Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 września 2018
w Esensji w Esensjopedii

Acid Mothers Temple & The Melting Paraiso U.F.O.
‹Electric Dream Ecstasy›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułElectric Dream Ecstasy
Wykonawca / KompozytorAcid Mothers Temple & The Melting Paraiso U.F.O.
Data wydania13 kwietnia 2018
Wydawca Essence Music
NośnikCD
Czas trwania50:58
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Tsu Jyonson, Makoto Kawabata, Mitsuru/Mitsuko Tabata, Hiroshi Higashi, Takashi (S/T / Wolf) Uchida, Nani Satoshima, Atsushi Tsuyama
Utwory
CD1
1) From Planet Orb with Love, Part 111:32
2) Pink Lady Lemonade [You’re My Orb]08:44
3) Sycamore Tree11:29
4) Pink Lady Lemonade [Electric Dream Ecstasy]19:12
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Elektryczne owce też mogą przeżywać ekstazę

Esensja.pl
Esensja.pl
Japończycy z Acid Mothers Temple nie ustają w staraniach o pobicie rekordu świata w liczbie wydanych płyt. Przed tygodniem pisaliśmy o wydanym w listopadzie albumie „Wandering the Outer Space”; dzisiaj natomiast poświęcamy czas krążkowi zatytułowanemu „Electric Dream Ecstasy”. A należy pamiętać, że pomiędzy nimi (w styczniu) ukazało się jeszcze jedno wydawnictwo – „Either the Fragmented Body or the Reconstituted Soul”. I jak tu za nimi nadążyć?!

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Elektryczne owce też mogą przeżywać ekstazę

Japończycy z Acid Mothers Temple nie ustają w staraniach o pobicie rekordu świata w liczbie wydanych płyt. Przed tygodniem pisaliśmy o wydanym w listopadzie albumie „Wandering the Outer Space”; dzisiaj natomiast poświęcamy czas krążkowi zatytułowanemu „Electric Dream Ecstasy”. A należy pamiętać, że pomiędzy nimi (w styczniu) ukazało się jeszcze jedno wydawnictwo – „Either the Fragmented Body or the Reconstituted Soul”. I jak tu za nimi nadążyć?!

Acid Mothers Temple & The Melting Paraiso U.F.O.
‹Electric Dream Ecstasy›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułElectric Dream Ecstasy
Wykonawca / KompozytorAcid Mothers Temple & The Melting Paraiso U.F.O.
Data wydania13 kwietnia 2018
Wydawca Essence Music
NośnikCD
Czas trwania50:58
Gatunekrock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Tsu Jyonson, Makoto Kawabata, Mitsuru/Mitsuko Tabata, Hiroshi Higashi, Takashi (S/T / Wolf) Uchida, Nani Satoshima, Atsushi Tsuyama
Utwory
CD1
1) From Planet Orb with Love, Part 111:32
2) Pink Lady Lemonade [You’re My Orb]08:44
3) Sycamore Tree11:29
4) Pink Lady Lemonade [Electric Dream Ecstasy]19:12
Wyszukaj / Kup
Do tego, że japońska formacja Acid Mothers Temple & The Melting Paraiso U.F.O. każdego roku wydaje przynajmniej kilka albumów z premierowym materiałem zdążyliśmy się już przyzwyczaić. W ostatnich miesiącach zaskakuje jednak co innego – lokalizacja firm płytowych, z jakimi muzycy z Kraju Kwitnącej Wiśni podpisują kontrakty. I tak: krążek „Wandering the Outer Space” (z listopada 2017 roku) ujrzał światło dzienne nakładem wytwórni Buk Records z peruwiańskiej Limy; „Either the Fragmented Body or the Reconstituted Soul” (styczeń 2018) wydała mająca siedzibę w tym samym mieście oficyna Necio Records; z kolei „Electric Dream Ecstasy” (kwiecień 2018) trafił do sprzedaży z logo wydawnictwa Essence Music z miasta Juiz de Fora w Brazylii. Ciekawe czy w następnych miesiącach (względnie latach) kierunek południowoamerykański zostanie utrzymany?
Swoją drogą dobrze byłoby wiedzieć, jakimi przesłankami kieruje się Makoto Kawabata (niekwestionowany lider Acid Mothers Temple od momentu powstania zespołu, czyli od połowy lat 90. ubiegłego wieku), wybierając kolejnego wydawcę. Równie dobrze mógłby przecież zwrócić się z propozycją do któregoś z polskich niezależnych wydawnictw. Ale to dopiero – ewentualnie – melodia przyszłości. Wróćmy do najnowszej produkcji Japończyków, to jest „Electric Dream Ecstasy”. W materiałach promocyjnych można znaleźć informację, że to album, który otwiera nowy rozdział w historii tej legendarnej formacji. Czy to prawda? Jeśli weźmiemy pod uwagę skład – da się tę tezę obronić. Pojawia się tu bowiem oficjalnie nowa sekcja rytmiczna: basista Takashi Uchida i perkusista Nani Satoshima. Po raz ostatni przewija się też gitarzysta Mitsuru Tabata, którego etat w Acid Mothers Temple wygasł 31 grudnia 2017 roku. Jego miejsce zajął natomiast śpiewający – i okazjonalnie (chociaż jeszcze nie teraz) grający na gitarze – Tsu Jyonson (który jako gość zaistniał już na „Wandering the Outer Space”).
Czy to rzeczywiście oznacza zupełnie „nowy rozdział”? Chyba jednak nie. Ale raczej nie należy mieć wątpliwości, że „Electric Dream Ecstasy” dokumentuje działalność Japończyków w momencie przełomowym. Inna sprawa, że ktokolwiek w studiu by się nie pojawił, to i tak o ostatecznym kształcie każdej płyty Acid Mothers Temple decyduje praktycznie jeden człowiek – Makoto Kawabata, tutaj grający na gitarze solowej, gitarze dwunastostrunowej, gitarze basowej akustycznej, gitarze basowej bezprogowej, syntezatorach, organach, buzuki oraz harmonijce ustnej. Trzeba dodawać coś jeszcze? Udowadniać, że to on jest „sterem, żeglarzem, okrętem”?… Wzorem kilku ostatnich wydawnictw zespołu, na najnowszy album również trafiły cztery kompozycje (tym razem znacząco rozbudowane). Trzy z nich wyszły spod ręki Kawabaty (w jednym przypadku z niewielką pomocą Tsu), czwarta zaś… ale nie uprzedzajmy, tym bardziej że za moment i tak do niej dojdziemy.
Płytę otwiera trwający ponad jedenaście minut utwór „From Planet Orb with Love, Part 1”. Powinien on przypaść do gustu tym wszystkim, którzy lubią spacerockowe wcielenie tokijskiej grupy. Od pierwszych sekund uwagę przykuwają bowiem prawdziwie kosmiczne dźwięki syntezatorów i idealnie współgrająca z nimi powłóczysta gitara. Z czasem muzycy grają z coraz większym zaangażowaniem, aż w pewnym momencie – jak za dotknięciem magicznej różdżki – zmienia się niemal wszystko: tempo, ekspresja, motyw przewodni. Makoto natomiast co rusz sięga po nowe instrumenty, dbając o to, aby to, co słyszymy na drugim i trzecim planie nam się nie znudziło. „Pink Lady Lemonade (You’re My Orb)” przenosi słuchaczy w zupełnie inne rewiry kosmosu. Choć równie dobrze można by stwierdzić, że… ściąga ich na Ziemię. Dominują tu brzmienia akustyczne gitar (także basowej), którym towarzyszą świszczące syntezatory. A kiedy jeszcze pojawia się harmonijka ustna, robi się wręcz bluesowo.
To rzeczywiście nowy element, jeśli chodzi o psychodeliczne płyty Acid Mothers Temple. Ale pamiętajmy, że Kawabacie zdarzało się już wcześniej – niekiedy wprawdzie pod nieco zmienionymi nazwami zespołu – wydawać albumy, na których dominowały inne gatunki stylistyczne, jak hard rock (vide „Black Magic Satori”, 2013), fusion („Son of a Bitches Brew”, 2012) czy progresywna awangarda („Dark Side of the Black Moon: What Planet are We On?”, 2009). Zaskoczeniem może być również trzeci w kolejności „Sycamore Tree”, czyli skomponowany przez Włocha Angelo Badalamentiego motyw zaczerpnięty z „Twin Peaks”. Po niezbędnych przeróbkach wyszła Japończykom, zaśpiewana przez Tsu Jyonsona (do słów Davida Lyncha), transowa ballada. No dobrze, prawie ballada. Romantycznemu przytulaniu się w jej trakcie przeszkadza bowiem partia gitary, która im bliżej finału, tym bardziej świdruje i przytłacza. Ale – gwoli ścisłości – ona również tworzy niezwykły klimat.
Album zamyka dwudziestominutowy „Pink Lady Lemonade (Electric Dream Ecstasy)”. I chociaż jest to najdłuższy fragment całości, dzieje się w nim – od strony aranżacyjnej i brzmieniowej – stosunkowo najmniej. Przy czym nie jest to żaden zarzut, ponieważ Japończykom po raz kolejny udaje się wprowadzić słuchaczy w niezwykły trans, który mógłby trwać w nieskończoność. Gdyby ten utwór trwał drugie tyle, też pewnie nikt nie podniósłby larum. Podsumowując: Jest na „Electric Dream Ecstasy” kilka elementów, którymi Makoto Kawabata postanowił zaskoczyć swoich wielbicieli. Ale podobne wolty, o czym mowa była powyżej, Acid Mothers Temple wykonywało już wcześniej. Co się z tego wykluje – pokażą kolejne płyty. I dopiero po ich „lekturze” będzie można stwierdzić, czy mamy do czynienia z nowym obliczem formacji. Długo na odpowiedź zapewne nie będziemy musieli czekać.
A jeśli komuś mimo wszystko będzie się dłużyć, proponujemy intelektualną zabawę: Porównanie zawartości najnowszego krążka z tym, co przed laty znalazło się na wydawnictwach „Pink Lady Lemonade (You’re from Inner Space)” (2011) oraz nagranym oryginalnie w 2001 roku „Pink Lady Lemonade (You’re So Sweet)” (2016).
koniec
26 kwietnia 2018
Skład:
Tsu Jyonson – śpiew
Makoto Kawabata – gitara elektryczna, gitara dwunastostrunowa, gitara basowa akustyczna, gitara basowa bezprogowa, syntezatory, organy, buzuki, głos, harmonijka ustna
Mitsuru Tabata – gitara elektryczna, syntezator gitarowy
Hiroshi Higashi – syntezatory
Takashi Uchida (S/T / Wolf) – gitara basowa
Nani Satoshima – perkusja
Gościnnie:
Atsushi Tsuyama – gitara basowa akustyczna

Komentarze

10 V 2018   09:12:23

uprzejmie donoszę, że AMT jedną płytę w polskiej oficynie już wydali. Była to Close Encounters Of The Mutants z 2004 roku. Ale z nimi trudno byc na bieżąco ;)

10 V 2018   11:08:05

@makotom

No tak! :)
Dziękuję za zwrócenie uwagi.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Pod wulkanem
Sebastian Chosiński

20 IX 2018

Osiemnaścioro muzyków wzięło udział w nagraniu najnowszej płyty szwedzkiego projektu Our Solar System. To rodzaj artystycznej komuny, od jakich roiło się w latach 70. ubiegłego wieku w zachodnich Niemczech i Skandynawii. Jak widać, na północy kontynentu tradycja ta jeszcze nie wygasła. I dobrze, bo dzięki temu wciąż mogą powstawać tak ekscytujące płyty, jak „Origins”.

więcej »

Krótko o muzyce: Eklektycznie i nieszczególnie świeżo
Sebastian Chosiński

11 IX 2018

Przyznam, że rozwikłanie wszystkich zawiłości w dziejach warszawskiej formacji Jamun wydaje się wręcz niemożliwe. Potrzebny byłby do tego znakomity detektyw, na dodatek z historycznymi ciągotkami.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Jazz wśród hut i stalowni
Sebastian Chosiński

30 VIII 2018

W świecie free jazzu nikogo nie dziwią międzynarodowe kooperacje i okazjonalne składy, które zbierają się niekiedy nawet na jeden występ, względnie na jedną trasę koncertową. Niektóre z nich z czasem stają się regularnie działającymi zespołami. Czy taki los czeka trio złożone z Amerykanina Joego McPhee, Brytyjczyka Johna Edwardsa i Niemca Klausa Kug(e)la – trudno stwierdzić w tej chwili. Na razie mamy w ręku ich pierwszy wspólny album – „Journey to Parazzar” – i powinniśmy się z tego faktu (...)

więcej »

Polecamy

Zacznijmy od „gis”

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Zacznijmy od „gis”
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Czołowy przedstawiciel wieś punku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Maaammaaa Juhuuu!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Taki biały kożuszek
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Idziemy z kraju, gdzie lód i śnieg
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ostre hejka!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

10 wspominkowych coverów Maanamu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Powinnaś być szczęśliwa, Kylie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Na polanie Stokrotka
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zamienię szyszynkę na szyszkę
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.