Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 14 grudnia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Switchback
‹Live in Ukraine›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLive in Ukraine
Wykonawca / KompozytorSwitchback
Data wydania19 września 2016
Wydawca Multikulti
NośnikCD
Czas trwania54:03
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Mars Williams, Wacław Zimpel, Hilliard Greene, Klaus Kugel
Utwory
CD1
1) There Were Houses16:58
2) Seasoned Spontaneity15:25
3) Substance from Shadow13:58
4) Pływie kacza07:40
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Koncert pieśni żałosnych

Esensja.pl
Esensja.pl
Kwartet Switchback ma już ponad trzy lata. I właśnie ukazała się jego druga koncertowa (innych na razie nie ma) płyta – „Live in Ukraine”. Niewiele. Ale proszę pamiętać, że grupę tworzą muzycy, którzy na co dzień mieszkają w trzech krajach na dwóch kontynentach. Poza tym, jak nasz rodak, klarnecista Wacław Zimpel, należą do artystów nadzwyczajnie zapracowanych.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Koncert pieśni żałosnych

Kwartet Switchback ma już ponad trzy lata. I właśnie ukazała się jego druga koncertowa (innych na razie nie ma) płyta – „Live in Ukraine”. Niewiele. Ale proszę pamiętać, że grupę tworzą muzycy, którzy na co dzień mieszkają w trzech krajach na dwóch kontynentach. Poza tym, jak nasz rodak, klarnecista Wacław Zimpel, należą do artystów nadzwyczajnie zapracowanych.

Switchback
‹Live in Ukraine›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLive in Ukraine
Wykonawca / KompozytorSwitchback
Data wydania19 września 2016
Wydawca Multikulti
NośnikCD
Czas trwania54:03
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Mars Williams, Wacław Zimpel, Hilliard Greene, Klaus Kugel
Utwory
CD1
1) There Were Houses16:58
2) Seasoned Spontaneity15:25
3) Substance from Shadow13:58
4) Pływie kacza07:40
Wyszukaj / Kup
Wacław Zimpel co rusz startuje z nowym projektem. Pisaliśmy już o nim przy okazji „Seven Lines” (2013) Hery, nagranego z klarnecistą Perrym Robinsonem i perkusistą Michaelem Zerangiem albumu „Yemen. Music of the Yemenite Jews” (2012), ostatnio zaś – „LAM” (2016). A to i tak jedynie wierzchołek góry lodowej. Nie mniej pracowici są zresztą pozostali artyści tworzący Switchback. Niemieckiego bębniarza Klausa Kugela można usłyszeć między innymi na „Christ Everlasting” (2015) Charlesa Gayle’a, „Solution” (2015) Viačeslavasa Ganelinasa oraz „Collective Four” (2016), płycie zrealizowanej do spółki z Sabirem Mateenem, Connym Bauerem i Markiem Tokarem. Skład kwartetu uzupełnia dwóch Amerykanów: związany ze sceną nowojorską kontrabasista Hilliard Greene (niegdyś w The Charles Gayle Trio) oraz – pochodzący z kolei z Chicago – saksofonista Mars Williams (NRG Ensemble, Vandermark 5, Audio One).
Debiutancki album formacji, wydany w kwietniu ubiegłego roku, a zatytułowany po prostu „Switchback”, był pamiątką po pierwszej trasie koncertowej kwartetu, mającej miejsce wiosną 2013 roku (te konkretne nagrania zarejestrowano w Dreźnie). W czasie kiedy się ukazał, grupa odbywała właśnie drugie w swojej karierze tournée, które objęło kilka miast w Polsce i na Ukrainie. Teraz nadszedł czas na jego podsumowanie, a efektem tego jest kompaktowy krążek „Live in Ukraine”. Trafił na niego występ, jaki Polak, Niemiec i dwaj Amerykanie dali w Domu Kultury Metalurgów w Zaporożu 20 kwietnia. Pod wieloma względami zawiera on muzykę zbliżoną do tego, co pojawiło się na debiucie. Ale jest i kilka nowych elementów, jak chociażby wykorzystywany przez Zimpla shrutibox, pochodzący z Indii instrument, który generuje dźwięki przypominające fisharmonię. Z „zabawek” elektronicznych postanowił skorzystać również Mars Williams. Nowością jest też fakt, że jeden z utworów kwartet oparł na melodii ludowej.
Switchback powstał jako freejazzowa supergrupa – i w tej materii nic się nie zmieniło. Muzycy wciąż pozostają wierni jazzowi improwizowanemu, muzyce intuicyjnej, tworzonej ad hoc, na żywo. Rodzącej się w wyniku interpersonalnych relacji artystycznych na scenie. Co najważniejsze, są w tej dziedzinie mistrzami. Grając taką muzykę, łatwo jednak – o dziwo! – popaść w schemat. Aby przed tym się uchronić, opracowując podstawowe założenia materiału wykonywanego podczas drugiej trasy koncertowej, Zimpel, Williams, Greene i Kugel zdecydowali się na wprowadzenie znacznie liczniejszych dysonansów. Muzyka zawarta na pierwszej płycie to była potężna petarda, druga sprawia pod tym względem wrażenie bardziej wyciszonej, stonowanej, a może po prostu „przeżytej inaczej”. Dużo więcej tutaj momentów zadumy, szamańskiego transu, nawiązań do współczesnej klasyki. Jednych zapewne to ucieszyło, innych mogło zmartwić, ale kto obserwuje twórczość Wacława Zimpla od dłuższego czasu, powinien już wiedzieć, że ten artysta robi wszystko, aby dwukrotnie nie zamoczyć stóp w tej samej wodzie.
Album otwiera siedemnastominutowa (zresztą najdłuższa ze wszystkich) kompozycja „There Were Houses”. Za wprowadzenie do niej odpowiadają dwaj muzycy: grający na saksofonie Williams i obsługujący klarnet Zimpel. Rozkręcają się wolno, prowadząc ze sobą dostojny dialog, w którym jest miejsce zarówno na typowy free jazz, jak i elementy muzyki klezmerskiej. Z czasem ich improwizacje nabierają mocy, a ogromnego „kopa” daje im sekcja rytmiczna. Greene gra na kontrabasie tak gęsto, że trudno byłoby wcisnąć do jego partii choćby jeden dźwięk; Kugel ma dzięki temu nieco więcej swobody, ale nie stara jej się nadużywać; raczej podąża za sekcją dętą, w odpowiednich momentach ofiarowując jej swoje wsparcie. Druga część utworu ma charakter czysto kontemplacyjny. W dużej mierze buduje go Zimpel, wykorzystując przywieziony z wyprawy do Indii (związanej ze współpracą z projektem Saagara) shrutibox. Choć co nieco dorzuca od siebie jeszcze kontrabasista. Automatycznie robi się dużo mroczniej, co akurat dobrze wpływa na nastrój koncertu i – sądząc po burzliwych oklaskach – odpowiada także publiczności.
„Seasoned Spontaneity”, choć krótszy od poprzednika, jest dużo bardziej zróżnicowany. Otwiera go partia saksofonu zagrana w klimacie lat 50.-60. ubiegłego wieku. Z miejsca odżywa duch Charliego Parkera, Johna Coltrane’a czy Ornette’a Colemana. W podobnie subtelnej tonacji pozostaje także sekcja rytmiczna; wszystko zaczyna się zmieniać dopiero w momencie, kiedy do kolegów dołącza Zimpel, stopniowo wypierający Williamsa. Ale główny sygnał do „odpalenia rakiet” dają Greene i Kugel. Nagle wszyscy podkręcają tempo, przechodząc do klasycznego free jazzu. Największą swobodą ponownie charakteryzuje się partia perkusji, jakby kwartet umówił się, że tym razem najbardziej niesfornym muzykiem będzie właśnie Niemiec. Ale kiedyś i on musi odpocząć, w efekcie pozostali zyskują możliwość otwarcia nowego wątku. Znaczy go kolejny – samonapędzający się – dialog saksofonisty i klarnecisty, aż do całkowitego przesilenia zwieńczonego improwizacyjną erupcją. Ostatnie minuty to swoisty „krajobraz po bitwie” – pojedyncze, powłóczyste dźwięki, których zadaniem jest przede wszystkim ukojenie skołatanych nerwów.
Tym sposobem muzycy płynnie przechodzą do następnego utworu – „Substance from Shadow”. Zimpel znów sięga po shrutibox, a Williams po swoje – cokolwiek się pod tym pojęciem kryje – „zabawki”. Z czasem odzywają się, zrazu bardzo nieśmiało, dęciaki, które działają zachęcająco na sekcję rytmiczną. Kwartet wskakuje na właściwe formacji freejazzowej tory i szybko – dzięki absolutnej koncentracji – osiąga artystyczną jedność. Nikt nie ciągnie w swoją stronę, każdy gra z niewiarygodną konsekwencją, budując przy tym monumentalną ścianę dźwięku. Jeśli jednak dobrze się wsłuchać, można „dostrzec” przebijające się przez nią nuty folkowe. Co stanowi zapowiedź ostatniego z utworów (i jednocześnie wyjaśnia w sporej części melancholijny charakter wcześniejszych) – opartego na starej pieśni łemkowskiej „Pływie kacza” („Пливе кача по Тисині”). W styczniu 2014 roku – po pogrzebie zabitego przez wiernych prezydentowi Wiktorowi Janukowyczowi funkcjonariuszy Berkutu dwudziestopięcioletniego Białorusina Michaiła Żyznieuskiego – stała się ona pieśnią żałobną kijowskiego Majdanu. I w takim też elegijno-melancholijnym nastroju jest utrzymana. Zdając sobie doskonale sprawę z jej charakteru (i współczesnych konotacji), kwartet odniósł się do jej materii muzycznej z wyjątkowym pietyzmem, ograniczając zapędy improwizatorskie do minimum.
W porównaniu ze „Switchback”, muzyka z „Live in Ukraine” utrzymana jest w zasadniczo odmiennym klimacie. Wprawdzie mniej energetyczna, ale za to wykorzystująca nowe dla zespołu środki wyrazu, pokazujące jego inne, nie mniej interesujące, oblicze. Swoją drogą ciekawe, w jakim kierunku grupa podąży na kolejnym wydawnictwie. Bo że się ukaże – możemy chyba być pewni.
koniec
18 października 2016
Skład:
Mars Williams – saksofony (sopraninowy, sopranowy, altowy, tenorowy), zabawki
Wacław Zimpel – klarnety (altowy, kontrabasowy), tárogató, shrutibox
Hilliard Greene – kontrabas
Klaus Kugel – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mrok w afrykańskim słońcu
Sebastian Chosiński

13 XII 2018

„Radio Tree” międzynarodowego (choć z dominującym elementem polskim) projektu Owls Are Not to kolejna, po albumie Tonga Boys, propozycja z katalogu warszawskiej niezależnej wytwórni 1000Hz. Tym razem stoi za nią szef firmy – Piotr Cichocki, który do współpracy zaprosił artystów z Malawi, Tanzanii i Japonii. Robi wrażenie, prawda?

więcej »

Mrowienie w czaszce
Sebastian Chosiński

11 XII 2018

Wiecie, gdzie dokładnie leży Malawi? Znacie jakieś zespoły muzyczne pochodzące z tego kraju? Jeżeli nie, właśnie nadarza się okazja, aby ten stan rzeczy (czy też raczej niewiedzy) zmienić. Wszystko za sprawą niezależnej warszawskiej wytwórni płytowej 1000Hz, która w październiku wydała dwie nowe płyty, na których pojawiają się artyści malawijscy: „Vindodo” grupy Tonga Boys i „Radio Tree” międzynarodowego projektu Owls Are Not. Dzisiaj piszemy o pierwszej z nich.

więcej »

Na polu walki… o przyszłość
Sebastian Chosiński

20 XI 2018

W Polsce nigdy nie brakowało utalentowanych młodych jazzmanów, ale w ostatnich latach można odnieść wrażenie, że przeszli oni do zmasowanego ataku. Głównie dlatego, że pojawiło się na rodzimym rynku kilka wytwórni, w tym SJRecords, które regularnie dostarczają płyty debiutantów. I chociaż gitarzysta Dawid Kostka debiutantem nie jest, to jednak album „Progression” jest jego pierwszym dziełem studyjnym.

więcej »

Polecamy

Życie o świcie

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Życie o świcie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly dżungli
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wieś gra i śpiewa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ani w PZU, ani w PKP...
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Stan
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Seria z karabinu maszynowego
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dobra humppa, tylko z Finlandii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mrok i przerażenie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Potszebujesz krifi
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Knajpiana Kapela Oddech Silnika Sierżanta Hetfielda
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

Następny krok do raju
— Sebastian Chosiński

Prorok we własnym kraju
— Sebastian Chosiński

Ku czci i pamięci
— Sebastian Chosiński

Gdyby Coltrane kochał krautrock…
— Sebastian Chosiński

Niech płyną dźwięki, które płynąć mają
— Sebastian Chosiński

Paryski delfin na dworze Zeuhla
— Sebastian Chosiński

Pod wulkanem
— Sebastian Chosiński

Jazz wśród hut i stalowni
— Sebastian Chosiński

Powroty z gatunku pożądanych
— Sebastian Chosiński

Rockowa forma, jazzowa treść
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.