Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 lipca 2018
w Esensji w Esensjopedii

Marker
‹Wired for Sound›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWired for Sound
Wykonawca / KompozytorMarker
Data wydania11 grudnia 2017
Wydawca Audiographic Records
NośnikCD
Czas trwania67:16
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Ken Vandermark, Andrew Clinkman, Steve Marquette, Macie Stewart, Phil Sudderberg
Utwory
CD1
1) Okinawa Bullfight [For Chantal Akerman]23:20
2) Every Carnation [For Pina Bausch]23:18
3) Doctors in the Shot [For Anthony Braxton & Bernie Worrell]20:38
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Lider idealny. I dzieło wielkiego formatu

Esensja.pl
Esensja.pl
Ken Vandermark kojarzony jest przede wszystkim z improwizowanym jazzem. Od czasu do czasu jednak, choć rzadko, wyprawia się w inne rejony muzyczne. Nie tak dawno postanowił zajrzeć do świata… jazz-rocka. Pod szyldem Marker zebrał alternatywnych i awangardowych artystów sceny chicagowskiej i zarejestrował materiał, który ukazał się na albumie zatytułowanym „Wired for Sound”.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Lider idealny. I dzieło wielkiego formatu

Ken Vandermark kojarzony jest przede wszystkim z improwizowanym jazzem. Od czasu do czasu jednak, choć rzadko, wyprawia się w inne rejony muzyczne. Nie tak dawno postanowił zajrzeć do świata… jazz-rocka. Pod szyldem Marker zebrał alternatywnych i awangardowych artystów sceny chicagowskiej i zarejestrował materiał, który ukazał się na albumie zatytułowanym „Wired for Sound”.

Marker
‹Wired for Sound›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWired for Sound
Wykonawca / KompozytorMarker
Data wydania11 grudnia 2017
Wydawca Audiographic Records
NośnikCD
Czas trwania67:16
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Ken Vandermark, Andrew Clinkman, Steve Marquette, Macie Stewart, Phil Sudderberg
Utwory
CD1
1) Okinawa Bullfight [For Chantal Akerman]23:20
2) Every Carnation [For Pina Bausch]23:18
3) Doctors in the Shot [For Anthony Braxton & Bernie Worrell]20:38
Wyszukaj / Kup
Jest – bez wątpienia – tytanem pracy. Można odnieść wrażenie, że poza kilkoma godzinami dziennie przeznaczanymi na sen, czas upływa mu przede wszystkim na koncertowaniu i nagrywaniu. I to nie tylko w ojczystych Stanach Zjednoczonych, ale na całym świecie. Nie stroni przy tym od współpracy z wciąż nowymi artystami, nierzadko wywodzącymi się z zupełnie innego niż on muzycznego świata. W ubiegłym roku Ken Vandermark – bo o niego chodzi – nawiązał współpracę z awangardowym (łączącym muzykę klasyczną z minimalizmem i jazzem) chicagowskim triem The Few, w którego składzie znajdują się między innymi skrzypaczka Macie Stewart i gitarzysta Steve Marquette. Tak zaczął się formować nowy projekt cenionego saksofonisty i klarnecisty – kwintet Marker. Niebawem szeregi zespołu zasilili jeszcze drugi gitarzysta Andrew Clinkman (improwizator, znany między innymi z kooperacji z perkusistą Timem Daisym) oraz bębniarz Phil Sudderberg (na co dzień udzielający się w indierockowym Grandkids).
Wszyscy muzycy, których Ken skupił wokół siebie – wraz z nim samym – swoją bazę wypadową mają w Chicago. Tam więc odbywały się próby i tam też – w Experimental Sound Studio – miała miejsce sesja nagraniowa, której efektem stała się płyta „Wired for Sound”. Nagrano ją w ciągu zaledwie jednego dnia, 29 września tego roku; do sprzedaży trafiła natomiast – za sprawą należącej do Vandermarka wytwórni Audiographic Records – w połowie grudnia, stając się tym samym zaskakującym i, co najważniejsze, niezwykle smakowitym prezentem pod choinkę. W składzie Marker znaleźli się artyści, których zainteresowania wykraczają znacznie poza klasyczny free jazz; można było zatem podejrzewać, że także ich wspólne dokonania będą przekraczać gatunkowe granice. I tak właśnie się stało. Debiutancki album formacji – zakładając, że nie jest on tylko jednorazowym „wybrykiem” – odważnie wkracza bowiem na terytorium na co dzień okupowane przez rockmanów. Choć – dodajmy – chodzi tu o rock mocno przyprawiony awangardą.
Na „Wired for Sound” trafiły trzy rozbudowane kompozycje, każda po ponad dwadzieścia minut. Każda też – wzorem kilku innych projektów Vandermarka (vide The Resonance Ensemble, Made to Break czy Audio One) – została dedykowana mniej lub bardziej znaczącym postaciom ze świata szeroko pojętej kultury i sztuki. Adresatką otwierającego album „Okinawa Bullfight” jest nieżyjąca od dwóch lat belgijska (chociaż o korzeniach żydowsko-polskich) aktorka, scenarzystka i reżyserka filmowa Chantal Akerman, której – co ciekawe – Ken już wcześniej podarował jeden ze swoich utworów (chodzi o „Waiting Waiting” z płyty „Dispatch to the Sea” kwartetu Made to Break). Świadczy to tylko o tym, jak wielkie wrażenie musiały robić na nim awangardowe dzieła Belgijki. Nie mniej porywająca jest muzyczna wyprawa w jej świat. Zaczyna się iście rockowa – od motorycznej perkusji i zgrzytliwych gitar (w obu kanałach). Dopiero w późniejszym czasie pojawiają się stricte jazzowe improwizacje saksofonu i fortepianu.
Vandermark nieczęsto ma do dyspozycji tak bogate instrumentarium, na dodatek wykraczające poza zestaw kojarzony zazwyczaj z free jazzem (nawet jeśli weźmiemy pod uwagę liczniejsze osobowo The Resonance Ensemble czy Audio One, musimy pamiętać o tym, że większość obu formacji stanowią mimo wszystko sekcje dęte), można więc było zastanawiać się, czy będzie potrafił należycie je wykorzystać. „Okinawa Bullfight” rozwiewa wszelkie wątpliwości. Gdy pojawiają się skrzypce, brzmią jak elektroniczne drony; spowolnione w drugiej części kompozycji do granic możliwości perkusja i gitary kojarzą się z kolei ze sludge metalem. Jedynie saksofon Kena kojarzy się jednoznacznie z jazzem, choć pojawiają się takie momenty, kiedy i on podejmuje narrację narzuconą przez resztę zespołu. Co wszystkim – także słuchaczom – wychodzi na dobre. Utwór numer dwa, „Every Carnation”, dedykowany został legendarnej niemieckiej tancerce i choreografce Pinie Bausch (zmarłej przed ośmioma laty). I pewnie dlatego przez kilka dobrych minut – po improwizowanym otwarciu – muzycy pozwalają sobie na nieco lżejszy ton, bywają nawet frywolni i żartobliwi.
Ale życie Bausch znaczone było nie tylko sukcesami; nie zabrakło w nim też momentów dramatycznych. One również znalazły swoje odzwierciedlenie w „Every Carnation” – we fragmentach, które zaklasyfikować można jako mieszankę post-rocka, sludge’u, a nawet progresu. Na plan pierwszy wybijają się w nich skrzypce i perkusja, tło wypełniają natomiast gitary. Do tego dodać należy jeszcze dwie ekscytujące solówki: saksofonu (w trzynastej minucie) oraz organów Hammonda i syntezatorów Mooga (na zakończenie utworu). Ostatnia kompozycja, „Doctors in the Shot”, ma dwóch adresatów: legendarnego saksofonistę freejazzowego Anthony’ego Braxtona oraz zmarłego w ubiegłym roku Berniego Worrella, klawiszowca powiązanego z formacjami Parliament-Funkadelic czy Praxis. Tu również zaskoczeń i stylistycznych mikstur nie brakuje; modern creative przenika się z estetyką fusion, noise z rockową awangardą, wreszcie klasyczny free jazz z post-rockiem. Można się zastanawiać, jak tyle muzycznych inspiracji dało się zmieścić w jednej – trwającej wprawdzie dwadzieścia minut, ale to znów nie aż tak wiele – kompozycji. To efekt znakomitej współpracy całego składu Marker.
Vandermark okazał się być liderem idealnym, pozwolił bowiem swoim „podwładnym” na całkowitą swobodę, w żaden sposób ich nie ograniczając, ba! wręcz przeciwnie – zachęcając do artystycznych poszukiwań. Miał jednak do czynienia z muzykami na tyle świadomymi, że mógł być pewien, iż nie „rozbiegną” mu się w rejony, z których nie będzie już w stanie przywołać ich na wspólne podwórko. Odpłacili mu się nie tylko kapitalnymi partiami solowymi (zwłaszcza Macie), ale także świetnym drugim i trzecim planem. Ken potrafił też powstrzymać własne ambicje, oddać miejsce pozostałym instrumentalistom, zrezygnować z eksponowania wyłącznie saksofonu i klarnetu. Mógł tak jednak uczynić, mając pewność, że Clinkman, Marquette i Stewart godnie go zastąpią, wnosząc do muzyki zespołu świeży powiew, wzbogacając ją o elementy, których Vandermark sam z siebie z oczywistych powodów by nie wprowadził. Dziś jeszcze jest zbyt wcześnie, aby stwierdzić, czy Marker okaże się być jedynie efemerydą, czy też przetrwa dłużej i po „Wired for Sound” pojawią się kolejne wydawnictwa sygnowane tą nazwą. Oby tak właśnie się stało!
koniec
19 grudnia 2017
Skład:
Ken Vandermark – instrumenty dęte (saksofon tenorowy, saksofon barytonowy, klarnet)
Andrew Clinkman – gitara elektryczna (kanał lewy)
Steve Marquette – gitara elektryczna (kanał prawy)
Macie Stewart – organy, fortepian, syntezatory, skrzypce
Phil Sudderberg – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Słuchaj i rozkoszuj się!
Sebastian Chosiński

19 VII 2018

Dwóch muzyków, których dzieli całe pokolenie, ale łączy wspólna wrażliwość i zamiłowanie do tworzenia pięknych melodii. Wydana jeszcze w 2017 roku płyta „Dark Morning” jest podsumowaniem ponad rocznej współpracy koncertowej trębacza Piotra Schmidta i pianisty Wojciecha Niedzieli. Zarazem jest to w ostatnich latach jeden z najbardziej wysmakowanych albumów, na których znajdą coś dla siebie i wielbiciele smooth jazzu, i miłośnicy improwizacji.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Marsz, marsz Dąbrowski!
Sebastian Chosiński

17 VII 2018

Od wielu już lat dzieli swoje artystyczne życie pomiędzy Polskę i Danię. Ciągłe podróże nie stoją mu jednak na przeszkodzie w twórczej aktywności. Można odnieść wrażenie, że jest dokładnie na odwrót. W ciągu dekady Tomasz Dąbrowski wziął bowiem udział w nagraniu kilkudziesięciu płyt. Najnowsza, zrealizowana pod szyldem Ad Hoc, nosi tytuł „Ninjazz”. Dlaczego taki? Bo w składzie grupy jest aż trzech Japończyków.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Czerwień widzę! Na jedno oko…
Sebastian Chosiński

12 VII 2018

Przestańmy narzekać na polską muzykę! Bo tak naprawdę wcale nie mamy czego się wstydzić. Należy tylko sięgnąć głębiej, trochę poskrobać, zejść do podziemi. Bo właśnie tam znaleźć można to, co najwartościowsze. Jak na przykład gdyński kwartet Lonker See, który w tym roku wydał album śmiało mogący stawać w szranki z najwybitniejszymi dziełami europejskiego i światowego free-jazzu i post-rocka. Ciekawi jesteście tytułu tego wydawnictwa? „One Eye Sees Red”.

więcej »

Polecamy

Zamienię szyszynkę na szyszkę

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Zamienię szyszynkę na szyszkę
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Urodzony by być Muppetem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Punkowe Kocmołuchy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Muzykoterapia na narodowe traumy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z Kuśki wzięte
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tata z pasją
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Szyku, szyku… feel good… szyku, szyku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

W ogrodzie na tyłach domu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Szalony świat smutnego clowna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Szwajcaria dla świata
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.