; dopiero później przerzucił się na gitarę solową, aby po dwudziestu latach – z inicjatywy Marcusa – dokonać kolejnej wolty i ostatecznie zostać basistą. Matthias też w młodych latach korzystał z uroków życia; zafascynowany kulturą hippisowską często podróżował do Indii, wpływy tych eskapad do dzisiaj słyszalne są w jego dokonaniach artystycznych. Z kolei Schnitzler poznawanie świata rozpoczął stosunkowo późno, bo dopiero na początku lat 90. zaczął odwiedzać Afrykę Północną – głównie po to, by studiować – mocno opartą na rytmie – muzykę ludową tego regionu.
W kontekście powyższego trudno się dziwić, że profesjonalną karierę muzyczną panowie rozpoczęli w tak dojrzałym wieku. Ale gdy już jej się poświęcili, to całym sercem. Debiutancki album, podobnie zresztą jak dwa kolejne, wydali własnym sumptem; nosił on tytuł „Spacelords” (2010), a w jego nagraniu Matthiasa, Klausa i Marcusa wspomógł flecista Reinhold Pape. Rok później ukazał się, nagrany już tylko w trio, „Dimension 7”, a po dwóch kolejnych latach – koncertówka „Live @ Psychedelic Network Festival 2012”. I dopiero w tym momencie na Niemców zwróciły uwagę wytwórnie płytowe; ostatecznie podpisali kontrakt z Sulatron Records, która publikuje także inne formacje z kręgi space-rocka (jak chociażby Electric Moon, Sula Bassana czy Yuri Gagarin). Z jej szyldem na okładce ukazała się wysoko oceniona przez krytyków płyta „Synapse” (2014). Tym bardziej może dziwić fakt, że po jej wydaniu z kolegami rozstał się Klaus Werz, którego niebawem zastąpił Akee Kazmaier.
W nowym rozdaniu personalnym 6 marca 2015 roku grupa weszła do studia, aby „na setkę” nagrać materiał na nowy krążek; dopiero później dograno partie gitary akustycznej, organów Hammonda, perkusjonalia oraz przeróżne efekty dźwiękowe. Za klawisze odpowiedzialny był gość specjalny – Didi Holzner, od końca lat 70. do końca lat 90. udzielający się w alternatywnej formacji Schwoißfuaß. Nowa płyta otrzymała tytuł „Liquid Sun” i ukazała się w styczniu tego roku w dwóch wersjach: na kompakcie wydał ją sam zespół (specjalnie w tym celu muzycy założyli firmę Spacetemple Records), natomiast na winylu – mająca siedzibę w Krefeld wytwórnia Tonzonen Records. Regularność The Spacelords w publikowaniu kolejnych albumów może zaskakiwać także z tego powodu, że od trzech lat Schnitzler aktywnie udziela się w jeszcze jednej formacji – jest perkusistą Electric Moon, z którym w tym czasie zdążył wziąć udział w nagraniu czterech wydawnictw: „Perfomed Live at United Club” (2013), „Mind Explosion”, „Innside Outside” (oba z 2014 roku) oraz „Theory of Mind” (2015). Nie da się też ukryć, że dokonania obu grup zaczęły w tym czasie wykazywać wiele elementów wspólnych, ale wcale nie oznacza to, że można dzisiaj obie formacje pomylić. The Spacelords wciąż zachowuje stylistyczną odrębność.
Na „Liquid Sun” trafiły zaledwie trzy kompozycje, ale ich czas trwania – idący w parze z jakością – musi budzić szacunek. To niemal czterdzieści cztery minuty muzyki! Płytę otwiera utwór tytułowy, świetne łączący wpływy space rocka ze stoner metalem, o co dba przede wszystkim Matthias Wettstein. To jego gitara wydaje pierwsze dźwięki, wciągając do dalszej zabawy pozostałych instrumentalistów. Partie gitary, basu, perkusji i dogranych post fatum klawiszy nawarstwiają się, w efekcie czego muzyka zyskuje na sile i dynamice. Powtarzający się przez cały czas motyw wprowadza natomiast słuchaczy w hipnotyczno-transowy stan, do którego jako bonus Niemcy dorzucają jeszcze sporą porcję nostalgii. W podobnym klimacie utrzymany jest początek „Spaceship Breakdown” – z tą różnicą, że od pierwszych sekund tło wypełniają w nim serwujące psychodeliczno-„kwasowe” akordy syntezatory Didiego Holznera, do których z czasem dołącza motoryczna, hardrockowa gitara Matthiasa Wettsteina. Wszystko to sprawia, że wschodnioniemieckie (nie mylić tym razem z NRD) trio zbliża się do stylistyki Hawkwind jak nigdy wcześniej.
Na koniec – w wersji winylowej jest to cała strona B czarnego krążka – zespół umieścił dwudziestojednominutowe „Black Hole”, kompozycję nie tylko najbardziej rozbudowaną, ale także najbardziej różnorodną. Długi rozbieg zapewnia tu gitara elektryczna (tym razem brzmiąca nadzwyczaj sterylnie), w tle której pojawiają się smaczki elektroniczne, na tyle subtelne jednak, że nie kradną „widowiska” Wettsteinowi. Raczej obudowują główny motyw, wokół którego swoją partię konstruują również członkowie sekcji rytmicznej. Akee Kazmaier i Marcus Schnitzler odpowiedzialni są także za wprowadzanie swoistego transu, który kompletnie zasysa uwagę słuchaczy. Dopiero w ostatnich minutach Matthias stara się przełamać nastrój, podkręcając nieco tempo i decydując się na kolejną, utrzymaną w hardrockowej stylistyce solówkę gitary. To moment kulminacyjny utworu. Od tej chwili Niemcy stopniowo spowalniają rytm, aż do – jak można mniemać – całkowitego zatrzymania. Nie jest nam tego jednak dane usłyszeć, albowiem chwilę wcześniej muzyka zostaje wyciszona. Tym sposobem podróż najnowszym okrętem flagowym The Spacelords, jakim jest „Liquid Sun”, dobiega końca. Pozostają wspomnienia, towarzyszące nam emocje, zapadające w pamięć motywy. I nieodparta chęć, aby po chwili odpoczynku wyruszyć w dalszą drogę.
koniec
10 maja 2016
Skład:
Matthias Wettstein – gitara elektryczna, gitara akustyczna, efekty elektroniczne
Akee Kazmaier – gitara basowa, efekty elektroniczne
Marcus Schnitzler – perkusja, instrumenty perkusyjne, efekty elektroniczne
gościnnie:
Didi Holzner – instrumenty klawiszowe

Komentarze

07 VI 2019   18:21:48

Genialny zespół i rewelacyjny album

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Poobiednie lenistwo
Sebastian Chosiński

19 X 2021

Po „Continuation” i „Suicie słonecznej” nadeszła pora na „Afternoon” – trzeci album z archiwaliami Koman Bandu. Tym razem do słuchaczy trafiły nagrania z 1981 roku, stylistycznie dalekie od tego, co zespół grał w latach 70. Dla wielbicieli fusion płyta może być lekkim rozczarowaniem, ale ci, którzy gustują w instrumentalnym funku i soulu będą na pewno ukontentowani.

więcej »

Śpij, kochanie, po słonecznej stronie ulicy
Sebastian Chosiński

14 X 2021

Materiał opublikowany na „Saxesful Vol. II” przez trzy lata spoczywał w archiwum. Trębacz Piotr Schmidt zdecydował się upublicznić go latem tego roku, dedykując przy okazji swemu zmarłemu miesiąc wcześniej ojcu – postaci ważnej nie tylko, co oczywiste, dla samego artysty, ale całego polskiego jazzu. Podobnie jak w przypadku „Saxesful”, tu również słyszymy wspomagających Kwartet Schmidta wybitnych polskich saksofonistów.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Tradycja jest warownym murem
Sebastian Chosiński

12 X 2021

Three Seasons, Siena Riot, Witchcraft – to zespoły, których nazwy nie są obce żadnemu wielbicielowi skandynawskiego hard rocka i metalu. To teraz wyobraźcie sobie, że z każdej z tych formacji wybieramy jednego muzyka i tworzymy z nich supertrio. Jak mogłoby się nazywać? Nie będzie Wooden Fields. A tytuł płyty? Żeby za dużo nie kombinować – taki sam!

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.