Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 maja 2018
w Esensji w Esensjopedii

Fire!
‹The Hands›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Hands
Wykonawca / KompozytorFire!
Data wydania26 stycznia 2018
Wydawca Rune Grammofon
NośnikCD
Czas trwania36:42
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Mats Gustafsson, Johan Berthling, Andreas Werliin
Utwory
CD1
1) The Hands04:39
2) When Her Lips Collapsed04:52
3) Touches Me with the Tips of Wonder03:31
4) Washing Your Heart in Filth04:54
5) Up and Down04:45
6) To Shave the Leaves. In Red. In Black09:10
7) I Guard Her to Rest. Declaring Silence04:50
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Dłonie… usta… serce…

Esensja.pl
Esensja.pl
Ta płyta znalazła się w zapowiedziach wytwórni Rune Grammofon przed paroma tygodniami. Od tamtej pory trwało nerwowe oczekiwanie, znaczone gorączkowymi pytaniami typu: Czy i tym razem Mats Gustafsson i jego kompani staną na wysokości zadania? Dzisiaj znamy już odpowiedź. Stanęli! „The Hands” firmowane prze trio Fire! to arcydzieło współczesnego jazz-rocka.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Dłonie… usta… serce…

Ta płyta znalazła się w zapowiedziach wytwórni Rune Grammofon przed paroma tygodniami. Od tamtej pory trwało nerwowe oczekiwanie, znaczone gorączkowymi pytaniami typu: Czy i tym razem Mats Gustafsson i jego kompani staną na wysokości zadania? Dzisiaj znamy już odpowiedź. Stanęli! „The Hands” firmowane prze trio Fire! to arcydzieło współczesnego jazz-rocka.

Fire!
‹The Hands›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Hands
Wykonawca / KompozytorFire!
Data wydania26 stycznia 2018
Wydawca Rune Grammofon
NośnikCD
Czas trwania36:42
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Mats Gustafsson, Johan Berthling, Andreas Werliin
Utwory
CD1
1) The Hands04:39
2) When Her Lips Collapsed04:52
3) Touches Me with the Tips of Wonder03:31
4) Washing Your Heart in Filth04:54
5) Up and Down04:45
6) To Shave the Leaves. In Red. In Black09:10
7) I Guard Her to Rest. Declaring Silence04:50
Wyszukaj / Kup
Dla wielu wielbicieli jazzu improwizowanego nazwisko szwedzkiego saksofonisty (oraz rzadziej klarnecisty i flecisty) Matsa Gustafssona jest wystarczającą gwarancją najwyższego poziomu artystycznego. Po płytę jakiegokolwiek z nader licznych projektów tego twórcy sięgnęlibyśmy – czy to orkiestrowe Nu Ensemble, czy bardziej kameralne The Thing, Summit Quartet bądź Slobber Pup – za każdym razem otrzymujemy muzykę zagraną „od serca”, niestroniącą od odważnych eksploracji, ale jednocześnie kłaniającą się jazzowej i rockowej klasyce. Niezwykle wyraźnie słychać to zwłaszcza w dwóch sztandarowych, ściśle ze sobą powiązanych personalnie, formacjach kierowanych przez Skandynawa: Fire! oraz Fire! Orchestra. Zapowiedź wydania nowej płyty którejkolwiek z nich zawsze elektryzuje oddanych fanów free jazzu. Nie inaczej było, gdy przez kilkoma tygodniami na stronie wytwórni Rune Grammofon (i jej facebookowym profilu) ukazał się zwiastun „The Hands”.
To szósta pełnowymiarowa płyta tria, na którą trzeba było poczekać niemal dokładnie dwa lata (tyle minęło od publikacji „She Sleeps, She Sleeps”). Nie oznacza to jednak, że w tym czasie Gustafsson próżnował; nie tylko koncertował na całym świecie (również z Fire!), ale przede wszystkim brał udział w niezliczonych sesjach nagraniowych, których efekty poznawać będziemy zapewne jeszcze przez wiele miesięcy. Nie zasypiali gruszek w popiele także pozostali muzycy, czyli (kontra)basista Johana Berthling i perkusista Andreas Werliin, udzielający się wspólnie w takich zespołach, jak Angles 9, Time Is a Mountain czy, co jest oczywistością, Fire! Orchestra. Jak widać, Johan i Andreas grywają ze sobą często i nadzwyczaj chętnie, w efekcie znają się doskonale i łapią wspólny drive w ułamku sekundy. Przydaje się to zwłaszcza w czasie pełnych improwizacji występów na żywo, ale podczas pracy w studiu też jest bonusem nie do przecenienia.
„The Hands” to, jak na współczesne standardy, płyta zaskakująco krótka, niespełna trzydziestosiedmiominutowa; wielu zapewne z tego powodu zaklasyfikowałoby ją jako EP-kę. Sami muzycy patrzą na nią jednak jak na pełnoprawny album. I takim też jest. Bo znacznie istotniejsze w tym przypadku od czasu trwania są z jednej strony siła przekazu, z drugiej – ekspresja i wielowarstwowość muzyki Fire! To oczywiście album freejazzowy, ale tym razem free jazz potraktowany został przez Gustafssona, Berthlinga i Werliina jako punkt wyjścia, swoisty kostium, który wzbogacono o elementy rodem z rocka, gotyku, a nawet – a może nade wszystko – doom metalu. Szwedzi nie są wprawdzie tak ekstremalni, jak chociażby panowie z Burning Ghosts, norweskiego Shining, Bohren & der Club of Gore, Earth czy Zu, ale mocy zdecydowanie im nie brakuje. To wydawnictwo jest w stanie sprawić wielką radość zarówno fanom jazzu, jak i tym, którzy na co dzień od podobnych środków artystycznego wyrazu stronią, uznając się za zaprzysięgłych wielbicieli okultystycznego Black Sabbath czy wczesnego Candlemass.
I pomyśleć, że dokonała tego jedynie trójka muzyków – w tym jeden z saksofonem (no dobra, trzema, choć nie jednocześnie, saksofonami), a inny z kontrabasem w ręku. Gwoli ścisłości należy jednak dodać, że w kilku utworach Johan Berthling sięga również po elektryczną gitarę basową. I są to te kompozycje, w których wpływy gotyckiego doom metalu są najmocniej słyszalne. Ale nie możemy też zapominać o inspiracjach noise’em, pojawiających się pod postacią godnych Merzbowa elektronicznych zgrzytów generowanych przez samego Gustafssona. To już chyba pełna (albo prawie pełna) lista artystów, u których członkowie Fire! zapożyczyli się, wchodząc do studia, aby zarejestrować „The Hands”. Teraz czas, by przyjrzeć się bliżej zawartości albumu, który – bez żadnych obaw o nadużycie – można potraktować jako przedstawioną w siedmiu częściach koncepcyjną opowieść. Płytę otwiera kompozycja tytułowa, w której od pierwszych sekund słyszymy świdrujące dźwięki elektroniczne, przez które z czasem przebija się mocno przesterowany bas Johana. Kiedy dołącza do niego perkusja, robi się rockowo i motorycznie. Pojawiający się na „scenie” jako ostatni lider formacji idealnie wpisuje się w konsekwentnie budowany nastrój; improwizacja Matsa pełna jest niepokoju i mroku, od których na plecach pojawiają się ciarki.
W tym samym kierunku trio podąża w „When Her Lips Collapsed” – powolny, rockowy rytm, po raz kolejny znaczony przesterowanym basem i mocnym uderzeniem „stopy”, staje się fundamentem dla nie mniej posępnej od tej z „The Hands” partii saksofonu. Gustafsson donikąd się nie spieszy; daje sobie czas na wznoszenie potężnego gmachu, z wysokości którego znacznie lepiej niesie się echo. Ale i najwytrwalszy budowniczy musi w pewnym momencie odpocząć. Takie zadanie spełnia trzeci na płycie utwór „Touches Me with the Tips of Wonder”. Szwedzi grają tu znacznie delikatniej, niemal usypiająco, pozwalając słuchaczom (i przy okazji sobie samym) nieco odetchnąć. To konieczne, ponieważ w „Washing Your Heart in Filth” powracają na wcześniejsze tory, choć dostrzec można w tej kompozycji również kilka nowych elementów, przede wszystkim zaś dynamiczne perkusjonalia oraz zadziorny kontrabas. Z biegiem czasu robi się niemal psychodelicznie (dzięki „zasysającej” sekcji rytmicznej), czego nie zmieniają nawet wdzierające się w umysł dźwięki instrumentów dętych. To jednak wcale nie jest jeszcze maksimum energii, jaką potrafi wyrzucić z siebie Fire!. Aby zdać sobie z tego sprawę, wystarczy wsłuchać się w „Up and Down” – kompozycję, której nie powstydziliby się chyba żadni z klasyków ekstremalnego metalu.
Opus magnum albumu stanowi najdłuższy w całym zestawie dziewięciominutowy „To Shave the Leaves. In Red. In Black” (gdzie mu jednak do dłuższego o drugie tyle „She Penetrates the Distant Silence, Slowly” z płyty „She Sleeps, She Sleeps”). Dzieli się dość wyraźnie na dwie części. W pierwszej – podobnej do tego, co można usłyszeć na „The Hands” już wcześniej – free jazz (vide saksofony) przenika się z doom metalem (gitara basowa plus perkusja), w drugiej natomiast – dęciak staje się trzecim instrumentem rytmicznym, grającym unisono z sekcją, w efekcie czego całość zyskuje jeszcze bardziej na sile przekazu. Działa to wręcz hipnotyzująco, w każdym razie na tyle zniewalająco, że trudno uwolnić się od tej muzyki. W tym kontekście wieńczący album utwór „I Guard Her to Rest. Declaring Silence” brzmi… niewiarygodnie (w znaczeniu: wyjątkowo) delikatnie, niemal balladowo. Ale jest to – podkreślmy! – niezwykle smutna ballada, w której posępny kontrabas i przejmujący saksofon potrafią ścisnąć za gardło. To moment nie mniej wzruszający niż „The Spirit of Piteşti” – tytułowa kompozycja z ubiegłorocznej płyty Trespass Trio, w której szwedzko-norweski zespół oddał hołd rumuńskim ofiarom nazizmu i komunizmu. I chociaż muzykom Fire! zapewne nie przyświecała aż tak górnolotna idea, w niczym nie zmienia to faktu, że w budowaniu posępnie natchnionego nastroju dorównali swoim kolegom po fachu.
„The Hands” to obezwładniająco piękna, urzekająca, ale i uzależniająca płyta. Posłuchacie raz, a nie wyzwolicie się spod jej wpływu przez długie godziny, dni, tygodnie, miesiące… Zresztą po co się wyzwalać?
koniec
30 stycznia 2018
Skład:
Mats Gustafsson – saksofon tenorowy, saksofon barytonowy, saksofon basowy, efekty elektroniczne
Johan Berthling – gitara basowa, kontrabas
Andreas Werliin – perkusja, instrumenty perkusyjne

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Jeszcze więcej radości
Sebastian Chosiński

15 V 2018

Large Unit to najambitniejszy, orkiestrowy projekt, jaki sygnuje swoim nazwiskiem perkusista Paal Nilssen-Love. Wydawałoby się, że nic ambitniejszego Norweg wymyśleć już nie będzie w stanie. Tymczasem w ubiegłym roku postanowił powiększyć skład swego freejazzowego big bandu, przekształcając go tym samym w… Extra Large Unit. Nowe wcielenie formacji zadebiutowało właśnie albumem „More Fun, Please”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: …a w uszach wciąż jeszcze słychać krzyk!
Sebastian Chosiński

10 V 2018

Mogłoby się wydawać, że szwedzki saksofonista Mats Gustafsson nie jest nas już w stanie niczym zaskoczyć. Zaskakiwał przecież już tyle razy. Ale właśnie – nam się to tylko wydaje. Opublikowany w kwietniu tego roku minialbum „Sustain” niejednego wielbiciela skandynawskiego jazzmana wprawi w osłupienie. Jest on bowiem efektem jego artystycznej kolaboracji z francuskim triem (a może kwartetem?)… death- i blackmetalowym Chaos Echœs!

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Słuchać po zmroku! Przy otwartym oknie
Sebastian Chosiński

8 V 2018

Ostatnimi czasy muzycy Tusmørke bywają zadziwiająco regularni. Co roku wydają nową płytę. Ba! w ubiegłym światło dzienne ujrzały nawet dwa albumy sygnowane przez Norwegów (jeden wprawdzie zawierał muzykę dla dzieci, ale zawsze to kolejny punkt w dyskografii). Norma na ten rok też została już wyrobiona. A to za sprawą kolejnego nadzwyczaj udanego longplaya – „Fjernsyn i farver”.

więcej »

Polecamy

Szwajcaria dla świata

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Szwajcaria dla świata
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Kapela ze wsi Szczecin
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Miałem 10 lat…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Podglądanie kochanków
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pośpiewajmy razem w podróży
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Leży w zsypie pijany cieć Mieciek
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Bieszczadzcy metale
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

W oczekiwaniu na nową płytę Toola
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dzień dobry, digliśmobry
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Jej kredo to harfa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Tegoż twórcy

Jazz w odwrocie
— Przemysław Pietruszewski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.