Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 marca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Joe McPhee, John Edwards, Klaus Kugel
‹Journey to Parazzar›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJourney to Parazzar
Wykonawca / KompozytorJoe McPhee, John Edwards, Klaus Kugel
Data wydania10 sierpnia 2018
Wydawca NotTwo Records
NośnikCD
Czas trwania55:10
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Joe McPhee, John Edwards, Klaus Kugel
Utwory
CD1
1) Re-Hairing in Zaporozhye28:48
2) To Rush at the Wind19:20
3) Without Clothes It’s a Different Conversation [Let’s Get Naked]04:55
4) Song for Cecil [for Cecil Taylor]02:07
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Jazz wśród hut i stalowni

Esensja.pl
Esensja.pl
W świecie free jazzu nikogo nie dziwią międzynarodowe kooperacje i okazjonalne składy, które zbierają się niekiedy nawet na jeden występ, względnie na jedną trasę koncertową. Niektóre z nich z czasem stają się regularnie działającymi zespołami. Czy taki los czeka trio złożone z Amerykanina Joego McPhee, Brytyjczyka Johna Edwardsa i Niemca Klausa Kug(e)la – trudno stwierdzić w tej chwili. Na razie mamy w ręku ich pierwszy wspólny album – „Journey to Parazzar” – i powinniśmy się z tego faktu bardzo cieszyć.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Jazz wśród hut i stalowni

W świecie free jazzu nikogo nie dziwią międzynarodowe kooperacje i okazjonalne składy, które zbierają się niekiedy nawet na jeden występ, względnie na jedną trasę koncertową. Niektóre z nich z czasem stają się regularnie działającymi zespołami. Czy taki los czeka trio złożone z Amerykanina Joego McPhee, Brytyjczyka Johna Edwardsa i Niemca Klausa Kug(e)la – trudno stwierdzić w tej chwili. Na razie mamy w ręku ich pierwszy wspólny album – „Journey to Parazzar” – i powinniśmy się z tego faktu bardzo cieszyć.

Joe McPhee, John Edwards, Klaus Kugel
‹Journey to Parazzar›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułJourney to Parazzar
Wykonawca / KompozytorJoe McPhee, John Edwards, Klaus Kugel
Data wydania10 sierpnia 2018
Wydawca NotTwo Records
NośnikCD
Czas trwania55:10
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Joe McPhee, John Edwards, Klaus Kugel
Utwory
CD1
1) Re-Hairing in Zaporozhye28:48
2) To Rush at the Wind19:20
3) Without Clothes It’s a Different Conversation [Let’s Get Naked]04:55
4) Song for Cecil [for Cecil Taylor]02:07
Wyszukaj / Kup
Przed dwoma dniami w tej samej rubryce rozczulałem się nad najnowszą produkcją freejazzowej superformacji Escalator, w której jedną z trzech głównych ról odgrywa niemiecki perkusista Klaus Kugel (znany również z zespołów Undivided, Ganelin Trio Priority, Charles Gayle Trio, Switchback, Ultramarine), by dzisiaj nie mniej ciepłych słów poświęcić innemu triu, w działalność którego zaangażowany jest muzyk zza naszej zachodniej granicy (choć w Polsce czujący się jak u siebie). Tym razem – zamiast saksofonisty i klarnecisty Kena Vandermarka oraz kontrabasisty Marka Tokara – miał on u swego boku dwóch innych wybitnych artystów z kręgu jazzu improwizowanego, których bez najmniejszych wątpliwości określić można mianem wielkich gwiazd, a jednego z nich – wręcz legendą. Biorąc to pod uwagę, można było chyba oczekiwać, że album „Journey to Parazzar” okaże się nie gorszy od wychwalanego nie tak dawno „No-Exit Corner”.
Tym razem Klaus Kugel związał się z czarnoskórym amerykańskim saksofonistą i trębaczem Joem McPhee oraz angielskim kontrabasistą Johnem Edwardsem. Ten pierwszy, urodzony w listopadzie 1939 roku, zapisał się w historii światowego jazzu już niemal pół wieku temu, nagrywając rewelacyjny longplay „Nation Time” (1971); w ostatnich latach natomiast chętnie nawiązuje współpracę z młodszymi od siebie o pokolenie (a niekiedy nawet i o dwa) improwizatorami ze Starego Kontynentu, czego dowodzą albumy zarejestrowane między innymi z NU Ensemble Matsa Gustafssona, Universal Indians Jona Runego Strøma czy z perkusistą Paalem Nilssen-Love’em. Edwards wspierał zaś swym talentem takie tuzy saksofonu i trąbki, jak Niemiec Peter Brötzmann, Amerykanin Charles Gayle, Japończyk Akira Sakata oraz Brytyjczyk Evan Parker.
Te maksymalnie skrócone biografie artystyczne wystarczą chyba, aby zdać sobie sprawę, z jakiego formatu artystami mamy do czynienia. W tym składzie międzykontynentalne trio odbyło na przełomie lata i jesieni ubiegłego roku krótką trasę po Europie. W niedzielę 24 września grupa dotarła do położonego w południowo-wschodniej Ukrainie Zaporoża, ponad siedemsettysięcznego miasta, które od czasów sowieckich, aż po dziś dzień zresztą, pozostaje wielkim ośrodkiem przemysłu ciężkiego. Nic więc dziwnego, że jednym z najważniejszych centrum kulturalnych jest w nim Dom Kultury Metalurgów. To właśnie na jego scenie zaprezentowali się McPhee, Edwards i Kugel, a materiał z tego występu kilka miesięcy później został opublikowany przez specjalizującą się we free jazzie krakowską wytwórnię NotTwo Records. Na płycie znalazło się pięćdziesiąt pięć minut muzyki, w tym dwie mocno rozbudowane improwizacje, które stanowią fundament wydawnictwa. Dwa pozostałe utwory to w zasadzie dodatki, którymi muzycy, nieźle się w czasie tego występu bawiąc, postanowili obdarować wiernych słuchaczy.
Kompozycja otwierająca płytę – niemal półgodzinne „Re-Hairing in Zaporozhye” – w niczym oczywiście nie przypomina, co mógłby sugerować czas trwania, progresywnej suity. Tu formuła jest zupełnie inna, muzycy nie bawią się bowiem w długie planowanie i aranżacyjną wykwintność, a po prostu idą na żywioł. Zaczynają w stylu klasycznie awangardowym, nieco minimalistycznie. Lecz to jedynie wstęp, swoisty rozruch, kilkadziesiąt sekund poświęconych na poszukanie wspólnego języka. Kiedy już wszystko trafia na swoje miejsce, sygnał do rzeczywistego startu daje Joe McPhee mocnym akcentem na saksofonie altowym. Od tej chwili zaczyna się najprawdziwsze free, którego szybkie tempo narzuca sekcja rytmiczna. Zdarzają się jednak także momenty znacznie spokojniejsze, gdy John Edwards i Klaus Kugel łagodnieją, świadomie schodzą na plan drugi, oddając pole swemu starszemu koledze po fachu. McPhee z kolei, co w jakimś stopniu spowodowane jest zapewne jego wiekiem (niebawem przecież osiągnie osiemdziesiątkę!), nie forsuje się – gdy uznaje, że nadszedł moment na oddech, zwalnia, stawiając na majestatyczność brzmienia i nastrój.
Choć – oddajmy Amerykaninowi sprawiedliwość – McPhee potrafi też zagrać z taką samą wściekłością, jak przed kilkoma dekadami. Edwards i Kugel chętnie jednak przychodzą mu w sukurs, przyciągając uwagę słuchaczy; zwłaszcza zaś kontrabasista, który często sięga po smyczek, przyczyniając się tym sposobem do wzbogacenia brzmienia zespołu. Dzieje się tak i w „Re-Hairing in Zaporozhye”, i w następującym po nim – tym razem „tylko” dwudziestominutowym – „To Rush at the Wind”. Tym razem John i Klaus pozwalają sobie na bardziej rozbudowane preludium; McPhee dołączając do nich, sięga natomiast nie po saksofon, ale trąbkę kieszonkową. Jej możliwości są – jak i rozmiar – dużo mniejsze, dźwięk bardziej płaski, ale grę na niej Joe doprowadził do perfekcji. Na dodatek korzysta z przeróżnych tłumików i przetworników, a służy mu ona głównie wówczas, gdy chce przydać swoim improwizacjom charakteru minimalistycznego. W tym konkretnym przypadku trąbka brzmi niekiedy jak sygnał alarmu, to znów niepokojąco jak płacz dziecka; wdaje się w też w niestroniący od eksperymentów dialog z kontrabasem. Można jednak podejrzewać, że gdy McPhee ponownie wziął do ręki saksofon, większość słuchaczy odetchnęła z ulgą.
W drugiej części „To Rush at the Wind” to właśnie instrument wymyślony jeszcze w pierwszej połowie XIX wieku przez belgijskiego konstruktora Adolphe’a Saxa odgrywa główną rolę. Dzięki temu też trio przechodzi od awangardowych eksperymentów do klasycznego free jazzu, po raz kolejny udowadniając, że muzyka ta niesie ze sobą potężną dawkę energii i emocji. Utwór wieńczy jednak dużo spokojniejsza partia kontrabasu, który Edwards za pomocą smyczka przybliża do brzmienia wiolonczeli. Największymi, ciągnącymi się przez ponad minutę oklaskami, widownia nagrodziła muzyków jednak za „Without Clothes It’s a Different Conversation (Let’s Get Naked)” – stonowany, hipnotyczny, sprawiający wrażenie, jakby dźwięk wyłaniał się z gęstej mgły. Ale kto wie, być może działo się jeszcze coś niezwykłego na scenie, co wzbudziło tak wielki aplauz zebranych. Płytę wieńczy dynamiczna, wypełniona między innymi dziwnymi dźwiękami wydawanymi przez Joego (charczenie, zawodzenie), dwuminutowa miniatura „Song for Cecil”, którą trio poświęciło legendarnemu freejazzowemu pianiście Cecilowi Taylorowi. Koncert odbył się we wrześniu 2017 roku, tymczasem Taylor zmarł siedem miesięcy później – tytuł prawdopodobnie nadany więc został już po tym fakcie, aby upamiętnić jedną z ikon jazzu.
koniec
30 sierpnia 2018
Skład:
Joe McPhee – saksofon altowy, trąbka kieszonkowa
John Edwards – kontrabas
Klaus Kugel – perkusja, instrumenty perkusyjne

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Ta „samba” nie jest dla wszystkich
Sebastian Chosiński

21 III 2019

Początek lipca ubiegłego roku był bardzo pracowitym okresem dla norweskiego perkusisty Paala Nilssen-Love’a. Dzień po dniu wystąpił z dwoma swoimi projektami na festiwalu w duńskim Roskilde. Drugiego dnia zaprezentował program zatytułowany „New Brazilian Funk”. I chociaż funku nie słychać tam za wiele, prawdą pozostaje, że trzech muzyków kwintetu pochodziło z kraju kawy i samby.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Żywy stąd nie wyjdzie nikt!
Sebastian Chosiński

19 III 2019

W ubiegłym roku free jazz pojawił się na legendarnym duńskim festiwalu rockowym w Roskilde. Dwa dni pod rząd występował na nim z dwoma różnymi projektami norweski perkusista Paal Nilssen-Love. Pierwszego dnia zaprezentował „japoński noise”, drugiego – „brazylijski funk”. Pół roku później oba występy doczekały się edycji płytowych. Dzisiaj – chronologicznie – pochylamy się nad albumem „New Japanese Noise”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Kosmita na aktywnej emeryturze
Sebastian Chosiński

14 III 2019

Krytycy muzyczni często zachwycają się kondycją muzyków The Rolling Stones bądź Paula McCartneya, którzy po ukończeniu siedemdziesiątki wciąż są aktywnymi artystami – wydają nowe płyty, nawet koncertują. Zapominają przy tym o kimś takim, jak Nik Turner. A tymczasem to właśnie były wokalista i saksofonista Hawkwind jest najstarszy z nich wszystkich. I właśnie opublikował kolejny niezły album spacerockowy – „The Final Frontier”.

więcej »

Polecamy

Tango z Morskiego Oka (w Warszawie)

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Tango z Morskiego Oka (w Warszawie)
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Cała ta miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Stylowe, jak Chevrolet El Camino z 1968
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dajesz Rudolf, dajesz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zapach muzyki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Życie o świcie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly dżungli
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wieś gra i śpiewa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ani w PZU, ani w PKP...
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Stan
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.