Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 12 grudnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Alcest
‹Kodama›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKodama
Wykonawca / KompozytorAlcest
Data wydania30 września 2016
Wydawca Prophecy
NośnikCD
Czas trwania48:18
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Stéphane (Neige) Paut, Jean (Winterhalter) Deflandre, Indria Saray, Kathrine Shepard
Utwory
CD1
1) Kodama09:07
2) Eclosion08:54
3) Je suis d’ailleurs07:20
4) Untouched05:12
5) Oiseaux de proie07:50
6) Onyx03:52
7) Notre sang et nos pensées06:06
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Duch z leśnych ostępów
[Alcest „Kodama” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Po ponad dwóch (a może już nawet „prawie trzech”) latach od publikacji rewelacyjnego album „Shelter” francuska grupa Alcest wydała nową płytę. Nietypową, ponieważ w całości inspirowaną… filmem animowanym. Z Kraju Kwitnącej Wiśni. „Księżniczka Mononoke” Hayao Miyazakiego. Tytuł – „Kodama” – także zresztą nawiązuje do tradycji japońskiej.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Duch z leśnych ostępów
[Alcest „Kodama” - recenzja]

Po ponad dwóch (a może już nawet „prawie trzech”) latach od publikacji rewelacyjnego album „Shelter” francuska grupa Alcest wydała nową płytę. Nietypową, ponieważ w całości inspirowaną… filmem animowanym. Z Kraju Kwitnącej Wiśni. „Księżniczka Mononoke” Hayao Miyazakiego. Tytuł – „Kodama” – także zresztą nawiązuje do tradycji japońskiej.

Alcest
‹Kodama›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKodama
Wykonawca / KompozytorAlcest
Data wydania30 września 2016
Wydawca Prophecy
NośnikCD
Czas trwania48:18
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Stéphane (Neige) Paut, Jean (Winterhalter) Deflandre, Indria Saray, Kathrine Shepard
Utwory
CD1
1) Kodama09:07
2) Eclosion08:54
3) Je suis d’ailleurs07:20
4) Untouched05:12
5) Oiseaux de proie07:50
6) Onyx03:52
7) Notre sang et nos pensées06:06
Wyszukaj / Kup
Początki Alcest, który zaczynał jako grupa blackmetalowa, sięgają roku dwutysięcznego. Pierwotnie bazą wypadową formacji było miasteczko na południu Francji, w historycznej Langwedocji, Bagnois-sur-Cèze. Jej twórcą był wokalista i multiinstrumentalista (grający na gitarach, instrumentach klawiszowych i perkusjonaliach) Neige, czyli Stéphane Paut. Po najwcześniejszym okresie działalności pozostało niewiele, jedynie kilka nagrań wydanych na demonstracyjnej EP-ce „Tristesse Hivernale” (2001), które jednak nie zachwyciły potencjalnych wydawców. W efekcie trio rozpadło się, a jego lider przeniósł się do Avignonu i wstąpił w szeregi konkurencyjnego zespołu – Peste Noire. Tam między innymi poznał perkusistę Jeana Deflandre’a, ukrywającego się pod pseudonimem Winterhalter, który po kilku latach dołączył zresztą do reaktywowanego Alcest (nie rezygnując przy tym z udziału w projektach pobocznych). Gra w Peste Noire sprawiła, że Neige uwierzył w swoje siły i zdecydował się pod starym szyldem spróbować jeszcze raz. Od tej pory, chociaż powoli, wszystko szło już z górki.
Najpierw ukazały się EP-ka „Le Secret” (2005) i debiutancki pełnometrażowy krążek „Souvenirs d’un autre monde” (2007), które Stéphane zrealizował praktycznie w pojedynkę; później na pokładzie okrętu zakotwiczył Deflandre i odtąd Pautowi było łatwiej. Dojście Jeana wpłynęło też na jakość tworzonej przez Alcest muzyki, jak również na jej przynależność gatunkową. Z biegiem czasu bowiem grupa coraz bardziej odchodziła od pierwotnego black metalu, podążając w stronę klimatycznego shoegaze’u i post-rocka. Ewolucję tę można bardzo dokładnie prześledzić na kolejnych albumach Francuzów: „Écailles de Lune” (2010), „Les voyages de l’Âme” (2012) oraz tym, jak do tej pory, najdoskonalszym – „Shelter” (2014) – który prezentował nowe blackgaze’owe oblicze Alcest w stanie czystym. W podobny sposób, przynajmniej od strony muzycznej, skonstruowane zostało również najnowsze wydawnictwo muzyków rodem z Langwedocji, któremu nadano tytuł jednoznacznie kojarzący się z kulturą japońską – „Kodama”.
Tytuł jest znaczący. Kodamy to japońskie duchy, mieszkające w starych, ponad stuletnich drzewach. Najczęściej objawiają się ludziom, którzy zgubili drogę w lesie. Są szybkie, bez najmniejszych problemów poruszają się więc także po górach i dolinach. Często można spotkać je w literaturze oraz filmie, jak chociażby w słynnej animacji Hayao Miyazakiego „Księżniczka Mononoke” (1997). I właśnie do tego, legendarnego już obrazu ze studia Ghibli, nawiązuje najnowszy album Francuzów; historią opowiedzianą w anime inspirowane są w każdym razie teksty autorstwa Stéphane’a, a i strona graficzna wydawnictwa nie pozostawia wątpliwości, wokół jakich tematów obracała się wyobraźnia Pauta, kiedy przystąpił do pracy nad „Kodamą”. Materiał nagrywano od stycznia do kwietnia 2016 roku w – znajdującym się w miasteczku Issé w Kraju Loary (niedaleko wybrzeża atlantyckiego) – studiu Drudenhaus. Płyta ujrzała natomiast światło dzienne ostatniego dnia września, a wydała ją, tradycyjnie, niemiecka wytwórnia Prophecy Productions z nadreńskiego Zeltingen-Rachtig (z którą zesół współpracuje od czasów „Souvenirs d’un autre monde”).
Nowa płyta to niespełna pięćdziesiąt minut muzyki, bardzo bliskiej temu co można było usłyszeć na „Shelter”, ale jednak idącej trochę pod prąd. Przy czym kluczowe jest tutaj słowo „trochę”. Mniej na najnowszym albumie jest wpływów Sigur Rós, nieco więcej za to odniesień do początków Alcest, a i wielbiciele japońskiego Mono na pewno znajdą coś dla siebie. Album otwiera kompozycja tytułowa – piękna, nostalgiczna, zagrana z odpowiednią mocą i rozmachem, w której z zapętlonych dźwięków gitar z czasem przebija się nadzwyczaj urokliwa melodia. Głos Neige’a idealnie wpisuje się w warstwę instrumentalną, jest odpowiednio eteryczny i powłóczysty; nie przebija się na plan pierwszy, aby nie zdominować całości, wypełnia tło, będąc bardzo istotnym smaczkiem. Wokalnie wspomaga go jeszcze Kathrine Shepard, lecz i ona nie wychodzi poza przypisaną jej rolę chórzystki. W drugiej części utworu prym wiedzie natomiast Neige-gitarzysta, grający zarówno partię rytmiczną, jak i solową (chociaż klasyczną solówką nie sposób jej nazwać, wszak mamy do czynienia z post-rockiem).
Dziewięciominutowe „Eclosion” rozwija pewne wątki zapoczątkowane „Kodamą”. Od pierwszych sekund jednak najważniejszym instrumentem jest perkusja Winterhaltera – to ona wyznacza powolny rytm, wokół którego Paut owija swoje, pełne melancholii, dźwięki. Ale spotyka nas tutaj również, oparta na rzucającym się w uszy kontraście, niespodzianka. W pewnym momencie shoegaze’owa muzyka łączy się bowiem z blackmetalowym śpiewem Stéphane’a. Wrażenie jest niezwykłe, choć pewnie byłoby jeszcze większe, gdyby Neige nie zdecydował się przesunąć ścieżki wokalnej na dalszy plan. W niezwykły klimat wprowadza słuchaczy także „Je suis d’ailleurs”, w którym natchniony głos Neige’a płynie powłóczyście na tle chórków, przynajmniej do momentu gdy Jean Deflandre podkręca tempo, dając tym samym wokaliście sygnał do zmiany stylistyki. Gitary pozostają jednak w świecie post-rocka, co prowadzi – po raz kolejny – do specyficznego, ale i przyciągającego uwagę, dysonansu. „Untouched” z kolei łączy w sobie delikatność i subtelność z podniosłością i rozmachem, w czym w dużej mierze zasługa z wyczuciem wykorzystywanych przez Pauta instrumentów klawiszowych.
„Oiseaux de proie” otwiera marszowy rytm perkusji, do którego dostosowują się pozostali, grający z większą energią, muzycy. Neige po raz kolejny udowadnia również, że jest bardzo zdolnym gitarzystą, obdarzonym niezwykłą wręcz sprawnością w kreowaniu nastroju; osiąga to zresztą także innymi środkami, umiejętnie wkomponowując w całość ścieżki wokalne i klawisze. Właściwą część płyty wieńczy najkrótszy, instrumentalny „Onyx”, oparty przede wszystkim na lekko przesterowanych i zabrudzonych dźwiękach gitar i keyboardów. To symboliczne, podkreślone dodatkowo odmienną stylistyką, dużo bliższą noise’u niż shoegaze’u czy post-rocka, zamknięcie opowieści o duchu – kodamie. Nie bez powodu ostatni utwór, „Notre sang et nos pensées”, umieszczono na osobnej płytce, nie przynależy on już bowiem do historii inspirowanej filmem Miyazakiego. Z drugiej strony jest na tyle dobry, że muzykom prawdopodobnie żal było odkładać go – na nie wiadomo jak długo – do archiwum. Mamy w nim do czynienia z postrockową klasyką, zgodnie z którą gitarzysta przez cały czas obraca się wokół jednego tylko motywu, wzbogacając go o kolejne elementy, aby w finale powrócić do punktu wyjścia. Mimo wszystkich zalet „Kodamy”, należy szczerze przyznać, że nie dorównuje ona swej poprzedniczce. Zabrakło na niej kompozycji tak wyrazistych i jednocześnie przejmujących, jak „Opale”, „Away” czy absolutnie zachwycające „Délivrance”. Choć z drugiej strony, gdzie jest powiedziane, że album ten nie będzie „rósł” z biegiem czasu. Że gdy sięgniemy po niego za kilka czy kilkanaście lat, nie odkryjemy w nim ukrytych dzisiaj przed nami „skarbów”.
koniec
1 listopada 2016
Skład:
Neige (Stéphane Paut) – śpiew, gitara elektryczna, gitara akustyczna, instrumenty klawiszowe
Winterhalter (Jean Deflandre) – perkusja
gościnnie:
Indria Saray – gitara basowa
Kathrine Shepard – wokaliza („Kodama”)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Czy w kosmicznej próżni słychać zgrzyt metalu?
Sebastian Chosiński

10 XII 2019

Sami swoją muzykę określają mianem „metal for astronauts”. W rzeczywistości jest to obecnie typowy post-metal, choć być może wróci jeszcze taki moment, kiedy sięgną po elementy psychodelii i space-rocka. Odpowiednie doświadczenie już posiadają. O kogo chodzi? O amerykańską formację Rosetta, która przed dwoma miesiącami opublikowała interesującą EP-kę „Terra Sola”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Warto czekać na Polskę
Sebastian Chosiński

5 XII 2019

Trzeba mieć odwagę, aby w naszych czasach zatytułować swoje dzieło tak jednoznacznie i deklaratywnie – „Polska”. Jakie były intencje trębacza Piotra Damasiewicza i prowadzonej przez niego jazzowej formacji Power of the Horns? Pomiędzy wierszami jest to wyjaśnione we wkładce do płyty, która prezentuje się jeszcze lepiej niż wydany przed sześcioma laty świetny debiut „Alaman”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Ostatnia kompozycja, ale czy ostatnie słowo?
Sebastian Chosiński

3 XII 2019

Pamięć o zmarłym w marcu 2018 roku wybitnym polskim kompozytorze jazzowym Jerzym Milianie nie zaginie – tego możemy być pewni. Od lat dbają o to wydawnictwo GAD Records oraz Stowarzyszenie Jazz Poznań, któremu szefuje trębacz Maciej Fortuna. Właśnie opublikowało ono kolejny album z muzyką nieżyjącego wibrafonisty, zatytułowany – adekwatnie do zawartości – „Jerzy Milian. Ostatnia kompozycja”.

więcej »

Polecamy

Na ulicach Babilonu gaz

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.