Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 maja 2018
w Esensji w Esensjopedii

Kjetil Møster, Jeff Parker, Joshua Abrams, John Herndon
‹Ran Do›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRan Do
Wykonawca / KompozytorKjetil Møster, Jeff Parker, Joshua Abrams, John Herndon
Data wydania17 listopada 2017
Wydawca Clean Feed
NośnikCD
Czas trwania42:33
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Kjetil Møster, Jeff Parker, Joshua Abrams, John Herndon
Utwory
CD1
1) Orko09:19
2) Dig Me Out07:31
3) Island Life02:54
4) Anicca15:19
5) Pajama Jazz07:31
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Trzech na jednego – i co z tego wyszło…

Esensja.pl
Esensja.pl
Trzech na jednego! Tak wygląda układ sił w nowym kwartecie saksofonisty Kjetila Møstera: trzech Amerykanów i jeden Norweg. A jednak to on miał taką siłę przekonywania, że ściągnął swoich nowych kompanów zza Oceanu – gitarzystę Jeffa Parkera, kontrabasistę Joshuę Abramsa i perkusistę Johna Herndona – do Bergen, by tam nagrać album „Ran Do”.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Trzech na jednego – i co z tego wyszło…

Trzech na jednego! Tak wygląda układ sił w nowym kwartecie saksofonisty Kjetila Møstera: trzech Amerykanów i jeden Norweg. A jednak to on miał taką siłę przekonywania, że ściągnął swoich nowych kompanów zza Oceanu – gitarzystę Jeffa Parkera, kontrabasistę Joshuę Abramsa i perkusistę Johna Herndona – do Bergen, by tam nagrać album „Ran Do”.

Kjetil Møster, Jeff Parker, Joshua Abrams, John Herndon
‹Ran Do›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRan Do
Wykonawca / KompozytorKjetil Møster, Jeff Parker, Joshua Abrams, John Herndon
Data wydania17 listopada 2017
Wydawca Clean Feed
NośnikCD
Czas trwania42:33
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Kjetil Møster, Jeff Parker, Joshua Abrams, John Herndon
Utwory
CD1
1) Orko09:19
2) Dig Me Out07:31
3) Island Life02:54
4) Anicca15:19
5) Pajama Jazz07:31
Wyszukaj / Kup
Kjetil Møster to już – mimo wciąż jeszcze niezbyt zaawansowanego wieku (w tym roku skończy dopiero czterdzieści dwa lata) – wielce zasłużona postać skandynawskiej sceny jazzu improwizowanego. Muzyk znany z udziału w wielu projektach free- i jazzrockowych, spośród których ostatnimi czasy największym uznaniem cieszą się zespoły Møster! („Edvard Lygre Møster”, 2013; „Inner Earth”, 2014; „When You Cut Into the Present”, 2015) oraz Reflections in Cosmo („Reflections in Cosmo”, 2017). Wiosną tego roku postanowił do swego bardzo bogatego curriculum vitae dorzucić kolejny punkt – kwartet (bez nazwy, znaczony jedynie nazwiskami artystów), który stworzył z trzema muzykami z Chicago, na co dzień współpracującymi z Robem Mazurkiem (w jego Chicago Underground bądź Exploding Star Orchestra). To gitarzysta Jeff Parker, kontrabasista Joshua Adams oraz – związany również z postrockową formacją Tortoise – John Herndon.
Siła oddziaływania Kjetila musiała być, zaiste, wielka, skoro to nie on wyprawił na drugą stronę Atlantyku, by w którymś z licznych chicagowskich studiów nagraniowych popracować nad płytą, ale trójka Amerykanów pofatygowała się do posępnego, położonego nad fiordami Bergen. Może jednak Møsterowi chodziło właśnie o to, aby Jankesom udzielił się niezwykły klimat tego miasta, co następnie przełożyłoby się na tworzoną wspólnie – i podpisaną przez wszystkich – muzykę. Sesja potrwała trzy dni – od piątego do siódmego maja; pół roku później natomiast album „Ran Do” trafił do sprzedaży z logo lizbońskiej wytwórni Clean Feed na okładce. Tym samym Kjetil dołączył do – z roku na rok coraz liczniejszego – grona skandynawskich jazzmanów, których ma w swoim katalogu ta zasłużona portugalska firma (jak na przykład grupy Rune Your Day, Angles 9, Roligheten czy Cortex, by poprzestać na tych, których nowe produkcje ujrzały światło dzienne w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy).
Na „Ran Do” trafiło pięć kompozycji, wśród których znalazło się miejsce dla jednej miniatury. A to oznacza tyle, że pozostałe musiały zostać odpowiednio rozbudowane. I tak też się stało. Na otwarcie muzycy wybrali ponad dziewięciominutowe „Orko”, w którym za preludium odpowiada John Herndon. Jego energetyczna partia perkusji z miejsca definiuje to, z czym będziemy mieli do czynienia; wyznacza również szlak, jakim muszą podążyć kolejni, dołączający do bębniarza muzycy – saksofonista, kontrabasista i gitarzysta (w takiej właśnie kolejności). Kwartet gra z wielkim rozmachem i zaangażowaniem, ale bliżej mu do klasyków jazzu improwizowanego z lat 60. ubiegłego wieku, którzy mimo wszystko nie zapominali o swoim post- czy hardbopowym rodowodzie, aniżeli do współczesnych tuzów gatunku (spod znaku Kena Vandermarka czy Petera Brötzmanna). Co oczywiście nie ma w sobie waloru wartościującego, a jedynie określa miejsce na jazzowej mapie. Elementem odróżniającym norwesko-amerykański zespół od grup Johna Coltrane’a, Ornette’a Colemana czy Dona Cherry’ego sprzed półwiecza jest obecność w składzie gitarzysty – i to takiego, który nie stroni od wycieczek w stronę rocka (choć bez przesady).
W „Dig Me Out” kwartet zapuszcza się w rejony awangardowe, nie stroniąc od zgrzytów i przesterów; Joshua Adams z kolei sięga po smyczek, by potraktować nim swój kontrabas. Ten kontrolowany chaos towarzyszy słuchaczom przez kilka dobrych minut; sygnał do zmiany daje w końcu sekcja rytmiczna, która pociąga za sobą nieco ślimaczących się Møstera i Parkera. Ale ich „powolność” (nie bez powodu w cudzysłowie) też spełnia konkretne zadanie – dzięki nie zespół skutecznie buduje mroczny nastrój. Niespełna trzyminutowe „Island Life” to hołd złożony mistrzom minimalizmu; jednocześnie też utwór wyznaczający symboliczny środek albumu. Wsłuchując się bowiem w ciąg dalszy płyty, można odnieść wrażenie, że z jednej strony „Island Life” stanowi cel, do którego kwartet dąży w dwóch poprzednich kompozycjach, z drugiej – staje się idealnym punktem wyjścia do dwóch kolejnych. W czwartym na liście utworze „Anicca” Kjetil i jego kompani żegnają się z inspiracjami awangardą i wracają na prostę drogę, u kresu której znajduje się tabliczka z napisem „free jazz”.
Z początku robią to w sposób delikatny i stonowany, z czasem ośmielają się i nieco podkręcają tempo. Parker swoją gitarą „podgryza” kolegów, a Møster zahacza o motywy charakterystyczne dla muzyki żydowskiej. Kapitalnym zwieńczeniem „Ran Do” jest natomiast zagrana z dużą werwą, ale dzięki temu wcale nie bardziej radosna, „Pajama Jazz”. Sekcja rytmiczna dba o nostalgiczny nastrój, z kolei soliści robią wszystko, co tylko możliwe, aby ich popisy zapisały się na długo w pamięci słuchaczy. Najwięcej do powiedzenia ma tutaj Jeff Parker, którego improwizacja przypomina typowy, jazzowo-rockowy z naleciałościami folkowymi, sposób gry jego rodaczki Mary Halvorson. Całość jest bardzo wysmakowana. Może i bez szczególnych ekstrawagancji, ale przecież nie zawsze trzeba rywalizować o to, kto zagra szybciej, głośniej czy bardziej ekwilibrystycznie. Wchodząc do bergeńskiego studia, Kjetil, Jeff, Joshua i John postanowili skupić się na budowaniu odpowiedniego nastroju i temu podporządkowali swoje artystyczne peregrynacje. W efekcie powstała płyta, która do klasyki jazzu nie przejdzie, ale na pewno sprawi jego wielbicielom dużo radości.
koniec
1 lutego 2018
Skład:
Kjetil Møster – saksofon tenorowy
Jeff Parker – gitara elektryczna
Joshua Adams – kontrabas
John Herndon – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Jeszcze więcej radości
Sebastian Chosiński

15 V 2018

Large Unit to najambitniejszy, orkiestrowy projekt, jaki sygnuje swoim nazwiskiem perkusista Paal Nilssen-Love. Wydawałoby się, że nic ambitniejszego Norweg wymyśleć już nie będzie w stanie. Tymczasem w ubiegłym roku postanowił powiększyć skład swego freejazzowego big bandu, przekształcając go tym samym w… Extra Large Unit. Nowe wcielenie formacji zadebiutowało właśnie albumem „More Fun, Please”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: …a w uszach wciąż jeszcze słychać krzyk!
Sebastian Chosiński

10 V 2018

Mogłoby się wydawać, że szwedzki saksofonista Mats Gustafsson nie jest nas już w stanie niczym zaskoczyć. Zaskakiwał przecież już tyle razy. Ale właśnie – nam się to tylko wydaje. Opublikowany w kwietniu tego roku minialbum „Sustain” niejednego wielbiciela skandynawskiego jazzmana wprawi w osłupienie. Jest on bowiem efektem jego artystycznej kolaboracji z francuskim triem (a może kwartetem?)… death- i blackmetalowym Chaos Echœs!

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Słuchać po zmroku! Przy otwartym oknie
Sebastian Chosiński

8 V 2018

Ostatnimi czasy muzycy Tusmørke bywają zadziwiająco regularni. Co roku wydają nową płytę. Ba! w ubiegłym światło dzienne ujrzały nawet dwa albumy sygnowane przez Norwegów (jeden wprawdzie zawierał muzykę dla dzieci, ale zawsze to kolejny punkt w dyskografii). Norma na ten rok też została już wyrobiona. A to za sprawą kolejnego nadzwyczaj udanego longplaya – „Fjernsyn i farver”.

więcej »

Polecamy

Szwajcaria dla świata

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Szwajcaria dla świata
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Kapela ze wsi Szczecin
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Miałem 10 lat…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Podglądanie kochanków
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pośpiewajmy razem w podróży
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Leży w zsypie pijany cieć Mieciek
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Bieszczadzcy metale
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

W oczekiwaniu na nową płytę Toola
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dzień dobry, digliśmobry
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Jej kredo to harfa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.