Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Tu miejsce na labirynt…: Dłonie… usta… serce…

Esensja.pl
Esensja.pl
Ta płyta znalazła się w zapowiedziach wytwórni Rune Grammofon przed paroma tygodniami. Od tamtej pory trwało nerwowe oczekiwanie, znaczone gorączkowymi pytaniami typu: Czy i tym razem Mats Gustafsson i jego kompani staną na wysokości zadania? Dzisiaj znamy już odpowiedź. Stanęli! „The Hands” firmowane prze trio Fire! to arcydzieło współczesnego jazz-rocka.

Fire!
‹The Hands›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Hands
Wykonawca / KompozytorFire!
Data wydania26 stycznia 2018
Wydawca Rune Grammofon
NośnikCD
Czas trwania36:42
Gatunekjazz, rock
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzie
Mats Gustafsson, Johan Berthling, Andreas Werliin
Utwory
CD1
1) The Hands04:39
2) When Her Lips Collapsed04:52
3) Touches Me with the Tips of Wonder03:31
4) Washing Your Heart in Filth04:54
5) Up and Down04:45
6) To Shave the Leaves. In Red. In Black09:10
7) I Guard Her to Rest. Declaring Silence04:50
Dla wielu wielbicieli jazzu improwizowanego nazwisko szwedzkiego saksofonisty (oraz rzadziej klarnecisty i flecisty) Matsa Gustafssona jest wystarczającą gwarancją najwyższego poziomu artystycznego. Po płytę jakiegokolwiek z nader licznych projektów tego twórcy sięgnęlibyśmy – czy to orkiestrowe Nu Ensemble, czy bardziej kameralne The Thing, Summit Quartet bądź Slobber Pup – za każdym razem otrzymujemy muzykę zagraną „od serca”, niestroniącą od odważnych eksploracji, ale jednocześnie kłaniającą się jazzowej i rockowej klasyce. Niezwykle wyraźnie słychać to zwłaszcza w dwóch sztandarowych, ściśle ze sobą powiązanych personalnie, formacjach kierowanych przez Skandynawa: Fire! oraz Fire! Orchestra. Zapowiedź wydania nowej płyty którejkolwiek z nich zawsze elektryzuje oddanych fanów free jazzu. Nie inaczej było, gdy przez kilkoma tygodniami na stronie wytwórni Rune Grammofon (i jej facebookowym profilu) ukazał się zwiastun „The Hands”.
To szósta pełnowymiarowa płyta tria, na którą trzeba było poczekać niemal dokładnie dwa lata (tyle minęło od publikacji „She Sleeps, She Sleeps”). Nie oznacza to jednak, że w tym czasie Gustafsson próżnował; nie tylko koncertował na całym świecie (również z Fire!), ale przede wszystkim brał udział w niezliczonych sesjach nagraniowych, których efekty poznawać będziemy zapewne jeszcze przez wiele miesięcy. Nie zasypiali gruszek w popiele także pozostali muzycy, czyli (kontra)basista Johana Berthling i perkusista Andreas Werliin, udzielający się wspólnie w takich zespołach, jak Angles 9, Time Is a Mountain czy, co jest oczywistością, Fire! Orchestra. Jak widać, Johan i Andreas grywają ze sobą często i nadzwyczaj chętnie, w efekcie znają się doskonale i łapią wspólny drive w ułamku sekundy. Przydaje się to zwłaszcza w czasie pełnych improwizacji występów na żywo, ale podczas pracy w studiu też jest bonusem nie do przecenienia.
„The Hands” to, jak na współczesne standardy, płyta zaskakująco krótka, niespełna trzydziestosiedmiominutowa; wielu zapewne z tego powodu zaklasyfikowałoby ją jako EP-kę. Sami muzycy patrzą na nią jednak jak na pełnoprawny album. I takim też jest. Bo znacznie istotniejsze w tym przypadku od czasu trwania są z jednej strony siła przekazu, z drugiej – ekspresja i wielowarstwowość muzyki Fire! To oczywiście album freejazzowy, ale tym razem free jazz potraktowany został przez Gustafssona, Berthlinga i Werliina jako punkt wyjścia, swoisty kostium, który wzbogacono o elementy rodem z rocka, gotyku, a nawet – a może nade wszystko – doom metalu. Szwedzi nie są wprawdzie tak ekstremalni, jak chociażby panowie z Burning Ghosts, norweskiego Shining, Bohren & der Club of Gore, Earth czy Zu, ale mocy zdecydowanie im nie brakuje. To wydawnictwo jest w stanie sprawić wielką radość zarówno fanom jazzu, jak i tym, którzy na co dzień od podobnych środków artystycznego wyrazu stronią, uznając się za zaprzysięgłych wielbicieli okultystycznego Black Sabbath czy wczesnego Candlemass.
I pomyśleć, że dokonała tego jedynie trójka muzyków – w tym jeden z saksofonem (no dobra, trzema, choć nie jednocześnie, saksofonami), a inny z kontrabasem w ręku. Gwoli ścisłości należy jednak dodać, że w kilku utworach Johan Berthling sięga również po elektryczną gitarę basową. I są to te kompozycje, w których wpływy gotyckiego doom metalu są najmocniej słyszalne. Ale nie możemy też zapominać o inspiracjach noise’em, pojawiających się pod postacią godnych Merzbowa elektronicznych zgrzytów generowanych przez samego Gustafssona. To już chyba pełna (albo prawie pełna) lista artystów, u których członkowie Fire! zapożyczyli się, wchodząc do studia, aby zarejestrować „The Hands”. Teraz czas, by przyjrzeć się bliżej zawartości albumu, który – bez żadnych obaw o nadużycie – można potraktować jako przedstawioną w siedmiu częściach koncepcyjną opowieść. Płytę otwiera kompozycja tytułowa, w której od pierwszych sekund słyszymy świdrujące dźwięki elektroniczne, przez które z czasem przebija się mocno przesterowany bas Johana. Kiedy dołącza do niego perkusja, robi się rockowo i motorycznie. Pojawiający się na „scenie” jako ostatni lider formacji idealnie wpisuje się w konsekwentnie budowany nastrój; improwizacja Matsa pełna jest niepokoju i mroku, od których na plecach pojawiają się ciarki.
W tym samym kierunku trio podąża w „When Her Lips Collapsed” – powolny, rockowy rytm, po raz kolejny znaczony przesterowanym basem i mocnym uderzeniem „stopy”, staje się fundamentem dla nie mniej posępnej od tej z „The Hands” partii saksofonu. Gustafsson donikąd się nie spieszy; daje sobie czas na wznoszenie potężnego gmachu, z wysokości którego znacznie lepiej niesie się echo. Ale i najwytrwalszy budowniczy musi w pewnym momencie odpocząć. Takie zadanie spełnia trzeci na płycie utwór „Touches Me with the Tips of Wonder”. Szwedzi grają tu znacznie delikatniej, niemal usypiająco, pozwalając słuchaczom (i przy okazji sobie samym) nieco odetchnąć. To konieczne, ponieważ w „Washing Your Heart in Filth” powracają na wcześniejsze tory, choć dostrzec można w tej kompozycji również kilka nowych elementów, przede wszystkim zaś dynamiczne perkusjonalia oraz zadziorny kontrabas. Z biegiem czasu robi się niemal psychodelicznie (dzięki „zasysającej” sekcji rytmicznej), czego nie zmieniają nawet wdzierające się w umysł dźwięki instrumentów dętych. To jednak wcale nie jest jeszcze maksimum energii, jaką potrafi wyrzucić z siebie Fire!. Aby zdać sobie z tego sprawę, wystarczy wsłuchać się w „Up and Down” – kompozycję, której nie powstydziliby się chyba żadni z klasyków ekstremalnego metalu.
Opus magnum albumu stanowi najdłuższy w całym zestawie dziewięciominutowy „To Shave the Leaves. In Red. In Black” (gdzie mu jednak do dłuższego o drugie tyle „She Penetrates the Distant Silence, Slowly” z płyty „She Sleeps, She Sleeps”). Dzieli się dość wyraźnie na dwie części. W pierwszej – podobnej do tego, co można usłyszeć na „The Hands” już wcześniej – free jazz (vide saksofony) przenika się z doom metalem (gitara basowa plus perkusja), w drugiej natomiast – dęciak staje się trzecim instrumentem rytmicznym, grającym unisono z sekcją, w efekcie czego całość zyskuje jeszcze bardziej na sile przekazu. Działa to wręcz hipnotyzująco, w każdym razie na tyle zniewalająco, że trudno uwolnić się od tej muzyki. W tym kontekście wieńczący album utwór „I Guard Her to Rest. Declaring Silence” brzmi… niewiarygodnie (w znaczeniu: wyjątkowo) delikatnie, niemal balladowo. Ale jest to – podkreślmy! – niezwykle smutna ballada, w której posępny kontrabas i przejmujący saksofon potrafią ścisnąć za gardło. To moment nie mniej wzruszający niż „The Spirit of Piteşti” – tytułowa kompozycja z ubiegłorocznej płyty Trespass Trio, w której szwedzko-norweski zespół oddał hołd rumuńskim ofiarom nazizmu i komunizmu. I chociaż muzykom Fire! zapewne nie przyświecała aż tak górnolotna idea, w niczym nie zmienia to faktu, że w budowaniu posępnie natchnionego nastroju dorównali swoim kolegom po fachu.
„The Hands” to obezwładniająco piękna, urzekająca, ale i uzależniająca płyta. Posłuchacie raz, a nie wyzwolicie się spod jej wpływu przez długie godziny, dni, tygodnie, miesiące… Zresztą po co się wyzwalać?
koniec
30 stycznia 2018
Skład:
Mats Gustafsson – saksofon tenorowy, saksofon barytonowy, saksofon basowy, efekty elektroniczne
Johan Berthling – gitara basowa, kontrabas
Andreas Werliin – perkusja, instrumenty perkusyjne
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Ziemia – planeta wybitnych muzyków
Sebastian Chosiński

20 II 2018

W ostatnich latach fani przyzwyczaili się już do tego, że kiedy pada hasło „Elephant9”, odzew musi brzmieć: „Reine Fiske”! Nie tym razem jednak. Na najnowszej, wydanej w połowie lutego płycie norweskiego tria szwedzkiego gitarzysty nie uświadczymy. Ale czy to oznacza, że „Greatest Show on Earth” jest produkcją słabszą od „Atlantis” czy „Silver Mountain”? W żadnym wypadku. Tym bardziej że rolę gitary przejęły nie mniej klimatyczne i zadziorne instrumenty klawiszowe.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Fragmentaryczność na dwa (kontra)basy
Sebastian Chosiński

15 II 2018

Norweski kontrabasista (free)jazzowy Jon Rune Strøm to przypadek artysty, który ma na koncie znacznie więcej wydanych płyt niż lat na karku. I nic dziwnego, bo od ponad dekady jest dosłownie rozrywany przez skandynawskich kolegów po fachu. Pewnie dlatego tak późno wpadł na pomysł, aby stworzyć własną formację. Aż w końcu w ubiegłym roku przełamał się i powołał do życia Quintet, który przed miesiącem zadebiutował albumem „Fragments”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Tam i z powrotem, czyli najpierw na Bali, potem do Sztokholmu
Sebastian Chosiński

13 II 2018

Czworo artystów z trzech krajów europejskich, aby nagrać swą kolejną płytę, wybrało się na indonezyjską wyspę Bali. Podróż okazała się – przynajmniej artystycznie – nadzwyczaj udana. „The Bali Tapes”, pod którym to wydawnictwem podpisali się Szwedzi Jonas Kullhammar i Torbjörn Zetterberg, Norweg Espen Aalberg oraz Portugalka Susana Santos Silva, to jeden z najciekawszych albumów z wydawanej od sześciu lat serii „Basement Sessions”.

więcej »

Polecamy

Sikory złote pod mankietem odmierzają sekund bieg

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Sikory złote pod mankietem odmierzają sekund bieg
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

99 czerwonych balonów
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Anna z dalekiej północy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Drugi najpiękniejszy cover Stinga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nauczyli się latać
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Polacy na metalowo
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Śniegu płoń!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.