Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Tu miejsce na labirynt…: Gdy jazz chce trafić pod strzechy…

Esensja.pl
Esensja.pl
Jazzowe supergrupy to nic zaskakującego. Wprost przeciwnie, w tym światku to w zasadzie norma. Taki status można nadać także norwesko-szwedzkiemu kwartetowi Roligheten, na czele którego stoi saksofonista i klarnecista… André Roligheten. We wrześniu ubiegłego roku formacja zadebiutowała albumem „Homegrown”, który ukazał się pod szyldem kultowej lizbońskiej wytwórni Clean Feed.

Roligheten
‹Homegrown›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułHomegrown
Wykonawca / KompozytorRoligheten
Data wydania22 września 2017
Wydawca Clean Feed
NośnikCD
Czas trwania45:34
Gatunekjazz
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzie
André Roligheten, Adrian Løseth Waade, Jon Rune Strøm, Erik Nylander
Utwory
CD1
1) Bratsberg Boogie10:57
2) Nidkjær02:58
3) Telemark Tango08:16
4) Syvsover06:26
5) Omkalfatring03:54
6) Saft Suse09:00
7) Myse01:29
8) Kathleen Gray02:34
O André Rolighetenie – norweskim saksofoniście i klarneciście – można by pisać długo i uczenie. Ale można także pójść na skróty i wymienić kilka formacji i albumów, w powstaniu których miał on w ostatnich latach swój udział. Złożą się one wówczas na całkiem spory dorobek współczesnego skandynawskiego free jazzu. Kilka przykładów: Gard Nilssen’s Acoustic Unity i płyta „Firehouse” (2015), Damana i „Cornua Copiae” (2016), Friends & Neighbors i „What’s Wrong?” (2016), wreszcie Rune Your Day i tak samo zatytułowana, wydana wiosną ubiegłego roku debiutancka produkcja kwartetu. Mało? Skądże! Ale czegoś mimo wszystko tu brakuje. Odpowiedź, po bliższym przyjrzeniu się sprawie, wydaje się oczywista – nie ma w tym spisie formacji, której André byłby niekwestionowanym liderem. Na szczęście jesienią 2016 roku, gdy na jazzowych scenach zagościł kwartet Roligheten, niedoparzenie to zostało w końcu naprawione.
André zaprosił do współpracy muzyków zaprawionych w artystycznych bojach. Z jednym z nich, kontrabasistą Jonem Rune Strømem (znanym chociażby z udziału w takich projektach, jak Nu Ensemble Matsa Gustafssona, Large Unit Paala Nilssen-Love’a, Frode Gjerstad Trio, Universal Indians czy All Included), miał niejednokrotnie okazję grywać. Dwaj pozostali, choć dotąd z Rolighetenem nie kooperowali, to jednak także mają czym się pochwalić. Skrzypek Adrian Løseth Waade związany był z orkiestrą Skadedyr, można go również odnaleźć we freejazzowych ansamblach Filosofer i Nakama; z kolei dyskografia szwedzkiego perkusisty Erika Nylandera – mimo jego młodego wieku (urodził się w 1981 roku) – liczy już ponad dwadzieścia pozycji. Cała czwórka 4 października 2016 roku pojawiła się w Oslo i zamknęła w klubie Nasjonal Jazzscene, aby zarejestrować materiał na debiutancki krążek. Wydała go natomiast – prawie rok później – lizbońska wytwórnia Clean Feed, od jakiegoś czasu z zamiłowaniem penetrująca skandynawski rynek jazzowy.
Jeśli jednak, po przeanalizowaniu dotychczasowych dokonań członków kwartetu, sądzicie, że „Homegrown” zawiera stuprocentowy free jazz – będziecie w błędzie. Roligheten jako lider własnego projektu, postanowił bowiem pożeglować w nieco innym kierunku. Nie oznacza to wcale, że całkowicie zrezygnował z improwizacji, ale na pewno nie są one dominującym elementem na płycie. Spod jego ręki wyszło siedem (z ośmiu) kompozycji zawartych na albumie; zamykająca go ballada „Kathleen Gray” została natomiast pożyczona od Ornette’a Colemana. Choć w oryginale nosiła nieco inny tytuł – „Kathelin Gray”. To imię i nazwisko amerykańskiej producentki filmowej, która w 1985 roku wyprodukowała poświęcony pionierowi free jazzu dokument „Made in America”. Za co parę miesięcy później legendarny saksofonista i trębacz odwdzięczył się jej utworem opublikowanym na nagranej z udziałem gitarzysty Pata Metheny’ego płycie „Song X”. Do tego fragmentu dojdziemy jednak pod koniec tekstu.
A co ciekawego znalazło się na „Homegrown” wcześniej (czyli przed „Kathleen Gray”)? Muzyka zaskakująco eklektyczna i – na swój sposób – staromodna. Pozbawiona karkołomnych podziałów rytmicznych i szalonych, nieokiełznanych solówek. W zamian kwartet postanowił zaoferować klasyczny modern jazz doprawiony szczyptą folkloru, w paru przypadkach skrzyżowany także z innymi gatunkami muzycznymi. Ale po kolei. Wydawnictwo otwiera najdłuższy w całym zestawie „Bratsberg Boogie”, którego początek – prawie dwie minuty – nijak się ma do tytułu. Wstęp jest bardzo nastrojowy, dęciaki snują się rzewnie, jakby Roligheten założył sobie, że najpierw słuchaczy uśpi, a dopiero potem postawi na równe nogi. W tym ostatnim pomaga mu nieco Adrian Løseth Waade, który równie chętnie prezentuje własne możliwości solo, jak i wchodzi w interakcję z saksofonem. Bezsprzecznie mocnym punktem płyty jest „Telemark Tango”, w którym inspiracje skandynawskim folklorem są aż nazbyt słyszalne, aby przejść nad nimi do porządku dziennego. Saksofon schodzi tu na plan drugi, a „pierwsze skrzypce” – i to dosłownie – gra Waade. To on głównie przydaje tej kompozycji ludowo-tanecznego charakteru.
Rzewne i płaczliwe skrzypce pojawiają się również – na otwarcie i zamknięcie – w „Syvsover”. W środkowej części utworu rozbrzmiewa natomiast, wspierany przez zaskakująco subtelną sekcję rytmiczną, balladowy saksofon, którego partią lider kwartetu oddaje hołd klasykom z lat 60. XX wieku. Dużo energiczniej robi się dopiero w „Saft Suse”, choć i tutaj z biegiem czasu grupa łagodnieje, opowiadając swą historię w sposób filmowo-ilustracyjny. Nawet improwizowana solówka Rolighetena, przywodząca na myśl dokonania Johna Coltrane’a, nie przekracza poziomu akceptowanego dla wielbicieli delikatniejszej odmiany jazzu. Pomiędzy dłuższymi numerami umieszczone są trzy awangardowo-eksperymentalne przerywniki – pod postacią „Nidkjær”, „Omkalfatring” oraz „Myse” – których wspólnym mianownikiem jest minimalizm (w formie i treści). Trudno je traktować jako pełnoprawne utwory; sprawiają raczej wrażenie szkiców, które dopiero w przyszłości mogą posłużyć jako punkt wyjścia do stworzenia właściwych kompozycji. Na finał André wybrał wspomnianą już wcześniej balladę Colemana. Nie odegrał jej jednak „po bożemu”, ale „przykroił” do swojego przekazu, wzbogacając o nuty folkowe. To zarazem ostatnia okazja, by wsłuchać się w urokliwy duet saksofonowo-skrzypcowy.
Byłoby dobrze, gdyby kwartet Roligheten okazał się projektem długoterminowym. Gdyby „Homegrown” nie był pierwszym i zarazem ostatnim przejawem jego działalności. W muzyce grupy tkwi bowiem ogromny potencjał. Zwłaszcza jeśli w przyszłości zdecydowałaby się ona w jeszcze szerszym zakresie sięgnąć po inspiracje muzyką ludową…
koniec
25 stycznia 2018
Skład:
André Roligheten – saksofon sopranowy, saksofon tenorowy, klarnet basowy
Adrian Løseth Waade – skrzypce
Jon Rune Strøm – kontrabas
Erik Nylander – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Ziemia – planeta wybitnych muzyków
Sebastian Chosiński

20 II 2018

W ostatnich latach fani przyzwyczaili się już do tego, że kiedy pada hasło „Elephant9”, odzew musi brzmieć: „Reine Fiske”! Nie tym razem jednak. Na najnowszej, wydanej w połowie lutego płycie norweskiego tria szwedzkiego gitarzysty nie uświadczymy. Ale czy to oznacza, że „Greatest Show on Earth” jest produkcją słabszą od „Atlantis” czy „Silver Mountain”? W żadnym wypadku. Tym bardziej że rolę gitary przejęły nie mniej klimatyczne i zadziorne instrumenty klawiszowe.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Fragmentaryczność na dwa (kontra)basy
Sebastian Chosiński

15 II 2018

Norweski kontrabasista (free)jazzowy Jon Rune Strøm to przypadek artysty, który ma na koncie znacznie więcej wydanych płyt niż lat na karku. I nic dziwnego, bo od ponad dekady jest dosłownie rozrywany przez skandynawskich kolegów po fachu. Pewnie dlatego tak późno wpadł na pomysł, aby stworzyć własną formację. Aż w końcu w ubiegłym roku przełamał się i powołał do życia Quintet, który przed miesiącem zadebiutował albumem „Fragments”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Tam i z powrotem, czyli najpierw na Bali, potem do Sztokholmu
Sebastian Chosiński

13 II 2018

Czworo artystów z trzech krajów europejskich, aby nagrać swą kolejną płytę, wybrało się na indonezyjską wyspę Bali. Podróż okazała się – przynajmniej artystycznie – nadzwyczaj udana. „The Bali Tapes”, pod którym to wydawnictwem podpisali się Szwedzi Jonas Kullhammar i Torbjörn Zetterberg, Norweg Espen Aalberg oraz Portugalka Susana Santos Silva, to jeden z najciekawszych albumów z wydawanej od sześciu lat serii „Basement Sessions”.

więcej »

Polecamy

Jedyny człowiek potrafiący zagrać na chlebaku

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Jedyny człowiek potrafiący zagrać na chlebaku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Sikory złote pod mankietem odmierzają sekund bieg
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

99 czerwonych balonów
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Anna z dalekiej północy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Drugi najpiękniejszy cover Stinga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nauczyli się latać
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Polacy na metalowo
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Śniegu płoń!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.