Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 12 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Luxtorpeda
‹MYWASWYNAS›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMYWASWYNAS
Wykonawca / KompozytorLuxtorpeda
Data wydania1 kwietnia 2016
NośnikCD
Gatunekmetal, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Pozdrawiamy
2) Zerwali sieć
3) Jak husaria
4) Księgowy
5) Silnalina
6) MYWASWYNAS
7) Siódme
8) Mazanic
9) Iglo
10) Dziury po ospie
11) Imago
Wyszukaj / Kup

SilnaPłyta
[Luxtorpeda „MYWASWYNAS” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Najnowszy album Luxtorpedy "MYWASWYNAS" najlepiej słuchać… na koncercie, kiedy tłum, wraz z Litzą i Hansem, wykrzykuje nośne hasła zawarte w utworach. Taką scenę mam w każdym razie przed oczami, słuchając tego wydawnictwa.

Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

SilnaPłyta
[Luxtorpeda „MYWASWYNAS” - recenzja]

Najnowszy album Luxtorpedy "MYWASWYNAS" najlepiej słuchać… na koncercie, kiedy tłum, wraz z Litzą i Hansem, wykrzykuje nośne hasła zawarte w utworach. Taką scenę mam w każdym razie przed oczami, słuchając tego wydawnictwa.

Luxtorpeda
‹MYWASWYNAS›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
70,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMYWASWYNAS
Wykonawca / KompozytorLuxtorpeda
Data wydania1 kwietnia 2016
NośnikCD
Gatunekmetal, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Pozdrawiamy
2) Zerwali sieć
3) Jak husaria
4) Księgowy
5) Silnalina
6) MYWASWYNAS
7) Siódme
8) Mazanic
9) Iglo
10) Dziury po ospie
11) Imago
Wyszukaj / Kup
Luxtorpeda to absolutny fenomen na rodzimej scenie muzycznej. Pomimo kilku ewidentnych przebojów, jak „Autystyczny” czy „Mambałaga”, tak naprawdę zespół nie gra łatwej muzyki. Do tego dochodzą nie zawsze oczywiste teksty, w których autorzy jasno dają do zrozumienia, że reprezentują wrażliwość chrześcijańską. Choć pozbawione są kaznodziejskiej maniery, co jest główną wadą tak zwanego chrześcijańskiego rocka, to jednak daleko im do tradycyjnego, popowego schematu. A kiedy wspomni się jeszcze, że członkowie formacji nie należą do osób specjalnie medialnych, nie lansują się na ściankach, ani nie pojawiają się w przeróżnych programach, wypowiadając się na każdy temat, wydaje się, że są skazani na komercyjną porażkę. Ewentualnie mogą być znani w wąskich kręgach undergroundowych. A jednak tak nie jest. Albumy Luxtorpedy sprzedają się rewelacyjnie, na koncerty ściągają tłumy fanów, a kolejne single doceniane są na antenach rockowych rozgłośni.
Na pewno nie inaczej będzie z „MYWASWYNAS”, który to album z bardzo dobrym skutkiem kontynuuje muzyczną drogę wyznaczoną na debiucie. Mamy więc ostre riffy, melodyjne refreny, gęstą pracę sekcji rytmicznej, wydzierającego się Litzę i rapującego z pasją Hansa. Czyli wszystkie elementy, które składają się na styl Luxtorpedy. Można się było tylko się obawiać o kondycję samych muzyków. W końcu to już czwarty album zespołu wydany w przeciągu sześciu lat od jego powstania. W dzisiejszych czasach rzecz niemal unikalna. Z drugiej strony w latach 70. niejednokrotnie wydawano po dwa krążki w jednym roku i nikomu to nie przeszkadzało. Taki Led Zeppelin w tym czasie miał na koncie o jeden longplay więcej i każdy dziś jest uważany za genialny.
Z Luxtorpedą oczywiście nie jest tak dobrze, ponieważ poprzednie jej wydawnictwo, o karkołomnym tytule „A morał tej historii mógłby być taki, mimo że cukrowe, to jednak buraki”, choć zawierało kilka mocnych pozycji, to jednak jako całość zdradzało syndrom zmęczenia materiału. Przynajmniej w porównaniu ze świetnymi poprzednikami. „MYWASWYNAS” na szczęście dowodzi, że Litza z kolegami nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.
A właśnie, skoro już przy ty jesteśmy, to mam wrażenie, że wyraz „słowo” jest kluczem do zrozumienia tego krążka. Choć muzycznie zdarzają się delikatne wyskoki, jak ładna, nieprzesterowana zagrywka gitarowa w „Silnalina”, lekko funkowy rytm w „Siódme”, podorientalizowany „Mazanic” czy wreszcie chóralne wykonanie a capella „MYWASWYNAS” (w nagraniu wzięli udział członkowie oficjalnego fanklubu zespołu), to jednak zdecydowana większość nastawiona jest na ostrą jazdę do przodu. Dlatego też wydaje mi się, że panowie wolą skupić się na tekstach niż na muzycznych fajerwerkach. A że mają do przekazania sporo, czasem natłok słów zdaje się przytłaczać słuchacza i szczerze mówiąc, mniej więcej od połowy płyty zaczyna to być męczące, zwłaszcza że kończą się przeboje. Najlepszym tego przykładem jest najdłuższy utwór na płycie, „Dziury po ospie”. Jedyne, co zostaje w głównie po jego wysłuchaniu, to melodyjne gitarowe solo na końcu.
Na szczęście jest też całkiem sporo momentów nadrabiających te słabsze kawałki. Już otwierający krążek „Pozdrawiamy!” to konkretny, riffowy cios ze świetnym tekstem i refrenem w sam raz do skandowania wraz z zespołem w czasie koncertu. Takich rzeczy jest więcej, że wymienię tylko „Silnalina”, Księgowy”, utwór tytułowy i oczywiście „Jak husaria”, która na pewno stanie się takim samym pewniakiem w czasie występów, jak „Hymn” z drugiej płyty (aż ciarki przechodzą na myśl, jak to zabrzmi na takim Przystanku Woodstock – czekam na ewentualne DVD).
„MYWASWYNAS” niewiele zmienia w twórczości Luxtorpedy (może tylko produkcja jest bardziej czytelna niż ostatnio), ale przecież nie o żadną rewolucję tu chodzi, tylko o porcję dobrej muzyki, okraszonej mądrymi, niebanalnymi tekstami. I choć trafiają się na niej momenty mniej przekonujące, to jednak całościowo nie burzą dobrego wrażenia. I jeszcze raz powtórzę – o jakości tego materiału przekonamy się, gdy zagrają ten materiał na żywo. A że zbliża się lato i czas festiwali, będzie można osobiście się o tym przekonać.
koniec
26 maja 2016

Komentarze

26 V 2016   09:16:35

"w nagraniu wzięli udział najwięksi członkowie oficjalnego fanklubu zespołu". Od 25 cm wzwyż? (wzdłuż?)

26 V 2016   11:58:03

Sorry to wynik nowatorskiego remiksu testu pierwotnego z wersją ostateczną. Poprawione

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Gdzie się podziały emocje?
Sebastian Chosiński

11 V 2021

Wyszedłszy przed paroma laty na prostą ze swoją nieco zagmatwaną dyskografią, norweski duet Jordsjø (wspomagany przez zapraszanych do studia gości), regularnie publikuje kolejne płyty. Wydana przed kilkoma dniami „Pastroralia” tradycyjnie powinna spodobać się wielbicielom rocka progresywnego wymieszanego ze skandynawskim folkiem. To idealna propozycja dla tych, którym podoba się – chociażby – Tusmørke.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Przetarty szlak i skoki w bok
Sebastian Chosiński

6 V 2021

Serbski kwartet Eyot (bądź EYOT – taka pisownia również bywa przez muzyków stosowana) nie rozpieszcza wielbicieli. Ostatnio na swoje kolejne płyty każe bowiem czekać aż trzy lata. Tyle czasu minęło pomiędzy ukazaniem się albumów „Similarity” i „Innate” i tyle też trzeba było czekać na ukazanie się „557799”. Inna sprawa, że kiedy już dostajemy do ręki nowe dzieło grupy Dejana Ilijicia – na pewno nie czujemy się zawiedzeni.

więcej »

Gdyby Puebla leżała na Śląsku…
Sebastian Chosiński

4 V 2021

Przed laty ważną pozycję w polskim jazzie i rocku zdobył kubański perkusjonista José Torres; dzisiaj w jego ślady może pójść inny Latynos – meksykański skrzypek Eduardo Bortolotti (Lopez). Nad Wisłą osiedlił się on dziewięć lat temu, a w tym roku wydał swój debiutancki album – „Huapango Nights” – na którym połączył wpływy muzyki ludowej z Ameryki Środkowej z typowo europejskim jazzem.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Daj się pożreć… „Robakom”!
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Nie wszystko da się rozstrzygnąć na ringu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Batman wraca do miasta
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zacne sędziowskie archiwa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Włoski western (niekoniecznie spaghetti)
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Po tamtej stronie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nanopandemia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dziesięć filmów Michaela Baya w jednym
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly, metal i RPG
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nie tędy droga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Catwoman miała pieskie życie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.