Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 grudnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

DKV Trio, The Thing
‹Collider›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCollider
Wykonawca / KompozytorDKV Trio, The Thing
Data wydania23 września 2016
NośnikCD
Czas trwania53:44
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Ken Vandermark, Kent Kessler, Hamid Drake, Mats Gustafsson, Ingebrigt Håker Flaten, Paal Nilssen-Love
Utwory
CD1
1) Cards12:24
2) Moving Map24:06
3) Left and Left Again17:06
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Czołowe zderzenie
[DKV Trio, The Thing „Collider” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Chociaż na scenie pojawiło się sześciu muzyków, nie mieliśmy do czynienia z sekstetem. To były dwa składy trzyosobowe: amerykańskie DKV Trio Kena Vandermarka oraz skandynawskie The Thing Matsa Gustafssona. Dwóch grających na instrumentach dętych wybitnych liderów, a za ich plecami dwie sekcje rytmiczne, o które bije się wielu innych artystów. Efekt ich wspólnego koncertu sprzed dwóch lat ukazał się właśnie na płycie „Collider”.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Czołowe zderzenie
[DKV Trio, The Thing „Collider” - recenzja]

Chociaż na scenie pojawiło się sześciu muzyków, nie mieliśmy do czynienia z sekstetem. To były dwa składy trzyosobowe: amerykańskie DKV Trio Kena Vandermarka oraz skandynawskie The Thing Matsa Gustafssona. Dwóch grających na instrumentach dętych wybitnych liderów, a za ich plecami dwie sekcje rytmiczne, o które bije się wielu innych artystów. Efekt ich wspólnego koncertu sprzed dwóch lat ukazał się właśnie na płycie „Collider”.

DKV Trio, The Thing
‹Collider›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCollider
Wykonawca / KompozytorDKV Trio, The Thing
Data wydania23 września 2016
NośnikCD
Czas trwania53:44
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Ken Vandermark, Kent Kessler, Hamid Drake, Mats Gustafsson, Ingebrigt Håker Flaten, Paal Nilssen-Love
Utwory
CD1
1) Cards12:24
2) Moving Map24:06
3) Left and Left Again17:06
Wyszukaj / Kup
To było prawdziwe spotkanie na szczycie. Na jednej scenie stanęły bowiem chyba najbardziej rozpoznawalne w chwili obecnej freejazzowe tercety na świecie: prowadzone przez Amerykanina Kena Vandermarka DKV Trio („Schl8hof”) oraz skandynawskie – a precyzyjniej: szwedzko-norweskie – The Thing, któremu przewodzi Mats Gustafsson („Shake”). Wielkimi gwiazdami są jednak nie tylko liderzy obu zespołów, ale również pozostali muzycy: kontrabasiści Kent Kessler i Ingebrigt Håker Flaten („Hidros6 – Knockin’”, „Cash and Carry”) oraz bębniarze Hamid Drake („Live at Jazzwerkstatt Peitz”, „Seven Lines”) i Paal Nilssen-Love („Ana”, „Steam in the Casa”). Wszyscy wymienieni artyści znają się doskonale; grywali ze sobą niejednokrotnie w przeróżnych konfiguracjach. Ich wspólne występy nie są więc szczególnym zaskoczeniem, choć w takim zestawieniu zdarzają się mimo wszystko rzadko.
Kto miał szczęście zobaczyć ich na żywo? Uczestnicy… Krakowskiej Jesieni Jazzowej sprzed dwóch lat. Koncert DKV Trio i The Thing odbył się bowiem w stolicy Małopolski 1 listopada 2014 roku w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej „Manggha”. Teraz posłuchać mogą go wszyscy zainteresowani, za co możemy być wdzięczni wielce zasłużonej dla propagowania jazzu improwizowanego wytwórni Not Two Records. Album otrzymał znaczący tytuł – „Collider”. Nie należy jednak traktować go dosłownie, ponieważ obie formacje nie starały się ze sobą konkurować, lecz wzajemnie dopingować, uzupełniać, nakręcać (a pewnie dałoby się dorzucić jeszcze kilka adekwatnych określeń), czego efekt – w wielu momentach – był ekscytujący. Na płytę trafiło niespełna pięćdziesiąt pięć minut muzyki. Jak na dzisiejsze standardy, nie jest to wiele, ale biorąc pod uwagę siłę przekazu, emocje i energię, jaka biła ze sceny – to naprawdę wystarczająco. Tym bardziej że zarówno Amerykanie, jak i Skandynawowie nie przyjechali do Krakowa po to, aby się oszczędzać.
Album otwiera utwór zatytułowany „Cards”. I już jego początek wiele obiecuje. Z miejsca zostajemy wrzuceni w sam środek freejazzowego szaleństwa, które znaczone jest potężną, aczkolwiek chaotyczną, salwą perkusji i pełnymi wściekłości dźwiękami saksofonów. Z tego chaosu dwie minuty później wykluwa się jednak nowa wartość – trzy porywające duety. Każdy z instrumentalistów ma do spełnienia inne zadania: na przykład gdy jeden z saksofonistów (barytonowy) podąża za wytyczanym przez sekcję rytmem, drugi (tenorowy) wprowadza linię melodyczną i gra coś, co można uznać za partię solową; gdy jeden z kontrabasistów wiernie trwa przy swoim „pałkerze”, drugi dzięki wykorzystaniu smyczka zabarwia tło nad wyraz mrocznymi barwami. Ton całości nadają z kolei perkusiści – to od nich pochodzą sygnały, kiedy należy podkręcić tempo i przydać mocy, a kiedy wyciszyć emocje. Przy czym Drake i Nilssen-Love idealnie ze sobą współpracują; jeśli wchodzą sobie w „słowo”, to głównie po to, aby wzmocnić siłę przekazu. Należy podkreślić jednak fakt, że równie umiejętnie radzą sobie w chwilach uspokojenia, gdy trzeba zagrać z większym wyczuciem.
Wyciszony w finale „Cards” płynnie przechodzi w drugi (najdłuższy) z utworów – „Moving Map”. Na wstępie słyszymy w nim dwa kontrabasy, które po trzech minutach oddają pola saksofonom; te z kolei ciągną za sobą perkusje, których połamane rytmy są w stanie przyprawić o palpitację serca. Zarówno panowie z DKV Trio, jak i The Thing dają upust swoim improwizatorskim zapędom, udowadniając – po raz który to już? – że to ich naturalne środowisko. Że w lot łapią intencje kolegów i z niezwykłą biegłością służą im pomocą w rozwijaniu kolejnych pojawiających się muzycznych wątków. Nie brakuje tu jednak także kontrastów: po momentach eksplozji wypala się – choć tylko pozornie – improwizatorski zapał, a górę bierze zamiłowanie do subtelniejszych, stonowanych brzmień. Lecz nie trwa to długo – z czasem oba tria ponownie wykopują (nie przeciw sobie jednak) topór wojenny i dają upust nagromadzonej w sobie wściekłości. Ostatnie minuty „Moving Map” to feeria dynamicznych, pełnych nieokiełznania dźwięków, które – zapewne nie tylko dla słuchacza – mają moc katarktyczną.
Zamykający album „Left and Left Again” także zaczyna się z wyciszenia – od delikatnego pochodu kontrabasu, który z czasem zostaje wsparty przez równie stonowany saksofon. W dalszej części obie sekcje rytmiczne, idealnie zespolone, konsekwentnie budują kościec kompozycji, który saksofoniści obudowują „mięśniami”. Vandermak i Gustafsson dopełniają się perfekcyjnie. Gdy jeden z nich (ale który?) serwuje, powracający parokrotnie, główny motyw melodyczny, drugi – nie tyle w tle, co obok – pozwala sobie na klasycznie freejazzową improwizację. Nawet gdy sekcja dęta ustępuje w pewnym momencie pola kontrabasom, poziom emocji nie spada. Pulsujący, hipnotycznie uzależniający rytm niesie ze sobą podskórnie ogromny poziom emocji, które następnie eksplodują przy pierwszej nadarzającej się okazji. Koncert w Krakowie musiał być dla uczestniczących w tym wydarzeniu osób niezwykłym przeżyciem, porównywalnym z występem DKV Trio przed pięcioma laty w austriackim miasteczku Wels (opublikowanym w 2013 roku na albumie „Schl8hof”). Co ciekawe, tam również grupa Kena Vandermarka była wspierana przez Matsa Gustafssona i Paala Nilssen-Love’a; gdyby wówczas, zamiast włoskiego basisty Massimo Pupillo, na scenie pojawił się Ingebrigt Håker Flaten, mielibyśmy całe The Thing. Ale co się odwlekło, to nie uciekło. Na szczęście! Dzięki czemu dyskografia obu formacji wzbogaciła się o kolejną rewelacyjną płytę.
koniec
4 października 2016
Skład:
DKV Trio:
Ken Vandermark – saksofon tenorowy, saksofon barytonowy, klarnet
Kent Kessler – kontrabas
Hamid Drake – perkusja
The Thing:
Mats Gustafsson – saksofon tenorowy, saksofon barytonowy
Ingebrigt Håker Flaten – kontrabas
Paal Nilssen-Love – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Twardziele z Zagłębia Ruhry
Sebastian Chosiński

11 XI 2021

Postindustrialne krajobrazy różnie wpływają na mieszkańców regionów uprzemysłowionych – jednych przyprawiają o myśli depresyjne, innym dają kopa do aktywnej działalności. W przypadku muzyków zespołu Plaindrifter, który narodził się w niemieckim Gelsenkirchen, mamy do czynienia z tym drugim. Czego najjaskrawszym dowodem pełnowymiarowy debiut tria – album „Echo Therapy”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.