Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 czerwca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Fredrik Nordström
‹Needs›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNeeds
Wykonawca / KompozytorFredrik Nordström
Data wydania29 października 2018
Wydawca Clean Feed
NośnikCD
Czas trwania47:57
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Fredrik Nordström, Mats Äleklint, Filip Augustson, Christopher Cantillo, Fredrik Ljungkvist, Niklas Barnö, Torbjörn Zetterberg, Fredrik Rundqvist
Utwory
CD1
1) Needs07:37
2) Fake Face04:35
3) House of Tales07:10
4) Homegrown Prophet05:51
5) Hope07:30
6) Brand New Dollars06:13
7) Morning Bliss09:03
Wyszukaj / Kup

Tu miejsce na labirynt…: Prorok we własnym kraju
[Fredrik Nordström „Needs” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Prawie sześćdziesiąt lat po niezwykłym muzycznym eksperymencie Ornette’a Colemana, który dał początek współczesnemu free jazzowi, jego pomysł postanowił powtórzyć szwedzki saksofonista Fredrik Nordström, który do nagrania swojej najnowszej płyty – albumu zatytułowanego „Needs” – zaprosił (razem ze sobą) ośmiu muzyków. Nie można jednak tego zespołu określić mianem oktetu, to dwa kwartety, których muzykę rozdzielono na dwa oddzielne kanały.

Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Prorok we własnym kraju
[Fredrik Nordström „Needs” - recenzja]

Prawie sześćdziesiąt lat po niezwykłym muzycznym eksperymencie Ornette’a Colemana, który dał początek współczesnemu free jazzowi, jego pomysł postanowił powtórzyć szwedzki saksofonista Fredrik Nordström, który do nagrania swojej najnowszej płyty – albumu zatytułowanego „Needs” – zaprosił (razem ze sobą) ośmiu muzyków. Nie można jednak tego zespołu określić mianem oktetu, to dwa kwartety, których muzykę rozdzielono na dwa oddzielne kanały.

Fredrik Nordström
‹Needs›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułNeeds
Wykonawca / KompozytorFredrik Nordström
Data wydania29 października 2018
Wydawca Clean Feed
NośnikCD
Czas trwania47:57
Gatunekjazz
Zobacz w
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
W składzie
Fredrik Nordström, Mats Äleklint, Filip Augustson, Christopher Cantillo, Fredrik Ljungkvist, Niklas Barnö, Torbjörn Zetterberg, Fredrik Rundqvist
Utwory
CD1
1) Needs07:37
2) Fake Face04:35
3) House of Tales07:10
4) Homegrown Prophet05:51
5) Hope07:30
6) Brand New Dollars06:13
7) Morning Bliss09:03
Wyszukaj / Kup
Ornette Coleman – zmarły przed trzema laty czarnoskóry amerykański saksofonista – to jeden z pionierów światowego free jazzu. Artysta, który zdefiniował ten styl najdobitniej na wydanym w końcu grudnia 1960 roku legendarnym albumie noszącym tytuł… „Free Jazz: A Collective Improvisation”. Na czym polegała jego niezwykłość? Otóż Coleman zaprosił do studia – licząc także siebie – ośmiu muzyków, którzy w tym samym czasie, podzieleni na dwa kwartety (ze zdublowanymi sekcjami dętą i rytmiczną), zagrali tę samą kompozycję. Na wydanym przez firmę Atlantic longplayu każdy z czteroosobowych składów wybrzmiał w innym kanale. Tym sposobem powstała jedna z najniezwyklejszych płyt w dziejach jazzu improwizowanego, bardzo dynamiczna i pełna kontrastów. Po prawie sześciu dekadach na podobny eksperyment zdecydował się szwedzki saksofonista (tenorowy i barytonowy) Fredrik Nordström (rocznik 1974), do tej pory znany przede wszystkim z wielu produkcji solowych, takich jak „Urgency” (2000), „On Purpose” (2002), „Live with Palle Danielsson and Fredrik Rundqvist” (2002), „Vibb” (2007), „Blue” (2008), „Mayday” (2010), „String” (2012) oraz „Gentle Fire, Restless Dreams” (2016).
Z powyższej wyliczanki jasno wynika, że szwedzki saksofonista to człowiek pracowity; tym bardziej że wymienione albumy to jedynie część jego dorobku. Nie mniej istotne są bowiem wydawnictwa sygnowane nazwą Fredrik Nordström Quintet. A z perspektywy „Needs” nawet ważniejsze, bo podwójny kwartet Nordströma wyrósł właśnie z doświadczeń Kwintetu. Kogo lider zaprosił do swego niezwykłego projektu? Skład, którym sam kieruje, uzupełnili jeszcze: puzonista Mats Äleklint (All Included, Large Unit Paala Nilssen-Love’a, Fire! Orchestra, Angles 9), kontrabasista Filip Augustson oraz perkusista Christopher Cantillo. W konkurencyjnym kwartecie znalazło się natomiast miejsce dla: klarnecisty i saksofonisty tenorowego Fredrika Ljungkvista (Territory Band Kena Vandermarka, Atomic), trębacza Niklasa Barnö (Fire! Orchestra, freejazzowe trio Snus), kontrabasisty Torbjörna Zetterberga (Jonas Kulhammar Quartet, Svenska Kaputt) oraz perkusisty Fredrika Rundqvista. Większość z nich przewinęła się przez Kwintet Nordströma, z którym nagrali – jak dotąd – trzy płyty: „Moment” (2004), „No Sooner Said Than Done” (2005) i – będący w pewnym sensie zapowiedzią „Needs” – „Live in Coimbra” (2008).
Ostatnia z wymienionych płyt jest ważna z dwóch powodów. Po pierwsze: zawiera muzykę improwizowaną zagraną w mocno rozbudowanym składzie. Po drugie: wydana została przez lizbońską wytwórnię Clean Feed. Dziesięć lat później Fredrik powtórzył obie te rzeczy: zaprosił do współpracy spore grono artystów, a zarejestrowany materiał oddał w ręce tych samych Portugalczyków. Cała sesja nagraniowa (mająca miejsce w sztokholmskim studiu BAS) zamknęła się w jednym dniu – 23 marca tego roku. Grano – jak można się domyślać – „na żywo”, choć bez wątpienia było to poprzedzone wieloma godzinami prób. Z jakim efektem? Może nie tak szokującym i przyprawiającym o dreszcze, jak w przypadku longplaya „Free Jazz” Ornette’a Colemana, ale na pewno zasługującym na zainteresowanie. W procesie postprodukcji grę obu kwartetów oddzielono: ekipę Nordströma słychać w kanale lewym, skład (mówiąc umownie) Ljungkvista natomiast – w prawym. Choć, dodajmy gwoli ścisłości, nie brak na „Needs” również momentów, w których drogi obu kwartetów schodzą się i wtedy zespół brzmi jak oktet. Te fragmenty są zresztą najdynamiczniejsze i najbardziej fascynujące.
„Needs” to czterdzieści osiem minut muzyki, na którą składa się siedem kompozycji Nordströma. Na pierwszy ogień poszedł utwór tytułowy – i był to ze wszech miar słuszny wybór. Początek brzmi nadzwyczaj majestatycznie; do powolnego marszu obu sekcji rytmicznych dostosowują się bowiem grające unisono – i to w pełne krasie – dęciaki. Im bliżej końca, z tym większą mocą grają muzycy, pozwalając sobie przy tym na odważniejsze odstępstwa od głównej linii narracyjnej: tym samym kontrabasiści i perkusiści wytaczają szlak, a pozostali oplatają go swoimi partiami. Robi to piorunujące wrażenie. Podobnie jest w drugim w kolejności „Fake Face”, które zaczyna się od zmasowanego ataku podwójnego zestawu perkusyjnego (Cantillo plus Rundqvist) i ponownie idealnie zgranych ze sobą ścieżek instrumentów dętych. Najciekawsze zaczyna się jednak w drugiej części utworu, gdy Nordström i Äleklint oraz Ljungkvist i Barnö zaczynają prowadzić dialogi i wzajemnie napędzać się.
Po tej eksplozji następuje wyciszenie emocji w postaci „House of Tales”. Kompozycja rozkręca się powoli, aczkolwiek konsekwentnie; dużo ważniejszą rolę odgrywają w niej też pojedyncze instrumenty – głównie mocno harcujący klarnet Ljungkvista i znacznie dostojniejszy puzon Äleklinta. W „Homegrown Prophet” zespół robi kolejny krok w stronę budowania odpowiedniego nastroju: jako pierwsze odzywają się mrocznie brzmiące kontrabasy, do których z czasem dołączają monotonne perkusje i dęciaki (saksofony plus puzon). I tak jest praktycznie do samego końca utworu, którego finał wyznacza coraz bardziej zwalniająca tempo, aż do całkowitego zatrzymania, sekcja rytmiczna. Żywiej robi się w „Hope”, w którym po początkowym dokazywaniu po mniej więcej minucie krystalizuje się wreszcie główny motyw grany przez Niklasa Barnö, które następnie ustępuje miejsca Äleklintowi. Ekscytująco wypada zakończenie tego numeru, głównie za sprawą postbopowej improwizacji, pod wieloma względami przypominającej to, co Coleman i jego dwa kwartety zagrały na albumie „Free Jazz”.
Rozwinięciem idei zaprezentowanej w „Hope” jest „Brand New Dollars” – kolejny bardzo mocny punkt programu, w którym muzycy po raz pierwszy brzmią jak oktet z prawdziwego zdarzenia. Grają z wielką ikrą i rozmachem, a jednocześnie bardzo na luzie. Dzięki chwytliwemu groove’owi nogi same zaczynają chodzić. Wieńczący płytę „Morning Bliss” wycisza natomiast emocje. Do tego stopnia, że w pewnym momencie instrumentem wiodącym staje się kontrabas. Nawet gdy pałeczkę przejmują obie sekcje dęte, muzycy nie forsują tempa ani nie podbijają napięcia. Skupiają się na tym, by subtelnie i bezpiecznie doprowadzić słuchaczy do końcowego portu. Zmierzenie się z legendą Ornette’a Colemana wymagało sporej odwagi; wszak nie każdy artysta stojący na czele freejazzowych projektów odważył się na to. Tym większe brawa i podziękowania należą się Fredrikowi Nordströmowi, który podjął się trudu poukładania tej skomplikowanej materii i zrobił to z maestrią. Owszem, podążył szlakiem, który został przetarty już dawno temu; do historii więc raczej nie przejdzie, ale wdzięczność fanów jazzowych improwizacji na pewno zaskarbi sobie na lata.
koniec
13 listopada 2018
Skład:
KANAŁ LEWY:
Fredrik Nordström – saksofon tenorowy, saksofon barytonowy
Mats Äleklint – puzon
Filip Augustson – kontrabas
Christopher Cantillo – perkusja
KANAŁ PRAWY:
Fredrik Ljungkvist – klarnet, saksofon tenorowy
Niklas Barnö – trąbka
Torbjörn Zetterberg – kontrabas
Fredrik Rundqvist – perkusja

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o muzyce: Karmazynowa mistyka latających wielorybów
Sebastian Chosiński

25 VI 2019

To grzech! Wielki grzech zaniechania, że tacy artyści, jak basista Krzysztof Majchrzak, którzy od lat mieszkają i tworzą poza granicami kraju, gdzie cieszą się wielkim uznaniem, są w ojczyźnie zapomniani. Bo kto słyszał nad Wisłą o jego niezwykłym triu współtworzonym ze skrzypkiem Henrykiem Gembalskim i amerykańskim perkusistą G. Calvinem Westonem? Nieliczni. A przecież ich album „Magic Hands” to porcja doskonałego improwizowanego fusion.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: Słoń, który nie depcze po uszach
Sebastian Chosiński

20 VI 2019

Obie części „Psychedelic Backfire” zostały zarejestrowane w czasie tych samych występów i wydane tego samego dnia. Oddzielnie. Na pierwszej płycie grupa Elephant9 zaprezentowała się jako trio, na drugiej – jako kwartet. Do jej podstawowego składu doszedł bowiem, będący w pewnym okresie stałym gościem Stålego Storløkkena, szwedzki gitarzysta Reine Fiske.

więcej »

Tu miejsce na labirynt…: W restauracji, ale czy do kotleta?
Sebastian Chosiński

18 VI 2019

Ostatniego dnia maja norweskie progresywno-jazzrockowe trio Elephant9 wydało dwie płyty koncertowe. Właśnie! Dwie oddzielne, a nie jeden podwójny album. Choć tytuł – taki sam dla oby wydawnictw, czyli „Psychedelic Backfire” – może być trochę mylący. Co zatem różni oba krążki? Fakt, że na drugim pojawia się gość specjalny zespołu – szwedzki gitarzysta Reine Fiske. Dzisiaj jednak zajmiemy się płytą pierwszą.

więcej »

Polecamy

Echa – suplement

Zagraj to jeszcze raz Sam:

Echa – suplement
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Prawdziwe talenty znajdziemy na ulicy
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Melinda na kwasie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Tango z Morskiego Oka (w Warszawie)
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Cała ta miłość
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Stylowe, jak Chevrolet El Camino z 1968
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Dajesz Rudolf, dajesz
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zapach muzyki
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Życie o świcie
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Rockabilly dżungli
— Piotr ‘Pi’ Gołębiewski

Zobacz też

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.