Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 12 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

VAK
‹Budo›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBudo
Wykonawca / KompozytorVAK
Data wydania7 września 2018
Wydawca Soleil Zeuhl
NośnikCD
Czas trwania58:51
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Aurélie Saintecroix, Alexandre Michaan, Joël Crouzet, Vladimir Mejstelman, Michaël Havard, Nora Froger, Hyder Aga
Utwory
CD1
1) Budo27:28
2) Hquark23:03
3) Au fond des creuses08:19
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Paryski delfin na dworze Zeuhla
[VAK „Budo” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Ustaliliśmy już jakiś czas temu, że Zeuhl nie umarł. Że ma się nieźle, choć wciąż, co oczywiste, pozostaje na marginesie sceny rockowej. Ale we Francji nieustannie cieszy się popularnością i nie brakuje muzyków, którzy oddają mu swoje serce. Dowodem na to najnowsze albumy takich formacji, jak Zwoyld, Scherzoo i – nade wszystko – VAK. Ich drugie pełnowymiarowe wydawnictwo – „Budo” – to dzieło niemal wybitne.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Paryski delfin na dworze Zeuhla
[VAK „Budo” - recenzja]

Ustaliliśmy już jakiś czas temu, że Zeuhl nie umarł. Że ma się nieźle, choć wciąż, co oczywiste, pozostaje na marginesie sceny rockowej. Ale we Francji nieustannie cieszy się popularnością i nie brakuje muzyków, którzy oddają mu swoje serce. Dowodem na to najnowsze albumy takich formacji, jak Zwoyld, Scherzoo i – nade wszystko – VAK. Ich drugie pełnowymiarowe wydawnictwo – „Budo” – to dzieło niemal wybitne.

VAK
‹Budo›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBudo
Wykonawca / KompozytorVAK
Data wydania7 września 2018
Wydawca Soleil Zeuhl
NośnikCD
Czas trwania58:51
Gatunekjazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Aurélie Saintecroix, Alexandre Michaan, Joël Crouzet, Vladimir Mejstelman, Michaël Havard, Nora Froger, Hyder Aga
Utwory
CD1
1) Budo27:28
2) Hquark23:03
3) Au fond des creuses08:19
Wyszukaj / Kup
Na zeuhlowym tronie wciąż oczywiście, nieprzerwanie od prawie pięćdziesięciu lat (półwiecze „stuknie” w przyszłym roku), zasiada Jego Eminencja Christian Vander, lider i perkusista kultowej dla wszystkich wielbicieli awangardowego progresywnego jazz-rocka formacji Magma. Ale potencjalnych delfinów wcale nie brakuje. Wśród najważniejszych pretendentów do tronu wyróżniają się w ostatnich latach przede wszystkim tacy wykonawcy, jak Scherzoo, Anaïd („Libertad”), Zwoyld („Zgond”) oraz, mający w tej chwili chyba największe szanse na sukcesję – prowadzony przez perkusistę Vladimira Mejstelmana – VAK („Aedividea”). Swoje aspiracje grupa ta potwierdziła właśnie wydanym na początku września albumem „Budo”, który bez dwóch zdań zaliczyć należy do największych zeuhlowych osiągnięć powoli zbliżającej się do końca dekady.
Zespół powstał w Paryżu w 2008 roku; obchodzi więc swoje dziesięciolecie. Jego skład był dość płynny i w zasadzie nie zmieniło się to do dzisiaj. Pewnie z tego powodu, jak i niszowości swoich dokonań, muzycy nie przejawiali dotąd takiej aktywności wydawniczej, na jaką byłoby ich stać. Dość powiedzieć, że przez pierwszych siedem lat działalności wydali jedynie – i to własnym sumptem – dwie EP-ki: „VAK” (2012) oraz „Aedividea” (2014), które następnie – już po podpisaniu kontraktu z niezależną paryską wytwórnią Soleil Zeuhl – skompilowali w pełnowymiarowy debiutancki album (odrzucając przy okazji jedną kompozycję, którą uznali za najsłabszą). I chociaż wydawnictwo to zbierało utwory powstałe na przestrzeni w sumie czterech lat, prezentowało się nadzwyczaj spójnie i intrygująco. Pewnie dlatego, że Zeuhl to ten gatunek rocka, który od swoich narodzin zmienił się nieznacznie. Płyty Magmy z początku lat 70. ubiegłego wieku wciąż brzmią tak samo świeżo, jakby powstały w ostatnim czasie. Czy z dokonaniami VAK będzie podobnie, okaże się dopiero za kilka dekad.
O ile „Aedividea” podsumowywała pierwszy okres działalności grupy, o tyle zarejestrowane w ubiegłym roku „Budo” prezentuje jej najbardziej aktualne oblicze. Być może także przy okazji wykrystalizował się skład formacji, którą obecnie – obok perkusisty (i lidera) Vladimira Mejstelmana – tworzą: wokalistka Aurélie Saintecroix, gitarzysta basowy i solowy Joël Crouzet oraz klawiszowiec Alexandre Michaan (udzielający się jednocześnie w hardcore’owo-industrialnej formacji Mur oraz noise’owo-postrockowym MARPL). By jednak wzbogacić brzmienie, Vladimir zaprosił do studia gości: saksofonistę Michaëla Havarda (na co dzień związanego z etniczno-jazzowym projektem Arat Kilo), flecistkę Norę Froger oraz gitarzystę ukrywającego się pod pseudonimem Hyder Aga. Spod ich rąk wyszedł materiał trwający prawie godzinę, który jest concept-albumem składającym się między innymi z dwóch suit.
Od jednej z nich płyta ta się zaczyna. Tytułowe „Budo” – autorstwa Mejstelmana z niewielką pomocą pozostałych członków grupy – podzielone zostało na trzy części, choć równie dobrze można było się bez tego obejść. Otwarcie jest bardzo energetyczne, z wyeksponowaną gitarą basową i jazzrockowymi klawiszami, które przez większość czasu biorą na siebie obowiązek głównego instrumentu solowego (w zastępstwie gitary, zazwyczaj pełniącej w muzyce VAK rolę drugoplanową). Czysto instrumentalnie traktowany jest również głos Aurélie Saintecroix, która śpiewając, obywa się bez słów. Nie oznacza to jednak wcale, że jest postacią mniej istotną od swoich kolegów. Jej wokalizy często są bowiem największą ozdobą albumu. W przypadku „Budo” Francuzka pozwala sobie zarówno na rockowy zadzior, jak i partie z pogranicza muzyki operowej (zwłaszcza w części drugiej). Nie inaczej poczynają sobie pozostali, płynnie przechodząc od fragmentów progresywnych (z wybijającymi się na plan pierwszy syntezatorami w stylu lat 70. XX wieku), przez jazzrockowe (głównie te, w których rozbrzmiewa saksofon Havarda), aż po awangardowe (znaczone skomplikowanymi podziałami rytmicznymi).
We fragmencie wieńczącym tytułową suitę, czyli w jej części trzeciej (notabene jedynej noszącej własny tytuł: „Un grand sommeil noir”), VAK udowadnia, że nie są mu obce także klimaty psychodeliczne, chociaż dość szybko ustępują one pełnemu rozmachu progresowi. Nie mniej emocji niesie ze sobą druga suita (tym razem wprawdzie czteroczęściowa, ale za to krótsza o ponad cztery minuty) – „Hquark”. Alexandre Michaan istotnie wzbogaca tu brzmienie, na większą skalę wykorzystując tu – obok syntezatorów i fortepianu elektrycznego – również fortepian akustyczny i organy. Dzięki temu nawet gdy zespół zapędza się w rejony hardrockowe, jego muzyka nie traci nic na klimacie. Czujna Aurélie reaguje na te stylistyczne zmiany, dopasowując się do nich. Przy okazji udowadnia (nie po raz ostatni zresztą), że dysponuje potężnym głosem i nie boi się wchodzić w „pojedynki” z gitarą czy organami (te pojedynki ujęte są w cudzysłów, albowiem najczęściej wokalistka „gra” z nimi unisono). Im bliżej końca utworu – skomponowanego przez Michaana (choć z pomocą trojga pozostałych) – tym bardziej robi się niepokojąco i eterycznie, a improwizacje ustępują miejsca bardziej przemyślanym frazom. Mimo że sam finisz – z jazzrockową partią gitary i progresywnymi syntezatorami – może przyprawić o zawrót głowy.
Już te dwa rozbudowane utwory wystarczyłyby, aby okrzyknąć najnowsze wydawnictwo VAK rewelacją. Ale muzycy, a konkretnie Vladimir Mejstelman, postanowili jeszcze podarować słuchaczom na deser trzecią kompozycję – najkrótszą, ale wcale nie najsłabszą (bo słabych czy nawet średnich nie ma tu wcale) – „Au fond des creuses”. Nowym elementem jest w niej flet, który nie jest jedynie „kwiatkiem do kożuszka”, lecz odgrywa bardzo istotną rolę. Na jego tle kwartet snuje nieśpiesznie swą zeuhlową opowieść, nasyconą emocjami do tego stopnia, że nawet kiedy zwalnia tempo, czuć podskórną moc. Całość wieńczą delikatne dźwięki fortepianu elektrycznego Alexandre’a Michaana i głos Aurélie Saintecroix – i jest to w dużym stopniu finał symboliczny, wszak te dwa instrumenty w największym stopniu decydują o obliczu paryskiej formacji. Wydany przed trzema laty temu, złożony z dwóch EP-ek, album „Aedividea” prezentował się znakomicie, ale „Budo” jest jeszcze ciekawsze, dojrzalsze, bardziej przemyślane i konsekwentne. Aż strach pomyśleć, na jaki poziom mogą wznieść się Francuzi, pracując nad kolejną płytą!
koniec
2 października 2018
Skład:
Aurélie Saintecroix – śpiew
Joël Crouzet – gitara basowa, gitara elektryczna (1,2)
Alexandre Michaan – fortepian elektryczny, syntezatory, organy, fortepian
Vladimir Mejstelman – perkusja
Gościnnie:
Michaël Havard – saksofon altowy (1), saksofon sopraninowy (1)
Nora Froger – flet (3)
Hyder Aga – gitara elektryczna (3)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Gdzie się podziały emocje?
Sebastian Chosiński

11 V 2021

Wyszedłszy przed paroma laty na prostą ze swoją nieco zagmatwaną dyskografią, norweski duet Jordsjø (wspomagany przez zapraszanych do studia gości), regularnie publikuje kolejne płyty. Wydana przed kilkoma dniami „Pastroralia” tradycyjnie powinna spodobać się wielbicielom rocka progresywnego wymieszanego ze skandynawskim folkiem. To idealna propozycja dla tych, którym podoba się – chociażby – Tusmørke.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Przetarty szlak i skoki w bok
Sebastian Chosiński

6 V 2021

Serbski kwartet Eyot (bądź EYOT – taka pisownia również bywa przez muzyków stosowana) nie rozpieszcza wielbicieli. Ostatnio na swoje kolejne płyty każe bowiem czekać aż trzy lata. Tyle czasu minęło pomiędzy ukazaniem się albumów „Similarity” i „Innate” i tyle też trzeba było czekać na ukazanie się „557799”. Inna sprawa, że kiedy już dostajemy do ręki nowe dzieło grupy Dejana Ilijicia – na pewno nie czujemy się zawiedzeni.

więcej »

Gdyby Puebla leżała na Śląsku…
Sebastian Chosiński

4 V 2021

Przed laty ważną pozycję w polskim jazzie i rocku zdobył kubański perkusjonista José Torres; dzisiaj w jego ślady może pójść inny Latynos – meksykański skrzypek Eduardo Bortolotti (Lopez). Nad Wisłą osiedlił się on dziewięć lat temu, a w tym roku wydał swój debiutancki album – „Huapango Nights” – na którym połączył wpływy muzyki ludowej z Ameryki Środkowej z typowo europejskim jazzem.

więcej »

Polecamy

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku

A pamiętacie…:

Murray Head – Judasz nocą w Bangkoku
— Wojciech Gołąbowski

Ryan Paris – słodkie życie
— Wojciech Gołąbowski

Gazebo – lubię Szopena
— Wojciech Gołąbowski

Crowded House – hejnał hejnałem, ale pogodę zabierz ze sobą
— Wojciech Gołąbowski

Pepsi & Shirlie – ból serca
— Wojciech Gołąbowski

Chesney Hawkes – jeden jedyny
— Wojciech Gołąbowski

Nik Kershaw – czyż nie byłoby dobrze (wskoczyć w twoje buty)?
— Wojciech Gołąbowski

Howard Jones – czym właściwie jest miłość?
— Wojciech Gołąbowski

The La’s – ona znowu idzie
— Wojciech Gołąbowski

T’Pau – marzenia jak porcelana w dłoniach
— Wojciech Gołąbowski

Zobacz też

Z tego cyklu

Gdzie się podziały emocje?
— Sebastian Chosiński

Przetarty szlak i skoki w bok
— Sebastian Chosiński

W królestwie zapomnienia
— Sebastian Chosiński

W tej „wojnie” warto wziąć udział
— Sebastian Chosiński

Nie gaście tego pożaru!
— Sebastian Chosiński

Pomnik półwiecza
— Sebastian Chosiński

Ocean smutku z nutą optymizmu
— Sebastian Chosiński

Bicie Neonowego Serca
— Sebastian Chosiński

Bezkompromisowa romantyczka
— Sebastian Chosiński

Chwila na oddech… tuż przed zmiażdżeniem
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.