Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 31 maja 2020
w Esensji w Esensjopedii

Chrome Hill
‹The Explorer›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Explorer
Wykonawca / KompozytorChrome Hill
Data wydania18 maja 2018
Wydawca Clean Feed
NośnikCD
Czas trwania40:03
Gatunekjazz
EAN5609063004717
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Asbjørn Lerheim, Atle Nymo, Roger Arntzen, Torstein Lofthus
Utwory
CD1
1) Deep Blue06:03
2) Drunken Sailor04:20
3) Lurking Beneath05:19
4) Galileo05:44
5) Of Things That Float06:11
6) The Explorer06:54
7) The Voyage Home05:33
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Elegia o tych, co szukają, i… powracają
[Chrome Hill „The Explorer” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Nazwy Jaga Jazzist, Shining czy Elephant9 zapewne nie są obce żadnemu wielbicielowi awangardowej muzyki skandynawskiej. Muzyki łączącej elementy jazzu, metalu i rocka progresywnego. Jeśli są tacy również wśród Was, powinniście zainteresować się jeszcze jedną grupą rodem z Oslo – Chrome Hill, której współtwórcą był Jørgen Munkeby i w której do dzisiaj gra na perkusji Torstein Lofthus. Właśnie wydała ona trzecią płytę długogrającą – „The Explorer”.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Elegia o tych, co szukają, i… powracają
[Chrome Hill „The Explorer” - recenzja]

Nazwy Jaga Jazzist, Shining czy Elephant9 zapewne nie są obce żadnemu wielbicielowi awangardowej muzyki skandynawskiej. Muzyki łączącej elementy jazzu, metalu i rocka progresywnego. Jeśli są tacy również wśród Was, powinniście zainteresować się jeszcze jedną grupą rodem z Oslo – Chrome Hill, której współtwórcą był Jørgen Munkeby i w której do dzisiaj gra na perkusji Torstein Lofthus. Właśnie wydała ona trzecią płytę długogrającą – „The Explorer”.

Chrome Hill
‹The Explorer›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułThe Explorer
Wykonawca / KompozytorChrome Hill
Data wydania18 maja 2018
Wydawca Clean Feed
NośnikCD
Czas trwania40:03
Gatunekjazz
EAN5609063004717
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Asbjørn Lerheim, Atle Nymo, Roger Arntzen, Torstein Lofthus
Utwory
CD1
1) Deep Blue06:03
2) Drunken Sailor04:20
3) Lurking Beneath05:19
4) Galileo05:44
5) Of Things That Float06:11
6) The Explorer06:54
7) The Voyage Home05:33
Wyszukaj / Kup
Formacje Jaga Jazzist i Shining to już legendy skandynawskiej popkultury. Zespoły, które zrewolucjonizowały podejście do jazzu, rocka i metalu, starając się połączyć w swojej twórczości tak różne, niekiedy uważane za skrajne, gatunki. Ich eksperymenty pchnęły jednak muzykę na zupełnie nowe tory, udowadniając, że wpychanie współczesnych wykonawców do stylistycznych gett nie ma najmniejszego sensu. Kto będzie chciał, przekroczy najwyższe nawet mury. A że przy okazji będzie musiał wspiąć się na wyżyny swoich możliwości – tym lepiej (i dla niego, i dla słuchaczy). Podobną drogą, choć mimo wszystko nie tak ekstremalną jak Shining czy (ultra)nowoczesną jak Jaga Jazzist podąża również kwartet Chrome Hill, którego początki sięgają zarania XXI wieku. Od samych narodzin na jego czele stoi, urodzony w 1977 roku w portowym miasteczku Ålesund, gitarzysta Asbjørn Lerheim, który naukę gdy na instrumencie rozpoczął jako dwunastolatek. Mając lat dziewiętnaście opuścił rodzinne strony i przeniósł się do Oslo, aby studiować najpierw w uniwersytecie, a następnie w Akademii Muzycznej. Jako słuchacz drugiej ze wspomnianych uczelni założył swój pierwszy zespół.
Miał wtedy dwadzieścia cztery lata. Formację nazwał Damp, a do udziału w niej zaprosił jeszcze kontrabasistę Rogera Arntzena (w przyszłości również w jazzowych triach Ballrogg i In the Country), saksofonistę Jørgena Munkeby’ego (który był wówczas podporą Shining i powoli kończył swą przygodę z Jaga Jazzist) oraz perkusistę Torsteina Lofthusa (grającego z Munkebym w Shining, później wspierającego swym niewątpliwym talentem supergrupę Elephant9). Po podpisaniu kontraktu z niezależną wytwórnią Aim Records zespół wydał dwa albumy: „Mostly Harmless” (2003) oraz „Hoatzin” (2005), po czym… zakończył swój krótki żywot. Choć nie do końca. Damp nie tyle bowiem przestał istnieć, co przeobraził się w nowy twór – Chrome Hill. Czym podyktowana była zmiana szyldu (bo skład pozostał ten sam), można się tylko domyślać. Nazwa na pewno brzmiała lepiej, przede wszystkim łatwiej zapadała w pamięć. To można zrozumieć, z drugiej strony jednak zaskakuje fakt, że grupa, która już zdążyła zaistnieć na rynku (dwie płyty i dziesiątki koncertów!), postanowiła – w pewnym sensie – zacząć wszystko od nowa.
Drugi start wcale nie był prostszy od pierwszego. Debiutancka – a w rzeczywistości trzecia w dyskografii – płyta kwartetu, „Earthlings” (2008), opublikowana przez specjalizującą się w jazzie wytwórnię Bolage, nie zawojowała rynku. Na kolejną – „Country of Lost Borders” – trzeba zaś było czekać długich pięć lat. Co jest o tyle zrozumiałe, że przełom dekad był okresem, kiedy macierzysta formacja Munkeby’ego i Lofthusa, czyli Shining, przeżywała prawdziwy artystyczny wzlot, co przekładało się bezpośrednio na jej rosnącą popularność. A to z kolei pociągnęło za sobą nieuchronne w takich przypadkach roszady personalne. Nie dało się bowiem ciągnąć kilku srok za ogon. W efekcie w połowie 2014 roku Jørgen postanowił rozstać się z Chrome Hill, a Torstein z Shining (gdzie zastąpił go Tobias Ørnes Andersen, którego można usłyszeć na „International Blackjazz Society”). Lerheim musiał natomiast rozejrzeć się za nowym saksofonistą; wybór padł na Atlego Nyma, który dał się poznać między innymi jako muzyk Trondheim Jazz Orchestra i sekstetu Motif. Ostatni z zespołów od paru już lat związany był kontraktem z renomowaną lizbońską firmą płytową Clean Feed. Całkiem możliwe więc, że to właśnie Atle zarekomendował Portugalczykom swą nową formację. Jeżeli tak, rekomendacja została przyjęta ze zrozumieniem i umowę podpisano.
Sesja, której efekty możemy usłyszeć na „The Explorer”, miała miejsce w studiu Propeller Music Division w Oslo i zamknęła się w dwóch dniach – 9 i 10 listopada ubiegłego roku. Jak więc widać, zarówno zespołowi, jak i wytwórni zależało na tym, aby nagrania trafiły do słuchaczy najszybciej jak to możliwe. Co, już po wysłuchaniu albumu, wydaje się jak najbardziej zrozumiałe – mamy bowiem do czynienia z płytą doskonałą, która jest w stanie przynieść wiele radości nie tylko wielbicielom jazzu improwizowanego, ale także hard bopu i jazz-rocka. Wszystkie kompozycje wyszły spod ręki Asbjørna Lerheima, dzięki temu, mimo gatunkowego rozrzutu, zachowują zaskakującą stylistyczną jednorodność. Co jest efektem z jednej strony doskonałych i przemyślanych aranżacji, z drugiej – perfekcyjnej produkcji i selektywności dźwięku. Te ostatnie pozwalają cieszyć się każdym tonem; uszu słuchacza nie umyka nic, nawet to, co znajduje się na drugim czy trzecim planie. W efekcie „The Explorer” można raczyć się jak najbardziej wykwintnym daniem, które przy okazji każdego kolejnego przesłuchania jedynie wzmaga apetyt.
Wspaniałe wrażenie pozostawia po sobie już otwierający płytę „Deep Blue”. Tytuł jest zresztą adekwatny do zawartości, wyziera z niego bowiem bezbrzeżny, przejmujący smutek. Największa w tym zasługa Atlego i Asbjørna – ten pierwszy wprowadza nostalgiczny motyw, drugi natomiast go podchwytuje i rozwija. W części drugiej utworu na jego bazie Nymo buduje improwizację, która jednak nic nie traci na nastroju. Im bliżej końca, tym intensywniej duet saksofonu i gitary barytonowej (użycie tego właśnie instrumentu jest w dużym stopniu kluczem do sukcesu Chrome Hill!) podkreśla piękno i tęsknotę melodii. O ile „Deep Blue” uznać można za współczesną wersję modern jazzu rodem z lat 60. XX wieku, o tyle „Drunken Sailor” najwięcej zawdzięcza… bluesowi. Taką interpretację kompozycji Lerheima narzucają Arntzen i Lofthus, a dwaj pozostali się temu podporządkowują. Tempo – przynajmniej z początku – jest wolne, niemal senne; dopiero z czasem, ponownie dzięki dialogowi saksofonu i gitary, zespół stopniowo rozkręca się. Nie próżnują również kontrabasista i bębniarz, którzy podnoszą napięcie, konsekwentnie zagęszczając fundament rytmiczny. Nymo, czy mu się to podoba, czy nie – nie ma innej możliwości, znajduje wyjście, decydując się na freejazzową improwizację.
W „Lurking Beneath” odżywa nostalgiczny duch „Deep Blue”. Zbliżony melodycznie motyw zagrany jest jednak w szybszym tempie i wzbogacony efektownymi wstawkami kontrabasu. To Roger, rezygnując z linearnej narracji, ponownie zachęca saksofonistę do wycieczki do świata free. Zupełnie inną fakturę ma z kolei „Galileo” – od początku do końca oparty na hipnotycznej sekcji rytmicznej i stonowanej partii gitary. Nastrojowi temu daje się ponieść także Atle; nawet kiedy wybija się na plan pierwszy (względnie gdy pozwala mu na to gitarzysta), mimo wszystko pozostaje w klimacie. Zmienia się to, chociaż jeszcze nie w pierwszych minutach, w „Of Things That Float”. Początek tej kompozycji jest, podobnie jak w utworze wcześniejszym, hipnotyczny; dopiero mniej więcej w połowie Lerheim daje sygnał do „ataku”. W tym momencie rozjeżdżają się też drogi solistów: Asbjørn podąża w stronę alternatywnego rocka, Atle pozostaje wierny jazzowi. Te dwa odrębne światy łączy dynamiczna sekcja rytmiczna, dominująca do tego stopnia, że choć na dużą odległość, trzyma w ryzach i gitarę, i saksofon.
Czego natomiast można spodziewać się po utworze tytułowym? Fakt, że to właśnie on dał szyld całemu projektowi do czegoś w końcu zobowiązuje! „The Explorer” to prawdziwy majstersztyk. Mamy tu i kolejny czarowny motyw na saksofonie tenorowym, i powłóczystą solówkę gitarową, przywodzącą na myśl najpiękniejsze rockowo-bluesowe partie Marka Knopflera z płyt Dire Straits, wreszcie tchnący nadzieją dwugłos obu tych instrumentów, z którego wyłania się kolejna improwizacja Atlego. Jeśli uznać ten utwór za magiczną wyprawę eksploratorską, to „The Voyage Home” jest – zgodnie z tytułem – powrotem do domu. Sądząc po marszowym rytmie i elegijnym brzmieniu saksofonu, raczej nie triumfalnym. Rzewna melodia przewija się zresztą również później, wprowadzając słuchacza w coraz głębszą zadumę. Z której nie wyzwala się on aż do ostatniego dźwięku na płycie. „The Explorer” to jedna z najpiękniejszych i najbardziej wzruszających płyt jazzowych – przy tej klasyfikacji gatunkowej pozostańmy – ostatnich lat, pod tym względem mogąca konkurować z takimi produkcjami, jak „Injuries” (2014) Angles 9 czy „The Spirit of Piteşti” (2017) Trespass Trio.
koniec
5 lipca 2018
Skład:
Asbjørn Lerheim – gitara barytonowa, muzyka
Atle Nymo – saksofon tenorowy
Roger Arntzen – kontrabas
Torstein Lofthus – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Kopernik jak antyczne bóstwo
Sebastian Chosiński

28 V 2020

Kiedy z okładki płyty patrzy na Ciebie stylizowany na antycznego boga Mikołaj Kopernik, nie sposób przejść obojętnie obok takiego wydawnictwa. Zwłaszcza jeżeli album nagrała formacja pochodząca nie znad Wisły, ale ze Stanów Zjednoczonych. A tak jest w przypadku grupy The Burning Brain Band, która w połowie marca rozpoczęła swą artystyczną drogę do wieczności.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: W cieniu kościelnej wieży
Sebastian Chosiński

26 V 2020

Czternaście lat kazała czekać na swoją nową płytę legenda słowackiego jazz-rocka – grupa Fermáta. W latach 70. ubiegłego wieku należała ona do najciekawszych i najbardziej wpływowych formacji w krajach komunistycznych. Można było postawić ją w jednym rzędzie obok polskiego SBB czy czeskich Jazz Q, Energit bądź Bohemia. Nowy album Słowaków – „Blumental Blues” – nawiązuje do najlepszych czasów zespołu.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Okrzyk radości? I szczęścia!
Sebastian Chosiński

21 V 2020

Jeśli ktoś myśli, że krautrock to, co miał najlepszego do zaoferowania wielbicielom ambitnego rocka, dał im już pół wieku temu – jest w błędzie. Do inspiracji tym gatunkiem przyznaje się wielu współczesnych artystów, a i starzy mistrzowie, jeśli tylko zdrowie im na to pozwala, nie zasypiają gruszek w popiele. Dowodem na to wydany pod koniec ubiegłego roku album „Scream of Joy”, na który trafiły fragmenty dwóch koncertów kultowej formacji Xhol Caravam.

więcej »

Polecamy

Na ulicach Babilonu gaz

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Na ulicach Babilonu gaz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Lament zniewolonego ludu
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Perwersyjna poezja miłosna
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Gruby cover
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Z sąsiedzkim pozdrowieniem
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Hardkorowa terapia
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ino wpierw ciulnę ją sztachelką
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ups… tak im wyszło
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Do góry, kangury!
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Który miś dla której dziewczyny
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

Kopernik jak antyczne bóstwo
— Sebastian Chosiński

W cieniu kościelnej wieży
— Sebastian Chosiński

Okrzyk radości? I szczęścia!
— Sebastian Chosiński

Hop, hop, hop prosto w… Błoto!
— Sebastian Chosiński

Dwanaście miesięcy wcześniej
— Sebastian Chosiński

Czyst(sz)a forma
— Sebastian Chosiński

Gwiezdna odyseja
— Sebastian Chosiński

Dwaj panowie „D” – Drążek i Drake
— Sebastian Chosiński

Wielka (eksperymentalna) Improwizacja
— Sebastian Chosiński

Odtrutka na wszystkie zarazy
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

East Side Story: Rozpruwacz w Petersburgu
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Narodziny krautrocka!
— Sebastian Chosiński

Łotr łotra łotrem pogania
— Sebastian Chosiński

Na pogańskim globie
— Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Kuszenie majora Downara
— Sebastian Chosiński

Samotnik bez Imienia
— Sebastian Chosiński

Klasyka kina radzieckiego: Zaczęło się pod Kurskiem
— Sebastian Chosiński

Dark Phoenix – Fatal Wonder Woman
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Z góry czasami widać lepiej
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Z duszą na ramieniu
— Sebastian Chosiński

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.