Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 lipca 2018
w Esensji w Esensjopedii

Chrome Hill
‹The Explorer›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Explorer
Wykonawca / KompozytorChrome Hill
Data wydania18 maja 2018
Wydawca Clean Feed
NośnikCD
Czas trwania40:03
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Asbjørn Lerheim, Atle Nymo, Roger Arntzen, Torstein Lofthus
Utwory
CD1
1) Deep Blue06:03
2) Drunken Sailor04:20
3) Lurking Beneath05:19
4) Galileo05:44
5) Of Things That Float06:11
6) The Explorer06:54
7) The Voyage Home05:33
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Elegia o tych, co szukają, i… powracają

Esensja.pl
Esensja.pl
Nazwy Jaga Jazzist, Shining czy Elephant9 zapewne nie są obce żadnemu wielbicielowi awangardowej muzyki skandynawskiej. Muzyki łączącej elementy jazzu, metalu i rocka progresywnego. Jeśli są tacy również wśród Was, powinniście zainteresować się jeszcze jedną grupą rodem z Oslo – Chrome Hill, której współtwórcą był Jørgen Munkeby i w której do dzisiaj gra na perkusji Torstein Lofthus. Właśnie wydała ona trzecią płytę długogrającą – „The Explorer”.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Elegia o tych, co szukają, i… powracają

Nazwy Jaga Jazzist, Shining czy Elephant9 zapewne nie są obce żadnemu wielbicielowi awangardowej muzyki skandynawskiej. Muzyki łączącej elementy jazzu, metalu i rocka progresywnego. Jeśli są tacy również wśród Was, powinniście zainteresować się jeszcze jedną grupą rodem z Oslo – Chrome Hill, której współtwórcą był Jørgen Munkeby i w której do dzisiaj gra na perkusji Torstein Lofthus. Właśnie wydała ona trzecią płytę długogrającą – „The Explorer”.

Chrome Hill
‹The Explorer›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Explorer
Wykonawca / KompozytorChrome Hill
Data wydania18 maja 2018
Wydawca Clean Feed
NośnikCD
Czas trwania40:03
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Asbjørn Lerheim, Atle Nymo, Roger Arntzen, Torstein Lofthus
Utwory
CD1
1) Deep Blue06:03
2) Drunken Sailor04:20
3) Lurking Beneath05:19
4) Galileo05:44
5) Of Things That Float06:11
6) The Explorer06:54
7) The Voyage Home05:33
Wyszukaj / Kup
Formacje Jaga Jazzist i Shining to już legendy skandynawskiej popkultury. Zespoły, które zrewolucjonizowały podejście do jazzu, rocka i metalu, starając się połączyć w swojej twórczości tak różne, niekiedy uważane za skrajne, gatunki. Ich eksperymenty pchnęły jednak muzykę na zupełnie nowe tory, udowadniając, że wpychanie współczesnych wykonawców do stylistycznych gett nie ma najmniejszego sensu. Kto będzie chciał, przekroczy najwyższe nawet mury. A że przy okazji będzie musiał wspiąć się na wyżyny swoich możliwości – tym lepiej (i dla niego, i dla słuchaczy). Podobną drogą, choć mimo wszystko nie tak ekstremalną jak Shining czy (ultra)nowoczesną jak Jaga Jazzist podąża również kwartet Chrome Hill, którego początki sięgają zarania XXI wieku. Od samych narodzin na jego czele stoi, urodzony w 1977 roku w portowym miasteczku Ålesund, gitarzysta Asbjørn Lerheim, który naukę gdy na instrumencie rozpoczął jako dwunastolatek. Mając lat dziewiętnaście opuścił rodzinne strony i przeniósł się do Oslo, aby studiować najpierw w uniwersytecie, a następnie w Akademii Muzycznej. Jako słuchacz drugiej ze wspomnianych uczelni założył swój pierwszy zespół.
Miał wtedy dwadzieścia cztery lata. Formację nazwał Damp, a do udziału w niej zaprosił jeszcze kontrabasistę Rogera Arntzena (w przyszłości również w jazzowych triach Ballrogg i In the Country), saksofonistę Jørgena Munkeby’ego (który był wówczas podporą Shining i powoli kończył swą przygodę z Jaga Jazzist) oraz perkusistę Torsteina Lofthusa (grającego z Munkebym w Shining, później wspierającego swym niewątpliwym talentem supergrupę Elephant9). Po podpisaniu kontraktu z niezależną wytwórnią Aim Records zespół wydał dwa albumy: „Mostly Harmless” (2003) oraz „Hoatzin” (2005), po czym… zakończył swój krótki żywot. Choć nie do końca. Damp nie tyle bowiem przestał istnieć, co przeobraził się w nowy twór – Chrome Hill. Czym podyktowana była zmiana szyldu (bo skład pozostał ten sam), można się tylko domyślać. Nazwa na pewno brzmiała lepiej, przede wszystkim łatwiej zapadała w pamięć. To można zrozumieć, z drugiej strony jednak zaskakuje fakt, że grupa, która już zdążyła zaistnieć na rynku (dwie płyty i dziesiątki koncertów!), postanowiła – w pewnym sensie – zacząć wszystko od nowa.
Drugi start wcale nie był prostszy od pierwszego. Debiutancka – a w rzeczywistości trzecia w dyskografii – płyta kwartetu, „Earthlings” (2008), opublikowana przez specjalizującą się w jazzie wytwórnię Bolage, nie zawojowała rynku. Na kolejną – „Country of Lost Borders” – trzeba zaś było czekać długich pięć lat. Co jest o tyle zrozumiałe, że przełom dekad był okresem, kiedy macierzysta formacja Munkeby’ego i Lofthusa, czyli Shining, przeżywała prawdziwy artystyczny wzlot, co przekładało się bezpośrednio na jej rosnącą popularność. A to z kolei pociągnęło za sobą nieuchronne w takich przypadkach roszady personalne. Nie dało się bowiem ciągnąć kilku srok za ogon. W efekcie w połowie 2014 roku Jørgen postanowił rozstać się z Chrome Hill, a Torstein z Shining (gdzie zastąpił go Tobias Ørnes Andersen, którego można usłyszeć na „International Blackjazz Society”). Lerheim musiał natomiast rozejrzeć się za nowym saksofonistą; wybór padł na Atlego Nyma, który dał się poznać między innymi jako muzyk Trondheim Jazz Orchestra i sekstetu Motif. Ostatni z zespołów od paru już lat związany był kontraktem z renomowaną lizbońską firmą płytową Clean Feed. Całkiem możliwe więc, że to właśnie Atle zarekomendował Portugalczykom swą nową formację. Jeżeli tak, rekomendacja została przyjęta ze zrozumieniem i umowę podpisano.
Sesja, której efekty możemy usłyszeć na „The Explorer”, miała miejsce w studiu Propeller Music Division w Oslo i zamknęła się w dwóch dniach – 9 i 10 listopada ubiegłego roku. Jak więc widać, zarówno zespołowi, jak i wytwórni zależało na tym, aby nagrania trafiły do słuchaczy najszybciej jak to możliwe. Co, już po wysłuchaniu albumu, wydaje się jak najbardziej zrozumiałe – mamy bowiem do czynienia z płytą doskonałą, która jest w stanie przynieść wiele radości nie tylko wielbicielom jazzu improwizowanego, ale także hard bopu i jazz-rocka. Wszystkie kompozycje wyszły spod ręki Asbjørna Lerheima, dzięki temu, mimo gatunkowego rozrzutu, zachowują zaskakującą stylistyczną jednorodność. Co jest efektem z jednej strony doskonałych i przemyślanych aranżacji, z drugiej – perfekcyjnej produkcji i selektywności dźwięku. Te ostatnie pozwalają cieszyć się każdym tonem; uszu słuchacza nie umyka nic, nawet to, co znajduje się na drugim czy trzecim planie. W efekcie „The Explorer” można raczyć się jak najbardziej wykwintnym daniem, które przy okazji każdego kolejnego przesłuchania jedynie wzmaga apetyt.
Wspaniałe wrażenie pozostawia po sobie już otwierający płytę „Deep Blue”. Tytuł jest zresztą adekwatny do zawartości, wyziera z niego bowiem bezbrzeżny, przejmujący smutek. Największa w tym zasługa Atlego i Asbjørna – ten pierwszy wprowadza nostalgiczny motyw, drugi natomiast go podchwytuje i rozwija. W części drugiej utworu na jego bazie Nymo buduje improwizację, która jednak nic nie traci na nastroju. Im bliżej końca, tym intensywniej duet saksofonu i gitary barytonowej (użycie tego właśnie instrumentu jest w dużym stopniu kluczem do sukcesu Chrome Hill!) podkreśla piękno i tęsknotę melodii. O ile „Deep Blue” uznać można za współczesną wersję modern jazzu rodem z lat 60. XX wieku, o tyle „Drunken Sailor” najwięcej zawdzięcza… bluesowi. Taką interpretację kompozycji Lerheima narzucają Arntzen i Lofthus, a dwaj pozostali się temu podporządkowują. Tempo – przynajmniej z początku – jest wolne, niemal senne; dopiero z czasem, ponownie dzięki dialogowi saksofonu i gitary, zespół stopniowo rozkręca się. Nie próżnują również kontrabasista i bębniarz, którzy podnoszą napięcie, konsekwentnie zagęszczając fundament rytmiczny. Nymo, czy mu się to podoba, czy nie – nie ma innej możliwości, znajduje wyjście, decydując się na freejazzową improwizację.
W „Lurking Beneath” odżywa nostalgiczny duch „Deep Blue”. Zbliżony melodycznie motyw zagrany jest jednak w szybszym tempie i wzbogacony efektownymi wstawkami kontrabasu. To Roger, rezygnując z linearnej narracji, ponownie zachęca saksofonistę do wycieczki do świata free. Zupełnie inną fakturę ma z kolei „Galileo” – od początku do końca oparty na hipnotycznej sekcji rytmicznej i stonowanej partii gitary. Nastrojowi temu daje się ponieść także Atle; nawet kiedy wybija się na plan pierwszy (względnie gdy pozwala mu na to gitarzysta), mimo wszystko pozostaje w klimacie. Zmienia się to, chociaż jeszcze nie w pierwszych minutach, w „Of Things That Float”. Początek tej kompozycji jest, podobnie jak w utworze wcześniejszym, hipnotyczny; dopiero mniej więcej w połowie Lerheim daje sygnał do „ataku”. W tym momencie rozjeżdżają się też drogi solistów: Asbjørn podąża w stronę alternatywnego rocka, Atle pozostaje wierny jazzowi. Te dwa odrębne światy łączy dynamiczna sekcja rytmiczna, dominująca do tego stopnia, że choć na dużą odległość, trzyma w ryzach i gitarę, i saksofon.
Czego natomiast można spodziewać się po utworze tytułowym? Fakt, że to właśnie on dał szyld całemu projektowi do czegoś w końcu zobowiązuje! „The Explorer” to prawdziwy majstersztyk. Mamy tu i kolejny czarowny motyw na saksofonie tenorowym, i powłóczystą solówkę gitarową, przywodzącą na myśl najpiękniejsze rockowo-bluesowe partie Marka Knopflera z płyt Dire Straits, wreszcie tchnący nadzieją dwugłos obu tych instrumentów, z którego wyłania się kolejna improwizacja Atlego. Jeśli uznać ten utwór za magiczną wyprawę eksploratorską, to „The Voyage Home” jest – zgodnie z tytułem – powrotem do domu. Sądząc po marszowym rytmie i elegijnym brzmieniu saksofonu, raczej nie triumfalnym. Rzewna melodia przewija się zresztą również później, wprowadzając słuchacza w coraz głębszą zadumę. Z której nie wyzwala się on aż do ostatniego dźwięku na płycie. „The Explorer” to jedna z najpiękniejszych i najbardziej wzruszających płyt jazzowych – przy tej klasyfikacji gatunkowej pozostańmy – ostatnich lat, pod tym względem mogąca konkurować z takimi produkcjami, jak „Injuries” (2014) Angles 9 czy „The Spirit of Piteşti” (2017) Trespass Trio.
koniec
5 lipca 2018
Skład:
Asbjørn Lerheim – gitara barytonowa, muzyka
Atle Nymo – saksofon tenorowy
Roger Arntzen – kontrabas
Torstein Lofthus – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Marsz, marsz Dąbrowski!
Sebastian Chosiński

17 VII 2018

Od wielu już lat dzieli swoje artystyczne życie pomiędzy Polskę i Danię. Ciągłe podróże nie stoją mu jednak na przeszkodzie w twórczej aktywności. Można odnieść wrażenie, że jest dokładnie na odwrót. W ciągu dekady Tomasz Dąbrowski wziął bowiem udział w nagraniu kilkudziesięciu płyt. Najnowsza, zrealizowana pod szyldem Ad Hoc, nosi tytuł „Ninjazz”. Dlaczego taki? Bo w składzie grupy jest aż trzech Japończyków.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Czerwień widzę! Na jedno oko…
Sebastian Chosiński

12 VII 2018

Przestańmy narzekać na polską muzykę! Bo tak naprawdę wcale nie mamy czego się wstydzić. Należy tylko sięgnąć głębiej, trochę poskrobać, zejść do podziemi. Bo właśnie tam znaleźć można to, co najwartościowsze. Jak na przykład gdyński kwartet Lonker See, który w tym roku wydał album śmiało mogący stawać w szranki z najwybitniejszymi dziełami europejskiego i światowego free-jazzu i post-rocka. Ciekawi jesteście tytułu tego wydawnictwa? „One Eye Sees Red”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Mrok i melancholia, wściekłość i zaduma
Sebastian Chosiński

10 VII 2018

Dwóch Norwegów, dwoje Szwedów i na dokładkę Amerykanin – tak niecodzienne towarzystwo zwarło szeregi, aby pod szyldem The End nagrać jedną z najciekawszych płyt jazzrockowych pierwszego półrocza (choć czasowo załapali się w ostatniej chwili). Album „Svårmod och vemod är värdesinnen” jest tym oryginalniejszy, że inspiracją do jego powstania była poezja szwedzkiego noblisty Harry’ego Martinsona.

więcej »

Polecamy

Urodzony by być Muppetem

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Urodzony by być Muppetem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Punkowe Kocmołuchy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Muzykoterapia na narodowe traumy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z Kuśki wzięte
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tata z pasją
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Szyku, szyku… feel good… szyku, szyku
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

W ogrodzie na tyłach domu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Szalony świat smutnego clowna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Szwajcaria dla świata
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Kapela ze wsi Szczecin
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.