Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 marca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Hamid Drake, Maco Sica
‹Ronda›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRonda
Wykonawca / KompozytorHamid Drake, Maco Sica
Data wydania27 lipca 2018
Wydawca Instant Classic
NośnikCD
Czas trwania61:20
Gatunekfolk, jazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Przemysław Krzysztof Drążek, Brent J. Fuscaldo, Chaetan Newell, Hamid Drake
Utwory
CD1
1) Dance with Waves15:17
2) Emanation16:56
3) The Greatest Gift09:23
4) The Old Book05:39
5) The Wu Wei14:03
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Niech płyną dźwięki, które płynąć mają

Esensja.pl
Esensja.pl
Kariera polskiego gitarzysty i trębacza Przemysława Drążka to dowód na to, że talent i determinacja potrafią zdziałać cuda. Niegdyś lider noise’owej formacji Krzycz i alternatywno-transowego Rope, od 2007 roku stoi na czele chicagowskiego tria Mako Sica, z którym w tym roku wydał siódmy materiał długogrający, noszący tytuł „Ronda”. Gościnnie na płycie zagrał legendarny perkusista jazzowy Hamid Drake.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Niech płyną dźwięki, które płynąć mają

Kariera polskiego gitarzysty i trębacza Przemysława Drążka to dowód na to, że talent i determinacja potrafią zdziałać cuda. Niegdyś lider noise’owej formacji Krzycz i alternatywno-transowego Rope, od 2007 roku stoi na czele chicagowskiego tria Mako Sica, z którym w tym roku wydał siódmy materiał długogrający, noszący tytuł „Ronda”. Gościnnie na płycie zagrał legendarny perkusista jazzowy Hamid Drake.

Hamid Drake, Maco Sica
‹Ronda›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułRonda
Wykonawca / KompozytorHamid Drake, Maco Sica
Data wydania27 lipca 2018
Wydawca Instant Classic
NośnikCD
Czas trwania61:20
Gatunekfolk, jazz, rock
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Przemysław Krzysztof Drążek, Brent J. Fuscaldo, Chaetan Newell, Hamid Drake
Utwory
CD1
1) Dance with Waves15:17
2) Emanation16:56
3) The Greatest Gift09:23
4) The Old Book05:39
5) The Wu Wei14:03
Wyszukaj / Kup
Ta historia zaczęła się w stolicy Pomorza Zachodniego na początku lat 90. ubiegłego wieku, kiedy to dwaj, pochodzący z Lęborka, studenci Politechniki Szczecińskiej – gitarzysta (później również trębacz) Przemysław Krzysztof Drążek oraz perkusista Maciej Baczyński – założyli punkowy zespół Klinika Zdrowego Człowieka (był kiedyś taki program w telewizji). Jego żywot był krótki, ale znaczący, bo to na jego gruzach w październiku 1994 roku powstała noise’owa formacja Krzycz. Jej skład uzupełnili basista Artur Stankiewicz i – trzy miesiące później – wokalista Robert Iwanik. Grupa sporo koncertowała w całym kraju, w efekcie dorobiła się statusu niezależnej gwiazdy. Niestety, nie przełożyło się to na szczególnie bogaty dorobek fonograficzny. Po Krzycz pozostały jedynie kaseta demo „Novum” (1995) oraz – niedawno wznowiony przez Instant Classic – kompakt „Trauma” (1998), do którego dodano nagrania koncertowe zarejestrowane w angielskim Leeds. Na bębnach grał już wtedy Bartosz Słaby – i to z nim w składzie kwartet wybrał się w, jak się okazało, ostatnią trasę koncertową na zachód Europy.
Wraz z ostatnim dźwiękiem zagranym w belgijskim Liege formacja w zasadzie przeszła do historii. Parę miesięcy później jej miejsce zajął Rope, którym zgodnie kierowali Drążek i Iwanik (dodatkowo na etacie basisty). Do tego stopnia zgodnie, że jesienią 2000 roku, krótko po wydaniu w kraju EP-ki „Fever”, zdecydowali się obaj wyjechać za Ocean. Osiedlili się w Chicago, gdzie Rope kontynuowało działalność z amerykańskim perkusistą Michaelem J. Kendrickiem. Zapowiadało się nieźle, tym bardziej że twórczością grupy zainteresowała się niezależna wytwórnia Family Vinegard z Indianapolis. To z jej logo na okładkach ukazały się gitarowo-transowe albumy „Widow’s First Dawn” (2003) oraz „Heresy and Then Nothing But Tears” (2006). Zwłaszcza po publikacji drugiego z wymienionych wydawało się, że teraz będzie już tylko z górki. Ale wtedy Iwanik podjął decyzję o przeprowadzce z Chicago do Seattle, a potem jeszcze dalej – do San Diego. I chociaż sam nie zrezygnował z aktywności artystycznej (stanął na czele projektów Alchimia i Faro), to jednak dla Rope szansy już nie było.
Ale Drążek wcale nie załamał się i wkrótce wystartował po raz trzeci (a jeżeli doliczymy jeszcze Klinikę Zdrowego Człowieka to nawet to raz czwarty) – z triem Mako Sica. Bogatszy o wiele doświadczeń, Polak nie musiał tym razem zaczynać od zera. Pozostał przy nim bowiem Kendrick, trzeba więc było jedynie poszukać trzeciego muzyka. Wybór padł na śpiewającego gitarzystę Brenta J. Fuscaldo. Po raz kolejny zaczęło się mozolne budowanie marki, o co w świecie twórców niezależnych wcale nie jest tak łatwo, jak mogłoby się wydawać. Kolejne materiały grupy – publikowane bądź na kasetach, bądź płytach winylowych (vide „Noise Attic Session 2”, 2009; „Mayday at Strobe”, 2009; „Dual Horizon”, 2010; „Essence”, 2012; „Live at Subterranean”, 2012) – sprawiły, że o Mako Sica zaczęło się mówić. Tym większym szokiem dla Przemysława i Brenta była decyzja o odejściu z zespołu, jaką w styczniu 2014 roku podjął Michael (w związku z przeprowadzką). To znacznie opóźniło pracę nad kolejnym albumem.
Po kilku miesiącach poszukiwań w buty Kendricka wskoczył nie mniej od niego utalentowany multiinstrumentalista Chaetan Newell. Przygodę z Mako Sica zaczął on od rejestracji dwóch rozbudowanych kompozycji, jakie trafiły na zatytułowaną adekwatnie do sytuacji kasetową EP-kę „Renewal” (2015). Gdy doszedł jeszcze trzeci – najdłuższy – utwór, uzbierało się już tyle, by wydać pełnoprawny longplay „Invocation” (2017), który w Polsce na srebrnym dysku opublikowało krakowskie Instant Classic. Dzięki temu materiał stał się dostępny również w Europie i otworzył przed zespołem nowe rynki. W efekcie w maju tego roku trio pojawiło się na Starym Kontynencie i między innymi zagrało sześć koncertów w Polsce, które okazały się niezłą promocją czekającej właśnie w kolejce na upublicznienie płyty „Ronda”. W Stanach Zjednoczonych pojawiła się ona w sprzedaży w lipcu (nakładem Feeding Tube Records z pomocą Astral Spirits), w Europie natomiast dwa miesiące później (ponownie za sprawą nieocenionego Instant Classic). Dla wielu dotychczasowych fanów tria zaskoczeniem mógł być fakt, że na okładce – przynajmniej wydania amerykańskiego – pojawiło się nazwisko jeszcze jednego artysty.
I to zdecydowanie z najwyższej półki! Chodzi bowiem o czarnoskórego freejazzowego perkusistę i perkusjonalistę Hamida Drake’a, który ma na koncie współpracę między innymi z takimi muzykami i zespołami, jak Peter Brötzmann, Charles Gayle, DKV Trio Kena Vandermarka czy też polska Hera Wacława Zimpla. Jego dołączenie do projektu Drążka znacząco wpłynęło na przekaz artystyczny Mako Sica, wzbogacając go nie tylko o jazzowe elementy improwizowane, ale nade wszystko nawiązania do bliskowschodniej i afrykańskiej muzyki etnicznej. W efekcie powstał, trwający nieco ponad godzinę, ekscytujący materiał, który łączy stylistykę post-rocka, free jazzu i folku. Przyznacie, że to zabójcza mieszanka. Zwłaszcza jeżeli za jej przygotowanie biorą się twórcy takiego formatu, jak Drake. Ale nie tylko dzięki niemu „Ronda” zasługuje na pochwały; to także zasługa pozostałych muzyków, w tym głównie Chaetana Newella, któremu po raz pierwszy dane było do tego stopnia rozwinąć skrzydła (podczas pracy nad „Invocation” jedynie rozwijał koncepcje Kendricka).
Płytę otwiera jedna z dłuższych kompozycji (zresztą na pięć tylko dwie mają mniej niż dziesięć minut) – „Dance with Waves”. Z wyciszenia pojawia się w niej najpierw orientalny zaśpiew Fuscaldo, a nieco później transowe gitara klasyczna Drążka i fortepian elektryczny Newella. Z czasem robi się natomiast coraz bardziej etnicznie – trochę azjatycko i trochę afrykańsko, na co wpływ ma w dużej mierze wykorzystywane przez muzyków instrumentarium (vide afrykańskie zanza i conga czy indyjska tabla). Do tego dodać trzeba jeszcze przestrzenne brzmienie trąbki oraz – w tle – delikatne fortepian akustyczny i perkusja. Nawet gdy artyści zaczynają improwizować, robią to bardzo subtelnie, wprowadzając słuchacza w nastrój kontemplacyjny. Postrockowa transowość nie ma tu na celu wznoszenie ściany dźwięku, raczej – zgodnie z tytułem – uchwycenie go na fali i pociągnięcie za sobą. Dużo dodaje od siebie Drake, ale w końcu nie zaproszono go tylko po to, aby jego nazwisko uświetniło okładkę.
W drugim na liście „Emanation” mamy do czynienia z podobną strukturą, chociaż tym razem – przynajmniej w pierwszych minutach – muzycy stawiają na minimalizm (fortepian, trąbka z pogłosem). Dopiero później rytmika zaczyna się zagęszczać, co jest efektem wykorzystania na dużą skalę perkusjonaliów – kotłów, dzwonków, wreszcie egzotycznego azteckiego bębenka teponaztli. Jakby tego było mało, Fuscaldo sięga także po harmonijkę ustną, która jednak ze stylistyką bluesową niewiele ma tutaj wspólnego (raczej zastępuje klawisze), a z czasem ustępuje miejsca etnicznej wokalizie, by w finale ustąpić pola fortepianowi elektrycznemu. Najbardziej intrygujące jest zaś w „Emanation” to, że instrumenty typowe dla jazzu i rocka absolutnie nie „gryzą” się z folkowymi, że w wielu momentach idealnie się dopełniają. Jest to słyszalne również w „The Greatest Gift”, któremu od pierwszych sekund ton nadaje kontrabas; wokół jego motywu splatają się kolejne instrumenty (w tym zaaranżowana na postrockową modłę wiolonczela). W dalszej części zespół nieco podkręca tempo, co jest przede wszystkim zasługą perkusji Drake’a; tym samym uwolniony od swoich podstawowych obowiązków Chaetan może skupić się na partii altówki, która z polotem akompaniuje improwizującej gitarze lidera. W zakończeniu kwartet wraca natomiast do punktu wyjścia, eksponując dźwięki kontrabasu.
W najkrótszym w całym zestawie „The Old Book” Przemysław Drążek wreszcie może wykazać się jako trębacz. Daleko mu jednak do wirtuozerskich popisów Milesa Davisa czy Tomasza Stańki, bardziej skupia się na budowaniu nastroju i wprowadzaniu słuchacza w trans (dzięki zastosowanym efektom dźwiękowym). A kiedy wydaje się, że tak będzie już do samego końca – do pracy biorą się Newell (kontrabas) i Drake (perkusja), którzy zagęszczają rytm i podkręcają dynamikę. Transowo-hipnotyzującą formę ma mocno orientalizujący finałowy „The Wu Wei”. I trudno się temu dziwić, skoro tytuł nawiązuje do podstawowej zasady taoizmu, zgodnie z którą należy rzeczom pozwolić istnieć zgodnie z naturą. Dlatego kompozycja ta ma naturalny, bliski biciu serca rytm nadawany przez cały zestaw perkusjonaliów (od tabli i bębna obręczowego po kocioł i tamburyn). Swoje robi również szamański śpiew Newella, który z czasem wchodzi w coraz bardziej ekspansywny dialog z bębnem Drake’a. To taka fraza, którą – zwłaszcza podczas występów na żywo – można ciągnąć w nieskończoność. W studiu zresztą także, więc fakt, że „The Wu Wei” kończy się już po czternastu minutach należy uznać za barbarzyństwo!
Fantastyczna płyta! Do wielokrotnego użytku.
koniec
16 października 2018
Skład:
Hamid Drake – perkusja (1,3,4), tabla (1,5), bęben obręczowy (5)
MACO SICA:
Przemysław Krzysztof Drążek – trąbka (1,2,4,5), gitara elektryczna (1-5), gitara klasyczna (1), gitara akustyczna (5)
Brent J. Fuscaldo – śpiew (1-5), gitara elektryczna (1,3-5), gitara klasyczna (1), zanza (1), gitara basowa (2), harmonijka ustna (2,3), gong (2), kocioł (5)
Chaetan Newell – fortepian (1,2), fortepian elektryczny (1,2,4,5), conga (1,2), dzwonki (2,4,5), teponaztli (2), kotły (2), wiolonczela (3), kontrabas (3,4), altówka (3), perkusja (4,5), organy (4), śpiew (5), flet indiański (5), tamburyn (5)

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tu miejsce na labirynt…: Ta „samba” nie jest dla wszystkich
Sebastian Chosiński

21 III 2019

Początek lipca ubiegłego roku był bardzo pracowitym okresem dla norweskiego perkusisty Paala Nilssen-Love’a. Dzień po dniu wystąpił z dwoma swoimi projektami na festiwalu w duńskim Roskilde. Drugiego dnia zaprezentował program zatytułowany „New Brazilian Funk”. I chociaż funku nie słychać tam za wiele, prawdą pozostaje, że trzech muzyków kwintetu pochodziło z kraju kawy i samby.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Żywy stąd nie wyjdzie nikt!
Sebastian Chosiński

19 III 2019

W ubiegłym roku free jazz pojawił się na legendarnym duńskim festiwalu rockowym w Roskilde. Dwa dni pod rząd występował na nim z dwoma różnymi projektami norweski perkusista Paal Nilssen-Love. Pierwszego dnia zaprezentował „japoński noise”, drugiego – „brazylijski funk”. Pół roku później oba występy doczekały się edycji płytowych. Dzisiaj – chronologicznie – pochylamy się nad albumem „New Japanese Noise”.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Kosmita na aktywnej emeryturze
Sebastian Chosiński

14 III 2019

Krytycy muzyczni często zachwycają się kondycją muzyków The Rolling Stones bądź Paula McCartneya, którzy po ukończeniu siedemdziesiątki wciąż są aktywnymi artystami – wydają nowe płyty, nawet koncertują. Zapominają przy tym o kimś takim, jak Nik Turner. A tymczasem to właśnie były wokalista i saksofonista Hawkwind jest najstarszy z nich wszystkich. I właśnie opublikował kolejny niezły album spacerockowy – „The Final Frontier”.

więcej »

Polecamy

Tango z Morskiego Oka (w Warszawie)

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Tango z Morskiego Oka (w Warszawie)
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Cała ta miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Stylowe, jak Chevrolet El Camino z 1968
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dajesz Rudolf, dajesz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zapach muzyki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Życie o świcie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly dżungli
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Wieś gra i śpiewa
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Ani w PZU, ani w PKP...
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zagraj to jeszcze raz Stan
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.