Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Bobby Previte & The Visitors
‹Gone›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGone
Wykonawca / KompozytorBobby Previte & The Visitors
Data wydania20 lipca 2016
Wydawca For Tune
NośnikCD
Czas trwania49:36
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Michael Gamble, Michael Kammers, Kurt Kotheimer, Bobby Previte
Utwory
CD1
1) The Saint06:31
2) Client 907:20
3) I-506:44
4) The Inexorable March Towards Brutality08:25
5) California 1707:35
6) Figure / Ground13:01
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Przeminęło, lecz wciąż pozostaje
[Bobby Previte & The Visitors „Gone” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W świecie jazzu i fusion wcale nie zdarza się rzadko, aby liderami formacji byli perkusiści. Wystarczy wspomnieć artystów takiego formatu, jak Tony Williams, Mani Neumeier, Paal Nilssen-Love czy nasz rodak Kazimierz Jonkisz. Do tego grona już ponad ćwierć wieku temu dołączył Amerykanin Bobby Previte, współtwórca kilku grup. Ta najświeższa to The Visitors, którą nową, koncertową płytę – „Gone” – wydała właśnie polska firma For Tune.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Przeminęło, lecz wciąż pozostaje
[Bobby Previte & The Visitors „Gone” - recenzja]

W świecie jazzu i fusion wcale nie zdarza się rzadko, aby liderami formacji byli perkusiści. Wystarczy wspomnieć artystów takiego formatu, jak Tony Williams, Mani Neumeier, Paal Nilssen-Love czy nasz rodak Kazimierz Jonkisz. Do tego grona już ponad ćwierć wieku temu dołączył Amerykanin Bobby Previte, współtwórca kilku grup. Ta najświeższa to The Visitors, którą nową, koncertową płytę – „Gone” – wydała właśnie polska firma For Tune.

Bobby Previte & The Visitors
‹Gone›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGone
Wykonawca / KompozytorBobby Previte & The Visitors
Data wydania20 lipca 2016
Wydawca For Tune
NośnikCD
Czas trwania49:36
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Michael Gamble, Michael Kammers, Kurt Kotheimer, Bobby Previte
Utwory
CD1
1) The Saint06:31
2) Client 907:20
3) I-506:44
4) The Inexorable March Towards Brutality08:25
5) California 1707:35
6) Figure / Ground13:01
Wyszukaj / Kup
Bobby Previte pojawił się w Polsce wraz ze swymi kolegami w styczniu 2015 roku. Zagrał wtedy koncert w warszawskim 12on14 Jazz Clubie przy ulicy Piwnej na Starym Mieście (dopiero później został on przeniesiony na Noakowskiego, gdzie działa po dziś dzień). Występ był porywający, więc bardzo dobrze się stało, że choć z półtorarocznym opóźnieniem, to jednak trafił on do rąk słuchaczy za pośrednictwem będącej w permanentnej ofensywie wydawniczej wytwórni For Tune. Kim jest lider zespołu? Urodził się w Niagara Falls w stanie Nowy Jork w 1951 roku. Karierę zaczynał już jako dziecko, grając na gitarze. Na perkusję przerzucił się dopiero po latach, kiedy rozpoczął studia na uniwersytecie w Buffalo. Uczył się ekonomii, ale jednocześnie zgłębiał tajniki gry na bębnach. Jako dwudziestoośmiolatek podjął jedną z najważniejszych decyzji w swoim dotychczasowym życiu – nie tylko przeniósł się na stałe do Nowego Jorku, ale postanowił zarabiać na życie jako artysta. Szybko wkroczył do świata jazzu, nawiązując współpracę między innymi z Johnem Zornem, Wayne’em Horvitzem, Elliottem Sharpem czy Jamie Saftem. Jednocześnie zaczął nagrywać płyty solowe; dzisiaj – jako lider bądź muzyk sesyjny – ma na koncie prawdopodobnie ponad setkę wydawnictw.
The Visitors to jego najnowszy projekt, do udziału w którym zaprosił muzyków znacznie od siebie młodszych i tym samym nieporównywalnie mniej doświadczonych: gitarzystę Michaela Gamble’a, saksofonistę i klawiszowca Michaela Kammersa (znanego z nagrywającej dla Tzadik Records Johna Zorna jazzrockowej formacji The Suite Unraveling) oraz kontrabasistę Kurta Kotheimera (w minionej dekadzie udzielającego się we freejazzowym kwartecie Erniego Krivdy). Sam nie tylko zagrał na perkusji, ale był również kompozytorem i aranżerem wszystkich utworów. Czego można się po albumie „Gone” spodziewać? Pewne jest jedno – nie tylko free jazzu; ta płyta to również (w kilku momentach) porcja znakomitego, zagranego z ogromną werwą i emocjami jazz-rocka, którego nie powstydziliby się klasycy gatunku. Kto więc, idąc na koncert bądź teraz wkładając krążek do odtwarzacza, będzie oczekiwał jedynie wysublimowanych dźwięków gitary i saksofonu czy nastrojowych pasaży rytmicznych – może przeżyć prawdziwy szok. Oczywiście w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu.
Album otwiera utwór „The Saint” – i jest to bardzo mocne jazzrockowe wejście w temat. Sekcję rytmiczną wspomaga tu jeszcze gitarzysta, na pierwszy plan wybija się natomiast saksofon tenorowy Kammersa – z początku brzmiący zaskakująco klasycznie, z czasem jednak coraz bardziej free. Aż do przesilenia, po którym na placu boju przez chwilę pozostaje tylko kontrabas, potem dołączają do niego kolejne instrumenty. Gdy zespół wraca już na normalne tory, zaczyna się z kolei kombinowanie na potęgę. Momentami aż trudno nadążyć za rytmicznymi wygibasami Kotheimera i Previte’a, ale z drugiej strony śledzenie pozostawianych przez nich śladów jest prawdziwą intelektualną łamigłówką. Na koniec The Visitors ponownie dają kopa, przekonując tym samym, że w świecie rocka również by sobie poradzili. „Client 9” wprowadza zupełnie inny nastrój – klimatyczna gitara Gamble’a i melancholijny saksofon sprawiają, że można się zadumać. I nawet kiedy muzycy podkręcają tempo, wciąż utrzymują ten sam nostalgiczny klimat (duża w tym zasługa gitarzysty, który sięga po patenty charakterystyczne dla amerykańskiego folk-rocka).
Początek „I-5” sugeruje, że będziemy mieć do czynienia z podobnym rozwiązaniem, ale już po minucie niemal wszystko zmienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Nie rezygnując z przebijającej z każdej nuty tęsknoty, Previte i The Visitors dodają mocy. Całość wieńczy zaś porywająca solówka na gitarze, w tle której pojawia się nad wyraz smakowita partia organów (za którą odpowiada Michael Kammers). W „The Inexorable March Towards Brutality” muzycy wracają na tory mroczno-jazzowe – ponownie zaczynają się rytmiczne kombinacje, nie brakuje także improwizacji solowych (choć bez typowego dla free jazzu szaleństwa). Przebija z nich jednak melodia, a dodatkowymi „smakołykami” są pojedyncze dźwięki klawiszy. Dopiero na koniec Kammers, tym razem biorąc do ręki dęciaka, pozwala sobie na freejazzowy odlot. Drugi – po „I-5” – najmocniejszy punkt programu to utwór „California 17”, oparty przede wszystkim na motywach klawiszowych (organów i fortepianu). Pozostałe instrumenty służą tu jedynie wsparciem, choć oczywiście bez nich nie brzmiałoby to tak rasowo. Uwagę przykuwa zwłaszcza pełen powłóczystych dźwięków duet gitary i organów, z którego w ostatnim fragmencie zwycięsko wychodzi ta pierwsza.
Zagrany na finał trzynastominutowy „Figure / Ground” otwiera solowy popis lidera. Wcześniej Bobby Previte unikał wciskania się pomiędzy pozostałych instrumentalistów, teraz już wiemy dlaczego – pozostawił sobie czas na koniec. Nie oznacza to jednak, że przez cały czas skazani jesteśmy tylko na obcowanie z jednym instrumentem. Po nieco ponad dwóch minutach do lidera dołączają pozostali muzycy. Michael Gamble pozwala sobie na rozbudowaną improwizację gitarową, później jego miejsce zajmuje – w tym samym celu – sekcja rytmiczna. Gdy Previte i Kotheimer prowadzą ze sobą spokojną dyskusję, Gamble i Kammers wypełniają tło nastrojowymi barwami. Choć z biegiem czasu ten ostatni ma coraz więcej do powiedzenia – jego majestatycznie brzmiące organy są tym, co pozostaje ze słuchaczami jeszcze na długo po wybrzmieniu ostatniego dźwięku. „Gone” wypełnia pięćdziesiąt minut muzyki – dokładnie tyle, by cieszyć się każdym fragmentem tej płyty bez choćby odrobiny znudzenia. Co istotniejsze, zawartość albumu jest w stanie zadowolić nie tylko wielbicieli jazzu.
koniec
18 sierpnia 2016
Skład:
Michael Gamble – gitara elektryczna
Michael Kammers – saksofon tenorowy, organy, fortepian
Kurt Kotheimer – kontrabas
Bobby Previte – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Twardziele z Zagłębia Ruhry
Sebastian Chosiński

11 XI 2021

Postindustrialne krajobrazy różnie wpływają na mieszkańców regionów uprzemysłowionych – jednych przyprawiają o myśli depresyjne, innym dają kopa do aktywnej działalności. W przypadku muzyków zespołu Plaindrifter, który narodził się w niemieckim Gelsenkirchen, mamy do czynienia z tym drugim. Czego najjaskrawszym dowodem pełnowymiarowy debiut tria – album „Echo Therapy”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.