Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 lutego 2018
w Esensji w Esensjopedii

Tu miejsce na labirynt…: Trzech na jednego – i co z tego wyszło…

Esensja.pl
Esensja.pl
Trzech na jednego! Tak wygląda układ sił w nowym kwartecie saksofonisty Kjetila Møstera: trzech Amerykanów i jeden Norweg. A jednak to on miał taką siłę przekonywania, że ściągnął swoich nowych kompanów zza Oceanu – gitarzystę Jeffa Parkera, kontrabasistę Joshuę Abramsa i perkusistę Johna Herndona – do Bergen, by tam nagrać album „Ran Do”.

Kjetil Møster, Jeff Parker, Joshua Abrams, John Herndon
‹Ran Do›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRan Do
Wykonawca / KompozytorKjetil Møster, Jeff Parker, Joshua Abrams, John Herndon
Data wydania17 listopada 2017
Wydawca Clean Feed
NośnikCD
Czas trwania42:33
Gatunekjazz
Wyszukaj wMatras.pl
Wyszukaj wKumiko.pl
Wyszukaj w
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzieKjetil Møster, Jeff Parker, Joshua Abrams, John Herndon
Utwory
CD1
1) Orko09:19
2) Dig Me Out07:31
3) Island Life02:54
4) Anicca15:19
5) Pajama Jazz07:31
Kjetil Møster to już – mimo wciąż jeszcze niezbyt zaawansowanego wieku (w tym roku skończy dopiero czterdzieści dwa lata) – wielce zasłużona postać skandynawskiej sceny jazzu improwizowanego. Muzyk znany z udziału w wielu projektach free- i jazzrockowych, spośród których ostatnimi czasy największym uznaniem cieszą się zespoły Møster! („Edvard Lygre Møster”, 2013; „Inner Earth”, 2014; „When You Cut Into the Present”, 2015) oraz Reflections in Cosmo („Reflections in Cosmo”, 2017). Wiosną tego roku postanowił do swego bardzo bogatego curriculum vitae dorzucić kolejny punkt – kwartet (bez nazwy, znaczony jedynie nazwiskami artystów), który stworzył z trzema muzykami z Chicago, na co dzień współpracującymi z Robem Mazurkiem (w jego Chicago Underground bądź Exploding Star Orchestra). To gitarzysta Jeff Parker, kontrabasista Joshua Adams oraz – związany również z postrockową formacją Tortoise – John Herndon.
Siła oddziaływania Kjetila musiała być, zaiste, wielka, skoro to nie on wyprawił na drugą stronę Atlantyku, by w którymś z licznych chicagowskich studiów nagraniowych popracować nad płytą, ale trójka Amerykanów pofatygowała się do posępnego, położonego nad fiordami Bergen. Może jednak Møsterowi chodziło właśnie o to, aby Jankesom udzielił się niezwykły klimat tego miasta, co następnie przełożyłoby się na tworzoną wspólnie – i podpisaną przez wszystkich – muzykę. Sesja potrwała trzy dni – od piątego do siódmego maja; pół roku później natomiast album „Ran Do” trafił do sprzedaży z logo lizbońskiej wytwórni Clean Feed na okładce. Tym samym Kjetil dołączył do – z roku na rok coraz liczniejszego – grona skandynawskich jazzmanów, których ma w swoim katalogu ta zasłużona portugalska firma (jak na przykład grupy Rune Your Day, Angles 9, Roligheten czy Cortex, by poprzestać na tych, których nowe produkcje ujrzały światło dzienne w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy).
Na „Ran Do” trafiło pięć kompozycji, wśród których znalazło się miejsce dla jednej miniatury. A to oznacza tyle, że pozostałe musiały zostać odpowiednio rozbudowane. I tak też się stało. Na otwarcie muzycy wybrali ponad dziewięciominutowe „Orko”, w którym za preludium odpowiada John Herndon. Jego energetyczna partia perkusji z miejsca definiuje to, z czym będziemy mieli do czynienia; wyznacza również szlak, jakim muszą podążyć kolejni, dołączający do bębniarza muzycy – saksofonista, kontrabasista i gitarzysta (w takiej właśnie kolejności). Kwartet gra z wielkim rozmachem i zaangażowaniem, ale bliżej mu do klasyków jazzu improwizowanego z lat 60. ubiegłego wieku, którzy mimo wszystko nie zapominali o swoim post- czy hardbopowym rodowodzie, aniżeli do współczesnych tuzów gatunku (spod znaku Kena Vandermarka czy Petera Brötzmanna). Co oczywiście nie ma w sobie waloru wartościującego, a jedynie określa miejsce na jazzowej mapie. Elementem odróżniającym norwesko-amerykański zespół od grup Johna Coltrane’a, Ornette’a Colemana czy Dona Cherry’ego sprzed półwiecza jest obecność w składzie gitarzysty – i to takiego, który nie stroni od wycieczek w stronę rocka (choć bez przesady).
W „Dig Me Out” kwartet zapuszcza się w rejony awangardowe, nie stroniąc od zgrzytów i przesterów; Joshua Adams z kolei sięga po smyczek, by potraktować nim swój kontrabas. Ten kontrolowany chaos towarzyszy słuchaczom przez kilka dobrych minut; sygnał do zmiany daje w końcu sekcja rytmiczna, która pociąga za sobą nieco ślimaczących się Møstera i Parkera. Ale ich „powolność” (nie bez powodu w cudzysłowie) też spełnia konkretne zadanie – dzięki nie zespół skutecznie buduje mroczny nastrój. Niespełna trzyminutowe „Island Life” to hołd złożony mistrzom minimalizmu; jednocześnie też utwór wyznaczający symboliczny środek albumu. Wsłuchując się bowiem w ciąg dalszy płyty, można odnieść wrażenie, że z jednej strony „Island Life” stanowi cel, do którego kwartet dąży w dwóch poprzednich kompozycjach, z drugiej – staje się idealnym punktem wyjścia do dwóch kolejnych. W czwartym na liście utworze „Anicca” Kjetil i jego kompani żegnają się z inspiracjami awangardą i wracają na prostę drogę, u kresu której znajduje się tabliczka z napisem „free jazz”.
Z początku robią to w sposób delikatny i stonowany, z czasem ośmielają się i nieco podkręcają tempo. Parker swoją gitarą „podgryza” kolegów, a Møster zahacza o motywy charakterystyczne dla muzyki żydowskiej. Kapitalnym zwieńczeniem „Ran Do” jest natomiast zagrana z dużą werwą, ale dzięki temu wcale nie bardziej radosna, „Pajama Jazz”. Sekcja rytmiczna dba o nostalgiczny nastrój, z kolei soliści robią wszystko, co tylko możliwe, aby ich popisy zapisały się na długo w pamięci słuchaczy. Najwięcej do powiedzenia ma tutaj Jeff Parker, którego improwizacja przypomina typowy, jazzowo-rockowy z naleciałościami folkowymi, sposób gry jego rodaczki Mary Halvorson. Całość jest bardzo wysmakowana. Może i bez szczególnych ekstrawagancji, ale przecież nie zawsze trzeba rywalizować o to, kto zagra szybciej, głośniej czy bardziej ekwilibrystycznie. Wchodząc do bergeńskiego studia, Kjetil, Jeff, Joshua i John postanowili skupić się na budowaniu odpowiedniego nastroju i temu podporządkowali swoje artystyczne peregrynacje. W efekcie powstała płyta, która do klasyki jazzu nie przejdzie, ale na pewno sprawi jego wielbicielom dużo radości.
koniec
1 lutego 2018
Skład:
Kjetil Møster – saksofon tenorowy
Jeff Parker – gitara elektryczna
Joshua Adams – kontrabas
John Herndon – perkusja
dodajdo

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Fragmentaryczność na dwa (kontra)basy
Sebastian Chosiński

15 II 2018

Norweski kontrabasista (free)jazzowy Jon Rune Strøm to przypadek artysty, który ma na koncie znacznie więcej wydanych płyt niż lat na karku. I nic dziwnego, bo od ponad dekady jest dosłownie rozrywany przez skandynawskich kolegów po fachu. Pewnie dlatego tak późno wpadł na pomysł, aby stworzyć własną formację. Aż w końcu w ubiegłym roku przełamał się i powołał do życia Quintet, który przed miesiącem zadebiutował albumem „Fragments”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Tam i z powrotem, czyli najpierw na Bali, potem do Sztokholmu
Sebastian Chosiński

13 II 2018

Czworo artystów z trzech krajów europejskich, aby nagrać swą kolejną płytę, wybrało się na indonezyjską wyspę Bali. Podróż okazała się – przynajmniej artystycznie – nadzwyczaj udana. „The Bali Tapes”, pod którym to wydawnictwem podpisali się Szwedzi Jonas Kullhammar i Torbjörn Zetterberg, Norweg Espen Aalberg oraz Portugalka Susana Santos Silva, to jeden z najciekawszych albumów z wydawanej od sześciu lat serii „Basement Sessions”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Gdy jazzmani zaczynają grać krautrocka…
Sebastian Chosiński

8 II 2018

Nazwisko Gorana Kajfeša kojarzą przede wszystkim wielbiciele jazzu. Ale warto podkreślić fakt, że Szwed (o chorwackich korzeniach) od czasu do czasu robi sobie także wycieczki w inne rejony stylistyczne. Powołując do życia kwartet Tropiques, postanowił połączyć jazz z krautrockiem i psychodelią. Co zresztą udało mu się doskonale, o czym świadczy debiutancki album grupy zatytułowany „Enso”.

więcej »

Polecamy

Sikory złote pod mankietem odmierzają sekund bieg

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Sikory złote pod mankietem odmierzają sekund bieg
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

99 czerwonych balonów
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Anna z dalekiej północy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Drugi najpiękniejszy cover Stinga
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Nauczyli się latać
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Polacy na metalowo
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Śniegu płoń!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.