Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 kwietnia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Tu miejsce na labirynt…: Trans, minimalizm, improwizacja

Esensja.pl
Esensja.pl
Cała trójka ma klasyczne wykształcenie muzyczne, ale nader chętnie sięga również po inne gatunki – przede wszystkim okołojazzowe. Wacław Zimpel to obecnie najbardziej znany (i chyba najbardziej zapracowany) polski klarnecista w świecie; dwaj pozostali – pianista Krzysztof Dys i perkusista Hubert Zemler – też mają na koncie sporo płyt i nie mniej wyróżnień. Gdy postanowili stworzyć wspólny projekt, można było w ciemno założyć, że będzie to rewelacja. I jest! Trio o nazwie LAM. I album pod takim samym tytułem.

LAM

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLAM
Wykonawca / KompozytorLAM
Data wydania30 września 2016
NośnikCD
Czas trwania49:14
Gatunekjazz, klasyczna
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzie
Wacław Zimpel, Krzysztof Dys, Hubert Zemler
Utwory
CD1
1) LAM 1 [Parts 1-2]13:32
2) LAM 210:30
3) LAM 3 [Parts 1-4]25:09
Istnieje takie przekonanie u części słuchaczy i krytyków, że w muzyce rockowej „powiedziano” już wszystko. Że to, z czym mamy do czynienia w ostatnich dekadach, to jedynie powielanie – czasami w sposób bardziej, czasami mniej twórczy – pomysłów z lat 60. czy 70. XX wieku. Jeśli z tym się zgadzacie, to taką samą hipotezę należałoby ukuć w odniesieniu do jazzu. Chyba że mamy do czynienia z… free jazzem. Tam przecież nic nie jest – ba! nawet nie ma prawa – być takie samo. Na koncertach żaden utwór nie zostaje zagrany identycznie, jak miało to miejsce wcześniej. Ale czy na pewno? Wsłuchując się w piątą, dziesiątą, dwudziestą produkcję artystów freejazzowych, przychodzi w końcu taka myśl do głowy – ja już to gdzieś słyszałem, podobne rozwiązania harmoniczne, podobnej natury improwizacje. Owszem, tyle że z dużym prawdopodobieństwem nie mieliście w tamtej chwili w ręku płyty nagranej przez lub przy udziale Wacława Zimpla.
Zimpel od lat ciężko pracuje na swoją pozycję. Dał się poznać jako lider bądź „udziałowiec” takich projektów, jak Hera („Seven Lines”), Ircha, The Light, Saagara, To Tu Orchestra, The Resonance Ensemble Kena Vandermarka, Switchback („Switchback”), wydawał też płyty pod własnym nazwiskiem („Yemen. Music of the Yemenite Jews”, „Lines”). Krzysztof Dys współpracował z Zimplem jako muzyk jego Kwartetu („Stone Fog”), ale przede wszystkim znany jest z duetu z poznańskim trębaczem Maciejem Fortuną („Tropy”, „Maciejewski Variations”) oraz tria z klarnecistą Theo Jörgensmannem i perkusistą Krzysztofem Szmańdą. Hubert Zempler także miał już wcześniej okazję stawać na jednej scenie obok Zimpla (w To Tu Orchestra i Ad Libitum Ensemble), lecz na swoją renomę zapracował głównie jako muzyk zespołów Mitch & Mitch oraz Slalom.
Jak zatem doszło do powstania tria LAM? Całkiem prawdopodobne, że jego korzenie wyrastają z kwartetu, który przed rokiem wydał album „Green Light”, a w którym znaleźli się Zimpel i Zemler oraz dwaj artyści amerykańscy: klarnecista Evan Ziporyn oraz gitarzysta Gyan Riley. We wrześniu 2015 roku zespół wystąpił w Poznaniu na finał kolejnej edycji Tzadik Festival, z tą różnicą, że zamiast gitarzysty pojawił się pianista – właśnie Krzysztof Dys. Ziporyn wkrótce wrócił za Ocean, pozostali muzycy zdecydowali się natomiast pracować ze sobą dalej. Na efekty ich twórczego wysiłku nie trzeba było zresztą zbyt długo czekać – debiutancka (miejmy przynajmniej taką nadzieję) płyta ujrzała światło dzienne w końcu września nakładem krakowskiego Instant Classic. Składają się na nią trzy rozbudowane – ujęte w ramy concept-albumu – kompozycje, których ogólny czas trwania sięga prawie pięćdziesięciu minut. Nie pada w tym czasie ani jedno słowo, ale też nie musi – muzyka jest bowiem nad wyraz wymowna.
Płytę otwiera dwuczęściowy utwór „LAM 1”. Wstęp do niego (czyli „Part 1”) to przede wszystkim „sprawka” Krzysztofa Dysa, który daje upust swym ciągotkom minimalistyczno-awangardowym. Dźwięki fortepianu brzmią bardzo niepokojąco, nie układając się przy tym w żadną konkretną melodię. Ale to akurat nie powinno dziwić, Dys jest wszak ceniony głównie za swoje improwizacje. Do „części drugiej” przechodzimy w momencie, kiedy do pianisty i perkusisty (dotąd obecnego jedynie na dalekim planie) dołącza klarnecista. Muzycy natychmiast zamieniają się rolami – Zimpel przejmuje zadania solisty, Dys natomiast dołącza do Zemlera i grając zaskakująco motorycznie, staje się niepisanym członkiem sekcji rytmicznej (zamiast nieobecnego kontrabasisty). Zimpel zyskuje tym samym sporo miejsca na improwizacje, lecz… wcale nie podąża tym tropem. Przeciwnie, trzyma się ściśle transowo-hipnotycznego pulsu narzuconego przez kolegów, skupiając się przede wszystkim na budowie odpowiedniego klimatu. Płynna i powłóczysta faktura utworu przywodzi zaś na myśl dokonania artystów… ambientowych.
Nierealne? Kto słyszał opublikowaną nie tak dawno płytę amerykańskiej formacji Psychic Temple, która wzięła na warsztat ambientową kompozycję Briana Eno, dla tego muzyka LAM nie powinna być już tak wielkim zaskoczeniem. Oba albumy utrzymane są – w sporej swej części – w podobnej poetyce, istotne stają się nie solowe popisy instrumentalistów, ale tworzenie przez nich nastrojowych plam dźwiękowych. „LAM 2” ponownie otwiera minimalistyczny fortepian, tym razem jednak utrzymany w nieco innym, bardziej przyjaznym odcieniu, co wpływa również wydatnie na partię klarnetu, który dołącza do reszty pod koniec czwartej minuty. Zimpel nie idzie bowiem „pod prąd” swym kolegom; wsłuchując się w zaproponowaną przez nich tonację, proponuje dźwięki bardzo delikatne, balladowe, niemal usypiające. Cool jazz miesza się tutaj ze współczesną kameralistyką, a minimalizm zostaje nieco podrasowany, gęstszymi niż by wypadało, rytmami perkusji (wcale nie tak odległej od rocka).
Prawdziwym opus magnum albumu jest, rozpisany na cztery części, w sumie dwudziestopięciominutowy „LAM 3”, który stanowi swoiste rozwinięcie tego, co mogliśmy usłyszeć już w kompozycji otwierającej płytę. W „Part 1” dominującą rolę gra fortepian, tym razem jednak daleki od minimalizmu Terry’ego Rileya czy Steve’a Reicha, bliższy jazzowym improwizacjom. Krzysztof Dys tak mocno zresztą przykuwa uwagę, że łatwo przegapić moment, w którym dołącza do niego Hubert Zemler. Z biegiem czasu partie obu muzyków sprzęgają się tak idealnie, że słuchacze ponownie zostają wciągnięci w (niemal psychodeliczny) trans. Zimpel i tu znajduje – i to bez trudu – miejsce dla siebie („Part 2”), chociaż tym razem pozwala sobie na odważniejsze, niezwykle energetyczne improwizacje. W kolejnych dwóch fragmentach grupa stopniowo wyhamowuje, by w „Part 4” spiąć klamrą całość i pozostawić na placu boju już tylko dążącego do całkowitego wyciszenia Dysa. Debiut LAM łączy w sobie ekspresję jazzu improwizowanego z kontemplacyjnym obliczem muzyki współczesnej, nastrojowość ambientu z zadziornością awangardy. Tak, to nie przesada – wszystkie te elementy da się zmieścić na jednej, wcale nie długiej (jak na dzisiejsze standardy), płycie. Wszystko spoczywa w rękach, a precyzyjniej mówiąc – głowach, artystów. Wystarczy talent.
koniec
11 października 2016
Skład:
Wacław Zimpel – klarnet sopranowy, klarnet altowy, klarnet basowy, tárogató
Krzysztof Dys – fortepian
Hubert Zemler – perkusja, metalofon

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Elektryczne owce też mogą przeżywać ekstazę
Sebastian Chosiński

26 IV 2018

Japończycy z Acid Mothers Temple nie ustają w staraniach o pobicie rekordu świata w liczbie wydanych płyt. Przed tygodniem pisaliśmy o wydanym w listopadzie albumie „Wandering the Outer Space”; dzisiaj natomiast poświęcamy czas krążkowi zatytułowanemu „Electric Dream Ecstasy”. A należy pamiętać, że pomiędzy nimi (w styczniu) ukazało się jeszcze jedno wydawnictwo – „Either the Fragmented Body or the Reconstituted Soul”. I jak tu za nimi nadążyć?!

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: W pustynnych okolicznościach przyrody
Sebastian Chosiński

24 IV 2018

Członkowie zespołów Dungen (ze Sztokholmu) i Woods (z nowojorskiego Brooklynu) znają się od prawie dekady. Nierzadko stawali na tej samej scenie. Czy więc powinien dziwić nas fakt, że pewnego dnia postanowili nagrać razem płytę? Pomysł wyszedł od szefów wytwórni Mexican Summer, którzy postanowili namówić Skandynawów i Amerykanów do udziału w projekcie Marfa Myths. To w jego ramach powstał longplay „Myths 003”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: (Nie)Bezpieczeństwo z przestrzeni kosmicznej
Sebastian Chosiński

19 IV 2018

Jeżeli któregoś roku nie ukaże się nowa płyta (albo nawet dwie… lub najlepiej trzy) psychodelicznej formacji Acid Mothers Temple, będzie to oznaczało tylko jedno – że nastąpił koniec świata. Artystyczna aktywność Makoto Kawabaty jest bowiem czymś tak oczywistym, jak kulistość Ziemi czy nieuchronność zapłacenia podatków. Ubiegły rok kalendarzowy muzyk z Kraju Kwitnącej Wiśni zamknął albumem „Wandering the Outer Space”.

więcej »

Polecamy

Podglądanie kochanków

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Podglądanie kochanków
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pośpiewajmy razem w podróży
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Leży w zsypie pijany cieć Mieciek
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Bieszczadzcy metale
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

W oczekiwaniu na nową płytę Toola
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dzień dobry, digliśmobry
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Jej kredo to harfa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Turecki Pink Floyd
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pasja młodego studenta
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Jedyny człowiek potrafiący zagrać na chlebaku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.