Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Toundra
‹Vortex›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułVortex
Wykonawca / KompozytorToundra
Data wydania27 kwietnia 2018
Wydawca Inside Out Music
NośnikCD
Czas trwania43:22
Gatunekrock
EAN0190758278919
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Esteban Girón, David „Macón” Paños, Alberto Tocados, Álex Pérez
Utwory
CD1
1) Intro Vortex01:30
2) Cobra06:31
3) Tuareg08:15
4) Cartavio02:16
5) Kingston Falls04:16
6) Mojave11:11
7) Roy Neary02:04
8) Cruce Oeste07:21
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: W pustynnym wirze Kalifornii
[Toundra „Vortex” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Wsłuchując się w kolejny album formacji o swojsko brzmiącej nazwie Toundra, trudno uwierzyć, że ten grający niemal dosłownie mrożącą krew w żyłach muzykę kwartet pochodzi ze słonecznej Hiszpanii. Ale nie sposób określić tego mianem przypadku, skoro madrytczycy nagrali już piątą płytę utrzymaną w tej samej postrockowej i postmetalowej stylistyce. Czy zatem warto sięgnąć po „Vortex”? Zdecydowanie, bo to, jak dotąd, najdojrzalsze wydawnictwo mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: W pustynnym wirze Kalifornii
[Toundra „Vortex” - recenzja]

Wsłuchując się w kolejny album formacji o swojsko brzmiącej nazwie Toundra, trudno uwierzyć, że ten grający niemal dosłownie mrożącą krew w żyłach muzykę kwartet pochodzi ze słonecznej Hiszpanii. Ale nie sposób określić tego mianem przypadku, skoro madrytczycy nagrali już piątą płytę utrzymaną w tej samej postrockowej i postmetalowej stylistyce. Czy zatem warto sięgnąć po „Vortex”? Zdecydowanie, bo to, jak dotąd, najdojrzalsze wydawnictwo mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego.

Toundra
‹Vortex›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułVortex
Wykonawca / KompozytorToundra
Data wydania27 kwietnia 2018
Wydawca Inside Out Music
NośnikCD
Czas trwania43:22
Gatunekrock
EAN0190758278919
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Esteban Girón, David „Macón” Paños, Alberto Tocados, Álex Pérez
Utwory
CD1
1) Intro Vortex01:30
2) Cobra06:31
3) Tuareg08:15
4) Cartavio02:16
5) Kingston Falls04:16
6) Mojave11:11
7) Roy Neary02:04
8) Cruce Oeste07:21
Wyszukaj / Kup
Wprawdzie to w ubiegłym roku Toundra obchodziła dziesięciolecie istnienia, ale z pełnym wykopem uczciła je dopiero w tym, publikując piąty w swej dyskografii album – „Vortex”. Ktoś zakrzyknie: „Zaraz, zaraz! Przecież w 2017 roku muzycy z Madrytu także wydali płytę z premierowym materiałem!” Owszem, tyle że opublikowali ją pod innym szyldem. Zresztą nie bez powodu – „Para quienes aún viven”, sygnowana nazwą Exquirla, zawierała muzykę bardzo daleką od tego, co publikowali wcześniej. Dość powiedzieć, że nagrali ją z towarzyszeniem znanego pieśniarza flamenco Niño De Elche (a właściwie: Francisco Contrerasa Moliny). I co? I też świetnie brzmiała, oferując słuchaczom zarówno rockowego kopa, jak i taneczną melodyjność muzyki andaluzyjskich Romów.
Wróćmy jednak do głównego nurtu działalności zespołu, który powstał w 2007 roku z połączenia dwóch madryckich formacji hardcore’owo-punkowych – Ten Minute Man oraz Nacen de las Cenilas. Do 2015 roku nie nadawali tytułów kolejnym albumom („Toundra”, 2008; „II”, 2010; „III”, 2012; „IV”, 2015). Dlaczego teraz nagle zmienili zdanie? Prawdopodobnie należy łączyć to z faktem podpisania nowego kontraktu płytowego. „Vortex” ujrzał bowiem światło dzienne nakładem niezależnej niemieckiej wytwórni Inside Out Music (mającej siedzibę w westfalskim miasteczku Kleve), „spokrewnionej” jednak z dużo bardziej znanym Century Media. Skład zespołu, w jakim zarejestrowano materiał, nie różnił się od tego z poprzedniego albumu, co oznacza, że w sesji udział wzięli: gitarzyści Esteban Girón (Jiménez) i David „Macón” Paños (López), basista Alberto Tocados oraz perkusista Álex Pérez. Girón dodatkowo zagrał też na fortepianie, Tocados na syntezatorach, a Pérez nauczył się – jeśli oczywiście nie umiał już wcześniej – programować automat perkusyjny.
Muzyka postrockowa (czy postmetalowa) kojarzy się głównie z monotonnie powtarzanymi motywami gitarowymi i konsekwentnie budowaną przez całą grupę ścianą dźwięku. I to wszystko, bez najmniejszych wątpliwości, usłyszymy w dokonaniach Hiszpanów. Ale też – z drugiej strony – robią oni wiele, aby swoją muzykę uatrakcyjnić. Stąd chociażby obecność instrumentów klawiszowych, które, choć pojawiają się jedynie na drugim, a niekiedy nawet trzecim planie, to jednak wydatnie wzbogacają brzmienie. Przejdźmy zatem do zawartości krążka. „Intro Vortex” to krótkie, gitarowe wprowadzenie do całości, coś jak – w literaturze bądź filmie – zawiązanie akcji, podkreślenie tego, czego możemy spodziewać się w dalszym ciągu. Świetna obietnica, która – co najważniejsze – zostaje spełniona. I to już przy drugim numerze! „Cobra” od pierwszych sekund niemal wgniata w podłogę. Hiszpanie grają z wielką mocą i rozmachem, ale jednocześnie – jedno, jak widać i słychać, nie wyklucza drugiego – udaje im się przez cały czas zachować nostalgiczny klimat i nie zagubić gdzieś po drodze pięknej melodii.
„Cobra” płynnie przechodzi w „Tuarega”, chociaż przy okazji Girón, Paños i ich dwaj kompani nieznacznie zmieniają formę narracji, zwalniając tempo. Szybko okazuje się jednak, że to tylko chwila wytchnienia, kilkadziesiąt sekund później wyprowadzają bowiem kolejne potężne uderzenie. Całość utworu budują na partiach gitary: czy to grających solo (sic! w post-rocku definiowanym przez Toundrę mogą pojawić się solówki), czy też w duecie. Niespodzianką może być jednak dołączający do nich fortepian, którego akustyczne brzmienie zostaje idealnie wkomponowane w opowieść monotonnie snutą przez Estebana i Davida. Dwuminutowe nostalgiczne „Cartavio” pełni funkcję podobną do „Intro Vortex” – otwiera drugi rozdział historii, którego właściwa część zaczyna się od przebojowego – to kolejne zaskoczenie – „Kingston Falls”. Przy czym tę „przebojowość” należy rozumieć trochę inaczej niż zazwyczaj. Decyduje o niej przede wszystkim obecność kolejnego pięknego motywu gitarowego (trzeba przyznać, że Hiszpanie mają do nich głowę).
Najmocniejszym punktem albumu jest jedenastominutowy, składający się z trzech osobnych opowieści, „Mojave”. Podróż na kalifornijską pustynię zaczyna się niemal ambientowo – od transowych syntezatorów i jednostajnego rytmu automatu perkusyjnego, z czasem jednak nabiera i mocy, i rozmachu, docierając aż do postmetalowego finału. Kolejna (trzecia już) miniatura – „Roy Neary” – ma za zadanie wyciszyć emocje, ale wspominając o niej nie można zapomnieć o niepokojących dźwiękach syntezatorów, które z kolei zapowiadają to, co zespół serwuje w wieńczącym całość „Cruce Oeste”. To najbardziej senny (choć wcale nie nudny) fragment płyty. Girón i Paños skupiają się w nim nie na podkręcaniu tempa czy podbijaniu poziomu energii, lecz zagęszczaniu faktury utworu. Mniej odpornych może to doprowadzić na skraj załamania nerwowego; zaprawionych w bojach natomiast przyprawi niemal o ekstazę. Nie ma wątpliwości, że „Vortex” („Wir”) to najlepsze wydawnictwo madrytczyków, które poziomem trudno będzie im w przyszłości przebić. Ale wierzę w nich. I trzymam kciuki!
koniec
1 maja 2018
Skład:
Esteban Girón – gitara elektryczna, fortepian
David „Macón” Paños – gitara elektryczna
Alberto Tocados – gitara basowa, syntezatory
Álex Pérez – perkusja, automat perkusyjny

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gdyby Puebla leżała na Śląsku…
Sebastian Chosiński

4 V 2021

Przed laty ważną pozycję w polskim jazzie i rocku zdobył kubański perkusjonista José Torres; dzisiaj w jego ślady może pójść inny Latynos – meksykański skrzypek Eduardo Bortolotti (Lopez). Nad Wisłą osiedlił się on dziewięć lat temu, a w tym roku wydał swój debiutancki album – „Huapango Nights” – na którym połączył wpływy muzyki ludowej z Ameryki Środkowej z typowo europejskim jazzem.

więcej »

Krótko o muzyce: Piekielne basy
Sebastian Chosiński

29 IV 2021

Trójmiejski kwartet Hellvoid to ewenement na rodzimym rynku. W składzie zespołu nie ma bowiem gitarzysty solowego, jest za to dwóch basistów, spośród których jeden zajmuje się wykonywaniem partii solowych. Świat rocka nie takie jednak dziwy już widział. Najważniejsze, że pełnowymiarowy debiut zespołu – „Bass and Roll, Vol. 1” – to dzieło, po które warto sięgnąć.

więcej »

Odkrywanie wewnętrznego Kosmosu
Sebastian Chosiński

27 IV 2021

Mariusz Duda – lider Riverside i Lunatic Soul – zalicza się akurat do tych artystów, których obecna sytuacja nie przytłoczyła i nie skłoniła do milczenia. Wręcz przeciwnie! Korzystając z przymusowego przestoju koncertowego, tworzy kolejne materiały solowe. Po ubiegłorocznym „Lockdown Spaces” kilka dni temu opublikował drugą część swojej pandemicznej trylogii – „Claustrophobic Universe”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

W królestwie zapomnienia
— Sebastian Chosiński

W tej „wojnie” warto wziąć udział
— Sebastian Chosiński

Nie gaście tego pożaru!
— Sebastian Chosiński

Pomnik półwiecza
— Sebastian Chosiński

Ocean smutku z nutą optymizmu
— Sebastian Chosiński

Bicie Neonowego Serca
— Sebastian Chosiński

Bezkompromisowa romantyczka
— Sebastian Chosiński

Chwila na oddech… tuż przed zmiażdżeniem
— Sebastian Chosiński

Germański duch Skandynawów
— Sebastian Chosiński

W „Tupolewie”, lecz nie na złamanie karku
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.