Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 19 grudnia 2018
w Esensji w Esensjopedii

Ken Vandermark, Klaus Kugel, Mark Tokar
‹Escalator: No-Exit Corner›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułEscalator: No-Exit Corner
Wykonawca / KompozytorKen Vandermark, Klaus Kugel, Mark Tokar
Data wydania10 sierpnia 2018
Wydawca NotTwo Records
NośnikCD
Czas trwania56:40
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Ken Vandermark, Klaus Kugel, Mark Tokar
Utwory
CD1
1) Left Sided Driver19:23
2) Everyday Fabric14:00
3) Objective 4904:52
4) Split Hinge03:43
5) Message to the Past14:43
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Powroty z gatunku pożądanych

Esensja.pl
Esensja.pl
Escalator – to kolejny z kilkunastu projektów freejazzowych, którym lideruje amerykański saksofonista Ken Vandermark. Tym razem zaprosił on do współpracy ukraińskiego kontrabasistę Marka Tokara oraz niemieckiego bębniarza Klausa Kug(e)la. Trio narodziło się na scenie krakowskiego klubu „Alchemia” wiosną 2016 roku i po siedmiu miesiącach powróciło tam, aby dać następny rewelacyjny koncert, wydany właśnie na albumie „No-Exit Corner”.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Powroty z gatunku pożądanych

Escalator – to kolejny z kilkunastu projektów freejazzowych, którym lideruje amerykański saksofonista Ken Vandermark. Tym razem zaprosił on do współpracy ukraińskiego kontrabasistę Marka Tokara oraz niemieckiego bębniarza Klausa Kug(e)la. Trio narodziło się na scenie krakowskiego klubu „Alchemia” wiosną 2016 roku i po siedmiu miesiącach powróciło tam, aby dać następny rewelacyjny koncert, wydany właśnie na albumie „No-Exit Corner”.

Ken Vandermark, Klaus Kugel, Mark Tokar
‹Escalator: No-Exit Corner›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułEscalator: No-Exit Corner
Wykonawca / KompozytorKen Vandermark, Klaus Kugel, Mark Tokar
Data wydania10 sierpnia 2018
Wydawca NotTwo Records
NośnikCD
Czas trwania56:40
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Ken Vandermark, Klaus Kugel, Mark Tokar
Utwory
CD1
1) Left Sided Driver19:23
2) Everyday Fabric14:00
3) Objective 4904:52
4) Split Hinge03:43
5) Message to the Past14:43
Wyszukaj / Kup
Jak można przetłumaczyć tytuł albumu? Dosłownie? Brzmi kiepsko: „kącik bez wyjścia”. Dużo lepiej sprawdza się chyba związek frazeologiczny „kozi róg”, w który można kogoś „zapędzić”. Czy to jednak miał na myśli Ken Vandermark, wymyślając szyld dla swojego najnowszego materiału? Chciał komuś „napędzić strachu”, „dać mu po nosie”, „rozłożyć na obie łopatki”? A jeśli tak, to kogo? Pewnie słuchaczy zebranych w krakowskim klubie „Alchemia”, którzy w późnojesienny wieczór (12 grudnia 2016 roku) zdecydowali się wybrać na koncert artysty doskonale znanego w naszym kraju, a w stolicy Małopolski czującego się wręcz jak u siebie w domu. Amerykański saksofonista i klarnecista to twórca bardzo pracowity, stojący na czele kilkunastu projektów z okolic jazzu improwizowanego, wśród których do najsłynniejszych należą obecnie The Resonance Ensemble, Made to Break oraz DKV Trio. jego najnowszym dzieckiem jest trio Escalator.
Narodziło się ono wiosną 2016 roku (być może nawet dokładnie 5 maja), kiedy to Amerykanin zagrał w krakowskiej „Alchemii” koncert z towarzyszeniem, znanego sobie właśnie ze składu The Resonance Ensemble, ukraińskiego kontrabasisty Marka Tokara (vide kwartet z między innymi Sabirem Mateenem i Connym Bauerem) oraz niemieckiego perkusisty Klausa Kug(e)la (Ganelin Trio Priority, Charles Gayle Trio, Switchback). Musiał być bardzo zadowolony z tego występu, skoro zdecydował się kontynuować współpracę z obydwoma panami. W efekcie po siedmiu miesiącach muzycy wrócili do stolicy Małopolski i zagrali ponownie w tym samym miejscu. Oba materiały nieco się odleżały, aż w końcu krakowska wytwórnia NotTwo Records zdecydowała się je upublicznić. Koncert majowy ujrzał światło dzienne – pod tytułem „Escalator” – w lipcu ubiegłego, natomiast grudniowy – jako „No-Exit Corner” – w sierpniu tego roku.
I oby nie była to ostatnia produkcja Escalatora (taki szyld – w domyśle: zespołu – pojawia się na grzbiecie okładki obok nazwisk grających artystów), albowiem oba krążki zawierają jazz improwizowany na najwyższym światowym poziomie. Materiał, jaki zamieszczono na „No-Exit Corner”, to nieco ponad pięćdziesiąt sześć minut muzyki podzielonej na pięć oddzielnych, choć stylistycznie powiązanych ze sobą opowieści. Na początek pojawia się fragment najdłuższy, czyli niemal dwudziestominutowy „Left Sided Driver”. Jest to potężne uderzenie prosto między oczy. Od pierwszej sekundy – bez żadnych wstępów, rozruchu czy „strojenia instrumentów” – mnóstwo się dzieje; dynamicznemu saksofonowi tenorowemu Vandermarka towarzyszy energetyczny pochód sekcji rytmicznej. Tokar i Kugel znają się doskonale, funkcjonują więc nienagannie, jak szwajcarski zegarek. Przez pierwszych kilka minut Amerykanin nie oszczędza ani siebie, ani słuchaczy, prowadząc nieustanny, zmasowany atak. Jest jak żołnierz z kałasznikowem w dłoni – nie bierze jeńców.
Dopiero gdy przekonuje się, że wszelki opór został zdławiony, a „wróg” pokonany, pozwala sobie na pewne modyfikacje, aż w końcu, chcąc trochę odpocząć, na kilkadziesiąt sekund oddaje pałeczkę – w tym wypadku dosłownie – perkusiście. Kiedy wraca, nie jest już tak zdeterminowany; nie wypluwa z siebie kaskady dźwięków, dzięki czemu możemy dokładniej wsłuchać się w grę sekcji rytmicznej. A skoro miał swoją solówkę Klaus Kugel, to w końcu nadchodzi też pora na popis Marka Tokara, po którym trio powraca do zbiorowej improwizacji. Aczkolwiek teraz diametralnie zmienia jej charakter, nawiązując – dotyczy to zwłaszcza Kena Vandermarka – do klasyków gatunku, czyli Johna Coltrane’a i Ornette’a Colemana. Słucha się tego wybornie. Po tak potężnym, a momentami wręcz monumentalnym wstępie, w utworze drugim – „Everyday Fabric” – muzycy łagodzą brzmienie, dając słuchaczom czas na wzięcie oddechu i pozbieranie z podłogi szczęk.
Zaczyna Mark, który nadzwyczaj delikatnie traktuje swój instrument smyczkiem; kiedy dołącza do niego Ken, nie wybiega przed szereg – dłuższy czas pozostaje na drugim planie, przymierzając się dopiero do rozbudowanej nastrojowej narracji. I tak jest praktycznie do samego końca, przez czternaście minut. Tym sposobem trio udowadnia, że zdolni artyści freejazzowi nie mają najmniejszych problemów z zagraniem… ballady. Dwie kolejne kompozycje to już szalone improwizacje: o ile w „Objective 49” dopatrzyć (czy też raczej dosłuchać) można się jeszcze wielu – podkreślonych lżejszym od saksofonu brzmieniem klarnetu Vandermarka – elementów zabawowych (skoczno-radosnych), o tyle „Split Hinge” to już – podobnie jak otwierający album „Left Sided Driver” – free jazz zagrany na sto procent, bez oszczędzania się. Z kolei zamykający płytę „Message to the Past” na swój sposób rekapituluje wiedzę przekazaną wcześniej.
Słyszymy w nim wszystko to, co pojawiało się już w poprzednich kompozycjach: od delikatnego kontrabasu (na którym Ukrainiec gra smyczkiem), poprzez eksperymenty z pogranicza minimalizmu, aż po improwizowane solówki na klarnecie i saksofonie (w takiej właśnie kolejności). Nie brakuje również żywiołowych pochodów Tokara i Kug(e)la, którzy w jednym momencie wprowadzają lekkie taneczne rytmy, by kilkadziesiąt sekund później tak zagęścić tło, by nawet zwykłe przytupywanie stopą stało się wyzwaniem. Drugi album tria pozostawia po sobie świetne wrażenie. Słychać, że muzycy rozumieją się jeszcze lepiej, niż te kilka miesięcy wcześniej, gdy byli dopiero na początku wspólnej drogi artystycznej. Grają pewniej, pozwalają sobie na mrugnięcia okiem w stronę słuchaczy (vide całe „Objective 49” i fragmenty „Message to the Past”). Słowem: mają świadomość, że świat stoi przed nimi otworem. Dotyczy to przede wszystkim Ukraińca i Niemca, dla których tak udana kooperacja z Vandermarkiem może zaowocować kolejnymi propozycjami na rynku północnoamerykańskim. Oby tylko nie zapomnieli od czasu do czasu wpaść do Krakowa i zagrać w „Alchemii”!
koniec
28 sierpnia 2018
Skład:
Ken Vandermark – saksofon tenorowy, klarnet
Mark Tokar – kontrabas
Klaus Kugel – perkusja, instrumenty perkusyjne

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Ile jest jazzu w jazz-rocku?
Sebastian Chosiński

18 XII 2018

Analizując płyty tria norweskiej gitarzystki Hedvig Mollestad, można odnieść wrażenie, że każda kolejna jest w coraz mniejszym stopniu jazzowa, a w coraz większym rockowa. Choć oczywiście jazzowe korzenie formacji wciąż jeszcze są słyszalne. Wciąż dobijają się do uszu słuchaczy poprzez psychodeliczny i progresywny jazgot. Kto nie wierzy, powinien konieczne sięgnąć po najnowszą produkcję grupy z Oslo – „Smells Funny”.

więcej »

Mrok w afrykańskim słońcu
Sebastian Chosiński

13 XII 2018

„Radio Tree” międzynarodowego (choć z dominującym elementem polskim) projektu Owls Are Not to kolejna, po albumie Tonga Boys, propozycja z katalogu warszawskiej niezależnej wytwórni 1000Hz. Tym razem stoi za nią szef firmy – Piotr Cichocki, który do współpracy zaprosił artystów z Malawi, Tanzanii i Japonii. Robi wrażenie, prawda?

więcej »

Mrowienie w czaszce
Sebastian Chosiński

11 XII 2018

Wiecie, gdzie dokładnie leży Malawi? Znacie jakieś zespoły muzyczne pochodzące z tego kraju? Jeżeli nie, właśnie nadarza się okazja, aby ten stan rzeczy (czy też raczej niewiedzy) zmienić. Wszystko za sprawą niezależnej warszawskiej wytwórni płytowej 1000Hz, która w październiku wydała dwie nowe płyty, na których pojawiają się artyści malawijscy: „Vindodo” grupy Tonga Boys i „Radio Tree” międzynarodowego projektu Owls Are Not. Dzisiaj piszemy o pierwszej z nich.

więcej »

Polecamy

Zapach muzyki

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Zapach muzyki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Życie o świcie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly dżungli
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wieś gra i śpiewa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ani w PZU, ani w PKP...
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Stan
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Seria z karabinu maszynowego
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dobra humppa, tylko z Finlandii
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Mrok i przerażenie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Potszebujesz krifi
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Z tego cyklu

Ile jest jazzu w jazz-rocku?
— Sebastian Chosiński

Następny krok do raju
— Sebastian Chosiński

Prorok we własnym kraju
— Sebastian Chosiński

Ku czci i pamięci
— Sebastian Chosiński

Gdyby Coltrane kochał krautrock…
— Sebastian Chosiński

Niech płyną dźwięki, które płynąć mają
— Sebastian Chosiński

Paryski delfin na dworze Zeuhla
— Sebastian Chosiński

Pod wulkanem
— Sebastian Chosiński

Jazz wśród hut i stalowni
— Sebastian Chosiński

Rockowa forma, jazzowa treść
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.