Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 czerwca 2018
w Esensji w Esensjopedii

Monolord
‹Rust›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRust
Wykonawca / KompozytorMonolord
Data wydania29 września 2017
Wydawca RidingEasy Records
NośnikCD
Czas trwania54:34
Gatunekmetal, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Thomas V. Jäger, Mika Mäkki, Esben Willems, Trevor William Church, John Gamino, Salome Kent
Utwory
CD1
1) Where Death Meets the Sea05:48
2) Dear Lucifer08:42
3) Rust05:39
4) Wormland06:05
5) Forgotten Lands12:45
6) At Niceae15:36
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Drogi panie Lucyferze…

Esensja.pl
Esensja.pl
Oby nie stało się to normą. Przerwa między wydaniem pierwszej i drugiej płyty Monolord trwała rok, na trzecią trzeba było poczekać już półtora roku. Tyle zajęło szwedzkiemu triu stworzenie godnego następcy albumu „Vænir”, który ochrzczono tytułem „Rust” i opatrzono okładką, jakiej nie powstydziłby się Aerosmith. Tyle że muzykę panowie z Göteborga grają zupełnie inną niż Steven Tyler i jego kompani. Ale to nawet i lepiej.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Drogi panie Lucyferze…

Oby nie stało się to normą. Przerwa między wydaniem pierwszej i drugiej płyty Monolord trwała rok, na trzecią trzeba było poczekać już półtora roku. Tyle zajęło szwedzkiemu triu stworzenie godnego następcy albumu „Vænir”, który ochrzczono tytułem „Rust” i opatrzono okładką, jakiej nie powstydziłby się Aerosmith. Tyle że muzykę panowie z Göteborga grają zupełnie inną niż Steven Tyler i jego kompani. Ale to nawet i lepiej.

Monolord
‹Rust›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRust
Wykonawca / KompozytorMonolord
Data wydania29 września 2017
Wydawca RidingEasy Records
NośnikCD
Czas trwania54:34
Gatunekmetal, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Thomas V. Jäger, Mika Mäkki, Esben Willems, Trevor William Church, John Gamino, Salome Kent
Utwory
CD1
1) Where Death Meets the Sea05:48
2) Dear Lucifer08:42
3) Rust05:39
4) Wormland06:05
5) Forgotten Lands12:45
6) At Niceae15:36
Wyszukaj / Kup
Monolord istnieje dopiero od pięciu lat, ale nie wzięło się znikąd. Tworzący zespół artyści udzielali się już wcześniej w innych formacjach: wokalista i gitarzysta Thomas V. Jäger oraz perkusista Esben Willems przewinęli się przez skład hardrockowo-bluesowej grupy Marulk (album „Marulk” z 2010 roku), natomiast mający w swoich żyłach krew fińską basista Mika Mäkki pierwsze kroki na scenie stawiał jako członek deathmetalowo-grindcore’owego zespołu Rotten Sound. Którego nazwa była zresztą idealnym odzwierciedleniem prezentowanej muzyki. Wsłuchując się w albumy Finów, w powstaniu których maczał palce Mika – jak chociażby „Still Psycho” (2000) czy „Murderworks” (2003) – można się zastanawiać, jakim cudem przeszedł tak skomplikowaną ewolucję, by po latach ze swobodą i swadą odnaleźć się w składzie Monolord. Ale przecież – z drugiej strony – świat rocka nie takie widział przepoczwarzenia. W każdym razie w 2013 roku Mäkki na stałe zamieszkał w Göteborgu, dając skaptować się Thomasowi i Esbenowi.
W kwietniu 2014 roku światło dzienne ujrzał „Empress Rising” – debiutancki album tria nagrany dla amerykańskiej (kalifornijskiej) wytwórni Easy Rider Records, która chwilę później z przyczyn prawnych zmieniła nazwę na RidingEasy Records. Znalazła się na nim muzyka będąca mieszanką doom metalu i stoner rocka, przywodząca na myśl skrzyżowanie Black Sabbath z początków lat 70. ubiegłego wieku (i albumów „Master of Reality” czy „Vol. 4”) oraz późniejszego o dwie dekady Monster Magnet (z okolic „Dopes to Infinity” i „Powertrip”). Linię tę grupa kontynuowała na opublikowanym dokładnie rok po debiucie krążku „Vænir”, na którym jednak jeszcze odważniej sięgnęła po inspiracje doomem (także w warstwie tekstowej). Nie inaczej rzecz ma się z albumem numer trzy, czyli „Rust”, choć podkreślić należy, że tym razem Szwedzi i Fin zdecydowali się na pewne wzbogacenie brzmienia, zapraszając do udziału w nagraniach między innymi klawiszowca (Johna Gamino z formacji Mondo Drag) i skrzypaczkę (Salome Kent).
Na trwający prawie pięćdziesiąt pięć minut „Rust” złożyło się sześć kompozycji, w tym dwie zagrane z większym niż zwykle rozmachem, bo kilkunastominutowe. Do nich dojdziemy jednak dopiero na końcu. Wydawnictwo otwierają bowiem utwory krótsze, co jednak wcale nie oznacza, że gorsze. „Where Death Meets the Sea” to połączenie doomowego rytmu, co oznacza, że jest wolno i ciężko, z charakterystyczną stonerową gitarą – brudną, przesterowaną i… mięsistą. Głos Jägera – nie tylko zresztą w tym numerze, ale również we wszystkich pozostałych – dociera z drugiego planu. I nie jest to żaden błąd postprodukcji, ale świadome założenie, skazujące wokalistę na pełnienie roli kolejnego instrumentu. W „Dear Lucifer” – przejmującym i groźnym, momentami wywołującym wprost ciarki na plecach – panowie z Monolord zbliżają się stylistycznie do klasyków skandynawskiego funeralnego doom metalu, czyli milczącego od kilku lat, lecz formalnie ciągle działającego Candlemass. Monotonia tej inwokacji do Pana Piekieł jest wprost zabójcza. Ale o to przecież w tej zabawie chodzi, nieprawdaż?
Tytułowy „Rust” brzmi na tle „Dear Lucifer” niemal jak utwór… popowy. Nie, nie, to oczywiście żart. Aż tak szokującego przeskoku stylistycznego Szwedzi (i Fin) nie zaserwowali swoim wielbicielom. Prawdą jednak pozostaje, że stworzyli kompozycję dużo bardziej przyswajalną dla słuchaczy na co dzień stroniących od podobnych dźwięków. Pojawiają się bowiem i nastrojowe organy Johna Gamino, i klimatyczna solówka gitarowa, za którą odpowiada kolejny zaproszony do studia gość, to jest Trevor William Church z kalifornijskiej doommetalowej formacji Beastmaker. Zarówno w „Rust”, jak i następującym po nim „Wormland” (z partią skrzypiec rozwijających motyw gitarowy) Monolord stawiają bardziej na stoner w stylu Monster Magnet, dzięki czemu z miejsca robi się bardziej przebojowo. W „Forgotten Lands” grupa wraca na doomowe tory, a oba style po raz kolejny udanie łączy w najlepszym w całym zestawie, wieńczącym album „At Niceae”. Jest tu i potężny impet, i rozmach, są też subtelnie wypełniające tło syntezatory, w pewnym momencie zamieniające się nawet rolami z gitarą. Thomas w finale zaskakuje także wykorzystaniem gitary akustycznej, której dźwięki skutecznie koją uszy po potężnej porcji metalowo-stonerowych odlotów.
Swoją drogą ciekawe, czy wzbogacenie instrumentarium na „Rust” jest zapowiedzią dalszych zmian, z jakimi będziemy mieć do czynienia na czwartym albumie Szwedów (i Fina). Oby!
koniec
13 marca 2018
Skład:
Thomas V. Jäger – śpiew, gitara elektryczna, gitara akustyczna, krowi dzwonek
Mika Mäkki – gitara basowa
Esben Willems – perkusja
Gościnnie:
Trevor William Church – gitara elektryczna (3)
John Gamino – instrumenty klawiszowe (3,6)
Salome Kent – skrzypce (4)

Komentarze

13 III 2018   10:05:22

Szanowny autorze, prosimy o korektę- wpis z linkiem do Yt delikatnie ucięło.

13 III 2018   10:12:26

Poprawione, dziękujemy za czujność.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Stara forma, nowa treść
Sebastian Chosiński

22 V 2018

Mats Gustafsson ani na moment nie zwalnia tempa. W tym roku zaserwował już swoim wielbicielom między innymi nową płytę tria Fire!, a kilka miesięcy później światło dzienne ujrzał premierowy materiał innej jego formacji – The Thing. I chociaż na albumie „Again” nie usłyszymy niczego, czego szwedzko-norweski skład nie prezentował już wcześniej, to i tak nie powinno zabraknąć chętnych, by po raz kolejny wybrać się w muzyczną podróż z sympatycznymi Skandynawami…

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Jeszcze więcej radości
Sebastian Chosiński

15 V 2018

Large Unit to najambitniejszy, orkiestrowy projekt, jaki sygnuje swoim nazwiskiem perkusista Paal Nilssen-Love. Wydawałoby się, że nic ambitniejszego Norweg wymyśleć już nie będzie w stanie. Tymczasem w ubiegłym roku postanowił powiększyć skład swego freejazzowego big bandu, przekształcając go tym samym w… Extra Large Unit. Nowe wcielenie formacji zadebiutowało właśnie albumem „More Fun, Please”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: …a w uszach wciąż jeszcze słychać krzyk!
Sebastian Chosiński

10 V 2018

Mogłoby się wydawać, że szwedzki saksofonista Mats Gustafsson nie jest nas już w stanie niczym zaskoczyć. Zaskakiwał przecież już tyle razy. Ale właśnie – nam się to tylko wydaje. Opublikowany w kwietniu tego roku minialbum „Sustain” niejednego wielbiciela skandynawskiego jazzmana wprawi w osłupienie. Jest on bowiem efektem jego artystycznej kolaboracji z francuskim triem (a może kwartetem?)… death- i blackmetalowym Chaos Echœs!

więcej »

Polecamy

Z Kuśki wzięte

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Z Kuśki wzięte
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tata z pasją
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Szyku, szyku… feel good… szyku, szyku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

W ogrodzie na tyłach domu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Szalony świat smutnego clowna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Szwajcaria dla świata
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Kapela ze wsi Szczecin
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Miałem 10 lat…
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Podglądanie kochanków
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pośpiewajmy razem w podróży
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.