Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Tu miejsce na labirynt…: Pod okiem nowojorskiego „cadyka”

Esensja.pl
Esensja.pl
W rok po debiucie ukazał się drugi pełnowymiarowy album nowego projektu kalifornijskiego trębacza Daniela Rosenbooma – kwartetu Burning Ghosts. Krótszy od swego poprzednika o prawie pół godziny prezentuje się jako dzieło dużo bardziej zwarte, przejrzyste i emocjonalnie przejmujące. Znać rękę Johna Zorna. Bez jego producenckiego udziału „Reclamation” zapewne nie byłoby tak dobrym wydawnictwem.

Burning Ghosts
‹Reclamation›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułReclamation
Wykonawca / KompozytorBurning Ghosts
Data wydania30 czerwca 2017
Wydawca Tzadik
NośnikCD
Czas trwania44:16
Gatunekjazz, metal
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzie
Daniel Rosenboom, Jake Vossler, Richard Giddens, Aaron McLendon
Utwory
CD1
1) FTOF08:00
2) Harbinger05:45
3) The War Machine06:08
4) Radicals07:02
5) Betrayal05:33
6) Gaslight02:21
7) Catalyst04:21
8) Zero Hour02:43
9) Revolution02:25
John Zorn – właściciel Tzadik Records – to prawdziwy człowiek-instytucja. Nie tylko genialny kompozytor i multiinstrumentalista (głównie saksofonista), ale również niezwykle ceniony producent i wydawca. Trafić do jego stajni to prawie jak wygrać los na loterii. Zorn współpracuje bowiem tylko z artystami wybitnymi, co niekoniecznie jest tożsame ze „znanymi”. Proponuje „angaż” głównie tym, którzy chętnie przecierają szlaki i mieszają style, udowadniając, że muzykę klasyczną, jazz, rock i ich pochodne łączy znacznie więcej, niż nam się wydaje. Jedną z ostatnich „zdobyczy” Johna jest kalifornijski kwartet Burning Ghosts, na czele którego stoi trębacz Daniel Rosenboom – twórca bardzo pracowity i jednocześnie kreatywny (co nie zawsze idzie w parze), znany z nader licznych produkcji solowych (jak na przykład „Book of Omens”) czy nagrań zespołu Dr. MiNT („Ritual”). Wiosną 2015 roku powołał on do życia grupę, której nazwa – dużo bardziej niż z jazzem – może kojarzyć się z ekstremalnym heavy metalem: Płonące Dusze. Robi wrażenie, prawda?
Debiutancki materiał kwartetu, w którym – oprócz Rosenbooma – znaleźli się również gitarzysta Jake Vossler, kontrabasista Richard Giddens oraz perkusista Aaron McLendon, nagrany został dwa lata temu (w połowie lipca 2015 roku), a wydany przed rokiem (w maju 2016). Znalazła się na nim muzyka będąca połączeniem free jazzu i metalu, od której w swojej karierze nie stronił w przeszłości także Zorn (wystarczy wspomnieć takie projekty, jak Naked City czy PainKiller). Nic zatem zaskakującego w tym, że nowojorczyk zwrócił uwagę na działalność swego młodszego o blisko trzy dekady kolegi po fachu, proponując mu, by drugi album Burning Ghosts ukazał się z szyldem wytwórni Tzadik Records na okładce (w serii „Spotlight”). Jako że Johnowi się nie odmawia, po kilku miesiącach kwartet ze słonecznej Kalifornii wszedł do studia i pod okiem mistrza zarejestrował materiał, który ukazał się na płycie zatytułowanej „Reclamation”. W porównaniu z debiutem muzyka wiele się nie zmieniła, ale jednocześnie stała bardziej wyrazista i konsekwentna, co tylko wyszło jej na dobre.
Zorn wymógł na Płonących Duszach jeszcze jedną istotną rzecz: płyta ma być krótsza! I jest. O prawie pół godziny. Dzięki temu nie nuży. Nie wywołuje uczucia przesytu, które mogło towarzyszyć odsłuchowi debiutu. Album otwiera „FTOF” – ośmiominutowa kompozycja, której ton nadaje energetyczna perkusja McLendona. Z czasem dołącza do niej Rosenboom ze swoją trąbką; w efekcie przez kilkadziesiąt sekund oba instrumenty toczą intrygujący dialog, który przerywa dopiero pojawienie się zadziornej, noise’owej partii gitary Vosslera. Jake nie stroni zresztą od improwizacji, pozwalając sobie przy tym na wchodzenie w interakcję z rozemocjonowaną sekcją rytmiczną. Po mocnym początku temperatura rośnie jeszcze bardziej za sprawą posępnego „Harbinger”, który jest modelowym wręcz przykładem symbiozy pomiędzy heavy metalem (vide kontrabas i bębny) a free jazzem (trąbka). Gitarzysta z kolei przez pewien czas stara się łączyć oba muzyczne światy, na koniec godząc wszystkich industrialnymi zgrzytami i szumami.
Groźnie brzmiący utwór – przynajmniej jeśli chodzi o tytuł – „The War Machine” skrywa jedną z bardziej stonowanych kompozycji Rosenbooma. Chociaż i tutaj Giddens i McLendon mocno skręcają w stronę metalu, to jednak trębacz łagodzi nastroje. Podobnie dzieje się w „Radicals”, gdzie na tle mocnego rockowego podkładu pojawia się bardzo melodyjna partia instrumentu dętego. Później czas dla siebie dostaje Giddens, po którego solowym popisie kwartet ponownie odpływa w rejony improwizowanego jazz-metalu. A później mamy do czynienia z nietypowym dla Burning Ghosts eksperymentem. Kolejnych pięć utworów składa się bowiem na trwającą prawie osiemnaście minut suitę. Numery, choć zróżnicowane melodycznie (obok fragmentów opracowanych z niemal matematyczną precyzją pojawiają się także improwizacje), są ze sobą ściśle połączone. Czego można się po nich spodziewać? W czadowym „Betrayal” pojawia się sprzężona gitara barytonowa; „Gaslight” ton nadaje pełen zadumy kontrabas; w „Catalyst” Rosenboom udowadnia, że możliwości brzmieniowe, jakie daje trąbka, są praktycznie nieograniczone; „Zero Hour” stanowi natomiast chwilowe ukojenie przed wieńczącym całość rebelianckim „Revolution”.
Różnie można tłumaczyć na język polski tytuł albumu. O co mogło chodzić Rosenboomowi i jego kompanom? W rozwikłaniu tej zagadki nie pomaga fakt, że mamy do czynienia z płytą w stu procentach instrumentalną. Choć może to i lepiej. Dzięki temu jedni dostrzegą w „Reclamation” nawiązanie do „odzyskiwania surowców wtórnych” – w sensie tworzenia nowej jakości artystycznej z dobrze już znanych materiałów, a inni odczytają to jako „rewindykację” polegającą na powrocie do muzycznego świata, do którego już wcześniej zdarzało się zapraszać amerykańskiemu trębaczowi słuchaczy. W obu przypadkach skojarzenia są jak najbardziej pozytywne.
koniec
3 sierpnia 2017
Skład:
Daniel Rosenboom – trąbka, skrzydłówka
Jake Vossler – gitara elektryczna, gitara barytonowa
Richard Giddens – kontrabas
Aaron McLendon – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Obyś (nie) żył w takich czasach!
Sebastian Chosiński

22 II 2018

Mimo sześćdziesięciu pięciu lat na karku, Boris Griebienszczikow – lider petersburskiego Akwarium – ani na moment nie zwalnia tempa. Wciąż koncertuje i nagrywa – zarówno pod szyldem swego zespołu, jak i własnym nazwiskiem. W połowie lutego światło dzienne ujrzał kolejny solowy album legendarnego wokalisty i gitarzysty, noszący okrojony z powodów cenzuralnych tytuł „Время N”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Ziemia – planeta wybitnych muzyków
Sebastian Chosiński

20 II 2018

W ostatnich latach fani przyzwyczaili się już do tego, że kiedy pada hasło „Elephant9”, odzew musi brzmieć: „Reine Fiske”! Nie tym razem jednak. Na najnowszej, wydanej w połowie lutego płycie norweskiego tria szwedzkiego gitarzysty nie uświadczymy. Ale czy to oznacza, że „Greatest Show on Earth” jest produkcją słabszą od „Atlantis” czy „Silver Mountain”? W żadnym wypadku. Tym bardziej że rolę gitary przejęły nie mniej klimatyczne i zadziorne instrumenty klawiszowe.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Fragmentaryczność na dwa (kontra)basy
Sebastian Chosiński

15 II 2018

Norweski kontrabasista (free)jazzowy Jon Rune Strøm to przypadek artysty, który ma na koncie znacznie więcej wydanych płyt niż lat na karku. I nic dziwnego, bo od ponad dekady jest dosłownie rozrywany przez skandynawskich kolegów po fachu. Pewnie dlatego tak późno wpadł na pomysł, aby stworzyć własną formację. Aż w końcu w ubiegłym roku przełamał się i powołał do życia Quintet, który przed miesiącem zadebiutował albumem „Fragments”.

więcej »

Polecamy

Jedyny człowiek potrafiący zagrać na chlebaku

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Jedyny człowiek potrafiący zagrać na chlebaku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Sikory złote pod mankietem odmierzają sekund bieg
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

99 czerwonych balonów
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Anna z dalekiej północy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Drugi najpiękniejszy cover Stinga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nauczyli się latać
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Polacy na metalowo
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Śniegu płoń!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.