Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 30 listopada 2021
w Esensji w Esensjopedii

Zgiełk
‹W mieście Łodzi›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułW mieście Łodzi
Wykonawca / KompozytorZgiełk
Data wydania2016
Wydawca Dalmafon
NośnikCD
Czas trwania43:51
Gatunekrock
EAN5906712901831
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Fabryczna dziewczyna4:10
2) Nie ma jak w mieście Łodzi4:05
3) Pan Antoni2:48
4) Łódź to nie tylko jest Piotrkowska3:55
5) Łodzianka4:11
6) Gnuśny2:35
7) Bałucka piosenka6:28
8) Piosenka Antka4:30
9) Zajdlowa4:40
10) Mówcie co chcecie2:46
11) Miasto Snów3:43
Wyszukaj / Kup

Ziemia obiecana
[Zgiełk „W mieście Łodzi” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Starych nie ma już zaułków, a w zaułkach starych bruków. Nowe czasy. Pop i rock. Od czasu do czasu pojawiają się na szczęście płyty pokroju „W mieście Łodzi”, które pomysłowo spinają dwie różne epoki.

Borys Jagielski

Ziemia obiecana
[Zgiełk „W mieście Łodzi” - recenzja]

Starych nie ma już zaułków, a w zaułkach starych bruków. Nowe czasy. Pop i rock. Od czasu do czasu pojawiają się na szczęście płyty pokroju „W mieście Łodzi”, które pomysłowo spinają dwie różne epoki.

Zgiełk
‹W mieście Łodzi›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułW mieście Łodzi
Wykonawca / KompozytorZgiełk
Data wydania2016
Wydawca Dalmafon
NośnikCD
Czas trwania43:51
Gatunekrock
EAN5906712901831
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Utwory
CD1
1) Fabryczna dziewczyna4:10
2) Nie ma jak w mieście Łodzi4:05
3) Pan Antoni2:48
4) Łódź to nie tylko jest Piotrkowska3:55
5) Łodzianka4:11
6) Gnuśny2:35
7) Bałucka piosenka6:28
8) Piosenka Antka4:30
9) Zajdlowa4:40
10) Mówcie co chcecie2:46
11) Miasto Snów3:43
Wyszukaj / Kup
Łódź to nie miejsce dla muzyki. Przynajmniej według Władysława Reymonta. Na kartach „Ziemi obiecanej” ze świecą szukać synestetycznych opisów koncertów granych dla bogatych fabrykantów lub potańcówek wyprawianych robotniczej biedocie. Owszem, Herman Bucholc raz ma „dziwną chęć usłyszenia muzyki, tylko głośnej bardzo”; owszem, ktoś tam czegoś przelotnie słucha, niekiedy nawet „z nabożnym skupieniem”, gdy „drżący głos skrzypiec śpiewa sentymentalnego walca do wtóru jękliwej wiolonczelli”. Muzyka płynie czasami od fortepianu „szeptem miłosnym, namiętnym, pełnym niespodziewanych wybuchów”, czasami „żar wlewa do żył i szaleństwo”. Łatwo jednak ustalić, co tak naprawdę zajmuje umysły i serca bohaterów powieści: liryczne słowo „muzyka” pojawia się w niej trzydzieści razy, agresywna „maszyna” przeszło sto pięćdziesiąt.
Muzycy ze Zgiełku na szczęście nie wystraszyli się tej dysproporcji. Na swoim drugim albumie „W mieście Łodzi”, bez wątpienia plasującym się w ostrzejszych rejestrach rocka, flirtują z industrialem zaledwie raz, w otwierającej płytę „Fabrycznej dziewczynie”. Gitary drą się „chrapliwymi, niesfornymi głosami, niby chór potwornych kogutów, piejących metalowymi gardzielami”. Szkoda, że całość nie zaczyna się od jakiegoś „wrzaskliwego świstu” – wtedy byłoby zupełnie jak u Reymonta.
Słowa piosenek nie są już bynajmniej wrzaskliwe, tylko zupełnie literackie. Kwartet postanowił złożyć hołd mało znanym łódzkim poetom sprzed lat i wziął na warsztat dziesięć tekstów z antologii „Śpiewnik Łódzki” pod redakcją Tadeusza Szewery. Najstarszy pochodzi z roku 1930, najnowszy – z 1976. Płyta zabiera nas więc w sentymentalną podróż do dawnej Łodzi, głównie przedwojennej i dziewiętnastowiecznej, fabrycznej. I cóż z tego, że wyprawa odbywa się w nowoczesnym rockowym wehikule, w który inżynier Borowiecki bez wątpienia wpatrywałby się „osłupiałemi oczyma”? Jedynie końcowy przystanek tej podróży zlokalizowano we współczesności: Łódź dzisiejszą, na pohybel poznaniakom, warszawiakom i krakusom, wychwala utwór pt. „Miasto Snów” z autorskimi słowami.
„W mieście Łodzi” jest więc przede wszystkim przewrotnym, technicznie bezbłędnym albumem-coverem, bałuckim retellingiem, syntezą żwawej, dopracowanej formy z melancholijną treścią, którą nieustannie podkreślają elektroskrzypce Jędrzeja Olżewskiego. Szlachetny instrument smyczkowy nie ma łatwo, konkurować przychodzi mu z gitarą Jarka Lorenca, pracującym bez chwili wytchnienia basem Sebastiana Kokoszewskiego i dosadną perkusją Marcina Perkowskiego. Ale najważniejsze, że wszystkie cztery instrumenty dogadują się równie dobrze, co majstrowie u Bucholca, a pieczę nad kwartetem sprawuje charakterystyczny zaśpiew brygadzisty Lorenca.
Album Zgiełku posiada dwie dalsze, wielkie jak kominy zalety. Przede wszystkim jest szalenie zróżnicowany pod względem muzycznym. To niby od początku do końca ostry rock, lecz rock urządzający sobie co rusz wycieczki do podgatunków i zagadujący śmiało do gatunków ościennych. Na płycie natrafimy i na momenty z folkowym przytupem („Pan Antoni”), i na prawie-pop („Łódź to nie tylko jest Piotrkowska”), i na zagrzewającą do wytężonej pracy pieśń robotniczą („Gnuśny”), i na alternatywę („Bałucka piosenka”), i na balladę czarną jak zagubiona autostrada u Davida Lyncha („Zajdlowa”). Jasne, muzyka Zgiełku nigdy nie przechodzi w „najdelikatniejsze pianissima”, melodii nie prowadzi „flet namiętnym głosem, podobnym do miłosnego śpiewu ptaków” – ale to byłaby wszak przesada.
Druga zaleta związana jest z tekstami. Nie wiem, jak wyglądało ich wybieranie; być może Zgiełk spędził dużo czasu na starannej ocenie kandydatów, być może chłopakami kierowała intuicja. W pierwszym przypadku należy pochwalić ich za rzetelność, w drugim za wyczucie. Treść wszystkich utworów bez wyjątku brzmi bowiem – przepraszam, że sięgnę po wytarty przysłówek i zużyty przymiotnik, jednak pasują one tutaj najbardziej – bardzo fajnie.
Prawie wszystkie piosenki opowiadają jakąś niebanalną (jak na rockowe standardy) historię rozgrywającą się w mieście Łodzi. Słuchamy opowieści o panu Antonim, który dawniej biegał po lesie z karabinem, a teraz jest „starszym, siwym panem”; o Antku (zbieżność imion nieprzypadkowa1)), który zginął za swoje miasto, gdy wkroczyli do niego Niemcy; o wdowie po Zajdlu, która utopiła swoje dziecko w ubikacji, a potem oznajmiła policji, iż córka jej zaginęła. Skojarzenia z ponurą sprawą Katarzyny W. vel „mamy Madzi z Sosnowca” jak najbardziej na miejscu, tyle że Zajdlowa swój ohydny fortel obmyśliła prawie sto lat wcześniej. Znowu ta Łódź!
Wiemy już, że mamy do czynienia z płytą wartościową pod względem muzycznym. Wiemy też, że inteligentne teksty zachęcają do jej wielokrotnego odsłuchania. Jednakże w epoce wszechobecnego popu, hitów obliczonych na przerwy między reklamami w radiu, należy zadać albumowi jeszcze jedno pytanie: Czy Zgiełk zafundował nam piosenki wpadające głęboko w ucho? Czy są tam kompozycje, którymi możemy się „bronić bezwiednie przed stępieniem, jakie daje codzienna, ciężka praca”? Ależ tak! Materiału na udane single znajdziemy tu bez liku. Począwszy od zawadiackiego „Nie ma jak w mieście Łodzi”, poprzez piękny hymn „Łódź to nie tylko jest Piotrkowska”, a skończywszy na „Mówcie co chcecie”, do którego nakręcono nawet teledysk – ta płyta naprawdę zasługuje na to, byśmy częściej słyszeli ją w eterze, nie tylko lokalnym.
Borowiecki nie miał nic, Maks nie miał nic, Moryc nie miał nic – i założyli fabrykę. Zgiełk miał już na koncie jedną płytę – i wydał drugą. Moja nieśmiała analogia jest więc z góry skazana na bankructwo. I bardzo dobrze, bo jak pamiętamy, spółka Reymontowskich bohaterów nie utrzymała się długo. My zaś wypatrujmy trzeciego albumu Zgiełku. Jeżeli zespół nie zasypie gruszek w popiele, będzie to niemałe wydarzenie muzyczne. W mieście Łodzi.
koniec
27 października 2016
1) „W mieście Łodzi na każdego, / co andrusa postać ma / mówią: to jest Antek z Bałut, / Antek z Bałut – czyli ja.”
Wszystkie cytaty pochodzą z „Ziemi obiecanej” Władysława Reymonta za Wikiźródłami. Autor recenzji jest spokrewniony z autorką słów dwóch piosenek.

Komentarze

29 X 2016   09:12:08

choc naleze do innego pokolenia niz muzycy 'Zgielku' a moje ulubione utwory to inny gatunek muzyki, cala plyte wysluchalem z przyjemnoscia, zaskoczeniem byl muzyczny eklektyzm ktory tutaj jednak kapitalnie ze soba wspolbrzmi mieszanka punka, folku, rocka a do tego perfekcyjny warsztat wykonawcow
dodatkowy atut 'Zgielku' to fakt ze nikogo nie nasladuja, znalezli swoja nieszablonowa muzyczna sciezke, fajnie by bylo zeby zamienila sie w droge
muzyka szalenie energetyczna, lepsza niz Red Bull, choc czasem 'ucieka' warstwa muzyczna kiedy trzeba skupic sie na sensie tekstu
szkoda ze 'Zgielk' jest tak malo popularny, zasluguje na wiecej, tym bardziej ze ich kompozycje opowiadaja o LODZI, sa mostem spinajacym przeszlosc ze wspolczesnoscia ; )

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Paryski spleen
Sebastian Chosiński

18 XI 2021

Nie znacie Alco Frisbass? Nie przejmujcie się tym. Ja też do niedawna ich nie znałem. Ale kiedy już poznałem – polubiłem. Jak pewnie powinni polubić to francuskie trio wszyscy, którzy gustują w rocku symfonicznym z lat 70. XX wieku. Jeżeli bowiem o ciarki na plecach przyprawiają Was wszechobecne w muzyce rockowej syntezatory – album „Le mystère du Gué Pucelle” okaże się stworzony wprost dla Was.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Dobrzy rzemieślnicy z Mexico City
Sebastian Chosiński

16 XI 2021

Można odnieść wrażenie, że meksykański gitarzysta (i nie tylko) Carlos Bolivar to bardzo niespokojny duch. Co rusz tworzy nowe projekty, z którymi nagrywa kolejne płyty. Ten najnowszy to… Klochard – trochę (neo)progresywny, trochę metalowy, w najmniejszym stopniu krautrockowy. „Mundus est Domus” na kolana nikogo nie rzuci, ale zapewni czterdzieści minut ciekawej muzycznej podróży.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Twardziele z Zagłębia Ruhry
Sebastian Chosiński

11 XI 2021

Postindustrialne krajobrazy różnie wpływają na mieszkańców regionów uprzemysłowionych – jednych przyprawiają o myśli depresyjne, innym dają kopa do aktywnej działalności. W przypadku muzyków zespołu Plaindrifter, który narodził się w niemieckim Gelsenkirchen, mamy do czynienia z tym drugim. Czego najjaskrawszym dowodem pełnowymiarowy debiut tria – album „Echo Therapy”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Tegoż autora

Niedojechanie
— Borys Jagielski

Głos miał nieprzyjemny
— Borys Jagielski

A gdy się zejdą, raz i drugi...
— Borys Jagielski

Medjugorje
— Borys Jagielski

Ojciec Rosemary
— Borys Jagielski

Kres górny
— Borys Jagielski

Gorąca gra
— Borys Jagielski

Portrety nietoty
— Borys Jagielski

Hollywoodzkie emerytury
— Borys Jagielski

Wrzód na tkance
— Borys Jagielski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.