Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 stycznia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Dungen, Woods
‹Myths 003›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMyths 003
Wykonawca / KompozytorDungen, Woods
Data wydania16 marca 2018
Wydawca Mexican Summer
NośnikWinyl
Czas trwania30:55
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Gustav Ejstes, Reine Fiske, Jeremy Earl, Jarvis Taveniere
Utwory
Winyl1
1) Loop02:56
2) Turn Around04:04
3) Marfa Sunset03:09
4) Morning Myth04:42
5) Jag ville va kvar05:53
6) Saint George06:20
7) Just for the Taste03:50
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: W pustynnych okolicznościach przyrody

Esensja.pl
Esensja.pl
Członkowie zespołów Dungen (ze Sztokholmu) i Woods (z nowojorskiego Brooklynu) znają się od prawie dekady. Nierzadko stawali na tej samej scenie. Czy więc powinien dziwić nas fakt, że pewnego dnia postanowili nagrać razem płytę? Pomysł wyszedł od szefów wytwórni Mexican Summer, którzy postanowili namówić Skandynawów i Amerykanów do udziału w projekcie Marfa Myths. To w jego ramach powstał longplay „Myths 003”.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: W pustynnych okolicznościach przyrody

Członkowie zespołów Dungen (ze Sztokholmu) i Woods (z nowojorskiego Brooklynu) znają się od prawie dekady. Nierzadko stawali na tej samej scenie. Czy więc powinien dziwić nas fakt, że pewnego dnia postanowili nagrać razem płytę? Pomysł wyszedł od szefów wytwórni Mexican Summer, którzy postanowili namówić Skandynawów i Amerykanów do udziału w projekcie Marfa Myths. To w jego ramach powstał longplay „Myths 003”.

Dungen, Woods
‹Myths 003›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMyths 003
Wykonawca / KompozytorDungen, Woods
Data wydania16 marca 2018
Wydawca Mexican Summer
NośnikWinyl
Czas trwania30:55
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Gustav Ejstes, Reine Fiske, Jeremy Earl, Jarvis Taveniere
Utwory
Winyl1
1) Loop02:56
2) Turn Around04:04
3) Marfa Sunset03:09
4) Morning Myth04:42
5) Jag ville va kvar05:53
6) Saint George06:20
7) Just for the Taste03:50
Wyszukaj / Kup
Dungen to już niemal legenda skandynawskiego rocka psychodelicznego i progresywnego. Zespół, który ma w Polsce nadzwyczaj liczne grono zaprzysięgłych fanów. Na co zresztą przez lata uczciwie i ciężko pracował. Wystarczy wsłuchać się w ostatnie albumy Szwedów – jak chociażby „Allas sak” (2015) czy „Häxan” (2016) – by zrozumieć kult otaczający formację Reinego Fiske (znanego również ze współpracy z takimi formacjami, jak Landberk, Paatos, Elephant9, Goran Kajfeš Subtropic Arkestra, The Amazing, Svenska Kaputt czy Träd, Gräs och Stenar). Pochodzący z Brooklynu zespół Woods nie ma w naszym kraju tak dobrej prasy. Mimo że istnieje od trzynastu lat i zdążył w tym czasie wydać dziesięć płyt studyjnych z premierowym materiałem, nie jest nad Wisłą zbyt dobrze znany. A w każdym razie jego popularność nie umywa się do Dungen.
Nie stanęło to jednak wcale na przeszkodzie osiągnięciu wielkiego sukcesu przez Woods w rodzinnych Stanach Zjednoczonych. Tam grupie nie brakuje wielbicieli wśród osób zasłuchanych w psychodeliczny indie-folk. I właśnie zamiłowanie do rockowej psychodelii jest tym, co łączy Skandynawów i Amerykanów. Muzycy obu formacji znają się od lat; koncertowali na tych samych scenach już w 2009 roku, a pewnie i później ich artystyczne drogi przecinały się niejednokrotnie. Aż wreszcie postanowili razem wejść do studia. Pomysłodawcami wspólnej sesji Dungen i Woods byli szefowie nowojorskiej wytwórni Mexican Summer, z którą oba zespoły wiążą kontrakty płytowe. Jak doszło do narodzin tego konceptu? Wszystkiemu winne jest położone pośrodku pustyni teksańskie miasteczko Marfa (stolica hrabstwa Presidio), od lat znane nie tylko jako cel turystycznych wojaży, ale również ośrodek sztuki minimalistycznej. Jeśli wierzyć tym, którzy tam dotarli – roztacza ono nadzwyczajną aurę, niesie ze sobą natchnienie.
By ocalić ów niepowtarzalny klimat, decydenci z Mexican Summer postanowili namówić związanych z nimi twórców, by ci wybrali się na wschodnie rubieże Teksasu i w ciągu dwudziestoczterogodzinnego pobytu stworzyli zupełnie nowe utwory, które następnie – po nagraniu – zostały wydane w serii płytowej „Marfa Myths”. W 2015 roku ukazała się EP-ka Connana Mockasina i Devonté Hynesa („Myths 001”), zaś dwa lata później – płytka Natalie Mering i Ariela Rosenberga („Myths 002”). Trzecie podejście należało już do Dungen i Woods. Nie wszyscy członkowie obu grup wybrali się jednak do Marfy; wybrano dwuosobowe „delegacje”. Skandynawów reprezentowali Gustav Ejstes i Reine Fiske, natomiast Amerykanów Jeremy Earl i Jarvis Taveniere. Trudno stwierdzić, jak dokładnie wyglądała praca nad utworami, które wypełniły „Myths 003”, ale to mało prawdopodobne, aby cały materiał powstał w ciągu zaledwie jednego dnia. Pewnie więc artyści pojechali tam z gotowymi pomysłami, które w niecodziennej atmosferze pustynnego miasteczka w kwartecie szlifowali.
Jaki jest efekt? Trzydzieści minut muzyki. Siedem kompozycji. Stylistycznie nieco bliższych tego, co proponuje Dungen niż Woods. Chociaż generalnie jest to jednak wypadkowa dokonań obu zespołów. Muzycy zostawili sobie dużo artystycznej swobody, o czym przekonuje bogactwo brzmienia i fakt, że każdy z nich – poza Taveniere’em – udzielał się, grając na kilku instrumentach, niekoniecznie tych, które są mu przypisane w macierzystych grupach. Fiske na przykład nie wziął do ręki gitary solowej, zasiadł za to za bębnami; podobnie zresztą jak Ejstes, który z kolei dograł ścieżki gitarowe. To luźne podejście do materii nie oznaczało jednak wcale niepoważnego traktowania całego projektu. Wręcz przeciwnie! „Myths 003” to płyta, którą bez najmniejszych obaw można postawić na półce obok regularnych wydawnictw Woods i Dungen. I wracać do niej z taką samą przyjemnością, jak do „City Sun Eater in the River of Light” czy „Allas sak”.
Album otwiera instrumentalny trzyminutowy „Loop” – i jest to zaskakująco mocne, motoryczne wprowadzenie, w którym popowa psychodelia (nadzwyczaj szlachetna) miesza się z folkowym rockiem. Aranżacyjne bogactwo nie przytłacza, co oznacza, że wszystkie proporcje zostały idealnie wyważone. To zresztą ogólniejsza uwaga, która dotyczy całej płyty. Znamiona przeboju nosi drugi w kolejności „Turn Around”, w którym uduchowiony śpiew Jeremy’a Earla snuje się na tle gitary akustycznej i skrzypcowych dźwięków mellotronu. Nie brakuje tu również zapętlonego motywu gitary, który wprost może kojarzyć się z estetyką post-rocka. „Marfa Sunset” z kolei to urzekająca senna impresja, znaczona eteryczną partią fletu i głębokim dudnieniem basu, które działa na słuchacza niezwykle kojąco. W odmiennej tonacji utrzymany jest natomiast – co w pełni zrozumiałe – „Morning Myth”. Budzące się do życia miasto, spowite promieniami słońca, wlewa w serca optymizm. Transowo-psychodeliczny rytm, któremu ulegają także gitarzyści, stawia zaś na równe nogi. Mimo mnóstwa smaczków (klawisze, flet, wokalizy), nie słychać przeładowania, co jest efektem doskonałej, przestrzennej produkcji.
Pewnym zaskoczeniem może być „Jag ville va kvar”. Raz, że to kolejna – nie bójmy się tego słowa – piosenka; dwa, że zaśpiewana – przez Gustava Ejstesa – w języku szwedzkim. Utrzymana w stylistyce natchnionej, psychodelicznej ballady, nie stroni od brzmień akustycznych – pojawiają się i flet, i fortepian, i (w zakończeniu) perkusjonalia (vide Fiske oraz Earl). Nieco większym rozmachem charakteryzuje się natomiast najdłuższy w całym zestawie, ponad sześciominutowy, „Saint George”, który można jednocześnie uznać za najpiękniejszy fragment albumu. Wszystkie partie instrumentalne oparte są na tym samym motywie, który rozwijany może być w nieskończoność. Jeżeli po wydaniu „Myths 003” Szwedzi i Amerykanie ruszą w kolejną wspólną trasę koncertową, „Saint George” będzie zapewne tym numerem, który na żywo będzie można rozciągać nawet do kilkunastu minut. Na finał kwartet wybrał – utrzymany w klimacie twórczości Woods – psychodeliczno-folkowy, w dużej mierze akustyczny, „Just for the Taste”, idealnie zresztą dopełniający poprzednika. Żałować tylko można, że po niespełna czterech minutach dobiega on końca. I że cały album trwa tak krótko. Na szczęście zawsze można sięgnąć po inne wydawnictwa obu formacji, których dyskografie prezentują się już nadzwyczaj bogato.
koniec
24 kwietnia 2018
Skład:
DUNGEN:
Gustav Ejstes – śpiew, gitara elektryczna, fortepian, mellotron, flet, perkusja
Reine Fiske – gitara basowa, mellotron, perkusja, instrumenty perkusyjne
WOODS:
Jeremy Earl – śpiew, gitara akustyczna, syntezatory, perkusja, instrumenty perkusyjne, gitara basowa
Jarvis Taveniere – gitara basowa, gitara elektryczna

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Kraina Wiecznej Psychodelii
Sebastian Chosiński

17 I 2019

Makoto Kawabata to tytan pracy. Muzyk, który nie odpuszcza i każdego roku nagrywa przynajmniej kilka płyt, zawsze trzymając wysoki poziom. W 2018 roku formacja, którą kieruje, czyli Acid Mothers Temple (z afiliacjami), opublikowała dziewięć albumów. Ostatnim chronologicznie jest „Sacred and Inviolable Phase Shift” – kolejne może nie arcydzielne, ale na pewno udane dzieło kwintetu.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Powrót ludzi zwanych Pająkami
Sebastian Chosiński

15 I 2019

Mijają kolejne lata, a w przypadku norweskiego kwartetu Spidergawd nic – no dobrze, prawie nic – się nie zmienia. Ta sama wytwórnia, ten sam autor okładki, taka sama doskonała muzyka i identyczny, jak wszystkie poprzednie, tytuł płyty. Tyle że z dodaną aktualną rzymską cyferką – „V”. To jedna z tych produkcji, o których już wiadomo, że powinna znaleźć się w dziesiątce najlepszych, kiedy będziemy podsumowywać 2019 rok.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Przerwane milczenie może stać się… platyną
Sebastian Chosiński

10 I 2019

Po paru latach pełnego niepokoju oczekiwania chciałoby się wreszcie pełną piersią zakrzyknąć: Änglagård powrócił! Ale czy na pewno? I tak, i nie. Tak, bo na omawianej najnowszej płycie gra aż trzech muzyków tej legendarnej szwedzkiej formacji. Nie, ponieważ nie posłużyli się oni mile łechtającym uszy szyldem grupy. Przyjęli nową nazwę – All Traps On Earth. Lecz nagrany przez nich album „A Drop of Light” bez wątpienia ucieszy wszystkich wielbicieli Änglagård.

więcej »

Polecamy

Stylowe, jak Chevrolet El Camino z 1968

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Stylowe, jak Chevrolet El Camino z 1968
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dajesz Rudolf, dajesz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zapach muzyki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Życie o świcie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly dżungli
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wieś gra i śpiewa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ani w PZU, ani w PKP...
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Stan
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Seria z karabinu maszynowego
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dobra humppa, tylko z Finlandii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.