Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 6 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Nick Millevoi’s Desertion Trio, Jamie Saft
‹Midtown Tilt›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMidtown Tilt
Wykonawca / KompozytorNick Millevoi’s Desertion Trio, Jamie Saft
Data wydania30 stycznia 2018
Wydawca Shhpuma
NośnikCD
Czas trwania41:54
Gatunekblues, jazz, rock
EAN5609063000375
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Nick Millevoi, Johnny DeBlase, Kevin Shea, Jamie Saft, Ashley Tini
Utwory
CD1
1) Midtown Tilt07:49
2) It’s a Hard World for Little Things03:50
3) Numbers Makers06:12
4) Jai Alai Noon07:13
5) The Myna Bird05:03
6) The Carideon05:58
7) Fascination Fadeaway05:49
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Ludzie z bagien i na „kwasie”
[Nick Millevoi’s Desertion Trio, Jamie Saft „Midtown Tilt” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kiedyś okrzyknięto go „ojcem chrzestnym” grunge’u. Ale jego wpływ na współczesną muzykę jest znacznie większy. Bez jego dokonań trudno byłoby sobie wyobrazić obecne oblicze country- czy też surf-rocka. Owszem, chodzi o Neila Younga, ale to wcale nie Kanadyjczyk jest bohaterem dzisiejszego tekstu. Jest nim jeden z jego wiernych uczniów – amerykański gitarzysta Nick Millevoi, który w tym roku ze swym Desertion Trio wydał album „Midtown Tilt”.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Ludzie z bagien i na „kwasie”
[Nick Millevoi’s Desertion Trio, Jamie Saft „Midtown Tilt” - recenzja]

Kiedyś okrzyknięto go „ojcem chrzestnym” grunge’u. Ale jego wpływ na współczesną muzykę jest znacznie większy. Bez jego dokonań trudno byłoby sobie wyobrazić obecne oblicze country- czy też surf-rocka. Owszem, chodzi o Neila Younga, ale to wcale nie Kanadyjczyk jest bohaterem dzisiejszego tekstu. Jest nim jeden z jego wiernych uczniów – amerykański gitarzysta Nick Millevoi, który w tym roku ze swym Desertion Trio wydał album „Midtown Tilt”.

Nick Millevoi’s Desertion Trio, Jamie Saft
‹Midtown Tilt›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMidtown Tilt
Wykonawca / KompozytorNick Millevoi’s Desertion Trio, Jamie Saft
Data wydania30 stycznia 2018
Wydawca Shhpuma
NośnikCD
Czas trwania41:54
Gatunekblues, jazz, rock
EAN5609063000375
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Nick Millevoi, Johnny DeBlase, Kevin Shea, Jamie Saft, Ashley Tini
Utwory
CD1
1) Midtown Tilt07:49
2) It’s a Hard World for Little Things03:50
3) Numbers Makers06:12
4) Jai Alai Noon07:13
5) The Myna Bird05:03
6) The Carideon05:58
7) Fascination Fadeaway05:49
Wyszukaj / Kup
Już prawie siedemdziesięciotrzyletni – kolejne urodziny będzie obchodził w listopadzie – Neil Young jest ikoną muzyki rockowej. Pozostając aktywnym twórcą od niemal sześciu dekad, może pochwalić się niezwykle bogatą dyskografią. W tym czasie niejednokrotnie eksperymentował, przerzucając się od grania country- i folk-rocka, poprzez psychodelik i hard rock, aż po – w latach 90. ubiegłego wieku – grunge. Inspirował setki artystów; doczekał się zapewne tysięcy uczniów. Jednym z nich jest pochodzący z Filadelfii gitarzysta Nick Millevoi, który już parokrotnie przewinął się przez łamy „Esensji”. Jest bowiem muzykiem bardzo aktywnym, który dotąd dał się poznać między innymi jako podpora takich zespołów, jak Many Arms (od 2007 roku) czy Deveykus (który, wszystko na to wskazuje, okazał się jednorazowym projektem). Przed dwoma laty Millevoi wydał solowy album zatytułowany „Desertion”, w nagraniu którego wspomogli go basista Johnny DeBlase, perkusista Ches Smith oraz – gościnnie – organista Jamie Saft i skrzypaczka June Bender. Zawarta na płycie muzyka była wypadkową zainteresowań Nicka bluesem, folkiem, jazzem i rockiem. Ale – co najważniejsze – przypadła do gustu również słuchaczom, w efekcie na bazie składu, jaki zarejestrował album, Millevoi postanowił powołać do życia nową formację – Desertion Trio.
„Desertion” ujrzało światło dzienne w maju 2016 roku, a już pół roku później nowa grupa Nicka ponownie weszła do studia, aby zarejestrować nowy materiał. Właściwa sesja odbyła się jednego dnia (11 listopada) w filadelfijskim studiu Nada Sound, a poza Millevoiem wzięli w niej udział jeszcze DeBlase (stary kumpel z Many Arms i Deveykus, ale udzielający się także we freejazzowym Overishins, doommetalowym Sabbath Assembly i łączącym awangardowy jazz z metalem Zevious), perkusista Kevin Shea (najbardziej znany z jazzrockowego Mostly Other People Do the Killing) oraz „obsługująca” instrumenty perkusyjne (tylko w trzech utworach) Ashley Tini. Gotowy materiał został następnie oddany w ręce innego ze starych znajomych – Jamiego Safta, który w swoim studiu Potterville w miasteczku Kerhonkson dograł partie organów. Saft znany jest głównie jako muzyk jazzowy, ale nader chętnie współpracuje także z artystami ze środowisk rockowych i metalowych (czego dowodami płyty grup Starlite Motel, Slobber Pup, Electric Masada, Plymouth czy Metallic Taste of Blood).
Połączone w jedno efekty obu sesji zebrane zostały w materiał, który ochrzczono „Midtown Tilt” i wypuszczono na rynek w końcu stycznia tego roku z logo lizbońskiej wytwórni Shhpuma – będącej nastawioną na bardziej rockowe produkcje spółką-córką słynnego Clean Feed – na okładce. Gdyby chcieć podsumować to wydawnictwo najkrócej, jak to możliwe, należałoby stwierdzić, że to wszystko to samo, co na „Desertion” – tylko mocniej i bardziej. I trudno się dziwić. Bo skoro patent sprawdził się za pierwszym razem, to dlaczego go nie powtórzyć, tyle że w jeszcze udoskonalonej wersji. Inspiracje Neilem Youngiem słyszalne były już na wcześniejszych płytach Millevoia, ale na tych dwóch wspominanych dzisiaj osiągnęły kulminację. I nic w tym złego. Wszak kanadyjski wokalista i gitarzysta to znakomity wzór do naśladowania, żywa legenda rocka XX i XXI wieków. Sięgając po „Midtown Tilt”, należy być więc przygotowanym na to, że duch Younga – oby żył w zdrowiu jak najdłużej! – będzie obecny z nami przez cały czas. A konkretniej: przez prawie czterdzieści dwie minuty.
Na otwarcie płyty Millevoi wybrał kompozycję tytułową – opartą na bluesowych frazach, zagraną nieśpiesznie, z southernową gitarą na pierwszym i organami na drugim planie. Ślimacze tempo niekiedy jednak jest mylące. Kwartet (choć niby trio, ale przecież Jamie Saft obecny jest we wszystkich nagraniach) potrafi bowiem zagrać także z dużą mocą, a sekcja rytmiczna – DeBlase i Shea – wyczyniają najprawdziwsze jazzrockowe harce, nie stroniąc od skomplikowanych podziałów. Do tego należy dorzucić jeszcze partie solowe: na organach (w całości improwizowaną) i gitarze (w duchu wspomnianego wcześniej Neila Younga). „It’s a Hard World for Little Things” to z kolei urokliwa, chociaż specyficzna, ballada. O ile akustyczne brzmienie gitary spełnia jeszcze – mniej więcej – kryteria przypisane tej formie muzycznej, o tyle psychodeliczne, mocno „kwasowe” organy Safta na drugim planie mogą wywołać halucynacje. Chcąc rozproszyć ewentualne omamy i bagienne wizje – wszak artyści przenoszą nas na południe Stanów Zjednoczonych – zespół na trzecim miejscu serwuje nam dynamiczny „Numbers Makers”. Szkielet kompozycji budują tu basista i bębniarz, a organista oplata go dźwiękami swojego instrumentu – w efekcie robi się bardzo transowo i hipnotycznie (nawet wtedy gdy Saft zamienia się rolami z Millevoiem).
W „Jai Alai Noon” kwartet wraca do inspiracji bluesem i southern-rockiem z Południa. Chociaż z biegiem czasu, gdy z gąszczu dźwięków wyrasta gitarowa solówka, robi się coraz bardziej jazzrockowo. Zadaniem Millevoia jest przede wszystkim płynne przejście od jednego do drugiego gatunku, by tym samym otworzyć drogę organiście do rozbudowanego pasażu, dynamicznie ewoluującego, aż do mocnego finału. To – bez wątpienia – jeden z najlepszych fragmentów płyty. Niczego jednak nie brakuje także następnemu w kolejce „The Myna Bird”, znaczonemu zapadającym w pamięć motywem gitarowym na otwarcie i zwieńczenie. Pomiędzy natomiast jest to, co stanowi de facto o wartości całego albumu – improwizacja na organach i solówka gitary w klimacie Neila Younga (jeśli macie jeszcze w pamięci soundtrack Kanadyjczyka do „Truposza” Jima Jarmuscha, będziecie wiedzieli, czego się spodziewać). Spory rozmach ma w sobie „The Carideon”, w którym zespół wkracza nawet na poletko zarezerwowane dla artystów freejazzowych. Gdyby Saft zastąpiony został tutaj saksofonistą, wrażenie byłoby stuprocentowe. Przy okazji niemało dają z siebie Nick wraz z Johnnym i Kevinem, którzy postanowili skontrować Jamiego potężną porcją rockowych dźwięków.
Po takiej eksplozji z prawdziwą wdzięcznością przyjmujemy zamykający album „Midtown Tilt” stonowany – przynajmniej w pierwszej części – utwór „Fascination Fadeaway”. I choć z czasem kwartet rozpędza się, to jednak – dla równowagi – rockowa gitara schowana jest na drugim planie, a pierwszy wypełnia melodyjna i potrafiąca przyprawić o szybsze bicie serca partia organów. Saft ma niezwykły dar tworzenia pięknych melodii, które następnie pięknie włącza w kompozycje podrzucone mu przez innych. Wynika to w dużej mierze z niezwykłych umiejętności improwizatorskich klawiszowca i faktu, że potrafi odnaleźć się praktycznie w każdej stylistyce. Taki współpracownik jest na wagę złota – nie ma się więc co dziwić, że Jamie to muzyk rozchwytywany. Z tego z kolei można wnioskować, że Nick jeszcze niejeden raz zaprosi go do wspólnych działań. I nieważne pod jakim szyldem zostaną one później upublicznione; najistotniejsze, by „Midtown Tilt” nie była ostatnią płytą, na której Saft i Millevoi połączyli siły.
koniec
21 sierpnia 2018
Skład:
Nick Millevoi – gitara elektryczna
Johnny DeBlase – gitara basowa
Kevin Shea – perkusja
Gościnnie:
Jamie Saft – organy
Ashley Tini – instrumenty perkusyjne (3-5)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gdyby Puebla leżała na Śląsku…
Sebastian Chosiński

4 V 2021

Przed laty ważną pozycję w polskim jazzie i rocku zdobył kubański perkusjonista José Torres; dzisiaj w jego ślady może pójść inny Latynos – meksykański skrzypek Eduardo Bortolotti (Lopez). Nad Wisłą osiedlił się on dziewięć lat temu, a w tym roku wydał swój debiutancki album – „Huapango Nights” – na którym połączył wpływy muzyki ludowej z Ameryki Środkowej z typowo europejskim jazzem.

więcej »

Krótko o muzyce: Piekielne basy
Sebastian Chosiński

29 IV 2021

Trójmiejski kwartet Hellvoid to ewenement na rodzimym rynku. W składzie zespołu nie ma bowiem gitarzysty solowego, jest za to dwóch basistów, spośród których jeden zajmuje się wykonywaniem partii solowych. Świat rocka nie takie jednak dziwy już widział. Najważniejsze, że pełnowymiarowy debiut zespołu – „Bass and Roll, Vol. 1” – to dzieło, po które warto sięgnąć.

więcej »

Odkrywanie wewnętrznego Kosmosu
Sebastian Chosiński

27 IV 2021

Mariusz Duda – lider Riverside i Lunatic Soul – zalicza się akurat do tych artystów, których obecna sytuacja nie przytłoczyła i nie skłoniła do milczenia. Wręcz przeciwnie! Korzystając z przymusowego przestoju koncertowego, tworzy kolejne materiały solowe. Po ubiegłorocznym „Lockdown Spaces” kilka dni temu opublikował drugą część swojej pandemicznej trylogii – „Claustrophobic Universe”.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

W królestwie zapomnienia
— Sebastian Chosiński

W tej „wojnie” warto wziąć udział
— Sebastian Chosiński

Nie gaście tego pożaru!
— Sebastian Chosiński

Pomnik półwiecza
— Sebastian Chosiński

Ocean smutku z nutą optymizmu
— Sebastian Chosiński

Bicie Neonowego Serca
— Sebastian Chosiński

Bezkompromisowa romantyczka
— Sebastian Chosiński

Chwila na oddech… tuż przed zmiażdżeniem
— Sebastian Chosiński

Germański duch Skandynawów
— Sebastian Chosiński

W „Tupolewie”, lecz nie na złamanie karku
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.