Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 września 2018
w Esensji w Esensjopedii

DKV Trio
‹Latitude 41.88›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLatitude 41.88
Wykonawca / KompozytorDKV Trio
Data wydania13 listopada 2017
Wydawca NotTwo Records
NośnikCD
Czas trwania59:55
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Ken Vandermark, Kent Kessler, Hamid Drake
Utwory
CD1
1) Faster Than It Would Be20:25
2) 20th Century Myth17:33
3) Uncontrolled Writer21:57
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Erupcja wulkanu

Esensja.pl
Esensja.pl
To zdecydowanie ten zespół, w którym Ken Vandermark czuje się najlepiej – działające od połowy lat 90. ubiegłego wieku DKV Trio. Nie dość, że od początku działalności jego skład nie uległ zmianie – dopełniają go kontrabasista Kent Kessler i perkusista Hamid Drake – to na dodatek każdy album grupy skrzy się różnymi nastrojami i poraża energią. Nie inaczej rzecz ma się z wydanym przed miesiącem „Latitude 41.88”.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Erupcja wulkanu

To zdecydowanie ten zespół, w którym Ken Vandermark czuje się najlepiej – działające od połowy lat 90. ubiegłego wieku DKV Trio. Nie dość, że od początku działalności jego skład nie uległ zmianie – dopełniają go kontrabasista Kent Kessler i perkusista Hamid Drake – to na dodatek każdy album grupy skrzy się różnymi nastrojami i poraża energią. Nie inaczej rzecz ma się z wydanym przed miesiącem „Latitude 41.88”.

DKV Trio
‹Latitude 41.88›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLatitude 41.88
Wykonawca / KompozytorDKV Trio
Data wydania13 listopada 2017
Wydawca NotTwo Records
NośnikCD
Czas trwania59:55
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Ken Vandermark, Kent Kessler, Hamid Drake
Utwory
CD1
1) Faster Than It Would Be20:25
2) 20th Century Myth17:33
3) Uncontrolled Writer21:57
Wyszukaj / Kup
W ostatnich tygodniach (względnie, sięgając nieco głębiej w przeszłość, miesiącach) urządziliśmy w „Esensji” prawdziwy festiwal dokonań amerykańskiego saksofonisty Kena Vandermarka. Trudno jednak by było inaczej, skoro to – po pierwsze – twórca niezwykle płodny, po drugie – trzymający nieodmiennie od lat wysoki poziom. Nie bez powodu zaliczany jest do największych gwiazd współczesnego jazzu improwizowanego na świecie. Nie bez powodu też cieszy się dużą popularnością w Polsce, gdzie regularnie ukazują się jego nowe albumy. Dobiegający końca rok 2017 był dla muzyka rodem z Chicago tradycyjnie bardzo pracowity. Jego dyskografia wzbogaciła się o kilkanaście pozycji, w tym tak interesujące, jak krążki współtworzonych przez niego formacji Lean Left („I Forgot to Breathe”), Summit Quartet („Live in Sant’Anna Arresi”), Made to Break („Trébuchet”) czy Marker („Wired for Sound”) oraz sygnowane własnym nazwiskiem „Escalator” i „Momentum 2 & 3”. A to jedynie wybór. Nie byłby on jednak w pełni reprezentatywny, gdyby nie znalazło się w nim opublikowane w połowie listopada najnowsze wydawnictwo DKV Trio „Latitude 41.88”.
DKV Trio to jeden z najdłużej istniejących zespołów Vandermarka i zarazem jeden z najbardziej regularnych, biorąc pod uwagę częstotliwość, z jaką publikuje kolejne płyty. Początek jego działalności to połowa lat 90. XX wieku. Co ciekawe, w ciągu tych ponad dwudziestu lat skład grupy nie uległ zmianie; Kenowi wciąż towarzyszą kontrabasista Kent Kessler oraz czarnoskóry perkusista Hamid Drake. I to jest zapewne jeden z kluczy do sukcesu formacji – artyści bowiem doskonale się rozumieją, potrafią grać ze sobą „w ciemno”, co w przypadku muzyki powstającej intuicyjnie, rodzącej się – dosłownie - na scenie jest niezwykle istotne. Warto też podkreślić, że w ostatnich latach wytwórnią mającą (niemal) monopol na wydawanie DKV Trio jest Not Two Records. Dzięki firmie z Krakowa światło dzienne ujrzały już dwa boksy koncertowe („Past Present”, 2012; „Sound in Motion in Sound”, 2014) oraz nagrany do spółki ze Skandynawami z The Thing „Collider” (2016). Teraz do zbioru doszło jeszcze wspomniane „Latitude 41.88”. Trwający prawie dokładnie godzinę album zawiera materiał zarejestrowany podczas przedświątecznego koncertu, jaki miał miejsce 21 grudnia 2014 roku w klubie Sugar Maple w Milwaukee (w stanie Wisconsin).
Dziwić może nieco fakt, że z wydaniem tego koncertu czekano aż trzy lata (bez jednego miesiąca). Tym bardziej że – co w przypadku DKV Trio jest tradycją – grupa zaprezentowała się doskonale. Być może miało to związek z natłokiem innych wydawnictw Vandermarka. A może początkowo materiał ten po prostu umknął uwadze lidera zespołu. Wszak Ken rejestruje wszystkie swoje występy. Samo ich późniejsze odsłuchanie musi zabierać mnóstwo czasu. Do tego trzeba dodać czas przeznaczony na dokonanie wyboru najlepszego koncertu, na miks, mastering i wszystko inne, co wiąże się z udostępnieniem nagrań. Najważniejsze jednak, że się doczekaliśmy. Z miejsca też musimy uporać się z zagadką (obawiam się, że nierozwiązywalną), jaką zafundowali nam Amerykanie. Co kryje tytuł albumu? Jeżeli jakiś konkretny punkt na Ziemi, aby go zlokalizować, powinniśmy obok szerokości (41.88) otrzymać jeszcze dane dotyczące długości geograficznej. A tych, niestety, brak. Może jednak o to właśnie chodziło Kenowi, Kentowi i Hamidowi – dać wskazówkę, podsunąć trop, lecz bez jednoznacznego przypisywania do określonego miejsca w przestrzeni. Bo taka przecież, w pewnym sensie, jest również muzyka DKV Trio – wymykająca się jednoznacznym klasyfikacjom.
Owszem, to free jazz, ale często zapuszczający się w rejony niekoniecznie jazzowe. W twórczości grupy nie brakuje bowiem inspiracji muzyką etniczną (co jest przede wszystkim zasługą Drake’a) ani wycieczek do świata rocka (za co odpowiada cała sekcja rytmiczna). Do tego dodać trzeba jeszcze elementy awangardy i minimalizmu. Jedno jest pewne: słuchając DKV Trio nie sposób się nudzić! Na najnowszy album formacji trafiły trzy rozbudowane improwizacje. Otwiera go prawdziwy freejazzowo-rockowy killer pod postacią „Faster Than It Would Be”. Muzycy nie oszczędzają tu ani siebie, ani słuchaczy. Dla Vandermarka utwór ten musiał być ogromnym wysiłkiem fizycznym. To dwadzieścia minut najostrzejszej „jazdy”, podczas której rolę przewodnika (czy też, jak kto woli, kierowcy) pełni właśnie saksofonista. Tu nie ma nawet chwili na wzięcie oddechu. Jest za to rozsadzająca głośniki energia. Ken – na tle bardzo dynamicznej sekcji rytmicznej – buduje z mozołem nadzwyczaj okazały gmach. Bywa zadziorny, niekiedy wściekły, ale przede wszystkim – konsekwentny. Najpierw, we wstępie, wprowadza – wyłaniający się z pozornego chaosu – wątek, a następnie przez kilkanaście minut logicznie – ktoś inny mógłby stwierdzić, że obsesyjnie – obudowuje go dźwiękami.
W „Faster Than It Would Be” formacja zamienia się w najprawdziwszy wulkan, którego erupcja jest w stanie zmieść z powierzchni ziemi wszystko i wszystkich. Po tak potężnej dawce energii musi nastąpić moment wyciszenia, przede wszystkim Vandermarkowi należy się kilka minut odpoczynku, aby mógł dojść do siebie. Dlatego też „20th Century Myth” rozpoczyna się od długiej solówki perkusisty. Drake wykracza w niej poza klasyczny free jazz, szukając natchnienia w rytmach etnicznych. Nawet jeżeli pozwala sobie na mocniejsze uderzenie, nie da się tego porównać z utworem wcześniejszym. Gdy wreszcie dołącza do niego Ken, jego partia brzmi niemal kojąco i dobrodusznie. Dopiero w drugiej części kompozycji muzycy podkręcają tempo i wracają na przetarty uprzednio szlak. Końcówka to ponownie popis Vandermarka, który gra w taki sposób, różnicując tonacje, jakby sam ze sobą prowadził dialog. Wymaga to ogromnej biegłości, ale przecież mamy do czynienia z mistrzem nad mistrze. W zamykającym płytę „Uncontrolled Writer” też nie brakuje momentów porywających. I to zarówno wtedy, gdy mamy do czynienia z awangardową introdukcją, jak i – w części środkowej – solówką kontrabasu. Finał, podobnie jak w przypadku „Dwudziestowiecznego mitu”, poraża dynamiką (Hamid ma dosłownie pełne ręce roboty), która dodatkowo uwypukla hipnotyczny pochód saksofonu. Trudno wymarzyć sobie wspanialsze pożegnanie.
koniec
26 grudnia 2017
Skład:
Ken Vandermark – saksofon tenorowy, saksofon barytonowy, klarnet
Kent Kessler – kontrabas
Hamid Drake – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o muzyce: Eklektycznie i nieszczególnie świeżo
Sebastian Chosiński

11 IX 2018

Przyznam, że rozwikłanie wszystkich zawiłości w dziejach warszawskiej formacji Jamun wydaje się wręcz niemożliwe. Potrzebny byłby do tego znakomity detektyw, na dodatek z historycznymi ciągotkami.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Jazz wśród hut i stalowni
Sebastian Chosiński

30 VIII 2018

W świecie free jazzu nikogo nie dziwią międzynarodowe kooperacje i okazjonalne składy, które zbierają się niekiedy nawet na jeden występ, względnie na jedną trasę koncertową. Niektóre z nich z czasem stają się regularnie działającymi zespołami. Czy taki los czeka trio złożone z Amerykanina Joego McPhee, Brytyjczyka Johna Edwardsa i Niemca Klausa Kug(e)la – trudno stwierdzić w tej chwili. Na razie mamy w ręku ich pierwszy wspólny album – „Journey to Parazzar” – i powinniśmy się z tego faktu (...)

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Powroty z gatunku pożądanych
Sebastian Chosiński

28 VIII 2018

Escalator – to kolejny z kilkunastu projektów freejazzowych, którym lideruje amerykański saksofonista Ken Vandermark. Tym razem zaprosił on do współpracy ukraińskiego kontrabasistę Marka Tokara oraz niemieckiego bębniarza Klausa Kug(e)la. Trio narodziło się na scenie krakowskiego klubu „Alchemia” wiosną 2016 roku i po siedmiu miesiącach powróciło tam, aby dać następny rewelacyjny koncert, wydany właśnie na albumie „No-Exit Corner”.

więcej »

Polecamy

Zacznijmy od „gis”

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Zacznijmy od „gis”
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Czołowy przedstawiciel wieś punku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Maaammaaa Juhuuu!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Taki biały kożuszek
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Idziemy z kraju, gdzie lód i śnieg
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ostre hejka!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 wspominkowych coverów Maanamu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Powinnaś być szczęśliwa, Kylie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Na polanie Stokrotka
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zamienię szyszynkę na szyszkę
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

Jazz wśród hut i stalowni
— Sebastian Chosiński

Powroty z gatunku pożądanych
— Sebastian Chosiński

Rockowa forma, jazzowa treść
— Sebastian Chosiński

Ludzie z bagien i na „kwasie”
— Sebastian Chosiński

Dźwiękowe voodoo
— Sebastian Chosiński

Ciemna materia i kosmiczny wiatr
— Sebastian Chosiński

Na tropie kosmicznych braci
— Sebastian Chosiński

Przedawkowanie grozi halucynacjami
— Sebastian Chosiński

W pięćdziesiąt lat dookoła świata
— Sebastian Chosiński

Dziedzictwo Magmy
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.