Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 kwietnia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Tu miejsce na labirynt…: Z obranej ścieżki można zawrócić

Esensja.pl
Esensja.pl
Przyznam, że był taki moment, kiedy zwątpiłem, że jeszcze kiedyś dane mi będzie usłyszeć nowe nagrania szwedzkiego tria Three Seasons. Szczęśliwie jednak panowie wyszli ze stanu hibernacji i w grudniu ubiegłego roku uraczyli swoich wielbicieli albumem „Things Change”. Jakie zmiany zapowiadał tytuł? Jedną personalną i jedną stylistyczną. Można bowiem odnieść wrażenie, że na dobre pożegnali się z rockiem progresywnym, eksponując za to inspiracje heavy metalem i bluesem.

Three Seasons
‹Things Change›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThings Change
Wykonawca / KompozytorThree Seasons
Data wydania11 grudnia 2017
Wydawca Transubstans Records
NośnikCD
Czas trwania48:33
Gatunekrock
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Zobacz w
W składzie
Sartez Faraj, Olle Risberg, Thomas Broman
Utwory
CD1
1) Been Gone04:16
2) Something You Can’t Have05:30
3) Things Change03:40
4) Trust Me06:12
5) Set Me Free Again05:17
6) Break Down, Start Over05:14
7) I Don’t Need Nothing More06:06
8) Are You Surprised?06:35
9) So Far Away05:44
Coś w tym złego? To zależy. Heavy-blues ma się wszak ostatnio w Skandynawii całkiem nieźle, o czym świadczą chociażby najnowsze albumy norweskich formacji Howlin’ Sun („Howlin’ Sun”) i Lonely Kamel („Death’s Head Hawkmoth”). Z tą jednak różnicą, że wspomniane grupy wciąż poszukują własnej drogi (zwłaszcza ta pierwsza, która znalazła się dopiero u progu kariery), podczas gdy panowie z Three Seasons na najnowszej płycie zdecydowali się jeszcze (z naciskiem na to „jeszcze”) bardziej niewolniczo – i surowo, jeśli chodzi o brzmienie – naśladować Led Zeppelin. Co w porównaniu z poprzednimi dokonaniami grupy jest mimo wszystko krokiem wstecz. Trio powstało w 2009 roku jako swoisty odprysk Siena Root; na jego czele stanął bowiem związany niegdyś z tym zespołem wokalista i gitarzysta Sartez Faraj, który do współpracy dobrał sobie basistę Ollego Risberga i perkusistę Christiana Erikssona. Razem nagrali trzy płyty: „Life’s Road” (2011), „Understand the World” (2012) oraz „Grow” (2014).
Po wydaniu tej ostatniej nastąpiło niepokojące milczenie, które Faraj przerwał dopiero w czerwcu ubiegłego roku, informując na stronie internetowej grupy, że właśnie przystąpił ze swymi kolegami do rejestracji materiału na nowy album. Co ciekawe, wśród „kolegów” zabrakło Erikssona, który rozstał się z Three Seasons, a którego miejsce zajął jeden z największych muzycznych „obieżyświatów” – Szwed Thomas Broman. To słynny w środowisku hardrockowców i heavymetalowców muzyk sesyjny, który – począwszy od pierwszej połowy lat 90. – zdążył wziąć już udział w nagraniu kilkudziesięciu albumów. Między innymi z takimi wykonawcami i zespołami, jak John Norum („Slipped into Tomorrow”, 1999; „Play Yard Blues”, 2010), Glenn Hughes („Freak Flag Flyin’”, 2003), Brazen Abbot („A Decade of Brazen Abbot”, 2004), Audiovision („The Calling”, 2004), Road to Ruin („Road to Ruin”, 2007), Impulsia („Expressions”, 2009), Doogie White („As Yet Untitled”, 2013), Bridge to Mars („Bridge to Mars”, 2016) czy Revertigo („Revertigo”, 2017). A to jedynie, uwierzcie, wierzchołek góry lodowej jego dokonań.
Przyjęcie do grupy tak doświadczonego artysty ma swoje plusy i minusy. Z jednej strony można być pewnym, że niemal z biegu, bez ciągnących się w nieskończoność prób, zagra wszystko, o co się go poprosi; z drugiej jednak istnieje obawa, że nie nada muzyce brzmienia charakterystycznego dla tego jedynego zespołu. I tak właśnie stało się w przypadku „Things Change”. Thomas wykonał powierzone mu zadanie idealnie. Perfekcyjnie odtworzył to, o co go poproszono, i… nic ponad to. Chociaż, aby oddać sprawiedliwość Bromanowi, można rzucić domysł, że rezygnacja z wpływów rocka progresywnego i psychodelii, które słyszalne są na wcześniejszych płytach, była właśnie jego zasługą (względnie – w zależności od gustu – „zasługą”). Co wniósł w zamian? Jeszcze więcej elementów hardrockowych i bluesowych. Owszem, one były obecne w twórczości Three Seasons od początku, ale teraz absolutnie dominują nad całością. W efekcie – przy jednoczesnej rezygnacji z instrumentów, które stanowiły (jak gitara akustyczna czy organy Hammonda) istotne smaczki – brzmienie uległo znacznemu zubożeniu.
Faraj, Risberg i Broman są jednak zbyt doświadczonymi artystami, aby nie uznać tego za w pełni świadomą i dogłębnie przemyślaną decyzję. Widocznie postanowili zabrzmieć jak garażowy zespół heavymetalowo-bluesowy z początków lat 70. XX wieku. Jak początkujący Led Zeppelin i Jimi Hendrix w jednym. Z naciskiem mimo wszystko na Zeppelinów, albowiem zarówno w warstwie wokalnej, jak i w partiach gitary Sarteza słychać wyraźnie nawiązania do Roberta Plata i Jimmy’ego Page’a. W sumie Szwedzi podarowali swoim wyjątkowo wyposzczonym fanom dziewięć nowych kompozycji, które złożyły się na niemal pięćdziesiąt minut muzyki. Muzyki stylistycznie zwartej, rasowo brzmiącej, perfekcyjnie – choć na garażową modłę – zagranej, ale przy tym również… zaskakująco, jak na ten zespół, nużącej. Niemal w nieskończoność powtarzają się tutaj dwa dominujące motywy: albo hard rock i heavy metal („Things Change”, „Trust Me”, „Set Me Free Again”, „I Don’t Need Nothing More”, „Are You Surprised?”), albo blues („Been Gone”, „Something You Can’t Have”, „Break Down, Start Over”, „So Far Away”). Oczywiście wymieszane ze sobą, ale za to w różnych proporcjach.
Proszę jednak nie wyciągać pochopnie zbyt radykalnych wniosków: „Things Change” to nie jest zła płyta. Ale na pewno jest to wydawnictwo, które nie tylko, jak zostało wspomniane już wcześniej, zaskakuje, lecz także nieco dezorientuje. Zazwyczaj ewolucja zespołów przebiega bowiem w odwrotnym kierunku – ku wzbogacaniu brzmienia, rozszerzaniu instrumentarium. Tu mamy do czynienia z procesem odwrotnym. Na szczęście Faraj wciąż nie zapomniał, jak tworzyć chwytliwe melodie; trafiają się dzięki temu na czwartym krążku Three Seasons numery, które pozostają w pamięci na dłużej, jak na przykład „I Don’t Need Nothing More” (upubliczniony przez zespół jako pierwszy, już w październiku ubiegłego roku) czy „Set Me Free Again”. Podobać może się także utrzymana w stylu typowym dla Roberta Planta z lat 70. ballada „Trust Me”. Reszta niczym szczególnym się już nie wyróżnia, chociaż trzyma poziom. Jedynie „Break Down, Start Over” – nie wiedzieć czemu, wybrane na drugi fragment pilotujący album – robi wrażenie stworzonego na siłę. Po wydaniu „Things Change” szwedzkie trio znalazło się na rozdrożu. Jeśli w następnych latach będzie maszerować tą samą drogą, prawdopodobnie jego popularność będzie maleć. Ale przecież zawsze z obranej ścieżki można zawrócić.
Gwoli ścisłości warto wyjaśnić jeszcze jedną rzecz. Premiera „Things Change” miała miejsce 11 grudnia ubiegłego roku, ale wtedy ukazała się jedynie – nakładem wytwórni Headspin Records – wersja winylowa płyty. Na kompakt – z szyldem Transubstans Records na okładce – trzeba było poczekać niemal do połowy lutego tego roku.
koniec
29 marca 2018
Skład:
Sartez Faraj – śpiew, gitara elektryczna
Olle Risberg – gitara basowa
Thomas Broman – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Elektryczne owce też mogą przeżywać ekstazę
Sebastian Chosiński

26 IV 2018

Japończycy z Acid Mothers Temple nie ustają w staraniach o pobicie rekordu świata w liczbie wydanych płyt. Przed tygodniem pisaliśmy o wydanym w listopadzie albumie „Wandering the Outer Space”; dzisiaj natomiast poświęcamy czas krążkowi zatytułowanemu „Electric Dream Ecstasy”. A należy pamiętać, że pomiędzy nimi (w styczniu) ukazało się jeszcze jedno wydawnictwo – „Either the Fragmented Body or the Reconstituted Soul”. I jak tu za nimi nadążyć?!

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: W pustynnych okolicznościach przyrody
Sebastian Chosiński

24 IV 2018

Członkowie zespołów Dungen (ze Sztokholmu) i Woods (z nowojorskiego Brooklynu) znają się od prawie dekady. Nierzadko stawali na tej samej scenie. Czy więc powinien dziwić nas fakt, że pewnego dnia postanowili nagrać razem płytę? Pomysł wyszedł od szefów wytwórni Mexican Summer, którzy postanowili namówić Skandynawów i Amerykanów do udziału w projekcie Marfa Myths. To w jego ramach powstał longplay „Myths 003”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: (Nie)Bezpieczeństwo z przestrzeni kosmicznej
Sebastian Chosiński

19 IV 2018

Jeżeli któregoś roku nie ukaże się nowa płyta (albo nawet dwie… lub najlepiej trzy) psychodelicznej formacji Acid Mothers Temple, będzie to oznaczało tylko jedno – że nastąpił koniec świata. Artystyczna aktywność Makoto Kawabaty jest bowiem czymś tak oczywistym, jak kulistość Ziemi czy nieuchronność zapłacenia podatków. Ubiegły rok kalendarzowy muzyk z Kraju Kwitnącej Wiśni zamknął albumem „Wandering the Outer Space”.

więcej »

Polecamy

Podglądanie kochanków

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Podglądanie kochanków
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pośpiewajmy razem w podróży
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Leży w zsypie pijany cieć Mieciek
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Bieszczadzcy metale
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

W oczekiwaniu na nową płytę Toola
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dzień dobry, digliśmobry
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Jej kredo to harfa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Turecki Pink Floyd
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Pasja młodego studenta
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Jedyny człowiek potrafiący zagrać na chlebaku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.