Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Tu miejsce na labirynt…: W poszukiwaniu życia w Kosmosie

Esensja.pl
Esensja.pl
Chociaż formalnie płyta ta została dopisana do dyskografii formacji Øresund Space Collective, w rzeczywistości sygnowana jest nazwą Dr. Space’s Alien Planet Trip, a jej tytuł brzmi „Vol. 1”. Skąd to zamieszanie? Ze sposobu, w jaki działa lider ØSC, Amerykanin Scott Heller, który traktuje swój podstawowy zespół jako „matkę” wielu innych projektów, do udziału w których co rusz zaprasza nowych muzyków.

Øresund Space Collective
‹Dr. Space’s Alien Planet Trip, Vol. I›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułDr. Space’s Alien Planet Trip, Vol. I
Wykonawca / KompozytorØresund Space Collective
Data wydania6 marca 2017
Wydawca Space Rock Productions
NośnikWinyl
Czas trwania46:08
Gatunekelektronika, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzie
Scott (Dr. Space) Heller, Nicklas Sørensen, Richard Orlando
Utwory
Winyl1
1) Five Dimensions of the Universe24:27
2) Rising Sun over Mars09:51
3) In Search of Life on Io11:50
Podobny manewr Scott Heller wykorzystał podczas pracy nad albumem „West, Space & Love, Vol. II” (2016), który – choć przypisany został Øresund Space Collective – tak naprawdę sygnowany był nazwą… West, Space & Love. Dr. Space’s Alien Planet Trip to tak naprawdę kolejna „grupa-córka”, która powstała z ØSC przez pączkowanie. Do udziału w niej Heller, ukrywający się pod pseudonimem Dr. Space (odpowiedzialny tutaj jedynie za syntezatory), zaprosił jeszcze dwóch muzyków: duńskiego gitarzystę Nicklasa Sørensena (lidera psychodeliczno-spacerockowego tria Papir) oraz jego amerykańskiego kolegę po fachu Richarda Orlando, który był przed laty członkiem mało znanego, ale zasłużonego dla rockowej awangardy zespołu Alien Planetscapes. I to właśnie ten, nieistniejący już od ponad dekady, projekt jest kluczem do zrozumienia idei, jaka przyświecała Hellerowi, gdy powoływał do życia nowy skład.
Nagrana w ciągu kilku sesji mających miejsce w ubiegłym roku w kopenhaskim studiu The Space Station płyta „Vol. 1” dedykowana jest bowiem klawiszowcowi Dougowi Walkerowi. Był on, począwszy od połowy lat 70. XX wieku, jednym z czołowych przedstawicieli podziemia muzycznego po drugiej stronie Atlantyku. Stał on na czele awangardowo-jazzrockowej grupy Yeti (1977-1980), potem kierował zespołami Third Sun oraz Cool and the Clones, by w końcu w 1982 roku powołać do życia swój sztandarowy projekt, czyli Alien Planetscapes, w którym znalazło się także miejsce dla Richarda Orlando. Formacja ta pozostawiła po sobie kilkanaście kaset i rozprowadzanych własnymi kanałami, głównie podczas koncertów, płyt kompaktowych; oficjalnie ukazał się tylko jeden materiał – wydany nakładem firmy Galactrus „Life on Earth” (1997). I więcej już nie będzie. Walker zmarł bowiem na zawał serca w kwietniu 2006 roku. Kiedy wydawało się, że pamięć o nim zaginie całkowicie, za zmarłym kolegą postanowił wstawić się u żywych jego mieszkający już od wielu lat w Danii rodak.
Zaproszenie do współpracy jednego z byłych muzyków Alien Planetscapes należy uznać za gest symboliczny. Ale wcale nie oznacza to, że Heller postanowił stworzyć muzykę będącą jedynie wariacją na tematy zaczerpnięte z dorobku amerykańskiej grupy. Komponując materiał zawarty na „Vol. 1”, wykorzystał przede wszystkim zarejestrowane przez siebie już wcześniej improwizacje syntezatorowe, które następnie oddał w ręce dwóch gitarzystów. Ci dograli swoje ścieżki, dodając jednocześnie mnóstwo efektów elektronicznych i dźwiękowych. Co z tego wyszło? Muzyka, której jest bardzo daleko do klasycznych dokonań Øresund Space Collective (wystarczy porównać z fantastycznym ubiegłorocznym krążkiem „Visions of…”), a nawet Alien Planetscapes; znacznie bliżej za to do twórczości Tangerine Dream, Isao Tomity czy Jeana Michela Jarre’a. Rocka tu niewiele, natomiast bardzo dużo nastrojowej, ambientowej elektroniki.
Stronę A winylowego krążka – na razie „Vol. 1” ukazało się tylko na takim nośniku – wypełnia ponad dwudziestoczterominutowa kompozycja „Five Dimensions of the Universe”. Oparta jest ona przede wszystkim na syntezatorach, które nie tylko dostarczają melodie, ale także niemal w stu procentach wypełniają tło. Heller wykorzystał tu różne instrumenty – i analogowe, i cyfrowe – dzięki czemu zmienia barwy i nastroje. Artysta płynnie przechodzi od dźwięków niepokojących do niemal relaksujących (choć bez przesady); z jednej strony wykorzystuje szumy i zgrzyty, z drugiej kołysze w sposób charakterystycznych dla progresywnej elektroniki z lat 70. i 80. ubiegłego wieku. Całości obrazu dopełniają gitary – raz niemal noise’owe, wybijające się na plan pierwszy (za co prawdopodobnie odpowiada Nicklas Sørensen), to znów delikatne, skryte za klawiszami (co zdecydowanie bardziej pasuje do Richarda Orlando), pełniące rolę „wisienek na torcie”.
Na stronę B trafiły dwa znacznie krótsze, choć i tak rozbudowane, utwory. Prawie dziesięciominutowy „Rising Sun over Mars” to niemal klasyczna elektronika sprzed ponad trzech dekad. Urocze jest otwarcie – z ćwierkającymi syntezatorowymi „ptaszkami” i wiejącym w tle wiatrem. Robi się wręcz romantycznie. Choć prawdopodobnie prawdziwemu wschodowi słońca na Marsie towarzyszyłyby mimo wszystko nieco inne wrażenia. Dopiero z czasem Heller wprowadza element niepokoju (wspomagają go w tym wydatnie Sørensen i Orlando), który towarzyszy tej kompozycji już do samego końca. W podobnym klimacie utrzymany jest, ponownie będący popisem Scotta, „In Search of Life on Io”. Z jednej strony jego syntezatory nadają utworowi motoryczny puls, z drugiej – pozwala on sobie na mocno odjechaną improwizację. Zaskoczeniem może być natomiast końcówka tego numeru, w której – dzięki zaangażowaniu gitarzystów – zespół skręca ku… nastrojowemu, eterycznemu jazz-rockowi. Co sugeruje już sam tytuł, to dopiero początek nowej muzycznej przygody Scotta Hellera. Podobno niebawem światło dzienne ujrzą kolejne utrzymane w podobnym klimacie albumy, będące kooperacją klawiszowca i gitarzystów. Innych gitarzystów.
koniec
27 kwietnia 2017
Skład:
Scott Heller (Dr. Space) – syntezatory analogowe, syntezatory cyfrowe
Nicklas Sørensen – gitara elektryczna, efekty elektroniczne
Richard Orlando – gitara elektryczna, efekty dźwiękowe
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Obyś (nie) żył w takich czasach!
Sebastian Chosiński

22 II 2018

Mimo sześćdziesięciu pięciu lat na karku, Boris Griebienszczikow – lider petersburskiego Akwarium – ani na moment nie zwalnia tempa. Wciąż koncertuje i nagrywa – zarówno pod szyldem swego zespołu, jak i własnym nazwiskiem. W połowie lutego światło dzienne ujrzał kolejny solowy album legendarnego wokalisty i gitarzysty, noszący okrojony z powodów cenzuralnych tytuł „Время N”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Ziemia – planeta wybitnych muzyków
Sebastian Chosiński

20 II 2018

W ostatnich latach fani przyzwyczaili się już do tego, że kiedy pada hasło „Elephant9”, odzew musi brzmieć: „Reine Fiske”! Nie tym razem jednak. Na najnowszej, wydanej w połowie lutego płycie norweskiego tria szwedzkiego gitarzysty nie uświadczymy. Ale czy to oznacza, że „Greatest Show on Earth” jest produkcją słabszą od „Atlantis” czy „Silver Mountain”? W żadnym wypadku. Tym bardziej że rolę gitary przejęły nie mniej klimatyczne i zadziorne instrumenty klawiszowe.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Fragmentaryczność na dwa (kontra)basy
Sebastian Chosiński

15 II 2018

Norweski kontrabasista (free)jazzowy Jon Rune Strøm to przypadek artysty, który ma na koncie znacznie więcej wydanych płyt niż lat na karku. I nic dziwnego, bo od ponad dekady jest dosłownie rozrywany przez skandynawskich kolegów po fachu. Pewnie dlatego tak późno wpadł na pomysł, aby stworzyć własną formację. Aż w końcu w ubiegłym roku przełamał się i powołał do życia Quintet, który przed miesiącem zadebiutował albumem „Fragments”.

więcej »

Polecamy

Jedyny człowiek potrafiący zagrać na chlebaku

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Jedyny człowiek potrafiący zagrać na chlebaku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Sikory złote pod mankietem odmierzają sekund bieg
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

99 czerwonych balonów
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Anna z dalekiej północy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Drugi najpiękniejszy cover Stinga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nauczyli się latać
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Polacy na metalowo
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Śniegu płoń!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.