Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Koniec jest blisko. Coraz bliżej…

Esensja.pl
Esensja.pl
Łączenie muzyki średniowiecznej z heavy metalem – czy to w formie black- czy doommetalowej – nie jest już żadną nowością. Praktykowane bywa – głównie w Niemczech i Skandynawii – od ponad dwóch dekad. Co jakiś czas trafia się jednak wykonawca, który potrafi tchnąć w ten gatunek nowe życie. Jak Szwedzi z zespołu Apocalypse Orchestra, który przed tygodniem opublikował swój debiutancki album – „The End is Nigh”.

Apocalypse Orchestra
‹The End is Nigh›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe End is Nigh
Wykonawca / KompozytorApocalypse Orchestra
Data wydania12 maja 2017
Wydawca Despotz Records
NośnikCD
Czas trwania59:14
Gatunekfolk, metal
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzie
Erik Larsson, Jonas Lindh, Mikael Lindström, Rikard Jansson, Andreas Skoglund
Utwory
CD1
1) The Garden of Earthly Delights08:40
2) Pyre06:33
3) Flagellants’ Song08:23
4) Exhale07:34
5) Theatre of War07:00
6) The Great Mortality07:33
7) To Embark02:50
8) Here Be Monsters10:44
Zespół istnieje od czterech lat. Miejscem jego narodzin było położone na wschodzie kraju, nad Zatoką Botnicką, mniej więcej siedemdziesięciotysięczne miasto Gävle, które dotąd nie za bardzo miało kim pochwalić się w rockowym światku. Mimo to muzycy wcale nie mają zamiaru, przynajmniej na razie, go opuszczać, szukając szczęścia na przykład w dającym znacznie większe możliwości zaistnienia Sztokholmie. I słusznie. Dzięki temu mają bowiem spore szanse rozsławić swą „małą ojczyznę”. Zwłaszcza teraz, gdy światło dzienne ujrzała ich debiutancka płyta zatytułowana złowieszczo „The End is Nigh” („Koniec jest blisko”). Motorem napędowym grupy jest wokalista i gitarzysta Erik Larsson, który jednak bardzo chętnie sięga również po inne instrumenty, tyleż kojarzące się z folkiem, co muzyką dawną – cytry, lutnię i mandolę (to kuzynka mandoliny, strojona jednak o kwintę niżej). Wspiera go w tym wydatnie Mikael Lindström, który dodatkowo wzbogaca muzykę zespołu o dźwięki dud, liry korbowej, harfy klawiszowej oraz… rauschpfeife, szesnastowiecznego instrumentu dętego drewnianego, który jest niemiecką odmianą szałamai.
Pozostała trójka artystów wierna jest dużo bardziej klasycznemu rockowemu instrumentarium: na gitarze solowej gra Jonas Lindh, a sekcję rytmiczną tworzą Rikard Jansson (bas) i Andreas Skoglund (perkusja). Poza tym w niektórych nagraniach usłyszeć można jeszcze organy i mellotron – w rzeczywistości jednak dźwięki te zostały zaprogramowane komputerowo przez Larssona. Chór natomiast jest jak najbardziej „żywy”. By zabrzmiał jak najbardziej okazale, jego ścieżki zarejestrowano w zabytkowym kościele w Gävle. Wszystko po to, by „The End is Nigh” zabrzmiało z odpowiednią mocą. Choć to oficjalny debiut Apocalypse Orchestra (wreszcie padła nazwa grupy!), sporą próbkę swoich możliwości, Szwedzi pokazali już dwa lata temu, wydając własnym sumptem trzydziestominutową EP-kę demonstracyjną „The Garden of Earthly Delights”. Znalazły się na niej cztery kompozycje, które w takim samym układzie, chociaż oczywiście w odświeżonych i dopracowanych wersjach, trafiły także na pierwszy pełnowymiarowy album.
Płyta ujrzała światło dzienne dzięki niezależnej sztokholmskiej wytwórni Despotz Records, która też do szczególnie znanych – podobnie zresztą jak kwintet z Gävle – nie należy. Chyba że teraz to się zmieni… „The End is Nigh” to dzieło bardzo spójne w przekazie: począwszy od samej muzyki, poprzez teksty, aż po stronę wizualną – wszystko układa się w konsekwentną całość. Album otwiera nawiązujący do legendarnego tryptyku niderlandzkiego malarza Hieronima Boscha utwór „The Garden of Earthly Delights” („Ogród ziemskich rozkoszy”). Z głębokiego wyciszenia stopniowo docierają najpierw dudy, a potem kolejne średniowieczne instrumenty, które jednak wkrótce muszą, przynajmniej na jakiś czas, ustąpić miejsca ogniście rockowym gitarom i sekcji rytmicznej. Zmienia się tym samym forma wyrazu, ale treść, stylistycznie nawiązująca do odległej przeszłości, pozostaje wciąż ta sama. Do tego dochodzi jeszcze stylizowany na średniowiecznych trubadurów śpiew Erika. Jak się okazuje, ludowe melodie w mocno uwspółcześnionych metalowych aranżacjach sprawdzają się znakomicie. Pod warunkiem, że biorą się za nie odpowiednio utalentowani artyści.
Podobnie panowie z Apocalypse Orchestra poczynają sobie również w kolejnych utworach – przeplatają momenty stonowane, delikatne, romantyczne (w których wykorzystują instrumenty sprzed lat) z prawdziwie metalowymi, znaczonymi wdzierającymi się w uszy partiami gitar i przytłaczającymi bębnami. Podział jednak nie zawsze jest tak klarowny – bywa, że i w chwilach bardziej energetycznych rozlegają się dźwięki dud czy liry korbowej, choć najczęściej pojawiają się one wówczas na drugim planie. Mimo to są dobrze słyszalne i wydatnie wpływają na brzmienie całości (jak na przykład w doskonałym, majestatycznym, ale i bardzo nastrojowym „Pyre”). W „Flagellants’ Song” – lirycznej, wzruszającej pieśni poświęconej tak zwanym flagelantom, czyli rozpowszechnionym w XIII i XIV wiekach w całej chrześcijańskiej Europie biczownikom – po raz pierwszy zespół wykorzystuje chór. Dzięki temu utwór staje się w jeszcze większym stopniu podniosły (tak, to możliwe!), co jednocześnie nie staje na przeszkodzie, by ozdobić go jednym z najpiękniejszych i najmocniej zapadających w pamięć refrenów. Z kolei w „Exhale” Szwedzi wprowadzają istotny element niepokoju i na tym neofolkowym motywie muzycznym (z wykorzystaniem hipnotycznych bębnów i harfy klawiszowej) budują w zasadzie całą kompozycję.
W „Theatre of War” na krótko rezygnują z otoczki metalowej; mroczny, aczkolwiek subtelny śpiew Erika przy akompaniamencie gitary akustycznej sprawia, że przynajmniej przez kilka minut zespół podąża w stronę darkwave’u spod znaku Deine Lakaien i Alexandra Veljanova. Im bliżej końca jednak – tej konkretnej kompozycji, jak i całego wydawnictwa – tym bardziej daje o sobie znać metalowa natura Larssona i jego kompanów. „The Great Mortality” i „To Embark” wzniesione są na doommetalowym fundamencie, chociaż w przypadku tego drugiego nieporównywalnie większą rolę odgrywają lira korbowa (vide Mikael Lindström) i cytry (Erik Larsson). Album wieńczy prawie jedenastominutowy „Here Be Monsters” (którego nie należy kojarzyć z identycznie zatytułowaną płytą norweskiego Motorpsycho) – najbardziej zróżnicowany wokalnie i tym samym wymykający się jednoznacznym klasyfikacjom. Erik płynnie przechodzi w nim od klasycznego metalowego śpiewu do recytacji i growlingu; wszystko jest jednak uzasadnione zmieniającym się charakterem tekstu. Ta płyta może Was zauroczyć, ale na pewno nie wprawi w dobry nastrój, zwłaszcza jeżeli zaczniecie analizować słowa poszczególnych utworów. Ich ogólny sens jest jednoznaczny: Apokalipsa jest już blisko… coraz bliżej…
koniec
18 maja 2017
Skład:
Erik Larsson – śpiew, gitara elektryczna, gitara akustyczna, cytry, mandola, lutnia, programowanie
Jonas Lindh – gitara elektryczna, chórki
Mikael Lindström – dudy, lira korbowa, mandola, harfa klawiszowa, rauschpfeife, chórki
Rikard Jansson – gitara basowa, chórki
Andreas Skoglund – perkusja, instrumenty perkusyjne, chórki
dodajdo

Komentarze

18 V 2017   16:18:56

"Ta płyta może Was zauroczyć, ale na pewno nie wprawi w dobry nastrój, zwłaszcza jeżeli zaczniecie analizować słowa poszczególnych utworów. Ich ogólny sens jest jednoznaczny: Apokalipsa jest już blisko… coraz bliżej…"-i to jest dobra nowina :)

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Obyś (nie) żył w takich czasach!
Sebastian Chosiński

22 II 2018

Mimo sześćdziesięciu pięciu lat na karku, Boris Griebienszczikow – lider petersburskiego Akwarium – ani na moment nie zwalnia tempa. Wciąż koncertuje i nagrywa – zarówno pod szyldem swego zespołu, jak i własnym nazwiskiem. W połowie lutego światło dzienne ujrzał kolejny solowy album legendarnego wokalisty i gitarzysty, noszący okrojony z powodów cenzuralnych tytuł „Время N”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Ziemia – planeta wybitnych muzyków
Sebastian Chosiński

20 II 2018

W ostatnich latach fani przyzwyczaili się już do tego, że kiedy pada hasło „Elephant9”, odzew musi brzmieć: „Reine Fiske”! Nie tym razem jednak. Na najnowszej, wydanej w połowie lutego płycie norweskiego tria szwedzkiego gitarzysty nie uświadczymy. Ale czy to oznacza, że „Greatest Show on Earth” jest produkcją słabszą od „Atlantis” czy „Silver Mountain”? W żadnym wypadku. Tym bardziej że rolę gitary przejęły nie mniej klimatyczne i zadziorne instrumenty klawiszowe.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Fragmentaryczność na dwa (kontra)basy
Sebastian Chosiński

15 II 2018

Norweski kontrabasista (free)jazzowy Jon Rune Strøm to przypadek artysty, który ma na koncie znacznie więcej wydanych płyt niż lat na karku. I nic dziwnego, bo od ponad dekady jest dosłownie rozrywany przez skandynawskich kolegów po fachu. Pewnie dlatego tak późno wpadł na pomysł, aby stworzyć własną formację. Aż w końcu w ubiegłym roku przełamał się i powołał do życia Quintet, który przed miesiącem zadebiutował albumem „Fragments”.

więcej »

Polecamy

Jedyny człowiek potrafiący zagrać na chlebaku

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Jedyny człowiek potrafiący zagrać na chlebaku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Sikory złote pod mankietem odmierzają sekund bieg
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

99 czerwonych balonów
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Anna z dalekiej północy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Drugi najpiękniejszy cover Stinga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nauczyli się latać
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Polacy na metalowo
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Śniegu płoń!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Tegoż autora

Obyś (nie) żył w takich czasach!
— Sebastian Chosiński

W szponach geparda, łapach goryla i paszczy krokodyla
— Sebastian Chosiński

Zdrada czai się pod wodą
— Sebastian Chosiński

Wróblewski był pierwszy!
— Sebastian Chosiński

Remanent filmowy 2017
— Sebastian Chosiński, Miłosz Cybowski, Grzegorz Fortuna, Adam Kordaś, Marcin Osuch, Jarosław Robak, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Wulkaniczny wehikuł czasu
— Sebastian Chosiński

Kto z Ligą wojuje…
— Sebastian Chosiński

Napalona doktor Quinn
— Sebastian Chosiński

Wampirza podróż w czasie i przestrzeni
— Sebastian Chosiński

Dobra mina do złej gry
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.